szczury_wroclawia_szpital

Mass Effect 2

Tomasz "Tokar" Tokarczyk niedziela, 7 lutego 2010

Niespełna trzy lata temu na konsole Xbox 360 zadebiutowało dzieło kanadyjskiej firmy BioWare, które sporo namieszało w gatunku wirtualnych gier fabularnych. Legendarni twórcy tytułów takich jak "Baldur's Gate" czy "Neverwinter Nights", które były kamieniami milowymi dla cRPGów i wytaczały ścieżkę, jaką miały kroczyć, stworzyli produkcję tak różniącą się od dawno wypracowanego konceptu. Przecież jak do tego zacnego gatunku zaliczyć grę, w której rozwój postaci jest absolutnie szczątkowy, ekwipunek praktycznie nie istnieje, system walki jest żywcem wyciągnięty z topowych strzelanin, a większość elementów została maksymalnie uproszczona? Oczywiście tytuł posiada trzymającą w napięciu fabułę i nowatorski system dialogowy, który wręcz wgniata w fotel, tworząc złudzenie interaktywnego filmu, ale czy graczowi wychowanemu na wędrówkach po Wybrzeżu Mieczy to wystarczyło?

mass effect 2

Takie kontrowersje wzbudza właśnie „Mass Effect” – dla jednych produkcja, która wniosła świeżość i dynamikę do cRPG, natomiast drudzy w ogóle nie ośmielają się zaliczać jej do tego gatunku. Co by jednak nie mówić i jakich sporów by nie toczyć, jedno każdy musiał przyznać – gra była cholernie dobra i przykuwała jak żadna inna do monitora na kilkanaście godzin.

Czas na kolejną część przygód komandora Sheparda i jego potyczek ze Żniwiarzami. Część, która zapewne jeszcze bardziej podsyci polemikę, krążącą wokół kosmicznej gry BioWare. Kanadyjczycy szumnie obiecywali znaczący postęp i usprawnienie rozgrywki, wzięcie pod uwagę komentarze fanów i wyeliminowanie wszystkich zgrzytów, jakie posiadała „jedynka”. Listopadowa premiera gry „Dragon Age: Początek” pokazała, że twórcy nie rzucają słów na wiatr i konsekwentnie spełniają wyznaczone sobie cele. Jeżeli dodamy ostrą kampanię marketingową, która skutecznie eskalowała nasze nadzieje, to śmiało mogę tutaj napisać, że premiera „Mass Effect 2” była jednym z najbardziej oczekiwanych wydarzeń ostatnich lat.

Shepard? Myślałem, że nie żyjesz…

Całość rozpoczyna się niczym u Hitchcocka, czyli istnym trzęsieniem ziemi. Dwa lata po heroicznej obronie Cytadeli i zniszczeniu butnego Suwerena wraz ze swoją ekipą starych wiarusów, wyruszamy na rutynowy patrol, który ma wyjaśnić dziwną aktywność Gethów na rubieżach i tajemnicze zniknięcie kilku promów kosmicznych. Mówiąc wprost – nic z czym by sobie nie poradziła stara, dobra, wyszkolona załoga Normandii. Szybko się jednak okazuje, że zagrożenie jest o wiele większe niż by to się Przymierzu wydawało, a po krótkiej i skazanej na porażkę potyczce, nasz statek z dumy floty międzygwiezdnej, przeistacza się w kupę kosmicznego śmiecia. Jako że Shepard pełni funkcję kapitana na tej łajbie, podczas gdy zszokowana załoga salwuje się ucieczką, on, niczym George Kirk w ostatnim „Star Treku”, dumnie pozostaje na posterunku jako ostatni i dba o bezpieczny odwrót zespołu.

