Zagubiona pamięć

45 minut czytania

Dalsza droga wiodła przez przedziwne miejsca. O niektórych już wspominałem (chociażby Słup Czaszek), jednak były to jedynie przebłyski pamięci, teraz zaś mogę wypowiadać się pewnie i zachowywać chronologię zdarzeń. Pewne wspomnienia niestety nie wyklarowały się jasno w mojej świadomości – na przykład dalej nie mogę sobie dokładnie przypomnieć, gdzie spotkałem Vhailora. Boję się tego zjawiska, gdyż prawdopodobnie oznacza to, iż zmiany w moim mózgu zaszły naprawdę daleko i mogą być nieodwracalne. Jedno zaś wspomnienie pulsuje we mnie niczym nabrzmiały pęcherz i przytłacza wszystkie inne. Wspomnienie, bez którego przynajmniej pobieżne zrozumienie tej opowieści jest niemożliwe. Wspomnienie Fortecy Żalu…

forteca żalu

Budynek ten wygląda jak najbardziej ponure miejsce w Sferach. Nie jesteście sobie nawet w stanie wyobrazić, jakie mroczne wrażenie wywołuje. Unosi się w najdalszych zakątkach Sfery Negatywnej Energii, strzeżony ukrytym portalem. Stworzona przez mojego własnego demona, wydartego z cielesnej powłoki przez Ravelę. Fundamenty Fortecy to ludzki strach, niepewność, śmierć… Poruszając się po czarnych, marmurowych posadzkach, można natknąć się na relikty przeszłości, stare wojenne machiny, niegdyś kradnące niezliczone ludzkie żywoty, teraz stojące zakurzone i pokryte zakrzepłą krwią – odsłużeni mordercy z dawnych dni.

prawdziwy cień

Fortecę zamieszkują cienie, te same, które nieraz nękały mnie podczas nocnych koszmarów. Snują się milcząco pośród ciemnych korytarzy, stale zwiększając swoją liczebność. Zasada jest prosta – im więcej razy zginę i powstanę w normalnym świecie, tym więcej cieni oczekiwać będzie na mnie w Fortecy. Samotnie nie stanowią zbyt dużego zagrożenia, jednak w grupie są w stanie stłamsić nawet najpotężniejsze istoty.

Miejsca, które są dla nas najstraszniejsze, zawsze imaginujemy sobie inaczej, aniżeli wyglądają w rzeczywistości. Oczyma wyobraźni widziałem potężny, wzniesiony z czarnego kruszcu zamek, otoczony ponurymi wyludnionymi wioskami, których nieliczni mieszkańcy ciemiężeni są przez okrutnego możnowładcę. Na murach czatują łucznicy, chętni do zapolowania na nieostrożnych podróżnych oraz gotowi w każdej chwili podnieść alarm, ostrzegający główną armię. Z wewnątrz dochodzą odgłosy kucia żelaza, zaś w najgłębszych lochach wyją i skowyczą torturowani skazańcy. Niebo zawsze zasnute jest szarymi chmurami, przez które nie mogą przebić się nieśmiałe, zabrudzone promienie słoneczne. Wyobrażałem sobie, że wraz z najbliższymi przygotuję szturm na tę niezdobytą twierdzę oraz pozyskam sojuszników, pośród tych, których napotkałem w czasie wędrówki. Pieścimetal rozbije mury, modrony będą stanowić wsparcie dystansowe, zaś z przyjaciół i frakcji Sigil zbuduję niezwyciężony oddział. Tymczasem… zastałem pustkę. Pustkę i agresywne cienie.

większy cień

Eksplorowanie wnętrza przypominało koszmar na jawie. Na samym początku zostałem oddzielony od moich towarzyszy, którzy byli zmuszeni do samotnego stawienia czoła mojej śmiertelności. Otrzymałem wsparcie – echo Deionarry, odpryski jej duszy, wbite na zawsze w mury Fortecy, zmaterializowały się wraz z moim przybyciem. Śmierć ciała nie zabiła miłości duszy… To ona pomogła odnaleźć mi się w mrocznej twierdzy i skierowała mnie na właściwą ścieżkę. Ścieżkę, na której końcu znajdowało się moje przeznaczenie.

