szczury_wroclawia_szpital

Gdyby książki były ludźmi – część pierwsza. "Gra o tron" mogłaby być świetnym ministrem obrony

Marta "Audrey" Nowak sobota, 26 grudnia 2015
gra o tron

Książki zawsze przechwycą trochę duszy swojego czytelnika. Nie chodzi o to, że nasze czytelnicze wybory wyrabiają nam charakter, ale o sposób podejścia do książki jako do przedmiotu. Czasami wypożyczamy tom i wiemy, że ktoś przed nami bardzo o niego dbał, bo nie ma nawet najmniejszych śladów używania. Kiedy indziej jest wprost przeciwnie i trafiamy na maleństwa zniszczone, sponiewierane, które smutno szeleszczą nam pod palcami, jakby wzbraniały się przed każdym kolejnym dotykiem. Jest też bardzo dużo takich, które na pewno przeżyły masę przygód i były zabierane przez swoich właścicieli w różne miejsca. Czytane raz po raz, w całości oraz fragmentach, są już trochę zmęczone, ale na pewno mogą pochwalić się ciekawym życiem.

Co by się jednak stało, gdyby książki nie zmieniały się pod wpływem czytelników, ale same były ludźmi? Czy jedne lubilibyśmy bardzo, a inne uznalibyśmy za niegodne poznania? Zaczęłam się zastanawiać i doszłam do wniosku, że powieści fantastyczne stworzyłyby bardzo zróżnicowane społeczeństwo, a co więcej niektóre same przeszły zaskakującą metamorfozę i przybierają coraz to nowe, ludzkie postaci.

Jedną ze szczególnie ciekawych person, która na pewno w takim wyjątkowym świecie narobiłaby sporo zamieszania, jest "Gra o tron" George'a Martina, a raczej cała seria "Pieśni lodu i ognia", bo choć w naszych umysłach najbardziej utrwalił się tytuł serialu, to nie należy zapominać, że wszystko zaczęło się od pierwszej części cyklu. Książka napisana w 1991 roku, wydana w 1996 otrzymała nagrodę Locusa w kategorii najlepsza powieść fantasy. Przetłumaczona na 20 języków w końcu trafiła też do Polski, ale recenzje wcale nie zwiastowały fenomenu, który od kilku lat nam towarzyszy. Opinie były podzielone: od zachwytów nad wyjątkowością przedstawionego świata oraz fabułą, która wciągała czytelnika jak bagno, przez umiarkowane zadowolenie, aż do uwag na temat tego, że całość jest zbyt rozwlekła, zawiera za dużo zupełnie niepotrzebnych wątków i choć być może autor obroni swoją wizję w dalszych tomach, to na razie całość wygląda średnio.

wojna dwóch róż

Należałam do tej pierwszej grupy, więc powieść Martina naprawdę była dla mnie czymś zupełnie nowym. Po raz pierwszy przeczytałam o świecie, który w zasadzie odtwarzał i przetwarzał historię, w dodatku robiąc to na swój wyjątkowy, autorski sposób. Z tego co wiemy, średniowieczna Anglia nigdy nie została zaatakowana przez zombie, nie dręczyły jej też ataki smoków, ale wstrząsnęły nią za to waśnie pomiędzy dwoma szlacheckimi rodzinami. Walki obejmowały całe pokolenia oraz zaangażowały wiele osób, kierujących się skomplikowanymi motywami i raczej swobodnie postrzeganą lojalnością. Czy to brzmi znajomo?

lancasterowie
Lancasterowie

To dlatego, że konflikt historyczny nazywany Wojną Dwóch Róż posłużył za podstawę do stworzenia fabuły "Gry o tron". W prawdziwym życiu zarzewiem konfliktu była śmierć króla Edwarda III w 1377 roku. Najstarszy syn króla zmarł jeszcze przed ojcem, ale inny, dziesięcioletni potomek – Ryszard II, sięgnął po władzę, pomijając trzech starszych od siebie i ciągle żyjących synów zmarłego monarchy. To pominięcie całego pokolenia spowodowało wybuch ciągnących się w nieskończoność roszczeń do tronu pośród krewnych.

