Wywiad z Mac Abrą

Thorin niedziela, 21 marca 2010

Game Exe: Jak wygląda praca redaktora naczelnego? Jakie są twoje obowiązki? Czy to naprawdę tak duże obciążenie?

Mac Abra: Tak naprawdę nie da się tego szybko streścić – to jest powieść w trzech tomach. Redaktor naczelny odpowiada za wszystko. Moim zadaniem jest pilnowanie, aby wszystko toczyło się w dobrym kierunku i z właściwą prędkością, żeby każdy działał tak jak powinien… Muszę wiedzieć o wszystkim i o wszystko dbać.

Game Exe

GE: Jak długo pracujesz jako redaktor naczelny?

Mac Abra: Pracuję etatowo od stycznia 1997 roku. Redaktorem naczelnym byłem wcześniej, przez parę miesięcy, później przestałem nim być, a teraz jestem nim znowu. Długo byłem zastępcą redaktora naczelnego i powiem szczerze, że lepiej się wtedy czułem, bo było to dla mnie mniejsze obciążenie psychiczne. Bycie tym pierwszym wymaga jednak skóry bawoła i odporności nosorożca. Nie jest to praca lekka, bo odpowiadam nie tylko za siebie, ale za losy całego pisma i wszystkich, którzy tu pracują.

GE: Bardzo dużą część swojego czasu poświęcacie grając w gry komputerowe. Czy ciągle znajdujesz czas, aby grać dla przyjemności w domowym zaciszu?

Mac Abra: To jest raczej dziwne, bo mówią, że rzadko spotyka się drwala, który dla rozrywki rąbałby drzewo po pracy... Gry komputerowe są pasją. Nam się tak udało, że my możemy z tej pasji uczynić źródło zarobkowania i to jest bardzo w porządku. Dlatego to nie jest tak, że ja po ośmiu godzinach wyłączam komputer i mówię "nareszcie koniec", a następnie zajmuję się tym, co mnie naprawdę interesuje. Na szczęście robię to, co lubię i jeszcze mi za to płacą – to takie moje motto.

GE: Jak to jest u Was z przydziałem gier do recenzji? Czy działa to na zasadzie zgłoszeń? Macie jakieś specjalizacje?

Mac Abra: Dla mnie tak naprawdę ważne jest, aby recenzja gry wpłynęła w odpowiednim czasie i określonej formie, a już kto to napisze jest mi zupełnie obojętne. Najprościej jest, jak chłopaki ustalają wszystko między sobą i wszystko jest jasne. A jeśli są problemy, ja decyduję kto dostanie daną grę.

GE: Cały czas musicie być na bieżąco z nowościami, bo na tym polega Wasza praca. Czy macie jeszcze czas, aby w tej chwili wracać do klasyki gier komputerowych?

Mac Abra: Klasyka gier jest naszą pasją. Wracamy do tego, co lubimy. Ja dla przykładu cały czas gram sobie w domu w Steel Panthers. To gra strategiczna, która wyszła, o ile dobrze pamiętam, w 1995 roku. Szczerze mówiąc, na pewno znam ją lepiej niż jej twórcy. Gram w nią już tak długo, że chyba mogę nazwać każdego piksela w niej po imieniu. Oryginalna gra zawierała 80 scenariuszy. Ja sobie ściągnąłem z Internetu koło 3 tysięcy scenariuszy i każdy z nich ukończyłem po obu stronach. Granie ze mną w ten tytuł to głupi pomysł. Jeśli zapraszam kogoś na rozgrywkę, to raczej jest to gra do jednej bramki.

GE: A jakie są Twoje ulubione pozycje z przeszłości?

Mac Abra: Najchętniej gram w dawne, turowe strategie – mam ich kilka. Lubię wrócić do Medal of Honor: Allied Assault. To był pierwszy FPS, który wbił mnie w podłogę. Po raz pierwszy zobaczyłem tę grę na E3 i od razu wiedziałem, że będzie wielka.

Game Exe

GE: A grasz może czasem w RPG'i?

