W czasie zeszłorocznych Śląskich Dni Fantastyki miałem okazję ujrzeć nieznane mi dotąd magiczne oblicze Śląska. Teraz zaś nadeszła pora, by wrócić w te strony, tym razem zastając miasto zagubionych dusz, przepełnione aniołami i demonami. W końcu jednak każda historia dobiega końca, emocje nieco opadają i przychodzi pora na kilka słów podsumowania z przeżyć. I jak poszło? No cóż…

Zaczynając od strony organizacyjnej. Nie było totalnie źle, ale sporo rzeczy przygotowano zdecydowanie gorzej gdy porównamy to do zeszłego roku. Kiedy w sobotę około 12:00 dotarłem na teren konwentu, do III LO im. Stefana Batorego w Chorzowie, przed wejściem już zastałem dość dużą kolejkę osób czekających na wejście. Dzięki uzgodnionej wcześniej przepustce nie stanowiło to dla mnie problemu, ale nie był to koniec sytuacji, które nie powinny mieć miejsca. Gdy już załatwiłem formalności z wejściem, okazało się że wyczerpały się smycze, które pozwoliłyby na zawieszenie identyfikatora konwentowego na szyję. Zanim znalazł się zamiennik – kawałek grubej, lecz miękkiej nici – minęła ponad godzina. Jakby tego mało, identyfikatorów dla gości również w pewnym momencie zabrakło i by sobie z tym poradzić, zaczęto wydawać te zeszłoroczne. Rozczarował mnie też trochę fakt, że nie zrobiono koszulek konwentowych na ten rok (sklepik oferował tylko zeszłoroczne). Do tego wszystkiego, z racji blokad części korytarzy, do niektórych miejsc dość trudno było dotrzeć. Nocny pobyt na terenie konwentu również przysporzył problemów. Z racji kiepskiej organizacji miejsc do spania, niektóre osoby spały na korytarzach. Do tego było dostępne tylko jedno pomieszczenie z dwoma prysznicami (zimna woda i problemy z odpływem już nie były winą organizatorów), przez co minęło pół nocy nim ludzie skończyli się myć. Nie było też żadnego odrębnego pomieszczenia, w którym mogliby się przebrać cosplayerzy, co jest postrzegane jako niewłaściwe.

Jeśli mowa o dostępności zaopatrzenia w żywność, to nie było tragedii, ale też były nieco inne oczekiwania. Warto pamiętać, że najbliższe szkoły sklepy typu Żabka są otwierane o 10:00, co w niedzielę rano wywołuje pewne problemy. Tym razem w kwestii jedzenia na terenie konwentu pojawił się foodtruck. Sam nie skorzystałem, ale z tego co się orientuję, asortyment był dość wszechstronny i w rozsądnej cenie, zaś kolejki nie były zbyt długie. W oczy rzuciła się inna kwestia. Rok temu event był pod patronatem fabryki ciastek. Efekt był taki, że dostarczono wówczas spore ilości tego typu łakoci, które pod koniec rozdawano na potęgę. Osoby o tym pamiętające prawdopodobnie miały na to nadzieję również i w tym roku, ja na pewno. Jak się jednak okazało, tym razem dostawy były znacznie skromniejsze.

W kwestii aktywności bardziej fizycznych, było kilka rzeczy do roboty. Zabaw na wolnym powietrzu, poza rozgrywkami w juggera, nie było wiele. Od czasu do czasu mniejsze i większe grupy ludzi spędzały czas na boisku, lecz bardziej nieoficjalnie, bądź celem robienia sobie zdjęć. Raz też widziałem coś w rodzaju grupy modlitewnej (spora ekipa, w większości w kostiumach, zebrała się na boisku i odmawiała modlitwy). Z ciekawszych, rzeczy w kącie boiska rozstawiono prowizoryczną strzelnicę, gdzie można było sprawdzić swoje umiejętności z bronią ASG. Z innych rozrywek ruchowych warto wspomnieć także trening z walki na miecze świetle, zorganizowany przez Akademię SaberArts, a na który przyszło naprawdę sporo ludzi. W niedzielę rano na rozgrzewkę można również było dołączyć do warsztatów tanecznych.

