
Visual Novel jako gatunek gier stanowią ciekawą zagwozdkę. Choć z jednej strony ich stworzenie nie jest tak trudne, jak przy innych gatunkach, bo gameplay w większości sprowadza się do przeklikiwania kolejnych partii tekstu. Z drugiej strony, jeśli do tego tylko się one sprowadzają, to można kwestionować opłacalność ich zakupu, skoro nagrania z rozgrywki dostępne są chociażby na YouTube (no, może poza tymi 18+, ale o tym to może przy innej okazji). Stąd też każdemu twórcy powinno zależeć, aby urozmaicić oferowaną zabawę. Niech to będą na przykład dodatkowe postacie, więcej ścieżek rozmowy i inne tego typu atrakcje do tekstowej rutyny. Odrobina starań i możemy dostać w nasze ręce pozycję, która rozbawi nas i zainteresuje swoją opowieścią, a jednocześnie nie sprawi wrażenia, że mamy do czynienia z okraszonym ilustracjami audiobookiem. W związku z tym, chciałem wam przedstawić jedno z moich ulubionych dzieł z tej kategorii – stworzone przez kanadyjskie studio PixelFade "Crystalline".

A miał to być zwykły dzień w bibliotece. Jednak spokojną naukę do egzaminów przerwał rozbłysk światła, po którym nasz bohater odnajduje się na jakiejś równinie w obcym sobie miejscu, atakowany przez śluza(?). Niedługo później okazuje się, że znalazł się na zupełnie innej planecie – świecie fantasy zwanym Terrą, gdzie magia i społeczeństwo opiera się na korzystaniu z magicznych kryształów. Co więcej, spotkana przez niego magini-rycerka (mage-knight) Leanna, która znalazła się tam celem zbadania tajemniczej magicznej anomalii, odkrywa że nasz protagonista promieniuje ogromną ilością mocy. Gdy tych dwoje rusza w podróż by odkryć naturę zaistniałego fenomenu, poznają nowych przyjaciół i doświadczają niezwykłych przygód, z czasem odkrywając że ten bieg wydarzeń nie był wyłącznie zbiegiem okoliczności.

Mamy tu do czynienia z dość klasycznym przykładem Visual Noveli. Nie przyjdzie nam wytyczać szlaku na wielkiej mapie, pełnej znajdziek i sekretów. Zamiast tego wertujemy kolejne linijki tekstu, zgłębiając się w fabułę, która toczy się w z góry ustalonym kierunku. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy tylko biernymi widzami. W grach tego typu graczowi zwykle pozostawia się pewne wybory co do komentarzy i części działań prowadzonych przez bohaterów. Ta pozycja nie stanowi w tej kwestii wyjątku. Powiem więcej, gra ta zawiera – w moim odczuciu – więcej opcji dialogowych niż przeciętny przedstawiciel VN. Oczywiście, liczba takich ważnych decyzji, które w znaczny sposób wpływają na fabułę, jest dość ograniczona, ale i tak często wolno nam się wtrącić do rozmowy. Czasem dotyczy to kolejności podejmowanych przez nas akcji, czasem są to komentarze na temat pewnych wydarzeń czy wypowiedzi. Zaś zapewniony przez twórców zestaw reakcji nagminnie skłaniał mnie do robienia szybkich zapisów by sprawdzić wszystkie możliwe opcje dialogowe, zarówno z czystej ciekawości jak i zwyczajnej chęci by się pośmiać. Wypada też wspomnieć o tym, że gra ma kilka zakończeń.

Gra jest dodatkowo urozmaicona o różne minigierki, gdzie nasz wynik wpływa na to, jak potoczy się dane wydarzenie. Nie trzeba się jednak martwić o nagły i niespodziewany skok poziomu trudności. Zwykle opiera się to na dobieraniu par, powtarzaniu sekwencji guzików czy strącaniu paneli z ekranu. Nic, co by jakoś nagle przyprawiło nas o nagły zastrzyk adrenaliny, ale jest to ciekawe urozmaicenie od sekcji z czytaniem. Warto też wspomnieć, że wygrana nie zawsze jest koniecznością, a przebieg historii przy wariancie z porażką też może być ciekawym kawałkiem opowieści.

Jeśli chodzi o samą fabułę, to na pierwszy rzut oka wydaje się ona najmniej odkrywcza ze wszystkich dzieł studia PixelFade. Nie mam przez to na myśli nic złego, po prostu jest to dość typowy schemat isekaia: bohater przybywa na inny świat (cel jest ujawniony dość późno, ale nie jest on szczególnie zaskakujący) i rusza na sporo ciekawych przygód w towarzystwie nowo poznanych przyjaciół. Klasyka klasyków. Jednak to zawartość tej opowieści naprawdę przyciąga. Kolejne wyczyny, wygłupy, pojedynki i ważne rozmowy. To wszystko tworzy spójną, wciągającą całość. Oglądając kolejne wydarzenia, a także lepiej poznając naszych towarzyszy, będziemy świadkami wielu scen wywołujących głębsze emocje, również te smutniejsze. Ale też nie zabraknie dobrych okazji by zacząć wręcz rechotać ze śmiechu. Warto też wspomnieć o częstych odwołaniach do popkultury, jakie znajdziemy na przestrzeni całej historii, a także do poprzedniego dzieła studia, jakiem jest "ACE Academy".

Pod względem oprawy dźwiękowej i graficznej nie mam żadnych zarzutów, a wręcz mogę sypać pochwałami. W grze jest zastosowana technologia Live2D®, której celem jest ożywienie postaci. Główni bohaterowie są w pełni ożywieni i zanimowani, oferując język ciała i mimikę w reakcji na kolejne wydarzenia. Do tego każda występująca w grze postać ma pełen angielski dubbing. Poszczególne tła są naprawdę ładne (choć mogłoby być ich więcej, pewnie kwestia cięć w budżecie), podobnie jak każdy CGI. Całości dopełnia zapadająca w ucho ścieżka dźwiękowa autorstwa Erica Benaima, spokojna w łagodnych chwilach, emocjonująca przy akcji i wzruszająca przy ważnych wydarzeniach. Całości dopina intro o tytule "Crystal Skies" śpiewane przez Amandę Lee (wchodzącej również w skład ekipy podkładającej postacie).
Produkcję tej gry sfinansowano przez Kickstartera, przy czym była wypuszczana kawałek po kawałku, w epizodach. I powiem tak. Po moich doświadczeniach z pierwszą produkcją studia, był to pierwszy raz gdy złamałem swoje zasady na temat kupowania gier w przedsprzedaży. I nigdy tego nie żałowałem. Odkrywałem kolejne karty tej historii z ogromną radością, a mimo faktu iż pośród bohaterek jest tylko jedna postać z opcją romansu, to wracałem do tej opowieści z wielką chęcią i zamierzam to od czasu do czasu dalej to robić w przyszłości. Chciałbym tylko, żeby więcej osób mogło się z tą grą zapoznać i ją pokochać.

Plusy
- Świetne postacie
- Dość typowa, ale wciągająca fabuła
- Doskonały soundtrack
Minusy
- Widoczny ograniczony budżet

Komentarze
Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!
Dodaj komentarz