Spotkanie z Andrzejem Sapkowskim

Nie trzeba odwiedzić wielu konwentów, aby spotkać się z określeniem „smoki fandomu”. Jednak spotkanie takiego smoka to prawdziwe wyzwanie. Jeszcze trudniej stanąć oko w oko z prawdziwym starym jaszczurem, pionierem fantasy. Zdawałoby się wręcz, że te ostatnie, w wylewie nowych, obiecujących pisarzy zaszyły się w swoich grotach, biernie obserwując rozwój polskiego rynku literatury fantasy.

Niemniej ostatnimi czasy na scenę powrócił prawdziwy „przedwieczny”. Andrzej Sapkowski, bo o nim myślę, pojawił się ze „Żmiją” na ramieniu. Jednak to nie wszystko, co polscy fani przeżyli. Wczoraj, 28 października, w warszawskim Traffic Clubie odbyło się spotkanie z ASem, i każdy chyba przyzna, że to wydarzenie niecodzienne, a o takich trudno napisać. Tak naprawdę mogę w tej chwili rzucić tylko tradycyjne „żałujcie ci, którzy nie byliście” i przytoczyć skrót rozmowy. Postaram się jednak bez zanudzania przedstawić tylko najlepsze smaczki z rozmowy.

traffic

Zacznę od tego, iż mnie Andrzej Sapkowski nie zawiódł – ze naturalnym dla siebie cynizmem, lakonicznie odpowiadał na pytania. Może dlatego, że jak sam stwierdził, jest skromny, a mówiono ciągle o jego osiągnięciach. Dopytywano się kolejno o sukces w Anglii, a jego źródła doszukiwano się w dobrym przekładzie. Przekładzie, który, jak przyznał sam pisarz, owszem był niezły, ale w połowie poprawiony jeszcze przez niego. I wbrew pozorom, gdyby miał sporządzić chronologiczną listę najlepszych tłumaczeń, to angielskie nie znalazłoby się nawet w pierwszej dziesiątce.

Znacznie lepiej rzecz ma się w Czechach, gdzie Trylogia Husycka została przyjęta z typowo czeskim, jak sam przyznał, dystansem. Dociekano, czy Czesi nie byli oburzeni, że pisarz z kawałka ich historii urządził sobie powieść. Tu znowu publika otrzymała typowo „sapkowski” festyn cynizmu wraz ze stwierdzeniem, iż poszukiwanie drugiego dna, apelu, manifestów czy prawd historycznych w byle wierszyku, jest cechą typowo polską. Ciekawe, co chciał nam tym przekazać...? ;)

Najgorzej jednak jest mu we Francji, bowiem, jak sam z uśmiechem przyznał, fatalnie mówi po francusku, a spotkanie przeprowadzone z tłumaczem absolutnie mu nie odpowiada.

Jednakże, jak zapewniał, dla każdego polskiego pisarza sam fakt sprzedania książki za granicą powinien być wielkim sukcesem. Ponieważ do tej pory najbardziej znanym nazwiskiem w dziedzinie polskiego fantasy jest Stanisław Lem i niesamowicie ciężko jest sprzedać więcej niż 2000 przekładów.

traffic

Powrócono także do kwestii serii „Andrzej Sapkowski poleca". Niestety, jak się okazało, sam nie wie, co się z nią stało.

„Po prostu – ktoś przez jakiś czas dawał mi książki do napisania paru zdań o nich, później przestawał dawać, a dlaczego – to już nie moja sprawa.”

Niemniej zapytany szczerze polecił książki Naomi Novik oraz niezawodnego jak zawsze Neila Gaimana, natomiast odradził wszelkie „sprawy” z wampirami, które ostatnio podskoczyły do rangi elementu popkultury.

Oczywiście dopytywano się również o jego dzieła. Nie zabrakło pytań o inspiracje słowiańszczyzną oraz mitologią celtycką. Pierwsze stanowczo zdementował. Drugie może nie tyle potwierdził, co przyznał, iż element dominacji kobiecego pierwiastka zawsze mu pasował do fantasy. Pytano również, „jak zwykle”, o język, stosowany przez niego w swojej prozie.

„Wszystko musi mieć swój język.” – odparł. – „Wiedźmin miał swój, Trylogia swój, a Żmija ma swój. Ale co ja wam będę zdradzał tajniki warsztatu. Sami napiszcie... A ja się później pośmieję...”

Jak później stwierdził na własny warsztat, język oraz lenistwo trzeba sobie zapracować. Chociaż o lenistwie dodał nieco później, kiedy padło pytanie o jego plany na przyszłość.

„Mój Boże... Na sali są dzieci.” – zaczął karcącym tonem, co wywołało ogólną radość na sali, po czym przytoczył opowiadanie, kiedy to jego żona wybrała się do ZUSu.

„- A pani mąż czym się zajmuje?
- Niczym.
- No, ale przecież zarabia.
- No tak...!
- No to musi przecież coś robić.
- No, ale on siedzi w domu i nic nie robi!
Dopiero później pogrzebali w papierach i doszli:
- Acha, więc pani mąż pisze?
- Nie...
- Ale zarabia?
- Tak.
I tak to mniej więcej wyglądało...”

traffic

Na pewno, jeżeli już mówimy o planach Andrzeja Sapkowskiego na przyszłość, możemy się spodziewać adaptacji kolejnych części Trylogii Husyckiej na audiobooki. Oczywiście, jeżeli fundusze pozwolą. Samego audiobooka, jak szczerze przyznał pisarz, nie odsłuchał do końca ze zwykłego braku czasu. Nie interesował się także zbytnio jego realizacją.

Mogłabym tak pisać streszczając całą rozmowę, ale wszystko to możecie przeczytać w wywiadach, zarówno tych starszych, jak i nowszych. Po rozmowie powstała całkiem pokaźna kolejka łowców autografów. W rękach pojawiała się nie tylko najnowsza „Żmija”, ale również starsze dzieła. Na koniec mogę was tylko zaprosić do zapoznania się z recenzją „Żmii”, a świeżo upieczone „smoczki” fandomu, które chciałyby się dowiedzieć więcej o tejże postaci, odsyłam do biografii.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...