piorun_kulisty

Recenzenckie RPG

wtorek, 1 września 2015

Nareszcie koniec! Koniec trosk o to w co się bawić, jak zagospodarować nadmiar wolnego czasu. Kłopot z głowy! Studenci muszą jeszcze trochę poczekać na koniec wakacji, ale to ich problem. Może być i tak, że co starsi czytelnicy zdążyli już zapomnieć o nieudanym urlopie, ale nie bądźmy drobiazgowi, nie ich wina, nie zamierzamy nikogo dyskryminować. Każdy ma prawo do zabawy. W konkursie mogą wziąć udział wszyscy, niezależnie od wieku, wzrostu, czy też innej petite difference. Wymagana jest tylko przynależność do fantastycznego bractwa.

konkurs, recenzenckie rpg

Gejmeksowi recenzenci wcielili się na tę okoliczność w różne role i opisali pokrętnie crème de la crème fantastycznej literatury. Waszym zadaniem jest podanie tytułów książek lub ich serii. Wszystkie należą lub aspirują do kanonu szeroko pojętej fantastyki. Teksty mogą zawierać różnorakie tropy ułatwiające identyfikację. Zakładamy, że osiągalna jest absolutna pewność pod tym względem. Miłej zabawy. Wygrywają uczestnicy, którzy udzielą najwięcej poprawnych odpowiedzi. Przy ich równej ilości decyduje losowanie.

Zgłoszenia należy wysyłać na maila: konkurs@gameexe.pl. A wszystkie szczegóły możecie znaleźć na stronie konkursu.

1.

Aż dziw zabiera dech, że bajka, a raczej powieść przeznaczona dla dzieci, posiada tyle odnośni do klasyki literatury. Począwszy od chrystusowego zmartwychwstania, mitologicznych stworzeń, poprzez moralne, niczym u Dostojewskiego, odrodzenie jednego ze zbłądzonych braci, a kończąc na andersenowskiej pani o lodowatym sercu. Nie da się ukryć, że dla wielu dojrzałych czytelników, także i dla mnie do niedawna, współczesne fantastyczne "wymysły" były tylko mrzonkami dla czytelniczego plebsu, jednak niczym literaccy bracia Karamazow – przyznaję się, że zbłądziłem przez swą pychę, nie dając szansy temu gatunkowi.

2.

Na początku klasyczne głupoty: zombie (pod inną nazwą) które mają być super atrakcją i parę innych absurdalnych rzeczy, typu ożywające smoki (czyli znowu zombie). Ten gatunek jest niereformowalny . Elementy fantastyczne, to – jak zawsze – czysty banał, ale przez większość książki – na szczęście – stoją one w cieniu realistycznej, prawdziwej fabuły. Powieść, wyraźnie inspirowana historycznymi, średniowiecznymi intrygami i rodowymi waśniami, przepełniona jest krwią i perwersją. Nie naraża inteligencji czytelnika na szwank. Zastanawiać się wręcz można, dlaczego autor realizuje się w tak podrzędnym gatunku. Pomijając fantastyczne elementy, mocny trunek! Wstrząśnięty, nie zmieszany.

3.

Porąbana rodzinka. Braciszek kroi wiewiórki. Siostrzyczka się boi i brzydzi, ale mu pomaga zdobyć władzę nad światem. Ten Trzeci jest najważniejszy, niewinny zabójca, niszczyciel światów! Dobre! Karta zgrana, pod publiczkę – każden jeden kucyk marzy żeby biegun zdobyć – ale dobre. To takie fajans-sikszyn. Nie moja to je bajka, film czasem człowiek zobaczy i starczy. W tym akuratnie cuś nie stykło, ale książka wymiata. Nad zakończeniem cyklu Anioł Moroni mógłby spuścić zasłonę milczenia. Się mi ładnie napisało, nie?

4.

