szczury_wroclawia_kraty

Siła niedomówień cz. 1

Wiktor "Wiktul" Werner czwartek, 8 marca 2012

Miłość to temat nieśmiertelny, wspólny wszystkim gatunkom literackim, filmowym oraz innym formom szeroko pojętej sztuki. Na przestrzeni dziejów doskonalono go i maltretowano, raz ukazując w postaci wybitnych dzieł poetyckich, innym razem degradując do rangi romansidła. Ze względu na wyjątkowy charakter bieżącego dnia chciałbym przedstawić, przypomnieć czy też po prostu omówić krótko i zwięźle wybrane przeze mnie historie stosunków damsko-męskich w różnych płaszczyznach fantastyki. Historie, które pomimo licznych różnic, występujących między nimi zarówno w formie, jak i treści przekazu, łączyło najważniejsze: miłość mężczyzn i kobiet, której największym atutem (właśnie za sprawą przedstawicielek płci pięknej) była moc wszelkich niedomówień.

Aragorn i Arwena

aragorn, arwena, viggo mortensen, mortensen, liv tyler, tyler, liv, viggo

Pierwszy przykład, a już słychać jęki i śmiechy: "Jakie niedomówienia? Przecież wszystko wiadomo – Viggo i Liv Tyler, każdy widział!". Owszem, widział każdy, ale każdy, kto czytał, wie także, iż sam Tolkien miłości Kamienia Elfów i Gwiazdy Wieczornej poświęcił bardzo mało miejsca. "Bardzo mało", to wyjątkowo duży eufemizm, gdyż jeśli ktoś nie wczytał się uważnie w niektóre zdania, np. te opisujące wyjście Drużyny z Rivendell, mógłby nawet nie pomyśleć, że między tym Strażnikiem a księżniczką elfów dzieje się cokolwiek istotnego. Cały wątek, jakże istotny dla jednego z najważniejszych bohaterów "Władcy Pierścieni", nie zasługuje nawet na rangę epizodu, co drastycznie kontrastuje z paralelną historią Berena i Lúthien.

To także pierwszy przykład bardzo zręcznego rozwinięcia niedopowiedzenia w innej formie. Film Petera Jacksona nie tylko rozwija ten romantyczny wątek, lecz także uzupełnia niektóre luki w historii Tolkiena, a także w konstrukcji samej postaci Aragorna. Poza klasyczną historią miłosną mamy tu także dramat nieśmiertelności, dobitnie przedstawiony w scenie rozmowy Arweny z Elrondem. Tak oto za sprawą niedopowiedzenia ze strony autora, postać Arweny mogła powstać na nowo w pełnej krasie i trudno zakładać, że jakikolwiek suplement czy dodatek syna Tolkiena zrobiłby dla tej historii równie wiele.

Kelvin i Harey

kelvin, harey, george clooney, clooney, natasha mcelhone, mcelhone

Zostajemy przy literaturze i filmowych adaptacjach, choć przeskakujemy na zupełnie inny gatunek. Inaczej niż u Tolkiena, główny bohater powieści Lema otwarcie przeżywa swe dramaty, lęki i tęsknoty za ukochaną kobietą, która – wbrew wszelkim prawom fizyki, logiki i ogólnie pojętego miłosierdzia – powraca "zza grobu", pod postacią widziadeł, iluzji, materializowanych wspomnień tworzonych przez tajemniczy ocean Solaris. Wiemy, że Harey odebrała sobie życie, choć nie znamy przyczyn tej tragedii. Wiemy, że Kelvin wini się za to, lecz tajemnicą pozostaje, dlaczego człowiek tak inteligentny, w dodatku psycholog, poddaje się panice i wyrzutom sumienia, które objawiają się z czasem w coraz bardziej namacalnych, upiornych formach. Jego dramat, walka z cieniem Harey, który powraca raz za razem w niewyjaśniony sposób, tworzony mocą niedopowiedzianej miłości, łączącej ich niegdyś, staje się kluczem do poznania tajemnicy planety i ostatecznego fiaska całego przedsięwzięcia.

Ponownie też film idzie w sukurs literackiemu pierwowzorowi. Samą produkcję Stevena Soderbergha z 2002 roku oceniam niepochlebnie, jako szarpaną, pozbawioną początku i końca, rozmijającą się z nastrojem i sensem powieści Stanisława Lema. Niemniej największym jej atutem jest właśnie rozwinięcie i częściowa trawestacja wątku Kelvina i Harey. Na pierwszy plan wysunęła się tu Natasha McElhone, która nadała swej postaci nowy, bardziej ludzki charakter, za sprawą którego cały wątek stał się bardziej zrozumiały, nie popadając zarazem w oczywistość i dosłowność. Jednak to jego "oryginał", jak zresztą cała książka, jest według mnie najbardziej poruszająca i do dziś wywiera na mnie ogromne wrażenie.

