Icewind Dale: Enhanced Edition

Po renowacji poczciwych Baldurów, studio Beamdog nie zaskoczyło nikogo, biorąc na warsztat następny cykl klasycznych cRPG, rozpoczęty świetnym hack&slashem – "Icewind Dale". To w końcu kolejna, wręcz sztandarowa produkcja powstała na bazie silnika Bioware – Infinity Engine. Gra autorstwa niezapomnianego Black Isle to już pozycja klasyczna, zatem zabierając się za ocenę wznowienia postanowiłem, że zamiast normalnej recenzji, w której oceniałbym najważniejsze zmiany, chciałbym się skupić na odpowiedzi na trzy kluczowe moim zdaniem pytania. Pierwsze dwa można w zasadzie odnieść również do reedycji obu Baldurów – wynikają one z najczęściej powtarzających się zarzutów poświęconych działalności Beamdog.

icewind dale: enhanced edition
  • Po pierwsze, jaki jest sens robienia reedycji gry?
  • Druga kwestia, po co to wszystko, skoro można mieć oryginał za mniejszą kasę, a zawartość gry wzbogacić za pomocą darmowych modów?
  • Trzecie pytanie, najciekawsze i najtrudniejsze zarazem, brzmi: czy współcześnie "Icewind Dale" to wciąż dobra gra?

Odpowiedź na pierwsze z postawionych pytań, o sens reedycji, jest najprostsza. Tak, to moim zdaniem dobry pomysł, nie mam nic przeciw temu. Patrząc na sprawę praktycznie, możliwość uruchomienia gry bez większych problemów na nowych sprzętach, bez tego całego bawienia się w emulację, przy zabawie w przyzwoitej rozdzielczości (grafika 640x480 na współczesnym monitorze wygląda tak, jak te "pseudografiki" jednostek z "Heroes III" przed "poprawieniem" ich przez speców z Ubisoftu) chyba nikomu o zdrowych zmysłach nie przeszkadza. Po drugie, to popularyzacja i przypomnienie klasycznej dla gatunku cRPG pozycji. Tyczy się to zresztą wszystkich gier spod znaku "Enhanced Edition".

icewind dale: enhanced edition

Odpowiedź na pytanie numer dwa nie wydaje się już równie prosta; sama kwestia wykracza niejako poza sens robienia reedycji dostosowanych do nowych komputerów, to samo przecież można powiedzieć o wersji gry chociażby od GoGa. Proste renowacja nie wystarczyła Beamdog, postanowili wzbogacić produkcję o nową zawartość. I tu poruszamy kontrowersyjny temat.

"Ehhanced Edition", oprócz podstawowej wersji "Icewinda", zawiera w sobie także dodatek "Heart of Winter" oraz mniejsze rozszerzenie "Trials of the Luremaster". Krótkie przypomnienie – "Serce Zimy" aktualizowało silnik gry do wersji z "Baldur's Gate 2" – zmienił się nieznacznie wygląd ekwipunku postaci, dodano nowe elementy upraszczające zarządzanie ekwipunkiem (między innymi tuby na zwoje czy sakiewki na klejnoty) i, rzecz jasna, nowe czary i potwory, a także następną kampanię. O ile podstawowy "Icewind Dale" zapewniał zabawę na kilkadziesiąt godzin gry, sam dodatek wystarczył na ledwie kilkanaście (dziś brzmi to nie tak źle, ale kilkanaście lat temu obowiązywały ciut inne standardy). W odpowiedzi na to, twórcy gry – Black Isle – sprezentowali fanom darmowe "rozszerzenie do rozszerzenia" – "Trials of the Luremaster" – czyli nową lokację z masą zagadek.

icewind dale: enhanced editionicewind dale: enhanced edition

Edycja Beamdog wzbogaca grę o elementy mechaniki dylogii "Baldur's Gate: Enhanced Edition", czyli przede wszystkim nowe kity dla bohaterów. Papierowy RPG "Advanced Dungeons and Dragons 2 edition" zasłynął dzięki masie rozszerzeń, dodających nowe zdolności bazowym klasom. Chodzi mianowicie o warianty klas – zwane kitami. W IWD: EE, grając krasnoludem, mamy możliwość wybrania – zamiast ścieżki standardowego wojownika – kitu "Krasnoludzkiego Obrońcy". Zwiększa kostkę wytrzymałości postaci z 1k10 na 1k12 plus dodaje zdolność "Postawy Obronnej" – zmniejszającej fizyczne obrażenia o 50%, ale też analogicznie ograniczającej prędkość brodatego rzeźnika. Podobnie złodziej, którego nowy wariant pozwala grać nim jako Tancerzem Cieni. Ta ścieżka rozwoju znacznie ogranicza ilość obrażeń zadawanych poprzez "sneak attack", za to Tancerz może korzystać z tej opcji częściej niż standardowy złodziej, potrafi znikać w cieniu, będąc zaangażowanym bezpośrednio w walce.