Z, zdawałoby się, beznadziejnej sytuacji ratuje nas owiana złą sławą organizacja Cerberus, pragnąca dominacji ludzkości w galaktyce, na czele z na poły legendarnym oraz tajemniczym Człowiekiem Iluzją. Powód jest jeden – w dziwnych okolicznościach znikają całe ludzkie kolonie, a zamieszana jest w to tajemnicza rasa Zbieraczy. Tylko Shepard może wyjaśnić zagadkę i nasz dziarski komandor zmuszony jest zgodzić się na trudny sojusz z szefem owianej złą sławą korporacji i zdradzenia swoich wcześniejszych pracodawców.

mass effect 2

Wątek główny niestety nie jest jakoś specjalnie długi (spokojnie można go ukończyć w 12-15 godzin) ani też specjalnie porywający. Ponad połowę czasu spędzimy na kompletowaniu ekipy. Stara drużyna dawno rozpierzchła się po całej galaktyce, a nasz pracodawca nalega na skompletowanie doświadczonej kadry, nie mających nic do stracenia desperatów, którzy gotowi są na każdą ewentualność. Werbunek sam w sobie jest świetny, gdyż do naszej drużyny przyjdzie nam zaprosić naprawdę nietuzinkowe persony – zaczynając od zimnokrwistego zabójcy z głębokim kodeksem moralnym i pragnącym przed śmiercią odpokutować winy przeszłości, a kończąc na uzdolnionym doktorze, który bezinteresownie ratuje przed plagą najbiedniejszych, ale dawniej maczającym palce przy doskonaleniu Genofagium – broni biologicznej, która pozbawiła życia setek istnień. Każda, zdawałoby się nawet najszlachetniejsza postać, ma jednak coś za uszami. Głębokie sekrety w najciemniejszych zakątkach swojej duszy, które miały pozostać ukryte na zawsze. Lecz w obliczu dużego ryzyka śmierci, postacie te pragną je definitywnie zakończyć i stanąć do walki ze swoimi demonami. To właśnie misje zlecone przez towarzyszy są jednymi z najlepiej przemyślanych i skonstruowanych elementów gry. Czysta ambrozja fabularna, pomieszana z trzymającą dech w piersiach akcją.

mass effect 2

Paradoksalnie najbardziej traci na tym sam wątek główny. W pewnym momencie brakuje w tym całym kompletowaniu poczucia celu i wagi wykonywanej misji. W pierwszym „Mass Effect” można było wyczuć nutkę zagrożenia, wręcz strachu przed nieznanym i wiedzieliśmy, że z każdą kolejną misją jesteśmy coraz bliżej wymierzenia pokuty Sarenowi. Mieliśmy wrażenie, że jeżeli nie podołamy, zawali się cały znanym nam wszechświat. Tymczasem tutaj cała draka ze Zbieraczami i znikaniem kolonii jest jakby na drugim planie, jakbyśmy załatwiali ją przy okazji. Chyba jednak nie o to chodziło.

System dialogów jest niemalże taki sam jak w pierwszej części, co dziwić nie powinno, gdyż jest on praktycznie perfekcyjny. Nadal mamy wrażenie jakbyśmy uczestniczyli w seansie kinowym, w którym to właśnie my, a nie jakiś partacz-reżyser, decydujemy, jak mają się potoczyć losy naszych dziarskich bohaterów. Całość – kamera, zachowanie postaci, umiejscowienie danej sceny czy podkład dźwiękowy – wszystko to zostało przygotowane z tą samą pieczołowitością i nadal zachwyca. Co prawda zdarzyło się kilka zgrzytów, kiedy postać nienaturalnie teleportowała się w dane miejsce albo podczas żywiołowej gestykulacji nagle zmieniła pozycję, ale takie numery nie zdarzały się zbyt często i można je wybaczyć.