To taka piękna, cudowna historia o miłości. Po prostu cudowna. On ją tak kocha, a ona jego i w końcu są tacy szczęśliwi. Najpierw muszą wiele przejść, ale to w końcu uczy nas wytrwałości, bo prawdziwa miłość wymaga poświęceń. I to nie kobieta zawsze musi się poświęcać, powinien to robić mężczyzna. I on to robi. Poza tym jest przystojny. I jej pilnuje, patrzy jak śpi. Sprawdza nawet z kim rozmawia i się spotyka. Dba o jej bezpieczeństwo i jest taaaki słodki. I jest przystojny. Tylko ona taka sobie. Ja zagrałabym to lepiej. I lepiej bym przy nim wyglądała. Niektórzy narzekają, że ta historia jest naiwna, ale się nie znają i nic nie wiedzą o prawdziwej miłości. Miłość nie uznaje żadnych podziałów i pokonuje wszystkie bariery. Wszystkie. Kto powiedział, że kobieta może się związać tylko z człowiekiem i żyć z nim długo i szczęśliwie? Skończmy z tymi uprzedzeniami. Byłoby taaaak cudownie. I słodko. Dzień się kończy, noc zaczyna. A noc jest piękna, dobranoc. Pamiętajcie o diecie, w końcu miłość wymaga poświęceń. Też musicie trochę pocierpieć.

5.

Pewnie i tak nie zrozumiecie, bo do tej literatury potrzeba studiów, ale spróbuję, zrobię co w mojej mocy, wystosuję odpowiednie argumenty i wytoczę działa, by was, moim drodzy, oświecić. Neurotyczne wizje, stany kataleptyczne, klaustrofobiczny lęk – prawdziwa groza czarnego romantyzmu (który, swoją drogą, narodził się w 1973 roku, upojony transcendentalnym obrazowaniem, dojmującym pesymizmem, z silnymi wpływami powieści gotyckiej, którą to w swej osobliwej postaci zainicjował, jak wiecie, Horace Walpole). Odbiegłem trochę, ale wracam – to wszystko cechy zbiorczego wydania opowiadań tego pisarza, który zainspirował choćby naszego twórcę horroru kolejowego, który zmarł nie wiadomo jak, który w przerwie między kolejnymi opowiadaniami iście Unheimliche spędzał czas z 13-letnią żoną, cioteczną siostrą zresztą. I w tym zbiorze, zawierającym choćby pierwszy kryminał, ale też próbę motywu Doppelgänger czy wyszukane formy tortur, mieszczą się imaginacje, które straszyły w XIX wieku i straszą do dziś. Te opowieści pogrzebią wasze poczucie bezpieczeństwa. W murowanej krypcie! Żywcem!

6.

Ano czytałem, czytałem, długie. Czy coś co ma tyle tomów może być dobre? Z Dostojewskim, Tołstojem, Kafką i Schulzem równać się nie może nawet! Może co najwyżej buty im czyścić. Żelazny kanon fantastyki? To tylko o całym gatunku świadczy. Zazwyczaj, tak jak w tym przypadku – postaci nawalone, amnezja głównego bohatera, miasta na niebie... Wy sobie wyobraźcie, że nawet jednorożec istotną rolę tam gra! Zwierzę, co nie istnieje! W poważnej literaturze (którą czytuję regularnie, podkreślam) coś takiego byłoby nie do pomyślenia. A to i tak wierzchołek góry lodowej, bo nawet imienia dla postaci z następnych części ten autorzyna wymyślić nie umiał, z legendy arturiańskiej musiał zapożyczyć. To dobre dla dzieci, na czymś się muszą uczyć czytać.

7.

"Klasyka science fiction" – mówiła. "Romantyczne arcydzieło! Prototyp horroru!". Rzewne jaja. Mdłe filozoficzne gadki i "dylematy moralne" do porzygu. Czary Mary jakieś, nic nie pasi. Taki horror, to Ania z Zielonego Wzgórza (bleh) by napisała. Mocno nieświeże toto i przy czytaniu zalatuje. Lepiej na klimatyczną imprezkę film z de Niro ściągnąć, jak już. Wyjdzie na jedno. Innych nie polecam, bo laska (polonistka, znaczy się) laskę postawić może, hłehłe.

Konkurs jest częścią KAPPy – Katedry Anarchicznej Protodydaktyki Postmetodycznej.

kappa, recenzje

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...