piorun_kulisty

Czarownica czyli kobieta (albo odwrotnie)

Jerzy "Jezid" Kubok niedziela, 19 kwietnia 2015
czarownica, chatka, kurza stopka

Chatka gdzieś pod lasem, niech sobie – dla kompletności obrazu – na kurzej łapce stoi. W środku starucha z zepsutymi zębami i kurzajką na długim, haczykowatym nosie warzy na piecu miłosne dekokty oraz zjadliwe trucizny. Na stoliku leżą dziwne przedmioty, jakaś kula, karty, a pod powałą suszą się pęczki tajemniczego zielska. Jedynym towarzyszem baby jest kot, koniecznie czarny. Obrazu dopełnia stojąca w kącie miotła o wiadomym przeznaczeniu.

Kadr można jeszcze uzupełniać drobnymi szczegółami albo lekko przemalować, ale powinien być czytelny dla każdego. Baśń dla niegrzecznych dzieci? Nie tylko. Za utrwalonym w tradycji, komiksowo przerysowanym sztafażem widać, przez kilkuwiekowy filtr, dramat odgrywany przez rzeczywistych aktorów.

Skąd się wzięła magia, nieodłączny komponent różnorodnych światów fantasy? Najgłębszym źródłem są chyba odwieczne ludzkie pragnienia, żeby urządzić świat według własnego widzimisię. Jednak nie o magii tym razem, choć bez niej się nie obędzie, tylko o czarownicach, a właściwie o kobietach. Co na jedno wychodzi, jak się okaże. Rzecz jest tyleż o nich, co o męskich lękach i uprzedzeniach, więc płeć czytelnika nie odgrywa roli. Ta wyprawa do źródeł fantastyki jest podróżą do jądra ciemności, w głąb horroru, który nie przestaje być horrorem tylko dlatego, że zdarzył się w rzeczywistości.

Stereotypowe zapewnienia poprzedzające filmy grozy nie są dobrą analogią. Lojalnie ostrzegam, tekst może być mdlący dla mniej odpornych. Może być i budujący, dla tych odpornych bardziej, szczególnie jeśli porównają ówczesną rzeczywistość do dzisiejszej, rzekomo podłej. Jakby co, to pretensje tylko do siebie. Ostrzegałem.

Tło

Zachodnie chrześcijaństwo u progu nowożytności było, w swoim mniemaniu, oblężoną twierdzą, zagrożoną zewsząd przez Szatana. Z zewnątrz napierali powiązani z nim Turcy, a krwawe religie odkrywanej Ameryki, uznawane za parodię jedynej prawdziwej wiary, zaświadczały o jego potędze i podstępności. Gorzej, wróg przeniknął do wnętrza; zdradliwi Żydzi wraz z dwulicowymi przechrztami i heretyckimi fałszerzami wiary byli przecież jego agentami. A najgorsi wprost oddawali cześć diabłu.

szalona gocha, pieter bruegl, 1562
Szalona Gocha, Pieter Bruegl 1562

W takim świecie doszło do polowania na czarownice. Dlaczego głównie kobiety? Bo to pod każdym względem słaba płeć, ulegająca przez to łatwiej szatańskim podszeptom. Wypadnie się temu przyjrzeć bliżej, bo szczegóły są nadzwyczaj (nie)smaczne, ale najpierw trzeba domalować tło.

Osławione „mroczne” średniowiecze było w kwestii czarów zaskakująco wstrzemięźliwe, praktyczne, wręcz racjonalne. Canon episcopi, poradnik wizytacji biskupich, spisany na początku X wieku na żądanie arcybiskupa Trewiru, potępiał wprawdzie kobiece nocne galopady jako szatańską złudę, ale wobec tej ułudy właśnie, zalecał pobłażliwość. Podobne stanowisko wyrażali papieże tego okresu, zniechęcając do prześladowań oskarżonych o magiczne wywoływanie klęsk żywiołowych.