Mac Abra: Lubię grać w RPG'i, ale to jest specyficzne uwielbienie. Grałem w KotOR-y, bo były osadzone w uniwersum Star Wars. Grałem w Wiedźmina, bo każdy w to grał. Ale na przykład ludzie robią wielkie oczy, gdy dowiadują się, że nie ukończyłem Baldur’s Gate.

GE: Czy jeżeli fantastyka, to Science Fiction czy fantasy?

Mac Abra: Bardziej SF niż Fantasy, bo wychowałem się na tym gatunku. Czasami fantasy, np. Sapkowski, Tolkien i pozostali przedstawiciele klasyki. Zdecydowanie wolę pojeździć Tygrysem, niż polatać na smoku, więc wolę jednak gry osadzone w realiach, które znam, bo większą przyjemnością jest dla mnie zdobyć Berlin w ’43, niż powiedzmy ocalić Śródziemie (śmiech).

GE: Jak w ogóle oceniasz kierunek, w którym zmierza branża gier komputerowych?

Mac Abra: Tak jak wszyscy i jak zawsze, którzy mówią, że kiedyś było dużo lepiej i wszystko zmierza ku wielkiej katastrofie (śmiech).

GE: Faktycznie gry robią się coraz bardziej „każualowate”. Coraz mniej uwagi poświęca się fabule, a skupia się na oprawie graficznej.

Mac Abra: Rzeczywiście, gry robią coraz prostsze, bo ludzie mają mniej czasu i każuale, którzy nie mają czasu, aby spędzić 80 godzin przy queście podstawowym i 300 godzin na zadaniach pobocznych, chcą sobie usiąść cztery razy w tygodniu na 4 godziny, kiedy mają wtedy wolne, aby zaliczyć całą gierkę. Dla nich właśnie się te gry robi i nie ma się co oburzać, bo jeśli popatrzymy też na firmy, to zauważymy, że gry i filmy są coraz bardziej efekciarskie, ale też coraz płytsze. Jak się spojrzy na pierwszego i ostatniego Terminatora, to widzimy tę dysproporcję. Technicznie pierwszy Terminator nie ma szans z najnowszym, ale jeśli chodzi o zawartość, przekaz i ogólne wrażenia oraz emocje, to tutaj jest sytuacja zupełnie odwrotna. Ja zawsze mówię, że nie będę się kopać z koniem. Cieszę się z tego, co mam. Cieszę się, że gry są krótkie, proste, ale fajne. Powiem szczerze, że sam u siebie zauważyłem taki dziwny objaw, że o ile kiedyś lubiłem grać w bardzo skomplikowane ekonomiczne tycoony, to teraz kompletnie tego nie trawię. Nie mam czasu na grę, w której jak coś kliknę, to za 30 godzin zobaczę tego wynik, bo po prostu te 30 godzin rozkładam na cały miesiąc. Teraz wolę sobie włączyć coś, w co pogram godzinę czy półtorej. Gdybym miał teraz grać w coś skomplikowanego, to bym pewnie odpuścił i odpalił jakiegoś FPS-a, żeby się zrelaksować.

Game Exe

GE: A jak oceniasz w tej chwili perspektywy rozwoju rynku gier pecetowych? Są na ten temat różne zdania. Niektórzy sądzą, że ten rynek zostanie wyparty przez konsole...

Mac Abra: PC nigdy nie zostanie wyparty przez konsole. Istnieją miliony pecetów na świecie i ludzi kusi, żeby na tym zarobić. Wiadomo, że oni nie tylko pracują, ale też grają. Można się tylko zastanawiać, w którym kierunku to pójdzie. Na pewno w MMO, bo to jest nisza, gdzie konsole sobie niespecjalnie radzą.. Nie uważam, żeby ten rynek całkowicie zszedł na psy. Konsole mogą wchłonąć znaczną część rynku, ale jakiś hardkor na pewno pozostanie. Mogę grać w FPS-a na konsoli, ale żadna konsola nie zastąpi peceta z myszką i klawiaturą. Konsole są fajne, ale są też moim zdaniem płytkie. Co prawda mamy całą masę japońskich RPG'ów o głębokiej fabule, ale ja takich gier po prostu nie trawię.