Później nastąpił szalony rajd pomiędzy cieniami – nie byłem w stanie stawić im czoła, pozbawiony wsparcia przyjaciół. Pamiętam, że chwytały mnie długimi szponami i wciągały w lodowate objęcia, wyraźnie pragnąc, aby moje wcielenie dołączyło do przerażającej hordy. Pokiereszowany, na wpół żywy, jednak zdołałem się cudem wymknąć.

Nie jestem bynajmniej istotą bojaźliwą, niemniej tak jak każde spotkanie z duchem Deionarry wzbudza we mnie tkliwość i wzruszenie, tak Forteca Żalu i każda spędzona w niej sekunda dogłębnie mnie przerażały. Kiedy już się tam dostałem, nie miałem możliwości odwrotu – musiałem stawić czoła samemu sobie. Ten fakt paraliżował mnie i odbierał zdolność logicznego myślenia; co będzie, jeżeli zawiodę? Czy zginę? A jeśli tak, to czy śmierć przyniesie długo wyczekiwaną ulgę? Czy tylko następną porcję żalu i strachu? W takich sytuacjach człowiek zdaje sobie sprawę, jak drogocenne i piękne jest oddychanie, jak cudownie łopocze serce w piersi… Jak wspaniale jest żyć, nawet upodlonym i udręczonym.

ignus

Kolejnym wyzwaniem była walka z mym niedawnym towarzyszem, płonącym Ignusem. Zaiste, epicki pojedynek pomiędzy dwójką szalonych, potężnych magów, rozegrany w Sferze Negatywnej Energii, gdzie każdy przejaw życia jest natychmiastowo tłamszony… Wprost żałuję, że zabrakło świadków tego wydarzenia, zdolnych do właściwego opisu starcia. Z jednej strony skumulowana potęga ognia i chaosu, wsparta jeszcze doskonałym rozeznaniem przeciwnika, z drugiej… Tak właściwie co? Moc nieśmiertelności plus nauki Raveli? Moc przekleństwa i udręki? Rzecz niemożliwa do dokładnego zdefiniowania… W każdym razie, starcie dwóch potęg, które wypuszczone spod kontroli, nie mogą już być zatrzymane i skrępowane. Mimo swych niebagatelnych umiejętności, Ignus poległ, a ja pozostawiłem za sobą jego dymiące ciało, powoli zamieniające się w kupkę popiołu.

inkarnacje

Spotkanie z trzema wcieleniami – Pragmatycznym, Paranoicznym i Dobrym – było jednym z najbardziej pouczających doświadczeń mej egzystencji. Wcześniej wspominałem o niezwykłym uczuciu, jakim jest rozmowa z ludźmi, znającymi cię, kiedy byłeś zupełnie inny. Wobec tego spotkanie z pierwszymi wersjami siebie, możliwość obserwacji swojej metamorfozy jest rzeczą zupełnie niemożliwą do opisania. Uświadamiamy sobie, jak wiele zależy od naszych wyborów, wbrew temu co twierdzi wiele istot – że w głównej mierze kształtuje nas otoczenie. To głupota, nasze charaktery mogą wykluć się tylko w wyniku świadomie podjętych działań.

Był to już ostatni etap, który musiałem pokonać w drodze do odnalezienia własnej śmiertelności. Trzeba było mi wielkiej siły, by w decydującym czasie godnie zmierzyć się z nieuchronnym, miast tulić się w kącie, z nadzieją na robaczą egzystencję.

Któż doprowadził mnie do niego, do Istoty Wiekuistej, czyli do wydartej ze mnie przed eonami nieśmiertelności? Co mogło wspomóc mnie, osamotnionego, zapomnianego, w największym więzieniu, do jakiego trafić może człowiek? Najmocniejsze uczucie, najpotężniejsza miłość, dusza ukochanej… Jej głos słyszałem jako ostatni przyjazny:

- Dotknij mej dłoni, a ściany tej Fortecy przestaną być nimi.

Znalazłem się u kresu. Na dachu Fortecy Żalu.