Od XIII wieku atmosfera wokół czarów zaczyna się zagęszczać. Papież Aleksander IV zezwolił inkwizytorom w 1275 roku na zajmowanie się czarami, jeśli ściśle wiążą się z herezją. Niedługo po procesie templariuszy, w bulli papieża Jana XXII pojawiło się kluczowe dla rozwoju wypadków utożsamienie czarów z diabelskim wpływem i nieprawowiernością. Śledczy dostali wszelkie uprawnienia.

Nie licząc obszarów prawosławnego Wschodu i Południa, tylko w trzech regionach Zachodu stosy nie zapłonęły masowo: w południowej i środkowej Italii, w Rzeczpospolitej (tu do czasu jednak, tj. do II połowy XVII wieku) oraz w Anglii, gdzie skazanych za czary zasadniczo wieszano.

Dane liczbowe są fragmentaryczne, a dawna literatura przedmiotu miała skłonność do przesady. Tylko niektóre miejsca i okresy są wiarygodnie oświetlone. Tu kilka skrajnych przykładów z Niemiec, których mieszkańcy mieli od dawna, jak widać, zamiłowanie do skrupulatności. W liczącym 700 mieszkańców, wiejskim regionie Obermarchtal zginęło na stosie (1586-88) 11 mężczyzn i 43 kobiety. W Würzburgu, kościelnym księstwie, wykonano w latach 1623-1631 900 egzekucji. W 22 wioskach archidiecezji Trewiru (1587-93) spalono 368 czarownic. W Oppenan, w Wittenbergii (650 mieszkańców) w ciągu 9 miesięcy spalono na 8 stosach 50 osób.

sabat czarownic, goya
Sabat czarownic, Francisco Goya XVIII w.

Statystyka, mimo ułomności, daje pojęcie o proporcjach. Widowiskowe procesy mieszczan stanowiły mniejszość. Obszary wiejskie były dotknięte bardziej. Wśród oskarżonych dominują kobiety (ponad 4/5), widoczna jest nadreprezentacja starych i wdów. W miastach jest większe równouprawnienie. Ofiara jest z reguły uboższa od oskarżyciela, ale nie należy do biedoty czy marginesu. Mniej więcej (są duże oscylacje) połowa procesów kończyła się wyrokiem śmierci.

Model

Modelowa narracja, swego rodzaju paradygmat sytuacji prowadzącej do oskarżenia o czary mogłaby – w lekko zbeletryzowanej formie – wyglądać następująco. Wiadomą babę wzywają do ciężkiego porodu albo do chorego. Albo jeszcze inaczej, baba przychodzi sama. Nawet jeśli nie wdowa, bez męskiej opieki i często bez oparcia w rodzinie, to i tak ją wysyłają, bo chłopu trudniej się ukorzyć, nie wypada jakoś.

wiatrak

Stara jest, brzydka i śmierdzi, co działa nie tylko na zmysły, ale i na intelekt. Popularny wśród co bardziej światłych umysłów neoplatonizm, utożsamiający dobro z prawdą i pięknem, się kłania. Może i jest biedna, ale nie skrajnie i nie od zawsze, przecież ta kurza stopka to zrujnowany młyn. Prosi o coś, o jakąś łaskę, o sprawiedliwość, niekoniecznie dla siebie, o utrzymanie, spłatę długu, zagrabiony nieprawnie majątek, naprawienie krzywdy…

Spotyka się z odmową, niezrozumiałą, zaskakującą, niezgodną z tradycją, ale świat nie jest już taki, jak w czasach jej młodości. Czasy się zmieniły, indywidualizm rośnie, początki kapitalizmu (choć nikt tego tak nie nazywa). Każdy sobie rzepkę skrobie. Taki klimat – sorry – a ona głupia nie rozumie, nie nadąża. Rozżalona kobieta mówi o jedno słowo, może zdanie, za dużo. Albo i nic nie mówi, tylko spogląda, tak, że w pięty idzie. A potem dzieje się coś nie tak.

