szczury_wroclawia_szpital

Gry budzące sentyment – Jezid

Cóż, pierwszy raz zawsze wspominany jest z sentymentem. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce zwanej Peerelem, pocinaliśmy z kuzynem przez dwa wieczory w różne dziwne gierki na pożyczonym ZX Spectrum. Nawet jeden tytuł zapamiętałem – "Knight Lore". Monochromatyczna grafika, rzut izometryczny, upływający czas i bohater, który nocą zamieniał się w wilkołaka, co w jednych komnatach labiryntu było korzystne, a w innych zgubne. Mapę trzeba było sobie samemu rysować.

boulder dash, screen

Po kilku latach przerwy miałem okazję znowu pograć, już bardziej regularnie, raz, dwa razy w tygodniu. Sprzęt lepszy, Atari z dedykowanym magnetofonem kasetowym i przyzwoitym joystickiem. I znowu cudza biblioteczka gier, z której musiałem sobie coś wybrać. Zdecydowanym faworytem stał się "Boulder Dash". Zbieranie diamentów na coraz trudniejszych planszach w coraz krótszym czasie potrafiło wciągnąć. Liczyła się nie tylko zręczność. Pewna dawka logiki też była potrzebna. Dodatkowe emocje towarzyszyły – podobnie jak w poprzednim wypadku – długiemu i głośnemu procesowi wczytywania. Uda się czy nie? Opanowałem przy okazji absolutnie dziś zbędną umiejętność regulacji głowicy w kaseciaku.

Do labiryntówek i zręcznościówek już nie wróciłem. Zakup pierwszego komputera (jeszcze z systemem Windows 98) był równocześnie wejściem w świat gier cRPG. I tak już zostało. Wysoko oceniam i mile wspominam gry w rzucie izometrycznym z tzw. "złotego okresu", w swoim czasie prawie każdą ("Gothic" najważniejszym wyjątkiem) z nich przeszedłem kilkukrotnie i każdemu polecam, jednak już wtedy – kilkanaście lat temu! – odbiłem się początkowo od dwóch najlepszych.

fallout 2

"Planescape: Torment" i drugi "Fallout" (w jedynkę grałem później) wydały mi się toporne po Baldurach. Mam tu na myśli głównie mechanikę walki. Jednak dałem im (a może sobie?) drugą szansę i nie żałuję. Pochłonęły mnie konsekwentnie zbudowane i przedstawione z graficzną maestrią światy. Grafika zestarzała się błyskawicznie, lecz koncepcja plastyczna nadal zachwyca, podobnie jak oprawa muzyczna. Jednak w obu wypadkach, choć w każdym z nich w odmienny sposób, najważniejsza jest fabuła osadzona w świecie, w którego realność można bezproblemowo uwierzyć. Ważnym elementem była też swoboda kreacji własnego bohatera i jego postępowania (dialogi miały znaczenie!). Z perspektywy czasu podziwiam rozrzutność twórców. Przy pierwszym przejściu, gdy jeszcze zasady rządzące grą i oferowane przez nią możliwości nie były w pełni jasne, poznawało się zaledwie ułamek bogatego uniwersum.

icewind dale ii

Osobnym przypadkiem jest IWD2. Do idealnego erpega sporo tej grze brakuje. Daleko posunięta liniowość, mocno ograniczone znaczenie dialogów i wyborów nie tylko moralnych, ale wręcz fabularnych (i tak zdarzy się to, co się zdarzyć musi, by pchnąć fabułę do przodu, co najwyżej efekt można osiągnąć nieco inną drogą), schematyczna historia, brak wyrazistego bohatera... A jednak przykuwała mnie wielokrotnie do monitora na długi czas. Tylko dopracowana mechanika, grafika, muzyka i chęć stworzenia drużyny, którą można by przejść Serce Furii? Niekoniecznie. Po prostu ma to niedookreślone coś, atrakcyjną sumę wszystkich elementów, zwaną czasem klimatem, która zachęcała do powrotów pomimo oczywistych słabości.

morrowind, szkielety

Sentymentalny przegląd kończy "Morrowind" i "Maska Zdrajcy", dodatek do NWN2. Po nich ponownie natrafiłem na barierę sprzętową. W "Skyrimie" musiałem tak ograniczyć perspektywę, że potencjalnie mogłem wysłać strzałę poza pole widzenia, co poważnie ograniczało przyjemność płynącą z grania. Z innymi produkcjami z tego i późniejszego okresu nie miałem ochoty się męczyć, stąd taka cezura czasowa. Wieloletnie zaległości zaczynam nadrabiać i nie wykluczam, że jeszcze coś na listę gier wiecznie żywych może trafić.