mass effect 2mass effect 2

Ciekawą nowością jest też opcja Quick-Time Event, którą możemy wykorzystać podczas pewnych potyczek słownych. W czasie trwania niektórych kwestii dialogowych, w dolnym rogu ekranu pojawia się znana nam ikonka – idealisty bądź renegata. Jeżeli zdecydujemy się na kliknięcie, Shepard wykona nieszablonową akcję. Jakiś Kroganin bezczelnie nas obraża? Jedno muśnięcie myszki i komandor odpowiada mu ciosem „z byka”, a my otrzymujemy punkty za niemoralne zachowanie. Ranny komandos struga bohatera i chce się rzucić w krzyżowy ogień? Klik i komandor przystawia gościa do ściany oraz tłumaczy mu w prostych, żołnierskich słowach, że nie pora na poświęcenie i ma osłaniać tyły, w efekcie czego nasz pasek jasnej strony mocy nieznacznie się zwiększa. Takich okazji w grze jest kilka i co najważniejsze, przy zdecydowanej większości nie trzeba posiadać nadludzkiego refleksu, żeby je wykorzystać. Ba, rzekłbym, że w pewnych momentach czasu na zastanowienie jest całkiem sporo i spokojnie można przemyśleć wszystkie za oraz przeciw.

Pif! Paf! Jebudu! Kabooom!

Każdy, kto lubuje się w skomplikowanym rozwoju postaci, pieczołowitym planowaniu taktyki, a kalkulator to jego przyjaciel za pan brat, podczas procesu rozdzielania punktów umiejętności, rozczaruje się „Mass Effect 2” ogromnie. BioWare zgodnie z pierwszą zasadą minimalizmu „im mniej, tym znacznie lepiej” totalnie zredukowało ten aspekt rozgrywki. Każda klasa posiada po pięć umiejętności, które są podzielone na cztery poziomy i zasadniczo... to by było na tyle. Za perswazje odpowiada nasze zachowanie (w zależności od wielkości paska idealisty lub renegata, dostajemy dostęp do dodatkowych opcji dialogowych), a całość jest oparta na refleksie i umiejętnościach indywidualnych gracza, a nie na matematyce. Sporo osób będzie na to strasznie kręcić nosem, mi akurat specjalnie nie przeszkadzało, choć nie obraziłbym się na trochę większe pole do manewru w tej materii. Boli raczej to, że w pewnym momencie przestaje się na to zwracać uwagę i klika się na automatyczne rozdysponowanie, aby szybciej przelecieć ten awans na kolejny poziom i skończyć zawracanie gitary. Ot zero radości czy innych emocji z kolejnego poziomu. Choć opcja resetu talentów się chwali.

mass effect 2

Zmianie uległ też system walki i wyszło mu to zdecydowanie na dobre. Akcja typu „Urrrrra... za rodinu, za Stalinu!” nie wchodzi już w rachubę, a starcia są bardziej dynamiczne i trzeba w pewnych momentach ruszyć tym gąbczastym organem w głowie. Solidna osłona i dobra pozycja strzelecka jest niezbędnym elementem każdej wymiany ognia, tak samo jak dyrygowanie naszymi pomagierami i bezczelne wykorzystywanie porozrzucanych tu i ówdzie wybuchowych części otoczenia. Jeżeli przeciwnik złapie cię ze spuszczonymi gaciami w szczerym polu, to równie dobrze możesz sam sobie wpakować kulkę w łeb, bo pożyjesz może kilka sekund. Nawet generator tarcz cię nie osłoni na długo, a Medi-żel służy teraz do czego innego (przywraca do walki martwych towarzyszy) – nie ma przebacz. Warto też celować w witalne i mało osłonięte obszary przeciwnika – jeden strzał w głowę czyni cuda.

mass effect 2

Skoro o walce mowa, to należałoby wspomnieć o ekwipunku, choć raczej nie ma o czym. Nadal możemy przygwoździć kogoś gradem kul z karabinu maszynowego, rozciapać w bezpośrednim starciu z shotguna, zdjąć ze snajperki czy też wykończyć z małego kalibru pistoletu. Broni się nie kupuje, a doskonalsze egzemplarze uzyskamy wraz z postępem rozgrywki i automatycznie zastąpią gorsze „pukawki”. Irytujący pasek przegrzewania się broni zastąpiły stylowe i klasyczne magazynki, dzięki czemu gracz nie jest już doprowadzany do szewskiej pasji i może pruć „ile fabryka dała”. Aha! W „Mass Effect 2” od czasu do czasu uzyskamy dostęp do cięższego rodzaju uzbrojenia, do którego amunicja podczas każdej misji jest mocno limitowana. Dlatego należy używać jej mądrze i zachowywać tylko na naprawdę wyrośniętych skurczybyczków.

