Legenda krwawej Mary

Legenda krwawej Mary od lat fascynowała amerykańskie społeczeństwo. Z biegiem czasu w ramach wszechobecnej globalizacji jej historia rozniosła się po całym świecie, trafiając również do Polski. W dzisiejszych czasach cieszy się ona głównie zainteresowaniem nastolatków spragnionych wrażeń oraz osób szukających nowych przygód.

Zamiast zanudzać cię drogi czytelniku sztywnymi faktami, postanowiłem zabrać cię do mrocznego świata krwawej Mary, byś i ty go poznał. Nim przeczytasz kolejne zdania, zastanów się dobrze. Kto raz pozna straszliwą Mary, ten już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem…


Krople deszczu miarowo odbijały się od kamiennej posadzki. Ian Sttuart czekał już dobre kilkanaście minut pod szyldem sklepu "Rockstiler.Co". Mężczyzna miał na sobie długi czarny płaszcz, którego końcówki pobrudzone były małymi plamkami błota. Na jego głowie spoczywał gustowny czarny kapelusik, ostatnimi czasy był bardzo modny wśród brytyjskich dżentelmenów. W ręku Iana spoczywała sporej wielkości parasolka, stanowiła doskonałą ochronę przeciwko wzmagającemu się deszczowi.

Gdy drzwi sklepu zazgrzytały znajomym dźwiękiem, serce mężczyzny gwałtownie przyśpieszyło. Po chwili w progu pojawiła się postać młodej kobiety o pięknych lokowanych włosach koloru wypalonej miedzi.

- Ian?! Nie spodziewałam się tutaj ciebie o tak późnej porze. – Głos Mary wydawał się być smutny.

- Nie chciałem, by tak piękna dama wracała do domu sama, w tak fatalną pogodę.

- Pod wąsami mężczyzny pojawił się delikatny uśmiech.

- To bardzo miło z twojej strony. – Mary ujęła swojego towarzysza pod rękę i razem wolnym krokiem ruszyli w dół ulicy Johnstone.

Spacer do domu mijał dwójce młodych ludzi niezwykle szybko. Oboje mieli ze sobą mnóstwo spraw do obgadania, tak więc rozmowa cały czas zachowywała żywy charakter. Co kilka minut Ian rzucał jakiś żarcik, a Mary głośno chichotała, odsłaniając swoje białe ząbki. Sttuart, gdy tylko mijał latarnię, przyglądał się wytężonym wzrokiem w stronę Mary, próbując nacieszyć swoje piwne oczy jej delikatną urodą. Kobieta udawała, że tego nie widzi, jednak jej czerwone poliki świadczyły o czymś zupełnie innym.

Po dwudziestu minutach widać już było numer siedemdziesiąt osiem, pod którym mieszkała Mary Trith. Ian zrobił smutną minę i z niechęcią pozwolił kobiecie uwolnić się od własnej ręki.

- Bardzo ci dziękuję za spacer i miłą rozmowę. – Mary obdarzyła mężczyznę ciepłym uśmiechem. – Jest już późno, do zobaczenia Ian.

Gdy panienka dotykała drzwi swojego domu, Ian położył jej rękę na ramieniu. Ciało kobiety momentalnie zesztywniało. Mary powoli odwróciła twarz do tyłu. Ian przełknął kilkakrotnie ślinę, po czym głośno odetchnął.

- Dr...oga Mary, jak wiesz, ogromną przyjemność sprawia mi przebywanie w twoim towarzystwie. Nasze wspólne rozmowy i żarty są balsamem dla mej duszy. Chciałem ci to już powiedzieć od dawna, ale…

Nastąpiła cisza, minęło kilka sekund, potem następne. Wreszcie Sttuart przemówił ochrypłym głosem.

- Miłuję cię od momentu, gdy moje oczy cię zobaczyły. Jesteś dla mnie najważniejsza. Nie proszę o wiele, daj mi choć jedną szansę, pozwól bym mógł się tobą zaopiekować.

