Shibou Yuugi de Meshi wo Kuu.

3 minuty czytania

Początek roku 2026 w anime przyniósł prawdziwe wydarzenie, które naprawdę nie powinno przejść bez echa. Jest nim oczywiście "Shibou Yuugi de Meshi wo Kuu.", czyli niepokojąca makabreska o randze prawdziwej sztuki.

Shibou Yuugi de Meshi wo Kuu

Już od samego początku anime wita nas ambitnie, gdyż pierwszy odcinek trwa aż 48 minut. Dlaczego tak długo? W skondensowanej formie zostajemy wprowadzeni do świata przedstawionego i obserwujemy przebieg jednej z tytułowych gier, w których bohaterki biorą udział, by dzięki wygranej zarobić na życie. Tłumacząc tytuł: "co włożyć do gara". Kolejne odcinki trzymają standardową długość 24 minut, a kolejne gry są rozpisane na kilka odcinków.

Estetyka produkcji opiera się na kontrastach. W trakcie wyzwań bohaterki giną od pułapek lub mordują się nawzajem. Anime nie podąża jednak typową drogą guro czy ero-guro. Uczestniczki gry chronione są rodzajem konserwantu w postaci pluszu, który hamuje krwawienie i pozwala uniknąć całkowitej utraty kończyny, którą po rozgrywce można bezpiecznie przyszyć, o ile uda się ją odnaleźć i nie wystąpią bardziej skomplikowane przypadki. Motyw ten ma ciekawe uzasadnienie fabularne, zdradzone już w pierwszym odcinku, jednak pozostawię to moim czytelnikom do samodzielnego odkrycia. Co trzeba jednak podkreślić, to że wszystkie postacie są śmiertelne.

Bohaterki są piękne, a ekran wręcz wypełnia pokaz waifu najwyższej klasy. Ich specyficzne stroje, od anime-pokojówki po przebranie za króliczka, są integralną częścią fabuły, kreacje dobierane są bowiem przez organizatorów gier. Słodka, czasem fanserwisowa prezencja kontrastuje z brutalnymi losami uczestniczek. Przemoc jest oszczędnie przedstawiona: głównie w efektach pluszu, sporadycznej krwi, kościach czy utracie elementów ciała. Twórcy stawiają na niedopowiedzenia, budowane poprzez tło, dźwięk i subtelne efekty wizualne. Krzyk ofiary w połączeniu z widokiem na resztę ekipy robi większe wrażenie niż widok bezpośredniego patroszenia. Efekt końcowy wzbudza raczej niepokój niż szok lub zgorszenie, a robi to z najwyższym kunsztem.

Co do losów uczestniczek – przychodzą i odchodzą, często na zawsze. "Shibou Yuugi de Meshi wo Kuu." to widowisko jednej bohaterki, Yuki. Decyzja, by skupić się na niej jest odważna, gdyż anime często prowadzi kilka dziewczyn. Jednak Yuki to postać rozbudowana i niezwykle udana. Jej moralna szarość to zbyt mało powiedziane – ambiwalencja bije od niej od pierwszego odcinka. Nie sposób jej nie polubić, choć jej psychika jest naprawdę "zryta". Skutkiem ubocznym jest jednak pewność, że Yuki z każdej opresji wyjdzie cało. Pierwszy sezon jednak dobrze uzasadnia takie wyniki – tzw. plot armor nie jest nachalny ani nie zaburza wiarygodności historii. Zagadką pozostaje tylko ostateczne rozstrzygnięcie, to jaki finalny koniec przybierze ta historia.

Animacja jest minimalistyczna, lecz efektowna i artystycznie uzasadniona. Mamy zarówno uproszczone rzuty, pokazujące całą grupę w pomieszczeniu z perspektywy cinemascope, jak i przepiękne zbliżenia. Szczególnie w oczy Yuki włożono ogrom pracy, jest to wizualnie wspaniały element, a takie stwierdzenie nie jest wcale przesadą, lecz chyba znakiem rozpoznawczym serii. Udźwiękowienie jest dobre, muzyka oszczędna, a aktorstwo głosowe znakomite. Jedynym drobnym problemem jest czasem trudność w rozróżnieniu, kto mówi, co w japońskich produkcjach zwykle ułatwiają charakterystyczne barwy głosu. Mimo to aktorka Yuki jest absolutnie fantastyczna, perfekcyjnie oddając emocje bohaterki i ożywiając ją na ekranie.

Fabuła prowadzona jest w sposób specyficzny. Posiada ona według mnie jakieś ukryte drugie dno, głębię, sens, lecz opowiedziane tak, że trudno stwierdzić, czy to jest faktycznie prawda, czy też tylko bełkot – i jest to w tym przypadku z mojej strony komplement. Przeskoki czasowe, obrazy myśli i wspomnienia mieszają dramat z maligną. Pierwszy sezon jedynie zarysowuje historię, wprowadzając wątki i stawiając pytania, zamiast na nie odpowiadać, co pokrywa się z faktem, że ukazuje on zaledwie początek serii nowelek, które adaptuje.

Z czystym sercem polecam to niezwykłe dzieło japońskiej animacji, które osiągnęło najwyższe poziomy w niemal każdej kategorii. Jestem pod wrażeniem i z wytęsknieniem czekam na film, który w Japonii pojawi się już w lipcu tego roku.

Ocena Game Exe
10
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...