- Nie jesteś tu mile widziany.

istota wiekuista

Co czuje Bezimienny, wyczerpany długą wędrówką, pokonawszy niezliczone przeszkody, kiedy staje w końcu u kresu drogi, kiedy staje przed przeznaczeniem? Wybaczcie, jednak mój stan emocjonalny zupełnie wyklucza próbę podjęcia opisu tego wydarzenia. Uważam się za osobę inteligentną, lecz pomimo intensywnego wysiłku intelektualnego nie jestem stanie podać żadnego miarodajnego porównania. Wiedziałem jednak, iż podczas podróży i rozmowy z Wiekuistym, odnalazłem w końcu odpowiedź na pytanie Raveli. Jeżeli teraz zapytałby, co może zmienić naturę człowieka, odparłbym:

- Jeżeli czegokolwiek nauczyłem się w swoich podróżach pośród Sfer, to na pewno tego, że naturę człowieka może zmienić wiele rzeczy. Może tego dokonać i żal, i miłość, i zemsta, i strach. Naturę człowieka może zmienić to, w co wierzymy, że posiada taką moc.

Nie wyobrażajcie sobie, iż Wiekuisty na mój widok podskoczył z zachwytu i zastosował się do moich próśb rozwiązania konfliktu w sposób bezkrwawy. Wszystkie zabezpieczenia i utrudnienia zostały przecież pieczołowicie przygotowane przez niego, a plan polegał na tym, abym zgnił w Fortecy Żalu i pozostawił go w spokoju. Wiekuisty chciał po prostu spocząć we wnętrzu stworzonego przez siebie przybytku, a zmuszony do spotkania ze mną, był bardzo niezadowolony.

- Jestem tym, który towarzyszy każdemu życiu. Mój głos jest rzężeniem śmierci, ostatnim oddechem w słabnących płucach, ostatnim szeptem konającego.

Pięknieś mi się przedstawił, Wiekuisty. Ja jednak, dzięki zdobytej wiedzy, zdołałem użyć pewnego przedmiotu, który wyjawił mi moje pierwotne miano. A skoro ty jesteś mną, a ja tobą…

- Imię to tylko uszyta ze zgłosek opończa, narzucona na grzbiet człowieka. Jest bez znaczenia. Nie ma nikogo takiego pośród żyjących, kto znałby nasze imię. To nasza tarcza. Imiona niosą w sobie władzę. Gdy ktoś staje się „bezimiennym” tak ja my, wówczas jego moc rośnie. Wówczas nie sposób kogoś takiego wytropić. Wówczas nie sposób kogoś takiego schwytać. I nie sposób go skrzywdzić.

istota wiekuista

Była to reakcja ma moją wypowiedź:

- Imiona mają władzę nad tożsamością. Mogą posłużyć innym jako broń.

Mieliśmy sobie wiele, naprawdę wiele do powiedzenia. Jako że Wiekuisty rozpoczął nasze spotkanie dosyć agresywnie, postanowiłem dobitnie pokazać mu, czym jest:

- Widziałem, jak wiara przenosiła miasta, jak odpędzała od ludzi śmierć i odwracała najgorsze przekleństwa. Cała ta Forteca została wzniesiona na wierze. Wiara była przekleństwem dla kobiety, której serce czepiało się nadziei, że kocha ją ktoś, kto nie kochał jej wcale. I ta sama wiara sprawiła, że pewien człowiek poszukiwał nieśmiertelności i znalazł ją. I ta sama wiara sprawiła, że silący się na wymuszone pozy upiór zaczął uważać, ze jest czymś więcej, jak tylko częścią mnie.

Odparł:

- Nie wiesz nic o tym, co mówisz. Twoje słowa są puste. Tak samo jak i twoja skorupa.

Poniekąd miał rację – byłem jedynie pozbawionym wartości opakowaniem, skorupą, pół-człowiekiem. To on był esencją, czymś, co nadaje wartość i czymś, co mogłoby sprawić, że stałbym się w końcu pełnoprawną istotą. W pewnym względzie był więc „cenniejszy” ode mnie. Zdawał się jednak nie dostrzegać pewnego faktu – samotnie nie był w stanie normalnie egzystować, tak jak cień nie może normalnie żyć bez swojego człowieka lub tak jak ciecz nie może bezkarnie, niewspomagana magią, przebywać poza butelką, szklanką bądź innym obramowaniem.