Dziecko umiera. Jedno? Zdarza się, wola boska, jednak może to już kolejne? Albo dłuższa seria niefortunnych zdarzeń ma miejsce; krowy chorują i nie dają mleka, stado owiec padło, z młodą żoną w łożu się nie układa, grad wymłócił pole, oszczędzając sąsiadów… Jakby wszystkich dotknęło, to widoma kara boska, pokutować trzeba i ofiarę na kościół złożyć. Ale żeby tak tylko jednego? Nic, tylko urok!

I wtedy słowo, zdanie albo spojrzenie staruchy, które na parę dni humor odebrało i w bezsensowne wątpliwości wpędziło, się przypomina. Dawne wróżdy, niechęci pomiędzy rodzinami i wioskami wracają. To już nie głupia baba, to czarownica!

akteon, diana, etienne delaune, xvi w
Akteon i Diana, Etienne Delaune pocz. XVI w.

Strach zawsze był. Nie każdy każdego mógł oskarżyć. Reguły nie były spisane, ale czytelne dla wszystkich. Ryzyka, że oskarżenie się odwróci i wciągnie także skarżącego, nie dało się całkowicie uniknąć. Losowość unaocznia kulturowa skamielina, dziecięca wyliczanka: „Entliczek, pentliczek, czerwony stoliczek pana Jana Kapistrana. Na kogo wypadnie, temu głowa spadnie”. To z Wrocławia, gdzie ten święty występował w roli inkwizytora, choć akurat nie o czary chodziło. Mimo tego ryzyka klimat sprzyjał oskarżycielom.

Nie wszystkie elementy tego systemu są dla wielbiciela fantastyki równie interesujące, ale nie należy ich pomijać. Składały się na niego ogólne i szczegółowe (terytorialne i problemowe) upoważnienia dla inkwizytorów, wielokrotnie potwierdzane także przez renesansowych papieży. Charakter procesu się zmienił. To już nie był publiczny i słowny spór pomiędzy jednostkami, tylko pisemne i utajnione postępowanie przeciw jednostce prowadzone przez władze państwowe albo kościelne, reprezentujące zagrożoną społeczność. Zasadniczo utrudniało to obronę, zwłaszcza analfabetom.

czarownice na miotle

Upowszechniło się stosowanie tortur. W instrukcjach zalecano grożenie nimi, a nawet urządzanie dźwiękowych inscenizacji. Przyznanie się do winy kończyło postępowanie, a wskazanie wspólników mogło złagodzić karę. Świadectwom dzieci przypisywano szczególną wartość. Akceptowano anonimowe donosy, a nawet bywały na nie specjalne skrzyneczki w kościołach.

Kołem napędowym byli zakonni kaznodzieje. Piętnowali gnuśność oraz pazerność parafialnego kleru, podważając jego pozycję i paraliżując opór miejscowej elity. Szerzyli przekonanie, że oto ostateczna bitwa nadchodzi, a zagrożony Szatan zbiera wszystkie siły przed nadchodzącą Apokalipsą. Spowiedników z kolei wyposażono w szczegółowe instrukcje z przykładowymi, podstępnymi pytaniami, przywodzącymi nieświadomych niczego penitentów wprost w objęcia inkwizycji.

Jednak najbardziej zastanawiający jest katalog zbrodni, czyli coś, co należałoby uznać za opisową definicję czarostwa. Zdefiniowanie magii nie jest, wbrew pozorom, prostą sprawą, ale akurat w tym miejscu i czasie nie nastręczało – o dziwo – żadnych trudności. Poniższy, dość obszerny tekst, oszczędza zbędnej intelektualnej fatygi i prowadzi do mocnych wniosków.