W strugach deszczu Ian upadł na kolana. Złapał zaskoczoną Mary za ręce i zaczął ją namiętnie całować. Zamiast uśmiechu na twarzy kobiety pojawiły się łzy. Panienka szarpnęła swoimi dłońmi do tyłu.

- Wybacz Ian, ale nie mogę odwzajemnić twoich uczuć. Jesteś wspaniałym człowiekiem, ale traktuję cię jako przyjaciela. Przykro mi…

Mężczyzna jeszcze przez chwilę klęczał. Wreszcie wstał z kolan i posłał kobiecie gniewne spojrzenie.

- Nie spodziewałem się, iż dostanę tutaj czarną polewkę. Dobranoc!

***

Kilka dni później Mary Trith spacerowała wokół parku Lorda Admirała Jamesa Connora w towarzystwie młodego blondyna z bujną czupryną zaczesywaną na lewą stronę. Chłopak wydawał się być nieznacznie starszy od swojej towarzyszki. Starannie dobrany frak z wielką czarną muchą świadczył, iż młodzieniec pochodzi z zamożnej rodziny. Młoda para budziła ogólny podziw i zachwyt. Nie było przechodnia, który nie odwróciłby się za nimi. Wydawało się, że szeptów podziwu i zazdrości nie będzie końca. Dwójka zakochanych wydawała się jednak nie słyszeć złośliwych uwag, a jedyną rzeczą, którą widzieli, były oczy partnera przepełnione miłością.

***

Tego samego dnia późnym wieczorem w domu Mary Trith rozległo się ciche pukanie.

- Kto tam? – Spytała zaskoczona kobieta.

- To ja… Ian. Chciałem z tobą porozmawiać.

Mężczyzna usłyszał dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Po nim nastąpiło zdejmowanie łańcucha z zasuwy. Wreszcie drzwi otworzyły się na oścież, a w progu stała niewinna Mary Trith ze swoim anielskim uśmiechem.

- Przyniosłem ciasto. Tak na zgodę… – Zaczął nieśmiało rozmowę Ian.

- To miło z twojej strony. Proszę, wejdź.

Gdy Mary zamykała za sobą drzwi, Ian wyjął w mgnieniu oka młotek zza swojego płaszcza. Sttuart złapał jedną ręką kobietę za włosy, a drugą zaczął uderzać ostrym końcem po głowie. Przeraźliwy krzyk Mary mieszał się z ciężkim sapaniem Iana.

- Widziałem cię suko z tym gogusiem! Jeśli nie możesz być moja, to nie będziesz niczyja!

Mary osunęła się na ziemię. Z jej głowy płynęły stróżki krwi. Kobieta czuła, że powoli traci świadomość. Oszalały z zazdrości Sttuart wyciągnął jeszcze pilnik do paznokci. Mężczyzna przystawił narzędzie do lewego oczodołu Mary i powoli zaczął go wbijać. Oko zaczynało zamieniać się w bezkształtną masę, a ruchy panienki Trith z każdą sekundą słabły, aż wreszcie całkowicie ustały.

Całej sytuacji przyglądało się w milczeniu wielkie lustro…


Jest to jedna z wielu legend, jakie krążą o krwawej Mary i jej trudnej historii. Według pewnych źródeł krwawa Mary straszy po dziś dzień. Za każdym razem, gdy nocą jesteśmy sami w domu, mamy świecę i trzy razy przed lustrem wymówimy słowa "Krwawa Mary", jej upiór pojawia się pod postacią zmasakrowanej kobiety, która wciąga nas do lustra albo wyłupuje oczy.

Według oficjalnych danych wiele osób, które próbowały wywołać krwawą Mary, przypłaciło to obłędem albo chorobą psychiczną. Widocznie w każdej legendzie jest źdźbło prawdy.

Pewnie wielu z was czyta ten artykuł z ironicznym uśmiechem na twarzy. Bądźmy jednak szczerzy, kto z nas, będąc w pustym domu, odważy się na taki eksperyment?

Ocena użytkowników
9,67 Średnia z 9 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...