icewind dale: enhanced edition

Gra dodaje też nowe czary, ponoć w liczbie aż 122, wprowadzone z poprawionej edycji Baldura (z tym że mam dziwne wrażenie, iż większość z nich dodawał pierwotnie sam dodatek – "Serce Zimy"), przedmioty (w tym bardzo przydatną torbę przechowywania) oraz nową zawartość fabularną. Autorzy wzmiankują o 6 zadaniach. Przyznaję, że rzuciło się mi w oczy jedno – quest z Głosem Durdel Anatha. Samo zadanie niedokończone przez oryginalnych twórców, Black Isle, traktuje o losie nieumarłego paladyna Ilmatera, wciąż nawiedzającego drużynę gracza w lokacjach powiązanych z Niższą Głębią Dorna. Celem tej przygody jest zapewnienie wiecznego odpoczynku duszy rycerza. Cóż, wędrując po lokacji, pokonałem kapłana przyzywającego paladyna, co ciekawe, przed przeprowadzeniem jednego dialogu z zupełnie inną postacią, w wyniku czego nie mogłem podnieść doczesnych pozostałości świętego wojownika, choć te leżały bezpośrednio przede mną. Tym samym zawaliłem zadanie, a to nie jedyny taki przypadek. Drugi przykład: przy spotkaniu z kochanką Marketha. Obiecałem tej postaci, że nie zabiję jej lubego (skądinąd strasznego skur...). Gdy słowo stało się ciałem i powróciłem pogadać z postacią, nie pojawiła się nawet jedna nowa linijka dialogu. Nic, zero reakcji. Liczę, że kolejne łatki naprawią wspomniane bugi, niemniej póki co niesmak pozostaje.

icewind dale: enhanced edition

Wspomniane wyżej kontrowersje może budzić zatem mała liczba zmian. Ja to paradoksalnie traktuję jako atut produktu. Poprzez niewielkie kosmetyczne poprawki – pomijając już wspomniane wyżej nowe kity, czary czy niewspomniany retusz interfejsu – to wciąż stary, dobry "Icewind Dale". Sam kręciłem lekko nosem na dodatkową zawartość "Baldur's Gate: Enhanced Edition" – nowe zadanie i dodatkowe postacie na tle starych ewidentnie tworzyły między sobą dysonans. Żałowałem, że twórcy nie poszli na całość – poprawiając pierwotną zawartość – albo nie wprowadzili możliwości wyłączenia dodatkowej zawartości fabularnej. W przypadku "Icewinda" to minimalistyczne podejście bardziej mi odpowiada.

Czy w związku z tym edycja "Enhanced Edition" jest warta zakupu? Jeśli, drogi czytelniku, dobrze orientujesz się w fanowskiej scenie poświęconej "Dolinie Lodowego Wichru", to bez większych problemów możesz wzbogacić rozgrywkę o takie poprawki, które dostosują grę całkowicie do twoich oczekiwań. Zwłaszcza że edycja "Enhanced" poprzez zmiany w kodzie gry, mające ułatwić pracę przyszłym moderom, wyklucza użycie sporej liczby modów. Coś za coś.

Zostało już ostatnie pytanie, zdecydowanie najtrudniejsze – czy "Icewind Dale" to wciąż dobra gra?

icewind dale: enhanced edition

Nie będę ukrywał, że mechanika produkcji już dość mocno się zestarzała, szczególnie ta jej część odpowiedzialna za tworzenie i rozwijanie postaci. Tyczy się to głównie klas pozbawionych zaklęć lub dość późno zyskujących możliwość czarowania (9. poziom w przypadku łowcy i paladyna). Korzystanie z kitów trochę odświeża zabawę takim bohaterem, patrz wspominane wyżej nowe zdolności przypisane do wariantów, ale to wciąż tylko jedna nowa moc z ograniczeniem użycia do paru razy dziennie. Samo tworzenie postaci to w zasadzie losowanie atrybutów plus rozdanie kilku punktów na rzecz konkretnego rodzaju broni, którym będziemy razili przeciwnika. "Heart of Winter" dodało jeszcze możliwość wydawania tych punktów na style walki (np. mieczem i tarczą, bronią dwuręczną itp.). W porównaniu do postaci czarujących brakuje nam opcji. Szczególnie jeśli przypomnimy sobie system mocy z "Dragon Age", gdzie wojownik, złodziej, wciąż używa rozmaitych aktywowanych zdolności, to gra wypada przy tym ubogo.