Przodowali w tym zwłaszcza Lancasterowie, czyli potomkowie trzeciego syna Edwarda oraz Yorkowie, czyli część rodziny wywodząca się od czwartego syna Edwarda. Nazwa wojny bierze się z symboli obu rodzin, a mianowicie białej róży Yorków (Starków) oraz czerwonej Lancasterów (Lannisterów). Lancasterowie jako pierwsi zdobyli tron, kiedy Henryk IV zdetronizował w 1399 roku swojego kuzyna Ryszarda II.

Pomijając sporadyczne zamieszki, Lancasterowie zaczynają wówczas spokojnie panować, a ten stan utrzyma się do 1422 roku. Wtedy to Henryk V umiera podczas kampanii wojskowej, przekazując tym samym tron niemowlakowi – Henrykowi VI. Pozbawiony silnej woli oraz podporządkowany doradcom nowy władca nie potrafił zrobić niczego po swojemu, więc w końcu został zmuszony do poślubienia Małgorzaty Andegaweńskiej, żeby tym samym zyskać wsparcie Francji.

małgorzata andegaweńska
Małgorzata Andegaweńska

Małgorzata była piękna, ambitna oraz bezwzględnie tępiła wszelkie przejawy buntu. Krótko mówiąc, jeśli przyszło jej do głowy, że ktoś zagraża jej władzy, to trzeba było tego kogoś wyeliminować. Czy miała rację? A kto by się przejmował czymś tak mało istotnym jak jakaś tam racja, skoro trwa walka o władzę. Nie przypomina wam trochę Cersei? Historia lubi się powtarzać, a jeszcze bardziej lubi to robić na kartach powieści.

W każdym razie Małgorzata zupełnie nie ufała Ryszardowi z Yorków. York był doradcą króla i bardzo wiernym poddanym, działającym w imię dobra państwa. Tak mówimy o Nedzie Starku i wszyscy wiemy, jak to się skończyło, więc jak łatwo się domyślić, szlachetność oraz uczciwość nie zawsze popłacają. Jednym słowem, nie dawajcie "Gry o tron" do przeczytania dzieciom, bo raczej nie będą czerpać z tej lektury dobrych wzorców. To jeden z tych przypadków kiedy slogan "nieważne co, ważne, że czytają" się nie sprawdzi.

Wróćmy jednak do opowieści o historii. York był coraz bardziej odsuwany za sprawą działań królowej. Ona miała swoich ulubionych królewskich doradców takich jak na przykład hrabiowie Suffolk i Somerset. Krytyka Yorka dotycząca nieudolnego prowadzenia wojny z Francją doprowadziła do sądowego nakazu wygnania oraz osadzenia w Irlandii. To jednak wcale nie zapewniło Małgorzacie spokojnego panowania, bo mówiąc uczciwie kompletnie się do tego nie nadawała. Chociaż oczywiście sama twierdziła co innego, cała Cersei.

robb stark

Piętrzące się porażki militarne oraz skorumpowane rządy Małgorzaty i jej popleczników doprowadziły do powszechnego niezadowolenia społeczeństwa, a w obliczu tego chaosu Ryszard York wykorzystał zamieszanie, żeby powrócić z armią, aresztować hrabiego Somerset i zreformować sądownictwo. Zaczynał z pozycji przegranego, ale w końcu dostał swoją szansę. Mianowano go Lordem Protektorem, kiedy Henryk zapadł na chorobę umysłową. Jednakże nie zdążył minąć nawet rok, kiedy to Henryk nagle ozdrowiał, a królowa tak go zmanipulowała, że unieważnił wszystkie wprowadzone przez Yorka reformy. Dziwne, prawda? Krótko mówiąc, nawet najlepsze decyzje mogą się zmienić, jeśli do gry (zwłaszcza gry o tron) wtrąci się silna, pragnąca władzy kobieta.

York uciekł i ponownie zebrał armię. Chociaż nie był w stanie bezpośrednio przejąć tronu, tak kierował poczynaniami, żeby znów objąć stanowisko Protektora oraz uczynić siebie i swoich potomków dziedzicami spuścizny po Henryku. Plan był świetny, ale głowa Yorka zamiast korony doczekała się ostrego pala, kiedy zabili go poplecznicy królowej. Biedny Ned Stark. Jego syn zgłosił za to sukcesję do tronu i został ogłoszony królem Edwardem IV. Edward wsławił się imponującymi sukcesami w wojnie z Lancesterami (brzmi znajomo, prawda?). Henryka pojmali, za to Małgorzata sama skazała się na wygnanie razem z jej podobno wyjątkowo okrutnym synem – Edwardem z Westminster. Tak, cały Joffrey. Jak tu go nie kochać?