„Ktokolwiek zbiera w noc św. Jana zioła, wypowiadając modlitwy lub zaklęcia jakiego bądź rodzaju (…) grzeszy śmiertelnie. Wzywać i nazywać diabła (…), by wróżyć, albo dla jakiej innej rzeczy, jest grzechem śmiertelnym. Mieć bliższą z Nieprzyjacielem zażyłość albo zawrzeć z nim zmowę lub pakt jest grzechem śmiertelnym (…). Wierzyć w sny, dając im wiarę i modląc się przy tym, by poznać rzeczy przyszłe albo zakryte, jest grzechem śmiertelnym (…). Śledzić wróżby czynione ‘sztuką’ i rozeznaniem, wziętym od Nieprzyjaciela, ze śpiewu albo lotu ptaków, albo chodu zwierząt, jak czynili to Starożytni, jest grzechem śmiertelnym. Zaczarować lub zakląć jaką bądź rzecz, by wróżyć albo zażegnać choroby, jako to czyni się, kręcąc sitem, by odnaleźć rzeczy zagubione, leczyć wierzbą złamane lub zwichnięte członki albo dla innej podobnej rzeczy, jest grzechem śmiertelnym (…). Ktokolwiek wiąże sznurówkę, by uczynić zło i psotę między małżonkami, poza tym, iż grzeszy śmiertelnie, nie może być rozgrzeszony, jeśli wprzódy nie rozwiąże (…). Czynić co z wersetami psalmów, by odnaleźć zgubione rzeczy albo by zwodzić kobiety i dziewczęta, albo uzyskać ich miłość i je poślubić, grzeszyć śmiertelnie (…). Ktokolwiek chce leczyć ból zęba ćwiekiem napominanym w imię Boże, grzeszy śmiertelnie.”

czarownica na miotle

Jean Delumeau, za którym cytuję ten pochodzący z początków XVII wieku, bretoński tekst, podsumowuje trafnie: „utożsamia się z czarostwem (…) wszelkie zachowania mające uzyskać nadzwyczajne skutki bez aprobaty Kościoła i oficjalnej medycyny”. Czyli na stos można było trafić za ludową medycynę, wróżbiarstwo i wzywanie Boga bez licencji. Co nie zostało wyraźnie dozwolone, jest czarostwem i zasługuje na karę. Żaden etnograf czy antropolog nie zgodziłby się z taką, rozszerzoną do absurdu definicją magii. Jednak właśnie ona obowiązywała, zgodnie z zasadą głoszącą, że sytuację definiuje ten, kto ma grubszy kij. Drobne uzupełnienie – niewiara w czary też była herezją i zasługiwała na potępienie.

Wiele pytań się nasuwa, jednak nie ma tu nawet miejsca na ich postawienie. Jedno jest szczególnie intrygujące. Dlaczego praktycznie utożsamiono czarownictwo z kobietą? Dlaczego uznano, że płeć żeńska ma szczególne predyspozycje do konszachtów z diabłem? Słaba płeć? Czyli jaka? Odpowiedź jest – o zgrozo – genderowa w swej istocie.

Asymetryczna ambiwalencja

Równouprawnienie płci to nowy pomysł. Od starożytności, aż po XX wiek kultura europejska była zasadniczo patriarchalna, tworzona przez mężczyzn i dla mężczyzn. Oczywiście są wyjątki, znane, powiedziałbym nawet, że zbyt znane, bo pełnią rolę alibi i fałszują perspektywę, maskując istniejący niegdyś stan rzeczy.

Kobieta przyciągała mężczyzn i odpychała zarazem. Typowa ambiwalencja. W sumie oczywiste i zrozumiałe, także dziś, ale niegdyś nie oznaczała ona równowagi. Analiza tego zjawiska w różnorodnych tradycjach, które złożyły się na kulturę Zachodu byłaby tu nadmierną ambicją. Warto jednak zauważyć, że w żadnej z nich mężczyzna nie wychodzi dobrze na kontaktach z drugą płcią, wszystko jedno, czy wybranka ma na imię Ewa, Medea, Pandora, Kirke czy też jeszcze inaczej, to skutki są zazwyczaj złe i to ona jest temu winna. Ikonografia, czyli dzieła z epoki ilustrujące ten tekst, może dać do myślenia.