Postacie czarujące to już inna sprawa; system czarów polegający na zapamiętywaniu komórek na zaklęcia (swoją drogą zaadaptowany z literatury, a konkretniej z cyklu "Umierająca Ziemia" Jacka Vence'a) daje tych opcji dosłownie od cholery, dzięki czemu można przygotować się odpowiednio do każdej bitwy czy sytuacji. Nie mamy w drużynie łotra wykrywającego pułapki? Spokojnie, w końcu od czego jest magia?

icewind dale: enhanced edition

Co zrozumiałe, spora część wad wynika z adaptacji dość mocno już przestarzałej mechaniki "Advanced Dungeons and Dragons", korzeniami tkwiącej w latach siedemdziesiątych. Już samo losowanie atrybutów zachęca do powergamingu. Tłumaczę, o co mi chodzi: o ile w późniejszej edycji (dokładnie trzecia i wzwyż) DnD wzrost potęgi zapewnianej przez konkretną cechę rośnie linearnie (np. siła 12 daje bonus do obrażeń i trafienia +1, siła 14 zaś +2 itd.), tutaj różnica dwóch punktów przy wyższych wartościach jest olbrzymia. Dam przykład – wojownik człowiek z siłą 17 zyskuje bonus +1 do ataku i +1 do obrażeń, wojownik półork z siłą 19 ma modyfikator +3 do ataku, + 7 do obrażeń. Patrząc z drugiej strony, wartości w przedziale 8-15 nie zapewniają żadnego bonusu ani kary przy walce.

Mechanika ma też zalety, którymi bije na głowę przywoływanego już "Dragon Age'a" (mam na myśli "Początek", kolejne części upraszczają grę jeszcze bardziej). Przeciwnicy bywają odporni na ogłuszenia, obrażenia zadawane konkretnym rodzajem broni czy też żywiołów, co wymaga kombinowania z doborem oręża czy też czarów. W "Dragon Age'u" mamy w przeważającej większości trzy klasy: magów, łotrów, zbrojnych – upakowanych w rozmaite tekstury, np. nieumarłych, zwierzęta – działających w zasadzie tak samo, bez jakichś szczególnych odporności (ogłuszenie chodzącego trupa jest tam na porządku dziennym, choć rozkład i robaki dawno uczyniły sieczkę z jego mózgu, ale co tam).

icewind dale: enhanced edition

Jak widać, pod pewnymi względami "Icewind Dale" się spisuje, pod innymi zawodzi. Mam wrażenie, że współczesny gracz odnajdzie się tu całkiem dobrze – w końcu gry na silniku Infinity utrwaliły pewne tendencje i utwierdziły pewne standardy obecne w gatunku cRPG do dziś (aktywna pauza, walka w czasie rzeczywistym). Mechanika tak bardzo nie przeszkadza, wręcz bywa zaletą, a kompleksowość reguł zmusza do pewnej elastyczności na polu walki. Oceniając "Icewinda" współcześnie, i to niezależnie od tego, czy gramy w oryginał, czy edycję "Enhanced", muszę stwierdzić, że rozgrywka jak najbardziej się broni. Soundtrack gry jest do dziś jednym z najlepszych, z jakimi się spotkałem przy cRPG. Piękne malowane plansze wciąż zachwycają bogactwem szczegółów, jedynie animacja bohaterów i oponentów kuleje (Beamdog nic z tym nie zrobił). Niezależnie od edycji, "Icewind Dale" oceniam wciąż na 8/10.

Ale to konkretne wydanie już takiej dobrej oceny nie dostanie. Ze względu na wspomniane wyżej mankamenty, "Enhanced Edition" otrzyma ode mnie punkt niżej. Niemniej wciąż polecam – warto zapoznać się z grą "Icewind Dale", czy w tej, czy też w innej wersji.

Plusy
  • To wciąż dobry hack&slash
  • Kilka dobrze pomyślanych poprawek
  • Dostosowanie gry do nowoczesnych systemów operacyjnych
Minusy
  • Różnego rodzaju błędy
  • Podobne zmiany można osiągnąć za pomocą modów
  • Kulejąca pod pewnymi względami mechanika
Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
7,7 Średnia z 1198 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Ta gra po dorzuceniu tych wszystkich innowacji ma jeden kardynalny błąd- jest zdecydowanie zbyt łatwa! Balans który już i tak był umowny teraz znikł (przeszedłem zarówno podstawkę jak i odremontowaną wersję jedną postacią i to czystym wojownikiem). Nowe przedmioty sprawiły że grę zwyczajnie przebiegłem. Zawsze była w miarę prosta ale pamiętam że przed laty jednak więcej kombinowania miałem podczas finalnej walki (choć nadal po tych wszystkich odpoczynkach wyglądało że moja postać to ze starości już sie sypie, a cokolwiek chciało to całe Kuldahar zamrozić już dawno zeszło na zawał albo zmieniło plany).

Podejrzewam że granie magiem przez te wszystkie zmiany jest jeszcze prostsze i przyjemniejsze. Pomijając że przeciwnicy nadal strzelali do mnie na standardowych zasadach.

Grałem na poziomie oczko wyższym niż normalny, jeśli to kogoś interesuje.
0
·
To włącz sobie tryb Serce Furii czy jak się to tam w Icewind Dale nazywa.
0
Gość_gbywalec* ·
Akurat gra jedną postacią zawsze była najłatwiejsza. Po początkowych trudnościach, potem już było tylko i wyłącznie z górki

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...