Jeżeli zaś chodzi o nasz pancerz, to każdy element, od nagolenników aż po hełm, możemy dobrać osobiście w naszej własnej kajucie kapitańskiej. Niestety ich ilość też jakoś specjalnie nie poraża, więc pozostaje tylko czekać na jakieś darmowe DLC, które obiecywał BioWare.

"Ex Astris Scientia"

Oczywiście kompletowanie drużyny i wypełnianie poleceń gościa z petem, to nie wszystko, co oferuje nam świat „Mass Effect 2”. Droga Mleczna jest ogromna, otwarta i aż prosi o eksplorację. Podobnie jak w pierwszej części, tutaj również mamy możliwość zbadania wielu układów gwiezdnych i wypełnienia różnorakich misji pobocznych. Jak pamiętamy dobrze, ten element rozgrywki najbardziej kulał u poprzedniczki, w związku z czym został on gruntownie przemodelowany i dzięki temu stał się przystępniejszy. Najbardziej rzuca się w oczy bardziej przyjazny system wydobywania surowców naturalnych, które w końcu możemy wydać na konkretne ulepszenia (w poprzedniej części były przeliczane na kredyty) związane ze statkiem, pancerzem czy też bronią. Jako że Mako umarło bezpowrotnie wraz ze starą Normandią (i bardzo dobrze), tym razem za proces fedrowania odpowiada skaner i sondy. Rozwiązanie co prawda lepsze niż zwiedzanie wymarłych planet rozklekotanym pojazdem, ale po jakichś dwudziestu minutach niestety przestaje być pasjonujące.

Na niektórych planetach trafimy na anomalie będące niczym innym jak swoistym wstępem dla misji pobocznych. Te są o wiele bardziej przemyślane i grywalne niż w pierwszej części. Jasne, zdecydowana większość nadal polega na wyrżnięciu wszystkiego, co się rusza, ale jest to znacznie lepiej zaprojektowane i ma odpowiedni klimat. Choć kilka chlubnych wyjątków, gdzie żadnego strzału nie trzeba oddawać, też by się znalazło. Ważne jest to, że nie czuje się, jakby ten element był robiony „na odczepnego”.

mass effect 2

Podczas zwiedzania opuszczonych, mrocznych laboratoriów czy innych tego typu urokliwych miejsc, znajdziemy terminale i sejfy, do których możemy się włamać. Łamanie zabezpieczeń polega albo na poszukiwaniu i dopasowaniu odpowiednich par punktów na ekranie, albo na zaznaczeniu trzech wskazanych fragmentów kodu. Pamiętać należy, że czas tyka i na obejście barier bezpieczeństwa mamy tylko jedną szansę. Z początku jest to całkiem frapujące i daje sporo radości, lecz niestety, podobnie jak ze skanowaniem, po pewnym czasie ma się tego dość. Duża w tym jest wina marnego poziomu trudności tych łamigłówek.

W przypadku oprawy wizualnej szaleństw nie ma, ale pewien skok jakościowy jest zauważalny. Świat wygląda naprawdę klimatycznie i schludnie, a całość, mimo wszystko, robi piorunujące wrażenie. Co warto też zaznaczyć, wymagania sprzętowe gry są naprawdę przystępne i nawet na kilkuletnich komputerach, gra powinna chodzić w najwyższych detalach i wysokiej rozdzielczości. Muzycznie mamy w sumie powtórkę z rozrywki, choć znajdzie się kilka nowych kawałków, które skutecznie pozwolą nam zagłębić się w mroczny świat „Mass Effect 2”.