Tywin i Joanna

Wstrząsów mózgu ciąg dalszy, ponownie przeskakujemy z psychologicznego science-fiction do fantastyki w najczystszym wydaniu, tym razem lądując bliżej gatunku "magii i miecza". Tywin Lannister to postać, której dziś nie trzeba przedstawiać chyba nikomu, nawet jeśli nie zetknął się jeszcze z książkowym pierwowzorem popularnego serialu. Potężny, bogaty, bezwzględny, nieludzko opanowany, inteligentny i wyrachowany namiestnik czterech królów, z pośród których przerastał każdego umiejętnościami i sprawnością umysłu. To postać, którą trudno polubić, nie sposób jednak odmówić jej przenikliwości i niezachwianej mocy, przed którą drżeli wszyscy, od największych wrogów począwszy, na jego własnych dzieciach skończywszy. Wiemy jednak, że głowa rządząca Westeros miała szyję, która nią kręciła. Wiadomo też, że lord Tywin nie zawsze był lodowatym niczym sam Mur człowiekiem, na twarzy którego nigdy nie gościł uśmiech. Jego żona, Joanna, według bardzo nielicznych przekazów była niegdyś jego sercem i życiem, jedyną prawdziwą radością, jaką zaznał i okazywał. Najcenniejszym skarbem, po utracie którego najbogatszy i najpotężniejszy człowiek Westeros przerodził się w bezwzględną machinę wojenną i polityczną. Czy lew nie straciłby serca, gdyby Joanna nie zmarła rodząc Tyriona? Czy sam karzeł byłby równie pogardzany i nienawidzony przez ojca, pomimo swych zalet i potencjału, dostrzeganego niechętnie przez Tywina? Czy wreszcie wynikające z tych uczuć zdarzenia, kluczowe dla losów Siedmiu Królestw, miałyby miejsce, gdyby miłość Joanny i Tywina trwała nadal?

tywin lannister, charles dance, dance, lannister, tywin

Trudno powiedzieć. Niedopowiedziana historia tych dwojga staje się jednym z wielu mitów, tworzących podstawy świata Georga R. R. Martina. Uśmiech Tywina Lannistera pozostaje opowieścią bardów, anegdotą lordów i dowcipem prostaczków właśnie za sprawą nieznanego nikomu wątku, który daje nam szczątkową wiedzę o "ludzkim" obliczu tego człowieka, lecz przede wszystkim podkreśla kontrast między tym, czym rzekomo był kiedyś, a tym, czym stał się później.

Bezimienny i Deionarra

deionarra, bezimienny, morte

Kolejny przeskok do innej rzeczywistości, choć w sumie nie tak diametralny, jak mogłoby się zdawać, wszak "Planescape: Torment" to interaktywna powieść o wyśmienitej fabule, a nie zwykła gra z wątkiem miłosnym. Dla obeznanych z tematem tytułowe niedopowiedzenie może wydać się pozorne, wszak wszystko wyjaśnia się w trakcie rozgrywki, a już od początku wiemy całkiem sporo – nieszczęśliwie zakochana kobieta, zdradzona przez swego nieśmiertelnego kochanka, mocą swej rozpaczy i miłości przywiązana do niego bez względu na czas i świat, w którym przebywa. Nie wiemy jednak, jak wyglądała ta miłość w pełnym zakresie, podobnie jak nieznany pozostaje nam "prawdziwy" stosunek Bezimiennego do samej Deionarry. Oczywiście, poznajemy motywy poprzednich wcieleń bohatera, naprzemiennie wykorzystujących i okłamujących nieszczęsną dziewczynę ze względu na jej dar przepowiadania przyszłości, czasem zaś litujących się nad własnymi czynami z poprzednich inkarnacji. Ostatecznie jednak prawdziwa natura człowieka, jej zmiana, zależy od nas, od tego, w jaki sposób wypełnimy niedopowiedziany wątek miłości tej dwójki, która ostatecznie trwa ponad wszystkim – bezkresem światów i śmierci, bezlikiem kłamstw i tajemnic. Bez Deionarry, Bezimienny nie mógłby stać się "na powrót" człowiekiem, choć nie musiałoby to oznaczać jego końca. Przy jasnym, pełnym i jednoznacznym obrazie tego romansu, pozbawieni pola do wątpliwości i interpretacji, moglibyśmy pokierować historią w tylko jednym, właściwym kierunku. Odpowiedzi na zagadkę Raveli jest wiele, tylko od nas zależy, którą z nich wybierzemy. Zaś ten wybór w znacznej mierze zależy właśnie od sposobu, w jaki dopowiemy sobie niniejszą historię.

