Roberek na Kickstarterze

Jerzy "Jezid" Kubok niedziela, 30 marca 2014

Sprawdzam! Karty na stół. Ten moment zbliża się nieubłaganie. Stawkę podbijano wielokrotnie. Licytacja już dawno się zakończyła. Tylko... czy to aby na pewno ta gra?

karty, pik, as, król, dziesiątka, dama, walet

Miał być poker. Kickstarter obiecywał dać szansę na realizację tym pomysłom, które innych szans nie miały. Czysty hazard; jedno rozdanie, nieznany partner, ograniczony czas i niepewne informacje. Trudno ocenić, czy nie robi dobrej miny do złej gry i czy warto na niego postawić.

Poker został zepchnięty do małego stolika w rogu sali. Przy głównym rozsiadły się grube ryby; firmy i uznani twórcy, co zmieniło reguły gry. Pula wzrosła. W trzech najbardziej interesujących rozgrywkach wyłożono na stół ponad 11 milionów dolarów, ale to nie powinno mylić. Raczej z brydżem, niż z pokerem mamy do czynienia. I to nie tym sportowym, gdzie niewylicytowanie możliwego szlema jest grzechem ciężkim. Tu, jak w brydżyku u cioci na imieninach, nadróbki są powodem do chwały. W miarę bezpieczne trzy bez atu, partyjka, roberek. Zmiana miejsc i w kółeczko.

Gry cRPG są uprzywilejowane na łamach Game Exe. Świetnie się składa, bo na mojej półce również. Po trzech sztandarowych, kickstarterowych produkcjach tego gatunku ("Wasteland 2", "Tides of Numenera" i "Pillars of Eternity") wiele sobie obiecuję, ale nadmierne oczekiwania graczy mogą im (grom i graczom) poważnie zaszkodzić. W opiniach, że crowdfunding jest nadzieją na odrodzenie (cokolwiek by to miało znaczyć) cRPGów i innych niszowych obecnie gatunków, jest sporo racji, ale i niebezpiecznych złudzeń. Sentyment i nostalgia nie powinny przyćmiewać wzroku oraz łamać prawideł logiki. Inaczej czeka nas nieunikniona i bezsensowna kłótnia.

Firmy mogłyby robić gry z własnych środków. Skoro jednak jest okazja, żeby zarobić coś na boku, bez większego ryzyka, to dlaczego nie skorzystać? Po takie pieniądze już warto się schylić. Trzeba jednak pamiętać, że produkcja gry z segmentu AAA kosztuje średnio, według szacunków, 10 razy więcej (absurdalna i podejrzanie wysoka kwota, nawiasem mówiąc). Przy najdroższych trzeba to jeszcze przemnożyć przez dwa albo i trzy. Czyli nawet jeśli uznamy, że sam rozgłos zbiórki zminimalizuje koszty marketingowe, to i tak są to dla firm pozycje niskobudżetowe. I oby takimi pozostały.

wasteland

Magia znanych nazwisk podziałała, zmniejszyła skutecznie obawy fundatorów i stała się swoistą gwarancją jakości. Zbiórki przyniosły znacznie więcej, niż się spodziewano. Zaangażowani i wykwalifikowani zwiadowcy przynoszą dobre wieści. Liczne newsy i relacje napawają uzasadnionym optymizmem co do jakości "Wasteland 2" (o pozostałych dwóch na razie ujawniono zbyt mało konkretnych informacji). Koresponduje to dobrze z teoretycznymi przewidywaniami. Przy wydawaniu cudzych pieniędzy na własne potrzeby cena nie gra roli (tu: jest z góry określona), liczy się tylko jakość! Głównym celem firmy jest zysk. Miły prezent w postaci datków zmniejsza tylko oczekiwania co do jego wysokości. Przecież ludzi i sprzęt można było zaangażować do innej produkcji. Kluczowe jest zadowolenie tych, którzy grę kupią, a nie garstki (średnio 70 – tysięcznej) ofiarodawców. Na razie to nie problem, bo można założyć, że to ta sama nisza. Same plusy! Gdzie zatem sygnalizowane zagrożenia?

Pierwszym, już widocznym, jest wtórność. Oryginalny, przełomowy projekt raczej nie pojawi się na Kickstarterze, bo firma musiałaby zbyt dużo i za wcześnie ujawnić konkurencji albo skłonić napalonych graczy do wpłat w ciemno. Nowy, "lepsiejszy i bardziejszy" "Fallout" czy "Torment" mają największe szanse. Krąg nostalgicznie wspominanych i darzonych takim sentymentem gier jest ograniczony.

Przy centralnym stoliku powstają teraz – wszystko na to wskazuje – dobre, niskobudżetowe tytuły skierowane do niegdysiejszych wyjadaczy. Dla części młodych graczy może to być interesująca odmiana. Starym druga świeżość nie przeszkadza, bo odnalezione smaki młodości są nieodparcie pociągające. Na razie.

