

Fantasy ma to do siebie, że lubi wyglądać jakby pisane było z gotowego skryptu z listą rzeczy do odhaczenia. Miejsca, rasy, moce magiczne, proroctwa o wybrańcach i końcu świata… Znalezienie tych motywów w gatunku nie stanowi problemu, choć nie oznacza to też, żeby było w tym coś złego. W rękach odpowiedniego autora, sprawdzone motywy i koncepcje z dodatkiem czegoś od siebie mogą stworzyć naprawdę interesującą mieszankę. A dziś z tą myślą podzielę się z wami moimi przemyśleniami nad pierwszą częścią trylogii przygód Evi'Deth o podtytule "Rytuał krwi".