Jeśli chodzi o same prelekcje, to tutaj nie ma wiele do zarzucenia. Zaproponowano całkiem spory wachlarz atrakcji, od tematów bardziej naukowych, po fantazje i rozważania na temat w pełni fikcyjnych światów. Jest to o tyle zaskakujące, że były raptem trzy sale oznakowane jako prelekcyjne. Problemy techniczne miały czasem miejsce, ale na ogół dawało się je dość szybko rozwiązać. Natura tego typu zajęć sprawia, że zawsze mogą one budzić ciekawość na różny sposób. Dla przykładu, prelekcje o historii piractwa czy kryptozoologii bardziej przypominały w trakcie swego przebiegu uniwersyteckie wykłady – momentami nudniejsze, momentami ciekawsze, ale nie brakowało w nich nowej perspektywy na popularne tematy. Tymczasem spojrzenie na postacie kobiece w Śródziemiu w oparciu o główną bohaterkę "Wojny Rohirrimów" dość szybko wyewoluowało w dyskusję na temat uniwersum Tolkiena, w której brała udział spora część osób obecnych na sali. Z rzeczy, które najbardziej zapadły mi w pamięć, to możliwość wzięcia w perspektywę tego, jak upływ czasu zmienił konwenty, co zyskałem dzięki posłuchaniu dwóch kompletnie odrębnych od siebie prelekcji. Pierwsza, prowadzona przez małżeństwo zajmujące się cosplayem, opowiadała o tym jak przebiegała zmiana tego, jak w naszym kraju postrzegano cosplay, wskazując jak wielkich postępów dokonano, tak w poziomie profesji i tego jak bardzo się ją docenia. Druga była wspomnieniami o tym, jak konwenty wyglądały tych 20-30 lat temu, czemu towarzyszyło wiele historii o różnych dziwnych, zabawnych wydarzeniach. Padło wówczas stwierdzenie, że wraz z rozrostem konwentów zatraciły one coś w swym aspekcie społecznym, możliwości nawiązania relacji, które mogły mieć miejsce między ludźmi tylko podczas takich zgromadzeń (wskazując na rosnące w tym problemy wraz z rozrostem takich eventów).

Podczas takich wydarzeń nie brakuje także różnych konkursów, a także promocji innych zjazdów i zgromadzeń tego typu. Jeśli mowa o konkursie obejmującym teren całego konwentu, to mam w tej sprawie mieszane uczucia. Brałem w nim udział, ale ostatecznie go nie ukończyłem. Jednego wyzwania w ogóle nie znalazłem, a do drugiego była kolejka i gdy zajrzałem tam ponownie, było już po sprawie. Pozostałe próby wykonałem, ale były raczej krótkie i nie zapadły mi szczególnie w pamięć (gry hazardowe, drobne wybory czy rysowanie). Warto wspomnieć konkurs muzyczny, bingo z motywem pancerzy z anime czy turniej w "Mortal Kombat", który miał miejsce w sali z grami komputerowymi. Promocje innych konwentów też rzucały się w oczy, tak samymi opowieściami jak i aktywnościami. Nanicon urządził własny konkurs, w ramach którego choćby należało się podjąć stworzenia mema do komiksowego dymku. Ziemie Jałowe stworzyły salkę z nieźle psychodelicznym post apo, a do tego urządzali pojedynki rewolwerowców. Dobrze się też bawiłem w sali Opolconu, gdzie oprócz spróbowania sił w drużynowym kierowaniu statkiem kosmicznym, można też było się podjąć bitwy na tazosy.