Dlaczego "Morrowind"? Wolność i swoboda nade wszystko! I prawo do błędu, podobnie jak przy poprzednich grach. Nie grała się sama, o wszystko trzeba było zadbać, ale efekty były spektakularne. Do tego dobra historia i barwny, zróżnicowany, plastycznie wysmakowany koncept świata. Szczegółową argumentację już przedstawiałem, nie ma sensu się powtarzać.

maska zdrajcy, screen

Natomiast "Maska Zdrajcy" wzięła mnie z zaskoczenia. Bawiłem się nieźle w "Neverwinter Nights" – z pewną nutką zawodu jednak – umacniając twierdzę i konstruując nieprawdopodobne, za to niezwyciężone, postacie, których żaden mistrz gry, mający choć blade pojęcie o świecie D&D, nie byłby w stanie zaakceptować. Dopiero "Maska Zdrajcy" mnie porwała. Dwa światy, trudne walki, ciągłe poczucie zagrożenia głodem (który jednak dość szybko znalazł się pod kontrolą), realne wybory fabularne i moralne – to wszystko sprawiło, że ten dodatek stawiam na równi z "Tormentem". Poważna, dorosła gra jako dodatek do "młodzieżowej" produkcji. Miałem prawo być zaskoczony.

planescape: tormentplanescape: torment

Dziwna sprawa z tym sentymentem. Wprawdzie wysoko nadal cenię i mile wspominam te gry, to jednak wcale nie mam ochoty na powrót do przeszłości. Za to, paradoksalnie, włączę sobie od czasu do czasu grę ewidentnie słabszą. "Świątynia Pierwotnego Zła" z założonymi utrudnieniami (np. bez NPC-ów) bawi mnie niezmiennie swoją bezkompromisowością i nieprzewidywalnością. Skrajnie trudna walka stanowi wyzwanie, a gdzieś tam tli się jeszcze nadzieja na odkrycie czegoś nowego. świątynia złych żywiołów, screen Podobnie z "Fallout Tactics" na twardzielu bez tur (nawet poziomu trudności nie trzeba zwiększać), któremu też, rzadko, bo rzadko, ale jednak parę chwil poświęcę. SI przeciwników jest, jak na tak starą grę, zaskakująco elastyczna i adekwatna do sytuacji, przez co ta sama niby potyczka może przebiegać całkiem inaczej. Równie niewytłumaczalny sentyment mam do pierwszej odsłony "Puzzle Questa". RPG w nim niewiele, konwencja stanowi tylko efektowne opakowanie, liniowość nie zachęca do powtórek, ale ciągle bawią mnie niepozbawione logiki potyczki z lordem Bane. Wygląda na to, że sentyment nie musi iść w parze z obiektywną oceną. Zatem ostatecznie na liście znalazły się gry, w których jedno łączy się z drugim: "Planescape: Torment", NWN2 – "Maska Zdrajcy", "Fallout 2", "Morrowind", IWD2.

Ocena użytkowników
9,5 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Zacny dobór gier Jezidzie.
0
·
Nie moge zrozumiec fenomenu swiatyni pierwotnego zla. Moze mechanike walki ma dobra, ale cala gra jest kupą.
0
·
Za to ile radości daje, kiedy ty lejesz, a nie ciebie leją
0
·
Mnie tam Świątynia Pierwotnego Zła się podobała, miała swój niepowtarzalny klimat, no i tak jak napisał Jezid po Baldurach, Icewindzie itp rozgrywka była nieprzewidywalna, odchodziła od kanonów takich gier. Niestety z gier na atari/commodore pamiętam tylko mortal combat, franco i prince of perssia, w tamtych czasach ważniejsze było gonienie z kijami po lesie, a nie patrzenie w telewizor
0
·
Aaaaa, MotB, to był dodatek. Również pozytywnie mnie zaskoczył swoją fabułą. Mroczna, egzystencjalna, dająca do myślenia. Po prostu magia. I te nietuzinkowe postacie ze swoimi problemami.
ToEE to zdecydowanie ciekawy koncept, ale lekko jej przejść się nie da. Strasznie musiałem się namęczyć, by tytuł ukończyć, choć dało to dużą satysfakcję.
0
·

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik Foigan dnia niedziela, 8 listopada 2015, 10:08 napisał

Mnie tam Świątynia Pierwotnego Zła się podobała, miała swój niepowtarzalny klimat, no i tak jak napisał Jezid po Baldurach, Icewindzie itp rozgrywka była nieprzewidywalna, odchodziła od kanonów takich gier.

Czytałem o tej grze, że cała gra polega na zabijaniu potworów w świątyni i koniec.
To jest zwyczajny dungeon crawler, i tyle, do tego nie dokończy. Wyglądało to tak, że poza mechaniką twórcy nie mieli żadnego pomysłu na grę.
0
·
Zaadaptowano na potrzeby tej gry jeden z typowych scenariuszów z podręcznika MG D&D, więc bez przesady. Intryga łba nie urywa, ale sens ma. Faktycznie chodzi o zabijanie, gorzej jeśli nie wiesz kogo i po co. Tekścik krótki planuję, żeby ci co czytają o grach mieli szansę zagrać, a może nawet wygrać. Tak dla zminimalizowania frustracji
0
·

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik dunio1 dnia niedziela, 8 listopada 2015, 13:42 napisał

Czytałem o tej grze, że cała gra polega na zabijaniu potworów w świątyni i koniec.
(...). Wyglądało to tak, że poza mechaniką twórcy nie mieli żadnego pomysłu na grę.


