Zawiść

Zawiść – recenzja książki

Dodała: vaapku, środa, 2 stycznia 2019 · Komentarzy: 0
zawiść

Tak się dziwnie złożyło, że często zdarza mi się recenzować fantasy niewymagającą, lekką w odbiorze. Nie ukrywam, lubię zwłaszcza powieści tworzone przez kobiety, choć nie wszystkie, bo dziwne twory rodzaju paranormal romance zupełnie do mnie nie przemawiają. Jednak cała moja fascynacja gatunkiem zaczęła się przed laty od fantasy epickiej czy jak kto woli – high fantasy. Pierwszy był "Władca Pierścieni", później "Skrytobójca", kolejne serie od Robin Hobb i bardzo szybko przestałam twierdzić, że fantastyka jest nudna i głupia. Kiedy sięgałam po "Zawiść" Johna Gwynne'a, uświadomiłam sobie, jak rzadko ostatnio czytam właśnie takie książki. Zmęczenie materiału? Chyba nie, raczej od dawna nie wpadło mi w ręce nic odpowiedniego.

Zbliża się Wojna Bogów. Kolejne znaki wskazują, że to, co niektórzy uważali za legendy, może się wkrótce ziścić. Najwyższy król prosi władców pozostałych królestw o przybycie na naradę, podczas której ma nadzieję przekonać ich do połączenia sił, by przygotować się do tego, co może nastąpić. Brzmi znajomo? W tym czasie nastoletni Corban wiedzie normalne życie – pomaga ojcu w pracy, przysparza matce zmartwień, spędza czas z przyjaciółmi i z niecierpliwością czeka na moment, gdy będzie mógł rozpocząć szkolenie wojownika na Jarzębinowej Łące.

Komiksy

Velvet: U kresu – recenzja komiksu

Dodał: Audrey, poniedziałek, 31 grudnia 2018 · Komentarzy: 0

Jak zauważają badacze literatury, współcześnie kryminał jest (obok literatury kobiecej) najchętniej czytanym gatunkiem literackim. Nawet w powieściach fantastycznych coraz częściej występują mniej lub bardziej rozbudowane wątki kryminalne. Nic więc dziwnego, że popularność tego typu motywów zaowocowała pojawieniem się ich także w komiksowej konwencji. Jeśli jednak obawiacie się czegoś typowego, sztampowego i stworzonego "jak od kalki" na wzór znanych postaci szpiegów, to będziecie bardzo pozytywnie zaskoczeni.

velvet: u kresu

W filmach z Jamesem Bondem kobiety stanowią przede wszystkim ładne, miłe dla oka tło dla bohatera. Utrwalają też jego stereotypowy wizerunek amanta, który może mieć każdą, i wpisują się w zarysowany już kiedyś w jednym z esejów Umberto Eco schemat działań postaci, która zawsze zdobywa kobietę, by później ją stracić. Nie można jednak powiedzieć, że w popkulturze nie ma kobiet szpiegów, bo wystarczy wymienić chociażby Agentkę Carter czy Evelyn Salt. Do tej grupy niewątpliwie należy włączyć także Velvet Templeton – seksowną, silną kobietę, która wplątana w skomplikowaną intrygę będzie musiała wrócić do zawodu szpiega, żeby oczyścić się z zarzutów, a przede wszystkim dowiedzieć się, kto i dlaczego wpakował ją w bagno.

Szał Vandy

Szał Vandy – recenzja książki

Dodał: Kacpero, sobota, 29 grudnia 2018 · Komentarzy: 0
szał vandy

Powiedzenie "Polak potrafi" towarzyszy naszemu narodowi już od bardzo dawna i może się odnosić do najrozmaitszych dziedzin życia. Tym razem dotyczy literatury. Książka, która tym razem trafiła na mój warsztat, została sfinansowana przy pomocy akcji crowfundingowej, a następnie samodzielnie wydana. Chodzi o pierwszy tom serii "Dragonus Cracovus: Biomagia" pióra Marty Kurek, noszący tytuł "Szał Vandy".

Każdy z nas dobrze zna legendę o smoku wawelskim, wie też, że istnieją inne legendy o smokach. Nadszedł jednak czas, by odłożyć te historie na półkę z bajkami. Dragonus Cracovus, jak mówią same o sobie, to lud uznający pokój, dysponujący bogatą kulturą i zaawansowaną technologią. Gdy zgodnie z zapisami testamentu swego przodka, wykupują od ludzi Kraków, zaręczają, że pragną spokojnej koegzystencji z ludźmi. Ale życie rzadko bywa tak proste, prawda?