Deckard i Rachael

harrison ford, sean young, young, sean, harrison, ford, deckard, rachael

Raz jeszcze adaptacja filmowa przedstawiająca relację, której próżno szukać w książkowym oryginale. Z jakiego powodu łowca androidów zakochuje się w jednym z nich? Co skłania Harrisona Forda do obdarzenia uczuciem maszyny wtedy, gdy jednocześnie jego życiu zagraża Rutger Hauer i jego towarzysze? Obserwujemy tę historię, śledzimy ją dokładnie minuta po minucie, a jednak jakiś kluczowy moment zdaje się nam umykać, jakby wycięty w drodze reżyserskich poprawek przy montażu. Być może znużony nieustannym pościgiem i ucieczką zabójca wybrał jedną ze swych ofiar na ucieczkę od swego dotychczasowego życia? Może zdołał dostrzec w niej piękno niezależne od tego, w jakim stopniu jest człowiekiem, a może sama ta różnica straciła dla niego znaczenie? Wszystko to tylko moje domysły, coś, co mogę sobie jedynie dopowiedzieć. I całe szczęście, bo gdyby cały związek Ricka Deckarda i Rachael rozwinął się i zakończył na naszych oczach, gdybyśmy wiedzieli, dokąd dotarli i jak długo trwało jej życie, "Łowca Androidów" zapewne nie byłby uznawany najlepszym filmem w historii swego gatunku.



To tylko pięć bardzo różnych, krótko omówionych wątków. Na myśl nasunęło mi się jeszcze więcej, jeszcze bardziej zróżnicowanych i "rozstrzelonych" gatunkowo – Parys i Helena, Adam i Ewa, Spike i Julia czy Gendo i Yui Ikari. Przykłady można mnożyć, wolę jednak pozostawić je Wam i dowiedzieć się przy okazji, czy również dla Was, drogie Panie (i Panowie), niedopowiedzenia stanowią największy atut podobnych, niekoniecznie fikcyjnych historii.

Ocena użytkowników 9 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Qwan · czwartek, 8 marca 2012, 22:12
0
Hmmm... Cóż.... Wątek miłosny większości postaci jest trudny i słusznie. Kto by chciał, aby np. Aerie i główny bohater z baldursa - CIACH od razu byli parą. Wątek musi się rozwijać, na tym polega jego urok. Sposoby na opisanie miłości są podejmowane OD WIEKÓW, a co najlepsze jeszcze nikomu się to nie udało. Masz rację, te wątki są niedopowiedziane, ale czy nie uważacie, że to dodaje im właśnie tego czegoś? W temacie jest siła niedomówień i jest to wyjątkowo trafna nazwa. Mówi za siebie. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszystkie związki są szczęśliwe. Np. Romeo i Julia. Są różne rodzaje miłości: toksyczna (moja ulubiona ), nieodwzajemniona, braterska itp. No, ale nie będę się rozwodzić, tylko dam się wypowiedzieć innym.
Lionel · czwartek, 8 marca 2012, 22:48
0
Tak, toksyczna miłość zawsze zwracała moją uwagę. Patrzenie jak coś ogólnie uznawanego za dobre (miłość) niszczy jedno lub oboje kochanków... piękne. Lepsze to niż nieodwzajemniona miłość, która w filmie stała się zbyt płaska. Powiem ci Wiciu, że z tych opisanych par, to znałem tylko tę Tolkiena... w moim zestawieniu znalazłby się ktoś zupełnie inny, np. właśnie Spike i Julia.
Wiktul · czwartek, 8 marca 2012, 23:44
0
I o nich musiałbym napisać osobny tekst, co może niniejszym uczynię
Maxosh · wtorek, 18 lutego 2014, 20:27
0
Hmm... nie spotkałem się z żadnym romansem oprócz pierwszego... ojoj....
Wiktul · środa, 19 lutego 2014, 14:53
0
To już się spotkałeś Zobacz zatem, czy znasz romanse przedstawione w części drugiej
Withord · środa, 19 lutego 2014, 18:11
0
Właśnie sobie przypomniałem, że wielce byłem zdziwiony oglądając Władcę Pierścieni że wystapił tam jakiś romans między Aragornem a tą jak jej tam. Przez długi czas byłem przekonany że to dodał reżyser.
Ranger Krzyś · środa, 19 lutego 2014, 22:59
0
Suplementów na końcu "Powrotu Króla" się nie czytało... romans Aragorna i Undomiel to niezły przykład tytułowej "siły niedomówień". Gdzieś tam jest wzmianka o tym, że Ellesara coś trzyma przy Rivendell, a w innym miejscu jest mowa, że Aragorn od Gaaladrieli dostaje broszkę, która należała "sami wiecie rozumiecie do kogo".

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...