wygnanie z raju, michał anioł
Wygnanie z Raju, Michał Anioł

Szala wychyliła się skrajnie w początkach nowożytności. To czasy mizoginii i wojującego antyfeminizmu. Oczywiście kobieta nie przestaje przyciągać nawet wtedy, na każdym poziomie i we wszystkich stanach. Bywa doceniana: „Dobra żona mężowi korona”, „Żonina cnota małżeństwa pozłota”, „Nie ma lepszego oręża niż żona dobra dla męża”, „Gdy żona poczciwa, lat życia przybywa”, głoszą popularne ówcześnie przysłowia. Przebija z nich jednak swego rodzaju użytkowość kobiety (żony), a metaforyka wskazuje na rzadkość tego towaru.

W kulturze wysokiej też są pozytywne wzorce kobiety. To ona nadaje kształt wielu personifikacjom i alegoriom, ale te szlachetne abstrakcje przez swe antyczne odzienie lokują kobietę poza codziennością. Nie można zapominać o Najświętszej Marii Pannie, królowych, świętych, mniszkach i dziewicach, ale to „istoty nie w pełni wywiązujące się ze swego kobiecego powołania, usytuowane ponad, a przynajmniej poza swoją płcią”, jak pisze Delumeau. Trzeba uważać jak chwalą, kto wie, czy nie bardziej niż wtedy, gdy ganią.

Skrajnym dowodem na atrakcyjność kobiet, także w tym wyjątkowo nieprzychylnym im okresie, niech będą wyniki wizytacji kanonicznej dokonanej w Bawarii w czasach soboru trydenckiego. Ujawniła ona, że tylko 3 lub 4 procent księży nie żyło tam w konkubinacie!

salome, jan chrzciciel, tycjan, 1512
Salome z głową św. Jana Chciciela, Tycjan pocz. XVI w.

Tym gorzej dla kobiet. Skoro agent Szatana wniknął do wnętrza oblężonej twierdzy, to trzeba mu dać stosowny odpór. Wroga trzeba trzymać na dystans i przygotować odpowiednio pole boju. Zgodnie z „Instrukcjami” św. Karola Boromeusza, kapłan poniżej 30 lat nie będzie spowiadał kobiet bez upoważnienia przełożonego. „Przeznaczone dla nich konfesjonały niechaj stoją w kościele na widoku”. Penitentki nie przyjmie, jeśli przyjdzie z „włosami ufryzowanymi, z twarzą pokrytą szminką i pudrem, w kolczykach i z innymi podobnymi ozdobami pełnymi pychy”. Dotyczy to też koronek, haftów i złotogłowia. Wymagany jest „woal nie nazbyt przeźroczysty, uczyniony z krepy, płótna, wełny albo najwyżej jedwabiu skromnej barwy”. I w żadnym wypadku spowiednik nie powinien napominać męża przy żonie. Nawet jeśli to ona ma absolutną rację. Samcza solidarność obowiązuje. „Nieprawość męża lepsza jest niż niźli niewiasta zacna” jak mówi Benedicti, cytując Eklezjastę.

Rozmaite uczone dyskursy, przede wszystkim teologiczne, prawne i medyczne, wzajemnie się przeplatają, inspirują i wzmacniają stanowiąc intelektualne, ideologiczne uzasadnienie dla codzienności. Uprawomocniają istniejący stan rzeczy. Zasadniczo kobieta została stworzona z mężczyzny, dla mężczyzny i mężczyźnie powinna być z natury podporządkowana. Faktycznie istnieje tylko jedna płeć. W związku z tym pytanie, czy kobieta jest w pełni człowiekiem, nie wydaje się bezsensowne.