Przyznam, że sam chciałem sobie kupić konsolę. Udałem się więc do sklepu i przyjrzałem się szerokiej ofercie gier. Było tam pełno zręcznościówek, gier akcji i samochodówek. Gdy zapytałem o jakąś strategię, albo porządnego RPG, sprzedawca stwierdził, że takich rzeczy nie dostanę. Dlatego podziękowałem. Jestem typem hardkorowego gracza pecetowego i tak naprawdę konsole nie są mi do niczego potrzebne.

GE: Jakie jest Twoje nastawienie do gier MMO? Z tego, co nam wiadomo, nie jesteś ich zwolennikiem.

Mac Abra: Nie jestem ich zwolennikiem, ponieważ tak naprawdę nigdy nie trafiłem na grę MMO, która by mnie zachwyciła. Poza tym zupełnie nie wiem co ludzie widzą w World of Warcraft. Kompletnie tego nie czuję. Ja jestem komputerowym singlem. Wychowałem się na grach, gdzie jedynym dostępnym trybem był single player, ewentualnie hot seat. Owszem, grałem po sieci w takie gry jak Warcraft i Warcraft 2 i było całkiem fajnie. Myślę, że gdybym miał więcej czasu i trafiłaby mi się jakaś fajna sieciówka, to bym się skusił. Po cichu liczę na Star Wars: The Old Republic. Bardzo lubię uniwersum SW, więc na pewno dam tej grze szansę.

GE: Jakie jest ogólnie podejście redakcji do gier MMO? Chyba jednak macie więcej entuzjastów niż przeciwników takiej formy rozrywki?

Mac Abra: Większość eMMO się pocięła (śmiech) Jestem tutaj w mniejszości. Oczywiście mamy tutaj wielką frakcję WoW-a..

GE: Czy czasami nie paraliżuje to pracy w redakcji?

Mac Abra: Kiedyś tak, szczególnie za czasów świetności Enemy Territory. Wtedy nieraz musiałem użyć siły, aby zmusić ludzi do pracy zamiast ciągłego grania. Jeśli chodzi o World of Warcraft, to granie naszej redakcji w tę grę nie przeszkadza mi, dopóki teksty są nadsyłane w terminie. Oczywiście, jeśli widzę, że ktoś siedzi przy WoW-ie kolejną godzinę, to zaczyna mnie to irytować. Jestem w stanie zrozumieć potrzebę oderwania się od rzeczywistości na godzinkę wiedząc, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to dana osoba może zostać po pracy i nadrobić zaległości. To jest redakcja, a nie fabryka...

Game Exe

GE: Kto w redakcji ma podobne zdanie o MMO?

Mac Abra: Wydaje mi się, że to ja jestem największym antyfanem MMO w redakcji, pewnie ze względu na wiek. Młodym ludziom gra w gry MMO wydaje się teraz oczywista, bo niby po co mieliby grać w samotności, skoro jest możliwość zrobienia tego w grupie. Dla nich głównym argumentem jest to, że żywi ludzie są inteligentniejsi, no i daje to możliwość nawiązania nowych znajomości. Ja mam swoich znajomych i nie muszę szukać nowych w sieci.

GE: Czy poza The Old Republic, o którym wspomniałeś wcześniej, są jeszcze jakieś gry, na które w tej chwili czekasz?

Mac Abra: Zawsze się coś znajdzie. Czekam na Wiedźmina 2. Szczerze mówiąc, tak naprawdę staram się nie czekać na żadną grę, bo im dłużej czekam, tym większe rozczarowanie z mojej strony. Nawet, jeśli jest całkiem niezła, to i tak jest słabsza, niż oczekiwałem. Jako wieloletni gracz nauczyłem się, żeby nie czekać, a brać to, co jest i się tym cieszyć. Wtedy można trafić na wiele przyjemnych niespodzianek.

GE: Czy ostatnio były jakieś gry, które zwróciły Twoją szczególną uwagę?

