proba-ognia

GEGMT

Ekhtelion poniedziałek, 22 grudnia 2008

Wszystkie 4 silniki aerodyny wyły potępieńczo. Cała ekipa siedziała przypięta linami przy pootwieranych drzwiach. Skwar tego lata był wyjątkowo nieznośny, a czarny lakier aerodyny wcale nie polepszał sytuacji. Wszyscy członkowie zespołu wydawali się drzemać. Jeszcze 20 minut temu wszyscy smacznie spali. A potem alarm, wrzaski komendanta i bieganina. Zapowiadał się paskudny dzień.

Mieszkańcy Lublina też mieli wczesną pobudkę. Aerodyna przeleciała z rykiem główną ulicą miasta łamiąc tym samym połowę przepisów dotyczących transportu powietrznego. Statek wylądował z gracją worka ziemniaków na parkingu.

- Jezu, człowieku uważaj trochę! – jęknął strzelec przez interkom do pilota.

- Oj, zamknijcie się wszyscy. To nie są ćwiczenia, a wy nie jesteście pannami wiezionymi na ślub. Wypieprzać! – pilot też chyba miał zły dzień. Załoga klnąc pod nosem opuściła aerodynę i rozejrzała się po okolicy.

- No to sobie… - snajper chciał coś dodać ale przerwał mu huk miażdżonych samochodów. To ciężarówka z zaopatrzeniem właśnie torowała sobie drogę do ekipy. Kierowca właśnie albo pokazywał właścicielom zaparkowanych aut co oznacza przywilej drogowy sytuacji awaryjnej, albo po prostu miał zły dzień. – Kawaleria przybywa. I nawet się nie spóźniła. – Potężny, czarny TIR z napisanym na boku GEGMT zatrzymał się na parkingu. Kierowca wyszedł i zadowolony obejrzał dzieło zniszczenia w uliczce dojazdowej. Po czym spojrzał na skrzywionego dowódcę.

- No co? Przecież nie przefrunę.

- Drużyna! Do roboty. Mamy tu szturm na budynek przemysłowy po zaadaptowaniu na mieszkalny i przechwycenie celów. Brać sprzęt! – szef nie chciał komentować zachowania kierowcy. Zaczynało mu być cholernie gorąco i wiedział, że im prędzej się uporają, tym prędzej będą się mogli stąd wynieść.

Ponad 20 ludzi rzuciło się do wnętrza ciężarówki. Jeden po drugim wychodzili stamtąd ubrani w ceramiczne kamizelki i hełmy, obwieszeni bronią i, w przypadku speców od elektroniki, walizkami ze specjalistycznym sprzętem. Jako ostatnie wyczłapały z ciężarówki 3 półautomaty szturmowe. Po chwili cała ekipa schroniła się w cieniu ciężarówki, gdzie dowódca rozpoczął odprawę.

- Dobra ludzie, słuchać uważnie. Naszym zadaniem jest szturm na budynek przemysłowy zaadaptowany na budynek mieszkalny i przechwycenie 8 celów. Grupa A pod moim dowództwem wchodzi głównym wejście razem z 2 półautomatami. Grupa B z Mareckim na czele wchodzi przez dach z jednym z aerodyny. Snajperzy obstawiają okoliczne budynki i dają nam wsparcie na drugie i trzecie piętro. Nie bawimy się w żadne podchody, wchodzimy z pazurem i bierzemy gości w biegu. Mamy pozwolenie na ostrą amunicję, ale zachowajcie ostrożność. Chłopaki ze zwiadu mówią, że większość ścian to gips-karton. Nie traficie, a pocisk zatrzyma się po drugiej stronie budynku. Są jakieś pytania? – cisza – To ruszamy!