„Męskość jest godniejsza, doskonalsza i zupełniejsza niż żeńskość”, która „jest niby jaki niedostatek, kiedy nie da się lepiej czego uczynić”. „Jeśli materia nie jest właściwa i stosowna do ukształtowania syna, robi z niej (natura) istotę żeńską, która jest [jak powiada Arystoteles] mężczyzną okaleczonym i niezupełnym”. Nie byle kto to mówi, bo Laurent Joubert, radca i medyk ordynaryjny króla, doktor zarządzający, kanclerz i biegły fakultetu medycyny w Montpellier. Dzieło miało 12 wydań w latach 1578-1608.

Wtóruje mu kolega po fachu, który wyższość mężczyzny widzi już w życiu płodowym i w instynktownych reakcjach organizmu młodej matki. W ciąży z chłopcem wygląda ona pod każdym względem lepiej (są szczegóły), a później nosi dziecko po lepszej, prawej stronie, a „jej prawa pierś powiększa się bardziej”. Pełne fantastycznej fizjologii dywagacje innego medycznego autorytetu, w których udziela on praktycznych porad jak spłodzić chłopca, prowadzą do oczywistych wniosków. Utożsamiana z kobietą „wilgoć jest mniej skuteczna niż suchość (…) płeć żeńska kształtuje się później niż męska”. Bóg tchnie duszę czterdziestego dnia w chłopca i dopiero pięćdziesiątego w dziewczynkę.

medea, jazon, charles andre van loo, 1759
Jazon i Medea, Charles Andre van Loo poł. XVIII w.

Prawnicy też mają wiele do powiedzenia. Jean Bodin – adwokat przy parlamencie (sądzie) paryskim, referendarz przy dworze księcia d’Anjou, deputowany do Stanów Generalnych w 1576 roku, generalny namiestnik, a później prokurator królewski w baliwacie Laon – pisze, uzasadniając dlaczego kobiety nie mogą być adwokatami ani sędziami, „… wiadomym jest, że części trzewne większe są u kobiet niźli u mężczyzn, którzy nie znają chciwości tak przemożnych, i przeciwnie, głowy męskie są dużo większe, a zatem mieszczą więcej mózgu i roztropności niż niewieście”. Sukcesja władzy z kolei powinna być ograniczona do mężczyzn, gdyż „kobieta jest to zwierzę zmienne, chwiejne, niestałe, płoche, niezdolne do zachowania tajemnicy”.

Świadectwo mężczyzny w sądzie jest warte świadectwu dwóch kobiet, bo są „zawsze mniej godne wiary niż mężczyźni”, ale w razie konieczności, czyli śledztwa w sprawie czarów, należy również dopuszczać do świadczenia „osoby faktycznie i prawnie pozbawione czci” (czytaj: kobiety). Surowość jednych prawników wobec „strzały Szatana” i „czatowniczki piekieł” ściera się z pobłażliwością drugich. Nie wiadomo, co gorsze. „… jest słuszne, by kobiety były karane pobłażliwiej. Co nie znaczy, by nie karać ich wcale, jakby były ciemnymi zwierzętami, ze wszystkim pozbawionymi rozumu. Bowiem kobiety posiadają pewien stopień rozumu”.

młot na czarownice

„Młot na czarownice”, najsłynniejsza demonologiczna księga Zachodu, miała w swoim czasie co najmniej kilku godnych, zapomnianych dziś konkurentów. Została tu pominięta ze względu na znikomą oryginalność i fakt, że każdy zainteresowany może się w sieci zapoznać z jej treścią. Wzmiankę zawdzięcza tylko jednemu: to w niej właśnie, po raz pierwszy otwarcie ogłoszono, że czarostwo to kobieca sprawka.

Zamiast zajmować się szczegółami inkwizytorskich fantazmatów, lepiej wkroczyć na dużo słabiej znaną literacką działkę. Swoistego kombinatorycznego kunsztu i fantazji wymagało uznanie słowa ‘mulier’ (kobieta) za akronim, skrótowiec ukrywający, nie przed wprawnym okiem jednak, najważniejsze cechy kobiety. Składają się nań kolejno łacińskie słowa oznaczające zło, marność, lubieżność, gniew, furię (tu aluzja do Erynii) i ruinę. Takie coś ułożył sobie pod koniec XVI wieku francuski teolog Benedicti. Etymologia też świadczy przeciw kobiecie. Słowo ‘femina’ ma się wywodzić od Fe i minus, co dowodzi, że kobieta ma mniej wiary (fides) od mężczyzny.