Styl gry w 3.5 edycje D&D polega generalnie na eksploracji lochu, zabijaniu potworów i zdobywaniu coraz lepszych skarbów - myślę, że Świątynia dobrze to oddaje. Świetna adaptacja świetnej gry
0
·
U mnie było na odwrót - "Neverwinter Nights 2" lepsze od "Maski Zdrajcy" Czarno-białe lokacje w drugim świecie nie podobały mi się, a ten irytujący głód bohatera nie pozwalał na pełne zrelaksowanie się i przeżycie wspaniałej przygody. Do tego wśród towarzyszy raptem jeden zdobył moją sympatię. Plus okropnie brakowało mi postaci z podstawki, z którymi się z zżyłem.

"Fallouta" to ile razy nie rozpocznę, tyle razy nie mam ochoty dalej w niego brnąć. Pierwsza część? Wychodzę z pierwszej lokacji i ginę. Spoko, fajnie. W dialogach: wpisz słowo klucz. Aha. Super. Walka? Turowa, nie przepadam. Wolę nowsze "New Vegas", aczkolwiek niewykluczone, że kiedyś się przemogę i nadgonię starsze odsłony. Do "Planescape: Torment" również nie mogłem się przekonać, ale z czasem się udało. Tylko trudno znaleźć czas na przejście gry, szczególnie, gdy czeka jeszcze takie nowsze "Pillars of Eternity" czy z klasyków "Baldur's Gate".
0
·

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik krzyslewy dnia poniedziałek, 23 listopada 2015, 17:02 napisał

"Fallouta" to ile razy nie rozpocznę, tyle razy nie mam ochoty dalej w niego brnąć. Pierwsza część? Wychodzę z pierwszej lokacji i ginę. Spoko, fajnie. W dialogach: wpisz słowo klucz. Aha. Super.

Przecież tam były normalnie dialogi
0
·
W pierwszej części w którymś momencie na pewno pojawiła się opcja wpisania słowa klucza Możliwe jednak, że można też prowadzić normalne rozmowy, bardziej się tym już nie zainteresowałem
0
·
Świątynia daje sporo frajdy jak zainstaluje się mody. Niektóre to prawdziwe perełki fabularne. Nie wiem czemu wszyscy narzekają na ten głód w Masce Zdrajcy, nigdy nie miałem z nim problemów, niezależnie czy zostawałem pożeraczem na pełen etat albo tłumiłem go. I jak można zginąć po opuszczeniu pierwszej lokacji w Falloucie? Przecież początek był strasznie łatwy.
0
·

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik Mikeal dnia poniedziałek, 23 listopada 2015, 18:42 napisał

Świątynia daje sporo frajdy jak zainstaluje się mody. Niektóre to prawdziwe perełki fabularne. Nie wiem czemu wszyscy narzekają na ten głód w Masce Zdrajcy, nigdy nie miałem z nim problemów, niezależnie czy zostawałem pożeraczem na pełen etat albo tłumiłem go. I jak można zginąć po opuszczeniu pierwszej lokacji w Falloucie? Przecież początek był strasznie łatwy.


No pewnie, że dało się zginąć. Wystaczy nie widzieć, gdzie pójść i od razu na pustyni zaatakują się jakieś robale czy inne piaskowe dziady. A nawet jeśli dojdzie się do Piasków, to od razu można hopnąć do jaskini skarpionów i tam zginąć. Nie jest lekkie życie w post-apo. A tych słów-kluczy nigdy nie użyłem. Można dzięki temu tylko dowiedzieć się kilku mało ważnych informacji. Co dopiero, jakby wykorzystano to do udostępnienia unikalnej zawartości gry, wtedy byłoby to coś istotnego.
0
·
Prawdę mówiąc, ja także całkowicie odpuściłem sobie wpisywanie słów kluczy przy przechodzeniu Fallouta. Przyznam też, że zupełnie zapomniałem, że taka opcja była dostępna w grze.


Taka luźna uwaga - stare gry maja duży próg wejścia - możesz stworzyć niegrywalną postać i w połowie gry uświadamiasz sobie, że spieprzyłeś sprawę i ani kroku dalej nie zrobisz. Wymagają poświęcenia sporej ilości czasu na samo zrozumienie sposobu grania. Mnie np. odpycha Arcanum. Sam Chris Avellone - mimo zobowiązania wobec kicksarterowiczów przy promocji zbiórki na Pillarsy - odpuścił sobie przechodzenie gry. I nie ma co mu się dziwić - jest ona strasznie frustrująca dla nowego gracza.
0
·
Dokładnie, mam podobne zdanie. Wiele statystyk, mało klarowne opisy i nieznany do końca algorytm powodował, że w pewnym momencie nie było się w stanie pobić jakiegoś bossa. I trzeba było robić wszystko od początku. Ale wtedy było znacznie mniej gier do przejścia, więc aż tak to nie frustrowalo , jak dziś, kiedy każda godzina gry jest warta garść złota.
0
·
Czyli będę "minimalizował próg wejścia". Muszę zapamiętać i użyć.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...