szczury_wroclawia_szpital

Widziałem smoki

Spojrzałem w niebo obłoków tysiące,
Przez jezioro oparami mglące
Wtem obraz majestatyczny, wspaniały,
Zleciały z gór olbrzymy, tarany
Dwie bestie potężne, łuską pokryte
Budząc trwogę i zgrozę gady ogniste
Dały wydźwięk z paszcz swych ogromnych
Przystały na wzniesieniu, skrzydła rozciągnęły
Ukazując moc, siłę w nich tkwiące
Wzniosłe to zwierzyny, przepiękne
Silne, z natury potężne

I wtem, taniec w powietrzu swój zaczęły
Wirować, to spadać
Wzlatywać, upadać
Wić się i muskać
One nad ziemia, a ziemia ich cieniem ogarnięta
Latały nade mną, a w myślach dusza rozcięta
Gnąc trawy i liście strącały
W osobliwym tańcu pochłonięte
Dwa kolosy potężne
Smoki podniebne

I nagle, spostrzegły mnie
Chwila powolna, głęboka
Krew mi zamarzła, coś się zatrzymało
A serce w galop szalony wpadało
Już myślę zginę, z życiem czas się żegnać
One parzą na mnie, a ja na nie
Gad-człowiek
Człowiek-gad
Oczy zamknąłem
Otwieram i ich nie ma
Pewnie wzlatują już do swych gniazd, do gór szerokich
Niedostępnym pasmem lodu odgrodzonych
A w myślach, tylko ta jedna iskra płonna i łakoma
By spotkać je jeszcze kiedyś
I napatrzeć się na tego gada, potwora.
Ocena użytkowników
9,5 Średnia z 5 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...