- Nie życzę sobie już nigdy cierpieć za sprawą twojej obecności, połamańcze. Twoje istnienie rozdrażnia mnie. Jesteś przypomnieniem tego wszystkiego, co kiedyś było treścią życia, a mnie wstrętne są takie wspomnienia. Chcę spocząć w pokoju we wnętrzu mojej Fortecy.

A więc zagraliśmy w otwarte karty. Nasze pobudki były jasne, niestety, w sposób oczywisty ze sobą kolidowały.

torment

Nie wspomniałem o jednym. Kiedy znalazłem się na dachu Fortecy, pierwszym widokiem były leżące w dziwnych pozach ciała moich przyjaciół. Polegli w walce z Wiekuistym, nie opuszczając mnie aż do smutnego końca i w decydującym momencie zdając test lojalności. Te trupy wstrząsnęły mną – w przeszłości potrafiłem albo zapobiegać śmierci moich towarzyszy, albo, jeżeli doszło do najgorszego, przywoływać ich duchy z powrotem do tego świata. Jednak w Fortecy moje moce nie działały. Byłem bezradny. I co, miałem odejść, zrezygnować i poddać się? Pozostawić nieukojone dusze tych, którzy wraz ze mną twardo i nieustępliwie zmagali się z losem, abym tylko osiągnął cel?

- Znam swoje zbrodnie i chciałbym położyć im kres, ale jedna, jedyna istota, która byłaby w stanie ukrócić tę niesprawiedliwość, z egoistycznych pobudek odrzuca moje prośby. My nie możemy być rozdzieleni. Sfery cierpią na naszym rozdzieleniu.

Powoli zaczynałem rozumieć, że Wiekuisty, stworzony za pomocą przeklętej magii Raveli, nigdy nie zaakceptuje moich rozsądnych argumentów. Trwał będzie w zasklepieniu, właściwemu istotom, dostrzegającym tylko jeden sposób rozwiązania konfliktu i dążącym do niego. Powoli i ja kierowałem swoją uwagę na ten aspekt, próbując jednak wyperswadować pomysł, w myśl którego pół-człowiek bez duszy miał zmierzyć się z własną śmiertelnością.

- Cóż to za dom, Wiekuisty, w którym tak bardzo pragniesz spocząć? Spoiwem tej budowli są moje żale, a jedynymi mieszkańcami tych sal są cienie naszych ofiar, snujące się pośród reliktów przeszłości, przykrytych grubymi warstwami kurzu. Jedyne, na czym można oprzeć tu oczy, to wysysające wszelkie życie fantomy Sfery Negatywnej Energii. Mówisz, że to twój dom. Na takie miejsca są inne nazwy, a najbliższą spośród nich jest „więzienie”.

Wiekuisty widział jednak przed nami tylko jeden sposób zakończenia wędrówki:

- Nawet gdyby w twoich słowach mieszkała prawda, nic nie możesz zrobić. Prędzej umrę tutaj, w tej Fortecy, niżeli zgodzę się na to, aby dzielić z Tobą cierpienie istnienia.

torment

Wiedzcie, że to nie musiało się skończyć w taki sposób. Nie dążyłem do krwawego rozwiązania, niemniej okoliczności zmusiły mnie do podjęcia niezbędnych działań. Mógłbym tak stać i przez wieki dysputować z mą śmiertelnością, a i tak efekty byłyby zerowe. Dla niego priorytetem była marna egzystencja w mrocznym miejscu, pozbawiona wszelkich ludzkich cech, pozbawiona życiowych uciech i udręk. Nie wiem, czy niezwykle długi czas spędzony poza moją powłoką zupełnie wykrzywił system wartości Wiekuistego, czy może magia Raveli wypaczyła jego naturę. A może taki jest cel każdej śmiertelności, przesiadującej w człowieku? Wyrwać się, przyczaić w ciemnym kącie i ze wszystkich sił bronić przed powrotem?