Sekcja rękodzieła i planszówek miała się czym pochwalić. Nie zabrakło specjalistów Z Efemerycznego Młota, którzy mogli poprowadzić profesjonalną sesję RPG. Znalazła się sekcja dla bitewniaków, gdzie można było spróbować sił w odmianach w konwencji One Page Rules (w sali tej też organizowano kursy z malowania figurek do bitew). Planszówki na konwentach to też pozycja obowiązkowa. Oprócz możliwości wypożyczenia i swobodnej gry odbyły się choćby kwalifikacje do tegorocznych mistrzostw polski w gry "Ślimaki" i "Catan". Do tego choćby warsztaty ze "Star Realms" i "Hero Realms". Istniała także możliwość zapoznania się z grą w mahjonga, a sam zwieńczyłem sobotni wieczór sesją w "Mafię DOD" (początkowo byłem trochę zdezorientowany, ale zasady są dość proste do ogarnięcia; ostatecznie odpadłem gdzieś w połowie rozgrywki, wykryty jako mafioso). Do tego można też było zgłębić się w robienie figurek z masy cukrowej, naklejek, pieczęci czy strojów cosplayowych.

W kwestii stoisk zakupowych nie mam szczególnych uwag. Podobnie jak rok temu, nie było jakiejś koncentracji w jednej dużej sali, sprzedawcy byli rozmieszczeni po korytarzach, tak więc można było się rozejrzeć za pożądanym towarem podczas chodzenia między prelekcjami. Selekcja całkiem spora, a niektórzy mieli dodatkowe atrakcje. Choć pojedynek na krótki fragment opowiadania z AI wydaje mi się trochę dziwny, to ludzie się go podejmowali. Znaleźli się też autorzy komiksów, którzy proponowali dorysowanie dodatkowej grafiki przy sprzedaży swoich dzieł. Poza tym manga, stoiska z książkami czy elementami cosplayu i twórczością własną. Znalazła się nawet wystawa obrazów, do których wykorzystano farby fluorescencyjne (choć na ograniczenie przy nich oświetlenia zdecydowano się dość późno). Moją uwagę przykuło jedno stoisko, na którym były sprzedawane figurki do bitewniaków. Asortyment naprawdę budził podziw, była też opcja kupna już pomalowanych i jestem skłonny się zgodzić, że poziom rzemiosła był adekwatny do ceny (dla przykładu, pomalowana figurka demonicznego Fulgrima była czterokrotnie tańsza od wersji surowej).

Kilka słów warto też powiedzieć na temat cosplayu. W tej kwestii było na co popatrzeć. Wszystkie widziane przeze mnie postacie prezentowały sobą wysoki poziom, a z tego co wiem, obecni byli zarówno zawodowcy jak i amatorzy. Według historii części uczestników, niektóre osoby miały problemy w kwestii kontroli zabranych ze sobą rekwizytów, ale nikt nie pozwoli na to by takie przeszkody stanęły na drodze osobom zdeterminowanym, czyż nie? Można było dostrzec postacie z rozmaitych uniwersów, które zbierały się razem przy rozmowach, zdjęciach, zabawach i innych aktywnościach. Niektóre były zaskakujące, a czasem można było po prostu chwilę porozmawiać na temat prezentowanych przez nich klimatów.

Podsumowując? Jestem zadowolony, że raz jeszcze miałem okazję na ujrzenie magii, która koncentruje się na Śląsku w ramach konwentów. Ale nie da się ukryć, pod kątem organizacyjnym popełniono trochę błędów, których można było łatwo uniknąć. Tym bardziej, że w tym samym miejscu mają miejsce eventy tego typu na większą skalę które, według zasłyszanych przeze mnie opowieści, przygotowywano znacznie lepiej. Jestem zadowolony z magicznie spędzonego weekendu, ale mam nadzieję, że następnym razem organizatorzy wyciągną pewne wnioski z potknięć.

Komentarze
Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!
Dodaj komentarz