piorun_kulisty

Samotność w sieci?

Jerzy "Jezid" Kubok niedziela, 4 maja 2014
Szanuj czwartego swego,
bo będziesz miał sieciowego
gustav klimt, klimt

Konwencja romantycznej komedii i melodramatu jest równie bliska rzeczywistości, jak horror czy fantasy. Nie sądzę jednak, by udało mi się przekonać redakcyjnych purystów do uznania ich za fantastykę i stosownego rozszerzenia zakresu tematycznego strony. Nie ma to sensu tym bardziej, że nie o film z Magdaleną Cielecką chodzi, tylko o towarzyskie walory Internetu, a dokładniej o sieciową, interpersonalną rozrywkę.

"Czwartego do brydża" zawsze brakowało. Teraz jest kłopot nawet z trzecim. W sieci niby nie ma problemu. Prawie zawsze można zagrać, ale przy okazjonalnym i zapośredniczonym kontakcie tamci ludzie niewiele nas obchodzą. Z wzajemnością. Ich główną zaletą jest to, że – jak na razie – przewyższają sztuczną inteligencję. Niestety, właśnie dzięki temu często grają w coś zupełnie innego.

gustav klimt, klimt

Sposobów na zepsucie przyjemności płynącej z rozgrywki i odebrania satysfakcji z ewentualnego zwycięstwa jest kilka i żadne kary ani wykluczenia nie są w stanie trollopodobnych stworów powstrzymać. Może kogoś to grzeje, mnie ziębi. Za skuteczną radę byłbym wdzięczny.

Wielu narzeka, ale nadal siedzą w sieci. W realu ich nie ma. Tylko brak czasu przyczyną? Wątpię. Sieć jest lekiem na problemy, których może i nie stwarza, ale za to skutecznie potęguje. Gorsza, łatwo dostępna moneta wypiera lepszą. Dużo, szybko i byle jak? Bez sensu. Liczy się jakość. Szkoda czasu. To nieodnawialny zasób.

Starcze zrzędzenie? Nie sądzę. Przykład rodzinny, trudno powiedzieć na ile typowy, ale zaskakujący ze względu na wiek. Gimnazjalista, zapalony gracz, skasował LoLa z dysku! Grał dłuższy czas, raczej z powodzeniem, skoro platyny się dochrapał. Kumple nie nadążyli, wszechobecny flejm i zaskakująco częsta, nawet na tym poziomie, głupota zniesmaczyły. Grać nie przestał, bez przesady. Przerzucił się razem ze swoją paczką na mniej popularne MOBy, gdzie gracze się aż tak nie spinają i odświeżył znajomość z klasycznymi cRPGami. Jest i inna korzyść – odporność nerwowa wyraźnie mu wzrosła.

W żadnym wypadku nie mam zamiaru deprecjonować komputerowej rozrywki ani też przeciwstawiać jej innym rodzajom gier. Mam sentyment do kilometrów kabli wijących się na podłodze i nadmiarowych graczy spożywających nabożnie chińskie zupki i ekstraordynaryjne napoje. Z zadowoleniem widzę, że młode pokolenie organizuje swoje "lamparty". Że kabli LAN rzadko używają, bo zwykle grają w sieci? Co za różnica?

Zwrot akcji – bohater rzuca atrakcyjną femme fatale i wraca do szkolnej miłości – jest wyeksploatowany i mało wiarygodny, ale może by jednak spróbować? Przecież sieć tak naprawdę niewiele zmienia. Problem zebrania dobrej ekipy w tym samym czasie pozostaje, nawet jeśli inne logistyczne kłopoty odpadają. Dlaczego nie pójść na całość? Tym bardziej, że internetowa dystrybucja napojów ma swoje wady.

I tak już się naraziłem, kolejne herezje nie pogorszą raczej sytuacji – rodzaj gry nie ma decydującego znaczenia. Liczy się przede wszystkim dobre towarzystwo. A jak się okaże, że nie wypaliło? Jest takie ryzyko. Nie każdy ma doświadczenia z minionej epoki. Nie każdą rdzę da się odczyścić. Pozostanie femme fatale.

Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...