Nie mam możliwości weryfikacji tej tezy, gdyż nie znam nikogo, kto uzyskałby nieśmiertelność w podobny do mnie sposób. Przypuszczam, iż wiedza, jak tego dokonać, odeszła z naszego świata wraz z ostatnim tchnieniem Raveli. Ciekawi mnie, jak mogą wyglądać śmiertelności, zamieszkałe w ciałach innych istot. Czy też zdołałyby wznieść Fortecę, mając wiarę jako fundament, a żal w miejsce budulca?

- Zatem złączmy te wszystkie udręki i złóżmy je w jeden byt. I tym sposobem pokonamy je ostatecznie. Wytoczmy bój naszemu własnemu potępieniu, a kiedy je pokonamy, odzyskamy na nowo wolność.

Zaatakowałem pierwszy.

niebiańskie zastępy

Wiekuisty odbił moje zaklęcie bez najmniejszego problemu. Nie wiem, z kim ścierał się przez wieki swego istnienia, niemniej zachowywał się jak wytrawny magik – rozpoczął od zastosowania gamy zaklęć obronnych. Przyznam, że zbytnio zaufałem własnym umiejętnościom – miast także odpowiednio się zabezpieczyć, ruszyłem do szaleńczego ataku, zasypując go meteorytami, przyzywając na pomoc niebiańskie zastępy lub wypowiadając starożytne i śmiercionośne Słowa Mocy. Wiekuisty, mimo przyjęcia dawki klątw zabójczej dla najpotężniejszych nawet bytów, nie odniósł żadnych widocznych ran i przeszedł do kontrofensywy. Poprzednia potyczka z Ignusem musiała wyglądać przy tym pojedynku jak przystawka do głównego dania.

Niestety, natychmiast dały o sobie znać moje luki w defensywie. Wiekuisty jest istotą kompletną, obdarzoną zarówno umiejętnościami magicznymi jak i bojowymi. Ja, przyzwyczajony do walczenia w grupie i polegania na towarzyszach, fatalnie rozegrałem naszą potyczkę. Zadufany w sobie i pewien swoich umiejętności, postawiłem wszystko na jedną kartę, chcąc błyskawicznie rozstrzygnąć sprawę na moją korzyść i przegrałem. Nie miałem żadnych szans na efektywną obronę. Strącił mnie z dachu Fortecy.

Nie jestem ekspertem w dziedzinie budowy sfer i nie jestem w stanie wytłumaczyć tego, co się ze mną stało. Po nieskończenie długim czasie lewitowania w próżni, spadłem na ogromne wysypisko śmieci, nieopodal Placu Szmaciarzy w Sigil. Stamtąd, zataczając się, zdołałem dotrzeć do Gospody Pod Gorejącym Człekiem… Gdzie przebywam i teraz, próbując opisać samemu sobie własną historię.

torment

Wspominałem wcześniej o wzmożonej aktywności Pani Bólu? Wiem już, czym jest powodowana. Wiekuistemu nie wystarczyło, że wyparł mnie ze swojej Fortecy i wymordował moich przyjaciół. Poczuł się na tyle silny, iż opuścił swój dom i postanowił dopaść mnie w Sigil. Obecność tak potężnego bytu w mieście wywołuje niesamowite tarcia energetyczne, negatywnie wpływające na umysły mieszkańców. Już teraz montują barykady i dzielą się na frakcje, aby niedługo skoczyć sobie do gardeł i zagłuszyć niepokój krwią. Na ulicach dochodzi właśnie do pierwszych incydentów… Jeżeli Pani Bólu nie znajdzie sposobu, aby nad tym zapanować, wybuchnie regularna bitwa… W zamieszaniu Wiekuisty z pewnością spróbuje mnie dosięgnąć. Jestem słaby, roztrzęsiony, obolały, z całkowicie nieuporządkowanym umysłem. Deionarro, ratuj mnie!

«
Strona: 1 2 3 4 5

Komentarze

0
·
Kapitalny tekst, przynosi nutkę nostalgii
0
·
I prowokuje do powtórki.
0
·
Świetne! Tylko ta końcówka...

Dodaj komentarz

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...