joffrey baratheon

Był tylko jeden drobny problem, gdyż świeżo koronowany król popełnił tragiczny w skutkach polityczny błąd, a za takie pomyłki w takim świecie słono się płaci. Wycofał się ze swojego zaaranżowanego małżeństwa z księżniczką Francji, aby potajemnie poślubić wdowę wywodzącą się z drobnej szlachty. No cóż, ci mężczyźni… Ta decyzja sprawiła, że stracił swojego najsilniejszego sojusznika (coś za coś), czyli hrabiego Warwick. Warwick przystąpił do sojuszu z Lancasterami, jednocześnie nakłaniając młodszego i bardzo zazdrosnego brata Edwarda – George'a do wystąpienia przeciwko bratu. Udało się nawet przywrócić na tron Henryka, ale ten stan nie utrzymał się długo. Edward odzyskał tron, książę Lancaster zginął w bitwie, a Henryk krótko potem zmarł w niewoli. Reszta rządów Edwarda IV upłynęła w spokoju, ale po jego śmierci w 1483 roku powszechna rzeź oraz nieustanny, bezzasadny rozlew krwi zaczęły się od nowa.

stannis baratheon

Chociaż dwunastoletni syn Edwarda powinien przejąć po ojcu tron, to młodszy brat Edwarda, czyli Ryszard III (albo Stannis, bo jak zwał, tak zwał) zgłosił, że jego bratanek nie jest godnym następcą tronu. Powoływał się przy tym na fakt, że małżeństwo jego zmarłego ojca zostało zawarte potajemnie, a w konsekwencji nie powinno być honorowane. Ryszard III sam siebie ogłosił królem, a synów zmarłego Edwarda IV zamknął w więzieniu.

W zasadzie nikt nie wie, co ostatecznie stało się z porwanymi książętami, ale w niewyjaśnionych okolicznościach szybko zniknęli, a władza Ryszarda sprawiała wrażenie pewnej i bezpiecznej. Tylko że jego upadek nastąpił zaledwie dwa lata później, a w zasadzie przybył przez wąskie wody kanału La Manche.

Henryk Tudor był najbliższym potomkiem pierwszego Duke'a z Lancasterów, po śmierci ojca w poprzednim buncie wychował się na wygnaniu. Tutaj Martin postanowił wprowadzić odrobinę wątków feministycznych, więc jego rolę w epopei odgrywa Daenerys. Przejęcie władzy siłą przez Ryszarda spowodowało rozłam we frakcji Yorków, a w konsekwencji Henryk zyskał poparcie dla swoich roszczeń do miana króla. Zebrał armię we Francji, przekroczył kanał La Manche w 1485 roku, a potem poszło już z górki, bo szybko pokonał armię Ryszarda. Poślubił Elizabeth z Yorków, starszą siostrę zaginionych książąt i tym samym jako nowy król Henryk VII połączył dwie róże oraz zakończył wojnę trwającą dziesiątki lat.

Często myślimy o wojnie jako o otwartym konflikcie z jasno określonymi zwycięzcami oraz przegranymi. Jednakże Wojna Dwóch Róż, podobnie jak dzieło fikcji literackiej, do którego powstania się przyczyniła, pokazuje, że trudno określić, kto naprawdę jest ofiarą. Sojusze mogą niewiele znaczyć, a królowie zasiadający na tronie zmieniają się niczym pory roku.

gra o tron

"Gra o tron" ze swoją wiedzą oraz bogatym doświadczeniem mogłaby zostać świetnym ministrem obrony. W końcu zna się na tym świetnie, przeżyła wojnę, walki o władzę, potajemne polityczne spiski oraz krwawe mordy. Wie zatem, czego należy unikać (chociażby Cersei w roli królowej), a co przynosi zwykle pozytywne skutki (nie ma to jak dobrze zaplanowany ślub). Jako człowiek miałaby duże szanse, żeby zrewolucjonizować podejście do wojny. No, a w najgorszym razie chociaż nauczyć dzieci pewnego wycinka historii. Niestety naszej uczłowieczonej powieści szybko znudziła się tematyka wojenna, przeszła zatem długą drogę i teraz została kimś zupełnie innym. I to bez pomocy terapeuty ani udziału w modnych ostatnio sesjach coachingu. Kim? O tym opowiem następnym razem.

Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...