Mac Abra: Ostatnio na pewno był to kolejny Modern Warfare. Co prawda myślałem, że druga część będzie dwa razy lepsza niż jedynka, ale to się niestety nie sprawdziło. Mimo wszystko grało mi się bardzo fajnie. Duże emocje wzbudził we mnie Dead Space, bo można się było przy tej grze autentycznie przestraszyć. Nieźle mi się grało w Wiedźmina, ale kiedy to było... Ostatnio było wiele fajnych gier, ale jakoś szczególnie nie zapadły mi w pamięć i gdybym musiał teraz wymienić te najlepsze, to miałbym z tym z pewnością niemały problem. Były fajne, ale nie na tyle, żeby jeszcze ciągle o nich rozmyślać. Niestety, albo ja się starzeję, albo to wina samych gier. Z pewnością oba stwierdzenia są prawidłowe :)

GE: Czym według Ciebie powinna się charakteryzować dobra gra? Na co zwracasz szczególną uwagę?

Mac Abra: Ja wyznaję zasadę, że jeśli zupa jest dobra, to nieważne, czy marchewka jest pokrojona równo, a wywar jest odpowiednio przezroczysty, tylko po prostu patrzę na całość. Jeśli coś mi „smakuje”, to nie ma sensu wnikać w szczegóły. Gdybym musiał wymienić najważniejszy element gry, to byłaby to z pewnością fabuła. Jeśli gra opowiada ciekawą historię, to jest w stanie wybaczyć niemal wszystko. Od czego mamy wyobraźnię? Kiedyś w czasach 8-bitowców 4 piksele spełniały rolę wielkiego statku kosmicznego i nikomu to specjalnie nie przeszkadzało. Dla przykładu Steel Panthers, o którym mówiłem wcześniej, już w dniu premiery (1995) wyglądał okropnie. W tej chwili w ogóle nie można na to patrzeć, ale ja w tej grze ciągle widzę prawdziwe czołgi Tygrysy T-34 i nie muszę mieć tego przed oczami. Uważam, że jeśli człowiek ma bujną wyobraźnię, to gra nie musi mieć dobrej grafiki. Problem jest w tym, że w tej chwili robi się gry piękne i kolorowe, bo współczesne dzieciaki nie mają wyobraźni i muszą mieć wszystko przedstawione na ekranie monitora z najmniejszymi szczegółami. Innymi słowy – jeśli czegoś nie zobaczą, to dla nich to nie istnieje.

Zawsze mnie to irytowało, gdy oglądałem adaptacje książek. W wielu przypadkach bohater kompletnie nie pasował do mojej wizji. Tak było m.in. w przypadku Władcy Pierścieni Petera Jacksona. Wizerunek filmowych elfów zupełnie nie pokrywał się z tym, czego oczekiwałem po przeczytaniu książki. Teraz już zawsze ludzie sięgający po Tolkiena po obejrzeniu filmu Jacksona będą widzieć Legolasa jako wypierdka zagranego przez Orlando Blooma...

Game Exe

GE: Czy interesujesz się fantastyką? Czytujesz literaturę fantastyczną?

Mac Abra: Tak, ja się na tym wychowałem. Obecnie czytam jej zdecydowanie mniej niż kiedyś. Teraz, kiedy mógłbym mieć całą literaturę, o której marzyłem w młodości, bo wtedy była po prostu niedostępna, nie chce mi się już tego czytać. Mimo wszystko ciągle jestem wielkim fanem fantastyki. Szczególnie lubię książki Stanisława Lema, który jest dla mnie guru fantastyki.

GE: Masz jeszcze jakichś ulubionych autorów poza Lemem?