Tu kończą się oczywiste oczywistości, czyli w miarę racjonalne, krótkoterminowe prognozy. Zaczyna się wróżenie z fusów, zwane czasem dumnie futurologią. Zabawne zajęcie, trochę niebezpieczne dla proroków z nazbyt wybujałym ego. Zawsze jednak można liczyć na słabość ludzkiej pamięci i zdolność do wybaczania błędów (głównie swoich).

brydż

Nie zdziwię się, jeśli inXile, na fali wielce prawdopodobnego sukcesu "Wastelanda", ogłosi kolejną zbiórkę. Będzie to oznaczało, że crowdfunding trafił do biznesplanów na stałe. Trend ma solidne podstawy, skoro obie strony mogą być zadowolone. Firma ma darmową gotówkę. Kontrola inwestorów, wróć... fundatorów jest iluzoryczna. W papierach ma się zgadzać. Tym drugim też pasuje zmiana reguł. Brydż, w przeciwieństwie do pokera, daje im praktycznie pewność, że coś za swoje pieniądze dostaną. Składka w wysokości ceny nowej gry wydaje się akceptowalna. Trwa szacowanie głębokości kieszeni graczy. Z pewnością nie jest bez dna, ale na razie na Kickstarterze pojawili się pionierzy. Sukces poszerzy grono zainteresowanych. Prawdopodobnie czekają nas kolejne (pożądane ze względów marketingowych) rekordy. Krzesła przy stoliku nie będą stygnąć. Piękna symbioza.

Jeśli ten powstający system nie zawali się wcześniej na skutek jakiegoś skandalu (na przykład związanego z bezpieczeństwem), to przytłoczy go sukces. Przy megaprodukcjach finansowanych w ten sposób, pogodzenie interesów fundatorów i klientów będzie niemożliwe. Target wykroczy znacznie poza niszę. Daleko idące kompromisy sprowadzą kickstarterowe gry do mainstreamu. Źródełko tryskające tak ochoczo kasą wyschnie i żadne dodatkowe marchewki na to nie pomogą. Stolik się wywróci. Niby samoograniczenie, wyznaczenie maksymalnego pułapu zbiórki, mogłoby temu zapobiec, ale nie chce mi się w to wierzyć.

Jeśli odmalowałem powstający dopiero szkic zbyt ciemnymi barwami albo – co gorsza – dorysowałem kreski nie tam, gdzie trzeba? Z gier będę miał większą satysfakcję niż z racji! Racjonalny pesymizm jest niezłą asekuracją. Poza tym, nie można zapominać, że przy bocznym stoliku ciągle toczy się gra. Trwają partie pokera. Z natury nieprzewidywalne. I bardzo dobrze.

Ocena użytkowników 7,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Lionel · niedziela, 30 marca 2014, 13:47
0
Sama idea grupowego fundowania nie jest zła, a wręcz świetna, bo rzekomo spełniana jest wola większości i tworzone jest coś przydatnego, a nie niepotrzebny twór. Jednak skoro wiąże się to bezpośrednio z pieniędzmi od razu wiadomo, że nie będzie to takie idealne i piękne, jak pozytywistyczna filantropia. Póki gracze będą skorzy do dawania kilku dolarów na dany tytuł, tym więcej wielkich producentów będzie się tam panoszyło. Dla nich to wielka szansa z punktu widzenia ekonomii i biznesu - niskie ryzyko, bo brak tutaj dużego wkładu własnego. Zbierze się fundusze, wyprodukuje jakiś gniot, który był zapowiadany na duchowego spadkobiercę czegoś tam, a i tak się już to sprzedało i nieco zarobiło na samym zbieractwie. Ponadto nie jest to kapitał dłużny, bo w najgorszym przypadku trzeba oddać kasę, gdy projekt zostanie oddalony, a przecież w ostateczności nikt nie będzie tego robił, bo lepiej dać wybrakowany produkt niż zwrócić fundusze.
To, że w najbliższym czasie ta bańka, którą można nazwać nawet spekulacyjną, pęknie i ludzie się zrażą, albo i nie... Wszystko zależeć będzie w jakiej dziedzinie to nastąpi.
Jestem pewien, że niedługo nawet duże studia filmowe zaczną zbierać w ten sposób pieniądze, jeśli już nie zaczęły. A potem dojdzie do fundowania innych projektów, może nawet użytku publicznego w ramach samorządowego "szczupłego zarządzania".
Jednak z drugiej strony czasami znajdą się ciekawe, alternatywne, niezależne projekty. Kickstarter wiele zmienił w świecie muzyki. Obecnie wielu artystów, który są zbyt "alter" czy nie chcieli zgodzić się na warunki wielkich wytwórni fonograficznych, skorzystało z tego. Świetnym tego przykładem jest Amanda Palmer, żona Neila Gaimana, która zdołała wydać dzięki temu płytę, przeprowadzić trasę koncertową i za co została doceniona przez środowisko. Gdzieś jest nawet jej prezentacja natemat tego problemu... (https://www.youtube.co...?v=xMj_P_6H69g)
A jej płyta jest zajebista .

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...