Wanda Wszechwiedzka, naukowo nawiedzona piętnastolatka, sądzi, że smoki mogą coś ukrywać. Jej potajemne eskapady szybko pokazują, że miała rację. Niedługo później zostaje przez nie poproszona o pomoc w sprawie najwyższej wagi. Głęboko w smoczych legowiskach wpada na trop tajemnicy, która stanowi zagrożenie nie tylko dla nowo przybyłych, lecz dla całego miasta.

dynia i jemioła. nietypowe historie świąteczne

Kilka lat temu jeden z portali internetowych zorganizował konkurs, w którym zadaniem było napisanie wierszyka na temat świąt w fantastyce. Pamiętam, że praca nad odpowiedzią sprawiła mi sporo frajdy, a rezultatem tego główkowania była krótka historyjka o tym, jak bohaterowie "Gwiezdnych wojen", "Harry'ego Pottera" i "Władcy Pierścieni" wspólnie ubierają choinkę, śpiewając przy tym kolędy, walcząc na miecze świetlne i podjadając ciasteczka (to Chewie). Ta zabawa wyjątkowo podziałała na moją wyobraźnię, bo może i nie w każdej alternatywnej rzeczywistości obchodzi się Boże Narodzenie, ale jednak każdemu należy się jakieś miłe, rozleniwiające święto, czyż nie? A my, czytelnicy, mamy prawo wiedzieć, jak odpoczywają nasi ulubieni bohaterowie!

W tym roku na moje wołanie odpowiedziała Aneta Jadowska. W zbiorze opowiadań o wdzięcznym tytule "Dynia i jemioła" zdradziła, co porabiają bohaterowie jej licznych powieści w okresie pomiędzy Halloween a Sylwestrem, czyli w czasie pomiędzy "Nie ruszaj tego, to na Święta" a "Zjedz jeszcze kawałek, przecież nie będę wyrzucać jedzenia". Co prawda nie mogę nazwać postaci stworzonych przez Jadowską ulubionymi, lecz to tylko dlatego, że wcześniej nie miałam do czynienia z jej twórczością. Tak czy owak, na rzeczony zbiorek rzuciłam się ze sporym zainteresowaniem, choć i obawą.

Już jakiś czas temu zakończył się konkurs, w którym do wygrania były książki ze świata "Mass Effect" i "Metro 2035". Oto jego zwycięzcy: Krzysztof K. z Rumii, Aneta B. z Wielkich Dróg, Kacper W. z Opola i Adrian S. z Warszawy.

książkiksiążki

Serdecznie gratulujemy wygranej i zachęcamy do udziału w przyszłych konkursach.

Komiksy

Zaćmienie – recenzja komiksu

Dodał: Amaro, niedziela, 23 grudnia 2018 · Komentarzy: 0
zaćmienei

"Zaćmienie" to kolejny komiks speców od kryminałów, to jest: Eda Brubakera i Seana Phillipsa, lecz o tyle niezwykły, że scenarzysta w głównej roli obsadził... scenarzystę. W dodatku obsadził to istotne wyrażenie w tym kontekście, gdyż całość rozgrywa w Hollywood.

Trafiamy do jednej z amerykańskich wytwórni filmowych w roku 1948. Kręcony tam film powstaje w okropnych męczarniach – dziesiątki poprawek, egocentryczny reżyser, problemy z finansowaniem to dostateczne kłopoty dla filmowców, a po jednym z przyjęć dochodzi do nich jeszcze śmierć młodej aktorki. Tylko czy komukolwiek w fabryce snów zależeć będzie na odkryciu prawdy?

W "Zaćmieniu" Ed Brubaker wziął na tapetę Hollywood lat powojennych i z godną podziwu swobodą kreśli bohaterów tamtejszych czasów i przede wszystkim zamknięty światek ludzi kina. Producenci, reżyserzy, scenarzyści i aktorzy to tylko część filmowej menażerii, do której dochodzą jeszcze osoby dbające o właściwą kreację bożyszczy ludu albo chroniące przed ich własnymi słabościami. Poprzez skupienie się na duecie scenarzystów Brubaker dokonuje swoistej wiwisekcji Hollywood, obnażając wszędobylską sztuczność oraz ludzi ukrywających się pod maskami i za mocno wchodzącymi w buty odgrywanych postaci.

Paradoks

Paradoks – recenzja książki

Dodał: Kacpero, sobota, 22 grudnia 2018 · Komentarzy: 0
paradoks

Charlie Fletcher to człowiek, który imał się w swoim życiu różnych prac. Jest nie tylko scenarzystą (m. in. "Mecz ostatniej szansy", "Czysta gra"), ale również rozpoznawalnym autorem fantastyki. Jego debiutancka trylogia "Stoneheart" doczekała się tłumaczenia na kilkanaście języków i kilku nominacji do nagród, a to tylko część jego dorobku. Dziś przyjrzymy się drugiej części "Trylogii Nadzoru", opatrzonej tytułem "Paradoks".

W tym świecie to, co naturalne i nadnaturalne, przenika się nawzajem, a to często rodzi kłopoty. Pieczę nad granicą między tymi siłami od niepamiętnych czasów sprawuje Nadzór, który rozświetla ją z pomocą pożogi. Jednak nie wszystkim to odpowiada. Ostatnia Ręka Nadzoru w Londynie nieulękle wykonuje swoje obowiązki, ale składa się z niedoświadczonych rekrutów i zmęczonych weteranów. Ta słabość przyciąga żądnych krwi wrogów, ale również nieoczekiwanych sojuszników. Tymczasem Sharp i Sara, zagubieni w Labiryncie Luster, wpadają na trop przeszłości organizacji, która stanowi ogromne niebezpieczeństwo dla Ręki i świata. Ich cel jest jasny: rozwikłać zagadkę Czarnych Luster, by móc pokonać to, co leży za nimi, i mieć pewność, że nie ruszy ich śladem.