Jednak nic chyba nie przebije wierszyka, wyliczanki, ćwiczenia stylistycznego bez naukowych ambicji, za to łatwo w ucho wpadającego, czyli w tym przypadku fragmentu „Lekarstwa na miłość”, autorstwa humanisty Eneasza Silvia Piccolominiego, późniejszego papieża Piusa II (1458-64).

arystoteles, filis, mistrz księgi domowej 2

„Mantuańczyk rzecze, iże ród niewieści

Choć służalczy, jad jeno w sobie mieści:

Okrutny, pyszny, bez prawa ni wiary,

Tudzież rozumu, zdradliwy bez miary,

Niczym dlań kodeks, godziwość i prawość (…)

[Kobieta jest] niestała, odmienna, ruchliwa,

Brudna i skąpa, próżna, podejrzliwa,

Czepialska, fałszywa, w groźbach żwawa,

Kłótnica, pleciuga i niemrawa,

Niecierpliwa, kłamczucha, zazdrośnica,

Wartogłowa, pijaczka, latawica,

kirke, odyseusz, wieprze

Zuchwała, kąśliwa, sekutnica,

Bezczelna, kapryśna, czarownica,

Ambitna, przesądna, samolubna,

Popędliwa, bezmyślna, wręcz zgubna,

Wybredna, pieniaczka i mściwa,

Fertyczna, spryciara, uraźliwa,

Umizgów i pochlebstw wciąż chciwa,

W urazie i złości pamiętliwa,

W udaniu i zdradzie celuje,

Zemstę długo w swym sercu piastuje,

Śmiała, krewka i okrutnica,

Przebiegła a niewdzięczna buntownica (…)

kobieta, śmierc, manuel deutsch, 1516

Wrażenie, jakby szambo wybiło? Słusznie. „Niewiasta w bogatym stroju podobna kupie gnoju. Z wierzchu zieleń świeci, w głębi same śmieci”, jak głosi przysłowie z epoki. Odraza do kobiet, bo inaczej tego nie można nazwać, miała długą tradycję, szczególnie w środowisku mnichów. Odon, opat Cluny pisał; „Uroda cielesna nie sięga poza skórę. Gdyby mężczyźni widzieli, co jest pod skórą, widok kobiet wywoływałby ich mdłości. Skoro nie chcemy dotknąć końcem palca plwociny lub łajna, jakże możemy pragnąć całować ten wór gnoju”? Tylko że w X wieku, z którego pochodzi ten ostatni tekst, takie opinie miały bardzo wąski krąg odbiorców. Po wynalezieniu i rozpowszechnieniu druku ten krąg bardzo się poszerzył, a literatura antyfeministyczna okazała się wręcz żyłą złota.

„Kobiety są (…) przedmiotem osobliwej nienawiści; tłum pisarzy obiera sobie powinność szerzyć przeciwko płci niewieściej najczarniejsze oszczerstwa. Znieważa się małżeństwo, wypowiada mu otwartą wojnę (…). Chętnie nastawia się ucha na wszystko, co piszą przeciwko nim, czerpie z tego delektację, a owe książczyny, owe trefne rymy znajdują wielki zbyt; bywają rozdrapywane w kramach księgarzy”. Ta obserwacja niemieckiego pastora z 1617 roku, nie jedyna zresztą, potwierdza masowość antyfeminizmu, z drugiej strony jednak, jest świadectwem, że nie wszyscy mu ulegali.