Koniec wieńczy dzieło

Co bym tu nie wypisywał, w drugą część serii „Mass Effect” po prostu trzeba zagrać. Skok jakościowy jest olbrzymi, a wszystkie elementy, które w jakiś sposób uprzykrzały rozgrywkę w „jedynce”, zostały poprawione i zastąpione. Oczywiście wszystko to z różnym skutkiem, bo kolejny odcinek przygód Sheparda i spółki nie jest idealny oraz zawiera kilka istotnych wad, które należałoby poprawić. Tym niemniej progres jest widoczny i już odliczam dni do premiery „Mass Effect 3”.

mass effect 2

Niewątpliwie podczas grania w „Mass Effect 2” nasuwa się refleksja, która nie daje spokoju. Czy to jest nadal komputerowa gra fabularna, a jeśli tak, to co jest esencją tego gatunku? Złożony rozwój postaci, rozbudowany ekwipunek oraz strategiczne planowanie każdego ruchu czy też akcja oraz świetna fabuła i dialogi przywodzące nam na myśl kasowe hollywoodzkie filmy? Na to pytanie pewnie nigdy nie odpowiemy, bo tyle opinii co ludzi. Ja tylko napiszę dwa sugestywne słowa – „pieprzyć to”. Skoro tytuł skutecznie wciąga mnie niczym czarna dziura materię z otoczenia, to nieważne, czy to jest pełna tabelek gra fabularna, czy też dynamiczny i pełen akcji, jak seria z karabinu maszynowego, cRPG. Ważne, że jest niesamowicie grywalny i pozwala zapomnieć nam na kilka godzin o szarej oraz nudnej codzienności. I za to BioWare chwała.

Plusy Minusy
  • Znakomicie zarysowane postacie i genialne dialogi
  • Smakowity klimat
  • Oprawa audio-wizualna
  • Grywalność
  • System walki
  • Misje towarzyszy i zadania poboczne
  • Długość rozgrywki
  • Słaby wątek główny
  • Mini-gierki, które nudzą się po pewnym czasie
  • Minimalizm w stosunku do rozwoju postaci oraz ekwipunku
  • Kilka mniejszych i drażniących błędów
Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 9,47 Średnia z 1929 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Gość_Wiktul* · wtorek, 16 marca 2010, 22:43
0
Trzeba przyznać, że bardzo ładnie panowie z Review Teritory pojechali po całości temu tytułowi.
Gość_* · czwartek, 25 marca 2010, 11:57
0
"akcja oraz świetna fabuła i dialogi przywodzące nam na myśl kasowe hollywoodzkie filmy" to niby mają być cechy RPG? Ten kto to pisał chyba nie widział żadnej gry tego typu na oczy. Teraz to pewnie każda odmóżdżona strzelanka z dialogami zostanie cRPG.
Poziom głupoty osiągnął tu chyba masę krytyczną ale ważne, że wciąga. O to przecież w tym całym RPG chodzi, o wciąganie. :-D
Tokar · czwartek, 25 marca 2010, 21:42
0
Miło. Dzięki za kulturalny i rzeczowy komentarz =] Pomijam już, że wysnuwasz mylne wnioski

Bardziej chodziło w tym zdaniu o to, że niektórzy pieprzą te wszystkie tabelki, skomplikowany ekwipunek czy ekran rozwoju postaci - bo to nie jest dla nich najważniejsze i wystarczy im tylko pobieżne zarysowanie mechaniki znanej z cRPG (bo ta jest konieczna, aby uznać w ogóle, że jakaś produkcja należy do gatunku komputerowych gier fabularnych). Dla nich priorytetem (wspomniana esencja - najistotniejsza treść, najważniejszy składnik) jest wcielenie się w role jakiejś fikcyjnej postaci, rozbudowane dialogi i skomplikowane dylematy moralne, swobodne przemierzanie nowych światów oraz rozwiązywanie w nich ciekawych i dających kopa w postaci adrenaliny zadań - pokaż mi jakąś odmóżdżoną strzelaninę, która posiada takie aspekty. No i w takim kierunku właśnie poszły gry takie jak Fallout 3 czy Mass Effect.
Gość_z* · środa, 31 marca 2010, 10:50
0
Gra naprawde wciaga i ma klimat szczegolnie stacja omega ale wkurza liniowosc tzn.ograniczony swiat gdzie sciezke utorowali programisci.