Mac Abra: Z polskich twórców na pewno Sapkowski, który jako jeden z niewielu polskich autorów literatury fantasy przekonał mnie do siebie. Może dlatego, że jego książki są inne niż typowe pozycje z tego gatunku – są mniej baśniowe, a bliższe naszym rzeczywistym realiom. Tak naprawdę jeśli chodzi o polskich twórców fantastyki, to wszystko. Z zachodnich kiedyś bardzo lubiłem Harry’ego Harrisona, szczególnie sagę o Stalowym Szczurze. Tak naprawdę kiedyś łykałem fantastykę jak leci, ale miałem kilka swoich ulubionych książek, takich jak „Gwiazdy moje przeznaczenie” Bestera, które zresztą gorąco polecam, bo to niesamowita książka. Pomimo, że napisana z 40 lat temu, do dzisiaj rozkłada na łopatki.

GE: Teraz może pytanie z zupełnie innej beczki. Czy mógłbyś nam zobrazować, jak wygląda deadline? My takiego pojęcia nie znamy, bo nie działamy fizycznie jako redakcja i raczej nie mamy sztywnych terminów.

Mac Abra: Trudno mi to opisać. Musiałbym użyć bardzo niecenzuralnych słów, jakie padają podczas deadline’u. Powiem więc na czym polega deadline – polega na tym, że mamy nieprzekraczalny termin oddania pisma do druku. Nie-prze-kra-czal-ny. A to oznacza, że każda godzina zwłoki to straty wynikające z pustej pracy maszyn drukarni, a to kosztuje naprawdę dużo. Jako redakcja jesteśmy na samym końcu łańcucha produkcyjnego i wszelkie opóźnienia, które powstają (a powstają zawsze...) wymuszają na nas przyśpieszenie prac w celu nadrobienia strat. Do takich sytuacji dochodzi np. w wyniku opóźnień kuriera. Może się zdarzyć taka sytuacja, że dostaniemy daną grę o 19, a recenzja musi być napisana na 20-21. I teraz pojawia się pytanie – co robić? Najprościej nie robić nic, ale wszyscy wyczekują tej gry i jej recenzji, więc ciąży nad nami ogromna presja. Z drugiej strony zrobić gierkę po łebkach to też ból. Jeśli to jest FPS, to ktoś siada na osiem godzin, żeby go ukończyć i zabiera się do pisania recenzji. A gdy trafi się RPG, którego główny wątek zajmuje 40 godzin? Wtedy jest rozpacz... A to tylko 1 z 1001 problemów, jakie wtedy mamy. Jest nerwowo wtedy...

GE: Jak to jest u Was z pisaniem tekstów? Piszecie ciągle o grach, które są przecież podobne. Czy ciągle macie wenę do pisania? Czy nie staje się to dla Was monotonne?

Mac Abra: Kiedyś słyszałem takie stwierdzenie, że najlepszym natchnieniem jest puste konto bankowe (śmiech). Nie chciałbym tutaj mówić trywialnie, że wszystko ogranicza się do pieniędzy, bo wenę też trzeba mieć. Czasem się pisze z uczuciem, a czasem warsztatem. Zawodowiec może pisać gorzej lub lepiej, ale nigdy nie zejdzie poniżej pewnego poziomu i najlepiej, żeby ta granica była ustalana maksymalnie wysoko.

Game Exe

GE: Może jeszcze jedno pytanie, tym razem czysto organizacyjne. Jeśli chodzi o zmiany w czasopiśmie dotyczące treści, formy i struktury – czy organizujecie jakieś burze mózgów i wszyscy się wypowiadacie na te tematy, czy wszystko jest odgórnie narzucone?

Mac Abra: To też trudno jest powiedzieć. Czasami siedzimy sobie w redakcyjnym gronie i myślimy, co by tu zmienić. Czasami przeprowadzamy badania tzw. „copy testy”. Pismo to nie jest nasz folwark. Pismo jest własnością wydawnictwa i to właśnie wydawnictwo narzuca nam ogólne ramy. Możemy np. dostać zalecenie, żeby pisać więcej o grach MMO, bo badania pokazują, że czytelnicy chcieliby o tym więcej informacji. Natomiast jeśli chodzi o styl pisania, formę w jakiej to podamy, to jest to już nasza sprawa. Mimo wszystko ta ingerencja ze strony wydawcy jest niewielka. Po prostu jest taka zasada, że jeśli pismo się dobrze sprzedaje, to redaktorzy raczej wiedzą, co robią i nie należy im przeszkadzać.

