Shibou Yuugi de Meshi wo Kuu – pierwszy odcinek

2 minuty czytania

Czy da się zmiksować Piłę z Squid Game oraz dodać tyle oryginalnej zawartości, by stworzyć coś oryginalnie nowego? Z odpowiedzią przychodzi Shibou Yuugi de Meshi wo Kuu, a na razie przyjrzymy się jego pierwszemu odcinkowi.

Playing Death Games to Put Food on the Table

Nie było chyba od lat w zwyczaju naszego portalu, by pisać zajawki z jednego odcinka. Tworzymy przecież to wszystko z doskoku, a projekt jest tylko wyrazem pasji do omawianych zagadnień, którą chcemy się dzielić. Mam jednak nie tylko urlop i czas na pisaninę, ale szczere poczucie, że stykamy się z czymś naprawdę mocnym, co może zostać przeoczone.

Shibou Yuugi de Meshi wo Kuu w swoim pierwszym czterdziestoośmiominutowym super-odcinku wjeżdża z najgrubszej rury. Oto świat niczym ze Squid Game zmieszanego z Piłą – postacie walczą o przetrwanie, a całość jest transmisją dla obstawiających wyniki widzów. Po drodze czekają dramatyczne decyzje: jak przetrwać? czy ktoś musi zginąć? kto ma zginąć?

Estetyka jest mieszana. Najbardziej – jako kontrast – rzucają mi się dwie rzeczy. Po pierwsze, bohaterki. Każda z nich jest niewiastą niezwykle urodziwą, kawaii, po prostu "waifu-material" w strojach "anime-pokojówek". Jednak to, kim są, co skłania je go udziału w tym programie oraz przez co przechodzą... To naprawdę dobrze pracuje na rezultat końcowy! Ponieważ tutaj nie chodzi o to, by nasycić wszystko brudem, krwią, wydzielinami – efekt buduje kontrast, sprzeczność którą widzimy. Podobnie dobrym rozwiązaniem jest brak krwi oraz unikanie ukazywania aktów przemocy. Zamiast tego mamy inne formy oddziaływania: sytuację przed, odgłosy w trakcie, rezultat końcowy. Anime nie idzie w stronę eksploracji przemocy, krwi, rozwałki, nie skręca w stronę guro bądź ero-guro – ponieważ tym w gruncie rzeczy niewiele byłoby w stanie wypracować. Ten obraz nie straszy, ani nie szokuje: on wprowadza niepokój i jest w tym naprawdę mocny. Niedopowiedziane, przy dobrym osadzeniu w kontekście, szokuje bardziej.

Pozostając przy estetyce, powiedzieć muszę jeszcze, że nie jest to kolejny generyczny slop. Mamy tutaj ewidentną ambicję w kadrach, perspektywie, czy rysunku. Zmieniająca się szczegółowośc twarzy w zbliżeniach i scenach grupowych, inne kadry, formy ujęcia – to naprawdę świetnie pracuje.

Kolejną rzeczą, która igra z widzem, jest tempo akcji. Zaczynamy wolno, niezwykle wolno... aż się historia nie rozkręci. Lecz, o dziwo, nie wpadamy w równię pochyłą. Narracja sprawnie operuje zaskoczeniem poprzez nagłą zmianę tempa i zwrot akcji.

Fabuła i psychologia postaci na tym etapie stoją na mocnym poziomie. Zaczynamy pewnym obwieszczeniem, jaki jest ten świat przedstawiony i otrzymujemy go. Szybko powinna się u widza pojawić rozkmina: to czysta rozwałka, czy jednak ukryte dno? Cóż, niektóre motywacje, czy uzasadnienia – bo brak krwi dostał takowe – wiodą ku refleksji, że idziemy w jakiś świat metafor. Yuki wygłasza dużo różnych opinii, będących chyba raczej założeniem wyjściowym jej postaci, niż ostateczną puentą – to w końcu dopiero pierwszy odcinek!

I czymkolwiek seria okaże się później, proszę, pamiętajcie! Ten pierwszy odcinek po prostu trzeba obejrzeć, bo to blisko godzina moralnego niepokoju o najwyższym kunszcie artyzmu w dziedzinie anime, coś czego chyba dawno nie było i prędko znowu nie będzie.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...