Malo pomieszczen do zwiedzania na stacjach jak na jej wielkosc , patrz cytadela itp.

Final dosyc krotki i malo zaskakujacy i zgadzam sie ze z RPG to ma nieduzo wspolnego bo zrobila sie strzelanina i masakra zombie.

Mam nadzieje ze w 3 bedzie wiecej swobody i samego rpg.

Gre ocenilbym na 8/10

pozdr
Gość_steelin* · niedziela, 16 maja 2010, 19:50
0
Chyba niektórzy nie pojmują, że RPG to nie tabelki i statystyki (Football Manager erpegiem?). RPG to złożona postać w złożonym świecie ze złożonymi wydarzeniami (których nazwanie fabułą jest niedopowiedzeniem ze względu na liniowość fabuły). A Mass Effect - jako seria - jest erpegiem tak rasowym, jak chyba żadna gra do tej pory. Dzięki opcji importowania save'ów z poprzednich części każdy gracz może przeżyć epicką, trzyczęściową przygodę w kosmosie wyłącznie swoim bohaterem na wyłącznie swój sposób. Składów, z jakimi można zakończyć drugą część, jest według moich obliczeń 1536 - zakładając, że w samobójczej misji możliwa jest śmierć dowolnej ilości postaci od 0 do 9 (gdyż dwie na pewno przeżyją) w dowolnych kombinacjach (choć możliwe, że nie wszystkie kombinacje są możliwe, co by zmniejszyło odpowiednio ilość składów, ale te możliwości są i tak nie do ogarnięcia), a dokładając do tego jeszcze jedną ciekawą opcję mamy tych możliwości 1537. Wybory moralne, śmierć bohaterów, nawet romanse - konsekwencje tych wydarzeń, w pewnych wypadkach mające miejsce nawet na przestrzeni wszystkich trzech części, sprawiają, że rozgrywka odbywa się na poziomie, którego do tej pory nie było w żadnej grze. Poziomie, nomen omen, kosmicznym. Dla mnie Mass Effect to Gwiezdne Wojny gier komputerowych, rewolucja, choć na zgoła innym poziomie - nie technologicznym i marketingowym, lecz właśnie fabularnym. I traktuję tu ME jako całość, jeszcze nie zakończoną, bo odnosząc się do pojedynczych części, nie jesteśmy w stanie ocenić obiektywnie tego, czym Mass Effect jest. Gdy przeszedłem pierwszą część, byłem zniesmaczony tym, jak oczywiste były wybory moralne, jak niewielki był ich wpływ na ostateczny kształt fabuły. Teraz wiem, że taka ocena była błędem, bo prawdziwe konsekwencje i skutki tych działań są obecne w kolejnej części. I będą w trzeciej, ostatniej. Dlatego właśnie Mass Effect jest dla mnie nie tylko grą fabularną (czyli RPG), ale jednocześnie uważam ME za najlepszą grę tego gatunku w historii. Zmienić to może tylko jakoś koncertowo spieprzona część trzecia.
Gość_steelin* · niedziela, 16 maja 2010, 19:57
0
Popełniłem błąd w obliczeniach, 1536 możliwych składów jest w przypadku założenia, że jedna konkretna dwójka przeżyje i w tej dwójce nie będzie Samary/Morinth. Należy więc zliczyć ilość możliwych dwójek (a jeśli w dwójce jest Samara/Morinth, to tę ilość przemnożyć przez dwa), a dodatkowo w obliczaniu ilości możliwych końcowych składów dla każdej dwójki zważać na to, by żadna kombinacja się nie powtórzyła (jeśli dodatkowo przy założonej dwójce przeżyje ktoś trzeci, to jest to ten sam przypadek, jak gdyby ten ktoś trzeci był w dwójce, a jeden z dwójki był tym trzecim).