Czarnoskrzydły

Czarnoskrzydły – recenzja książki

Dodała: vaapku, piątek, 21 grudnia 2018 · Komentarzy: 0
czarnoskrzydły

Impas. Minął niemal wiek od momentu, gdy wojna pomiędzy Bezimiennymi a Królami Głębi zakończyła się patem. Przyczyniła się do tego Maszyneria Nalla – potężna broń, która do dzisiaj stanowi bodaj jedyne zabezpieczenie granic. Gdyby nie ona, Królowie Głębi bez przeszkód zrealizowaliby swój plan podporządkowania sobie ludzi. Strach pomyśleć, co by było, gdyby przestała działać...

Ulubionym zajęciem Ryhalta Galharrowa jest picie niewyszukanych trunków. Gdyby mógł, oddałby się temu bez reszty. Tyle że nie może, bo jako kapitan drużyny Czarnoskrzydłych stoi na straży porządku – tropi szpiegów i buntowników, likwiduje różnego rodzaju potwory. Dodatkowo jako człowiek na służbie jednego z Bezimiennych, Wroniej Stopy, musi wykonywać wszelkie zlecone mu zadania. I właśnie podczas jednej z misji Galharrow odkrywa, jak blisko jest do nowej-starej wojny.

Muszę przyznać, że niezwykle trudno pisze mi się o "Czarnoskrzydłym". Edowi McDonaldowi udała się niezwykła sztuka. Napisał książkę, która nie wzbudziła we mnie niemal żadnych uczuć. Nie mogę powiedzieć, żeby czytanie jej mnie irytowało czy nużyło, ale nie było też mowy o ekscytacji czy nawet zwykłej ciekawości. W najlepszym wypadku mój stosunek do debiutu McDonalda mogę nazwać letnim.

vonnegut,rzeźnia numer pięć

Fantastyczna powieść bez grama fantastyki. Zużyte gatunkowe motywy: skoki w czasie, wizyta UFO, porwanie Ziemianina na odległą planetę czy dar prekognicji głównego bohatera, Billego Pilgrima, podkreślają jej realizm. To oczywiście tylko jedna z możliwych interpretacji wieloznacznego dzieła (tak, po lekturze zrobiłem krótki research). Ma nad innymi opiniami tylko jedną przewagę. Jest moja. I nie roszczę sobie pretensji do oryginalności.

Trzeba być skrajnie bezczelnym lub równie skrajnie naiwnym, by brać się za recenzję klasyki. Przez prawie pięćdziesiąt lat, jakie upłynęły od wydania "Rzeźni numer pięć" Kurta Vonneguta, już chyba wszystko powiedziano na jej temat. Początkowo budziła wiele kontrowersji, związanych zapewne z zaskakującą mieszanką humoru i makabry, doprawioną szczyptą erotyzmu i wulgarności oraz regularnie podlewaną – pozornie – prostackimi komentarzami. Jednak obecnie uchodzi, całkiem słusznie, za klasykę amerykańskiej (i nie tylko) powieści antywojennej.

głębia: zewnętrzne aspekty wewnętrznych postaw

W świecie znanym z "Głębi" ludzkość żyje w odmętach oceanów. Po bardzo dobrym otwarciu serii mogło się zdawać, że fabuła będzie się pogrążać i na dobre utkwi w przeciętności, gdyż każdy z dotychczasowych tomów był odczuwalnie słabszy od poprzedniego, często na skutek nienaturalnego przeciągania przewodniej linii fabularnej. Dlatego do czwartej części podchodziłem ze sporymi obawami, a tu proszę – miłe zaskoczenie.

Powiedzmy sobie szczerze: nie oznacza to, że "Głębia" nagle staje się pozycją wybitną – ale na pewno ciekawą. Przede wszystkim dzieje się sporo i ma to znacznie większy sens, szczególnie w porównaniu do trzeciego tomu. Odpowiedzialny za scenariusz Rick Remender zawiązuje nowe wątki i stara się logicznie zamykać stare, a ogólne wrażenia z lektury "Zewnętrznych aspektów wewnętrznych postaw" są pozytywne. Wydawało się, że seria popada w swego rodzaju marazm i będzie dryfować, tymczasem łapie wiatr w żagle i są jeszcze nadzieje na wartki finał. Na przestrzeni kolejnych wydań zbiorczych łatwo o zastrzeżenia odnośnie do "pozbywania się" postaci, co Remender robi dosyć często i czasami bez wyczucia właściwego czasu. Jeśli na początku cyklu zmiany wśród obserwowanych bohaterów były uciążliwe, tak teraz odnoszę wrażenie, że scenarzysta w końcu wyklarował grupkę tych najważniejszych postaci, którzy będą nam towarzyszyć do końca. Choć pewnie jeszcze kogoś się pozbędzie.

Wczytywanie...