GE: Od lat w Waszej redakcji widzimy tych samych ludzi. Jak to jest z Waszą pasją do gier? Na pewno taka praca bardzo podoba się świeżo upieczonym redaktorom. Jak jest później?

Mac Abra: Na początku jest to wręcz dziecięca zabawa. Przez pierwsze dwa lata miałem z tej pracy taką radochę, że mogłem to robić za darmo. Wraz z upływem kolejnych lat entuzjazm się nieco zmniejsza. Mimo wszystko to jest pasja, a pasja zawsze pozostanie pasją. Nawet jeśli po jakimś czasie nie odczuwam już tej samej frajdy, to jest to normalne zjawisko, ale cały czas jest to dla mnie fajna praca. Jest wielu ludzi, którzy nienawidzą swojej pracy, a muszą ją wykonywać. Nie pamiętam takiej sytuacji, żeby ktoś tu u nas siedział i narzekał, że musi grać. Mimo wszystko my się tą pracą bawimy. Każdy z nas jest świadomy, że złapał naprawdę dobrą fuchę. Dla mnie piekłem byłaby praca, w której musiałbym codziennie spędzać osiem godzin przed Excelem. I tak przez 30 lat. Przecież to jest koszmar.

GE: Czy zdarzały się u Was takie sytuacje, kiedy to redaktor po kilku latach pracy miał już kompletnie dość i nie mógł się już patrzeć na gry komputerowe?

Mac Abra: Oczywiście, że tak. Warto jednak zauważyć, że przez ostatnie 15 lat rdzeń redakcji praktycznie nie uległ zmianie i to jest prawdziwy ewenement. Oczywiście wystąpiły pewne zmiany personalne, ale one są nieuniknione w czasie. Zdarzało się, że ludzie poczuli się zmęczeni i wypaleni i się po prostu zwalniali. W takich okolicznościach odeszło kilka osób, m.in. Maciek Jakubski, znany jako Eld. Miał po prostu dość grania, bo przestało go to bawić. Ogólnie nasza ekipa trzyma się bardzo dobrze, z czego bardzo się cieszymy. Wśród nas nie ma nikogo, kto siedziałby w redakcji z przymusu. Trudno powiedzieć, jak głęboko jest w tej chwili nasza motywacja, ale wydaje mi się, że nadal wszyscy robią coś, co czują. Na pewno nie jest to odwalanie pańszczyzny i męczenie się z samym sobą oraz otoczeniem. Powiem tylko że w życiu robiłem już różne rzeczy, a praca w redakcji CDA nie jest moją pierwszą, ani też nie ostatnią pracą. Patrząc z perspektywy czasu uważam, że to jedna z moich najlepszych „fuch” jak do tej pory, a kto wie, czy nie najlepsza.

GE: Jak oceniasz zmiany, które zaszły w CD-Action na przestrzeni lat? Czy wszystko poszło w dobrym kierunku?

Mac Abra: Świat się zmienia, ludzie się zmieniają i my musimy się zmieniać. Błędem wielu naprawdę dobrych branżowych pism, które zaliczyły gwałtowne zgony było to, że oni nie chcieli się zmieniać. W wielu przypadkach redaktorzy tworzyli czasopisma, które sami chcieliby czytać zamiast takich, które ludzie chcieliby kupić. Przez to dochodziło do szybkiego spadku sprzedaży spowodowanego niedopasowaniem treści do grupy docelowej, a w konsekwencji prowadziło do upadku. Tworząc CDA nie ukrywamy, że jest ono skierowane do konkretnego targetu, którym raczej nie są ludzie w naszym wieku. My jednak też nie ukrywamy swojego wieku, ale staramy się pisać w taki sposób, żeby nasze teksty podobały się zarówno młodszym, jak i starszym odbiorcom. Poza tym „akszyn” ciągle się zmieni i w tym tkwi jego siła.

Game Exe

GE: Dzięki za poświęcony czas.

Mac Abra: Ja również dziękuję.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...