Tak czy inaczej zakładając, że każda kombinacja w obrębie danej ilości przeżywających członków ekipy jest możliwa, to możliwych końcowych składów jest grubo ponad 1536.
Gość_steelin* · niedziela, 16 maja 2010, 20:01
0
Walnąłem się jeszcze w ilości członków drużyny, bo jest ich 12, a nie 11. Możliwości jednak z tego powodu tylko przybywa.
Gość_* · środa, 21 lipca 2010, 00:42
0
Według mnie była to najlepsza gra, w jaką kiedykolwiek grałem.
Courun Yauntyrr · czwartek, 12 sierpnia 2010, 23:40
0
Dziś ukończyłem. Wstyd się przyznać, ale na najniższym poziomie trudności. Jakoś mi strzelanie nie idzie, choć muszę przyznać, że w tej grze było to nawet ciekawe. W jedynkę nie grałem, więc wszystko wydawało mi się nowe. Nie przepadam za strzelankami - tutaj miało być ich sporo, ale na szczęście je uproszczono. Z drugiej strony dostaliśmy elementy RPG, choć było ich dosyć mało, jak na mój gust. Świat raził pustką. Zamknięte mapy z początku drażniły, ale w sumie upraszczały misje. Może z raz się zgubiłem, ale to wina tego, że w niektórych lokacjach dziwnie rozmieszczono sprzęty. Łatwo było po nich poznać, gdzie rozpocznie się walka - kto normalny zostawia tyle skrzyń na środku? Ułatwienie, ale jednak mocno nierzeczywiste.
Wydobywanie surowców i ulepszenia to dobry pomysł, choć ustawianie elementów stroju (jak i w ogóle poruszanie się po tego typu menusach) było dość uciążliwe. Tak samo w rozmowach - za dużo powtarzających się kwestii, brak oznaczenia tych, które już wyczerpaliśmy. Jednak same teksty niezłe, no i oczywiście romanse, co dla mnie jest dużym plusem. Sam skład zróżnicowany, choć muszę przyznać, że niektórzy zdawali się być lekko bezużyteczni. Pewnie dlatego, że sami pakowali się prosto w ogień, nie korzystając z osłon tak często, jak powinni. Szkoda też, że czasem wpadałem w jakąś teksturę i nijak szło zejść. Pewnie to naprawiają jednak łatki.
Normandia okazała się być fajnym i przyjaznym statkiem, choć szkoda, że tak trudnym do zwiedzania. EDI nie pomagał, zaś wiele pokładów nie było do zwiedzania. Podobnie planety - po co ich tyle, skoro rzadko schodziliśmy na ląd? A gdy już walczyliśmy to przyznaję, że misje na czas czy ta z Jokerem były miłą odmianą. BioWare nie kombinowało i nie udziwniało, dzięki czemu dało się w to grać bez bólu.

Ocena? 8/10. Do RPG to jeszcze trochę brakuje, ale jednak w ME3 chętnie zagram.
shiro995 · środa, 18 sierpnia 2010, 22:46
0
Przeszedłem ME2 na poziomie weterana i będę przechodził dalej na wyższych stopnich trudności. Gra moim zdaniem bardzo dobra, wręcz świetna. Świetnie prowadzona fabuła, dialogi i bohaterowie, zadania oraz walka. Jedynę co mnie w grze raziło to CIASNĘ I NIEWIELKIE, choć pozornie duże obszary (np. Cytadela) oraz to, że mamy tu do czynienia z dużą liniościa poruszania się podczas misji i kilka drobnych błedów (np. wchodzenie na jakieś barierki, ludzi, przedmioty i zacinające sie od czasu do czasu ruchy postaci podczas dialogów) i dziwne problemy z połączeniem sie z siecią Cerberusa. Jako, że w ME1 nie grałem to jakieś decyzja z 1 musiały mi zostać narzucone. Tylko, że przez cały czas miałem wrażenie, że gra traktuje mnie jakbym w ME1 dokonywał samych wyborów renegata (mimo, że wybrałem reputację "bohaterski" przy tworzeniu postaci). Mimo nielicznych i niedużych wad gra jest świetna i niezwykle grywalna. Polecam ją każdemu fanowi FPS i RPG. Aha, i RPG dlatego, bo może nie ma tu stosów tabel i rubryk na statystyki, ale rozwijanie postaci jest a skrót "RPG" oznacza w końcu "Role Playing Game" a decyzje, wybory moralne zostały tu zrealizowane bardzo dobrze. Teraz tylko czekać na ME3 i mieć nadzieję, że powiedzonko "Co się polepszy, to się spieprzy" nie zostanie zrealizowane w natępnej odsłonie serii.

