

Jako gatunek, urban fantasy oferuje twórcy tyle możliwości, co zagrożeń. Na jego gruncie da się wykreować ciekawy świat, który przed czytelnikami będzie odkrywać kolejne swoje tajemnice pełne niuansów i magii. Jednak z drugiej strony łatwo wpaść w pułapkę dziur i niespójności fabuły, które pogrzebią nawet najlepszy pomysł na opowieść i uniemożliwią odbiorcy wsiąknąć w historię. Paweł Famus w swoim "Szczyńsciorzu" zademonstrował już, że potrafi podołać stawianym przez konwencję wyzwaniom, a nawest stworzyć coś ponad tylko warsztatową poprawność. Teraz nadeszła runda druga tych zmagań, której imię brzmi "Zemścior". Jak wyszło tym razem?