ksantypa, sokrates, otto van veen, 1607

Stosunek ówczesnych mężczyzn do kobiet był bardziej pokręcony niż mogłoby się wydawać. Żyjący w XIV wieku Petrarka, humanista, wyrafinowany poeta, nazywany czasem pierwszym nowoczesnym człowiekiem naszej cywilizacji, układający natchnione sonety dla ukochanej, tajemniczej Laury, gdy pisze o kobiecie prozą uderza w znane tony. „(…) jest istnym diabłem, wrogiem pokoju, źródłem niecierpliwości, okazją do sprzeczek, od której mężczyzna, jeśli chce zaznać spokoju, winien się trzymać z daleka (…). My zaś, jeśli to będzie w naszej mocy, utrwalimy nasze imię talentem, a nie przez małżeństwo, w książkach, a nie w dzieciach, w zbliżeniu z cnotą, a nie z kobietą”. Dodajmy, że Petrarka miał żonę i dzieci (nie, nie z Laurą), a także był duchownym. Wszystko w jednym.

Ambiwalencja, z wyraźnym wskazaniem jednak. Negatywny biegun przeważa, co zważywszy na naturalną – jak uważano – ułomność kobiety i wynikającą z tego niezdolność do samokontroli, nakłada na mężczyznę zrozumiałe i konkretne obowiązki. Nie do końca ludowa – bo przecież chłopi zbiorów przysłów nie układali – mądrość głosi: „Nie daj żonie tej radości, by właziła ci na odcisk. Bestia, dziwka, jeśliś kiep, jutro wlezie ci na łeb”, „Jak chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije”, „Zła czy dobra szkapa, trudno bez harapa; lada jaka połowica, przyda się kłonica”. Reakcją nie ma się co przejmować: „Coraz to pies sika, coraz to baba łzy łyka”, „Kobieta gdy może się śmieje, gdy zechce łzy leje”, „Lament białogłowy, płacz krokodylowy”.

Społeczna kampania ze zbyt słoną zupą w haśle nie miałaby żadnych szans na sukces. Tym bardziej, że konsekwentnie: „Żałoby po żonie przy drzwiach domu koniec”, a nawet „Komu Bóg pomóc raczy, żonę mu zabiera”. Spalili czarownicę? Dobrze jej tak!

Gender

jean delumeau, strach w kulturze zachodu

Wiara w skuteczność magii była powszechna. Nie można przeczyć istnieniu babek zamawiających choroby, znachorek używających ziół czy wróżek usiłujących przepowiadać przyszłość. I pewnie było ich więcej niż mężczyzn. Nie oznacza to jednak, że istniał w omawianym okresie zorganizowany satanistyczny kult ani też jakakolwiek pozostałość starożytnych kultów płodności, która mogłaby zostać uznana za antyreligię i stanowić jakiekolwiek – niechby tylko oparte na ‘rynkowej’ idei zwalczania konkurencji – usprawiedliwienie prześladowań. Te wszystkie sabaty, czarne psy i kozły, ofiary, dzieciobójstwa, kanibalizm, orgie, pakty i konszachty diabelskie to czysta fantazja. O ile można tak powiedzieć o jednej z najbrudniejszych i najmroczniejszych fantasmagorii.

Dlaczego palono czarownice? Bo władze nie mogą być bezczynne, kiedy zło się dzieje. Coś muszą robić. Po to są. Jakoś strach i frustrację rozładować trzeba. A że kobieta była uważana za gorszą, pod każdym (także moralnym) względem i akceptowano z reguły ten opis rzeczywistości, to proporcje wśród ofiar nie powinny dziwić. Kobieta była kulturowo naznaczona. Nosiła stygmat ofiary, niczym starotestamentalny kozioł. Gender!

Po mrocznym PRL-u, w latach 90. wystarczało 4 egzorcystów. Dziś jest ich w Polsce około 150 i brakuje im mocy przerobowych. To coś znaczy? A klasyczną już (1978), historyczną pracę Jeana Delumeau "Strach w kulturze Zachodu XIV-XVIII w." polecam z czystym sumieniem. Strach nie od dziś był inspiracją dla fantastyki.

Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...