Ocena: 9/10 (żałuje tylko, że nie tak wspaniała jak Baldur's Gate 2:()
eimyr · środa, 18 sierpnia 2010, 22:48
0

Cytat

Aha, i RPG dlatego, bo może nie ma tu stosów tabel i rubryk na statystyki, ale rozwijanie postaci jest a skrót "RPG" oznacza w końcu "Role Playing Game" a decyzje, wybory moralne zostały tu zrealizowane bardzo dobrze.


Amen.
Gość_BartRaz* · wtorek, 18 stycznia 2011, 18:56
0
Sorry, ale wstawianie Mass Effect do kategorii RPG to jest czysty skandal. Nie chcę nikogo obrazić, więc nie skomentuje tego, inaczej się nie da. Argument że RPG to nie tylko statystyki jest za przeproszeniem z d**y wzięty. Pewnie że nie tylko, choć według mnie kluczowy, tylko że jaki inny element z RPG tu występuje? Przecież tu nie ma żadnych wyborów, wybór między jedną lasią a drugą? To może nowy Starcraft też jest RPG? Tam też wybieramy pomiędzy lasią, i tym razem, kolesiem. Cała gra to czysta strzelanka, zerowy element wyboru czegokolwiek, chyba że wybór kolejności odwiedzania planet to ten element RPG.
Jako strzelanka może i zasługuje na wysokie oceny, jednak znam wiele strzelanek o niebo lepszych, choćby Doom 3, który klimatem i akcją bije na głowę ME2.
Ocena użytkowników 9,28 dla ME2 jako RPG to policzek, żaden prawdziwy RPG nie zbliżył się tu nawet do takiej oceny.
Śmiech i płacz naprzemiennie, co się dziwić streamowym stronom typu gamespot za takie kategoryzowanie gier, jak portal nomen omen traktujący o RPG, takie co zalicza do gatunku RPG i jeszcze takie oceny wystawia.
Dziękuję za uwagę.
krzyslewy · poniedziałek, 31 października 2011, 09:39
0
Minusy - minimalizm w stosunku do rozwoju postaci i ekwipunku, za łatwa, słaby wątek główny, mało głębokie relacje z towarzyszami, ja nie poczułem żadnego klimatu, niezbyt ładne i bardzo ograniczone lokacje - w sensie, że zamknięte.
Plusy - liczebność towarzyszy i ich misje lojalnościowe, ciekawe zadania poboczne, polski dubbing. długość rozgrywki. system walki, czasami zdarzają się nieoczekiwane zwroty akcji, grywalność, brak pojazdu Mako, świetne dialogi, misje na lądzie (jest ich mało, ale w ME1 byliśmy ograniczeni do pojazdy Mako), dużo wyborów.
Ocena - 8/10
ME1 był lepszy mimo swoich słabych zadań pobocznych, krótkiej długości gry, mało zróżnicowanych lokacji i pojazdu Mako. Plusy ME1 - fabuła, klimat, satysfakcjonująca liczba uzbrojenia, grywalność, lokacje są w miarę dobre, choć bardzo ograniczone, towarzysze, polski dubbing, dialogi, wybory, system walki, filmowy charakter. Ocena ME1 - 9/10
Teraz wystarczy połączyć pozytywne cechy pierwszej i drugiej części, co nieco ulepszyć i ME3 będzie świetne.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...