***

Pancerne antywłamaniowe drzwi zostały złamane na pół jak kruchy wafelek przez półautomat szturmowy. Ładunki wybuchowe, najwyraźniej domowej roboty, eksplodowały prawie od razu. Setki odłamków odbiły się od pancernych płyt mecha. Operator, nie czekając na rozkaz, precyzyjnie wyrwał framugę wraz z kawałkiem muru – tak na wszelki wypadek.

Błyskdymka eksplodowała w ciemnym korytarzu.

- Ruchy, ruchy, ruchy! – osiem zamaskowanych postaci wparowało do korytarza. Jakiś człowiek leżał na ziemi z rękoma na głowie. Błyskawicznie zakuty został wyprowadzony z budynku przez drużynę wsparcia kilka sekund później.

- Czysto! – okrzyk oficera dobiegł z jednego z bocznych pomieszczeń.

- Nikogo! – drugi okrzyk potwierdził kolejny pokój.

Trzech szturmowców stanęło pod drzwiami. Jeden manipulował wziernikiem przy szparze podłogowej.

- Wygląda ok. Wchodzimy? – spojrzał na dowódcę.

- Wchodzimy. – kopniak na wysokości zamka wyrwał zatrzask z framugi.

- NA ZIEMIĘ! RĘCE DO GÓRY!

- RZUĆ TO!

Ostrzegawcza seria w podłogę zmusiła dwóch mężczyzn do rzucenia broni na podłogę. Powoli zaczęli kłaść się na ziemię. Kopnięcia w żebra przyśpieszyły ten proces.

- Skuci, broń zabezpieczona!

- Na klatkę schodową! Go, go, go! – wracając korytarzem dowódca wydał rozkaz operatorom mechów. Ponownie żelazne ramiona uzbrojone w hartowane kły wgryzły się w metal i wyrwały drzwi z zawiasami. Ekipa ruszyła gęsiego po klatce. Kolejne drzwi.

- C4!

Kostka ładunku wybuchowego wyrwała dziurę w miejscu gdzie był zamek. Kolejny granat oślepiający i drużyna wkroczyła do środka. Nie mogli wiedzieć, że ci po drugiej stronie byli już gotowi. Ubrani w kamizelki i wyposażeni w gogle antybłyskowe zaczaili się za przewróconym stołem. Tuż po wybuchu granatu obaj się wychyli przykładając karabiny do barków. Wszystko działo się jak na zwolnionym filmie. Mieli całą nieosłoniętą drużynę przed sobą. Dwa strzały padły prawie jednocześnie…

- Anioł 1 potwierdzam trafienie.

- Anioł 2 potwierdzam trafienie.

- Dzięki chłopaki! – rzucił dowódca zanim dwa ciała osunęły się na podłogę. – Uratowaliście nam tyłki.

- Od tego jesteśmy szefie. – powiedział snajper już lustrując pozostałe okna budynku.

Sądząc po odgłosach strzałów i miażdżonego metalu grupa B również nie próżnowała na trzecim piętrze. Kilka stłumionych krzyków, kolejne eksplozje i jęki. A potem już tylko cisza…

***

- Zostajesz aresztowany pod zarzutem łamania regulaminu i publikacji niedozwolonych treści. – powiedział oficer ocierając pot i zakuwając ostatniego oprycha. – Ze względu na charakter i specyfikę wykroczeń ogłaszam przepadek mienia ze skutkiem natychmiastowym. – wygłosił znudzonym głosem formułkę, po czym odpiął od paska granat magnetyczny. Wyciągnął zawleczkę i rzucił go na środek pokoju. Postronny obserwator powiedziałby, że się nic nie stało. Oficer wiedział jednak, że wszystkie komputery, serwery, nośniki magnetyczne i wszelkie inne urządzenia elektroniczne znajdujące się w budynku już nigdy nie zadziałają. Odpiął hełm i wyszedł przed budynek.

- Ruszać się, z życiem! Pakować się do aerodyny! – dowódca najwyraźniej nie zamierzał robić przerwy. – Mamy kolejne wezwanie.

- Gdzie? – operator mecha zapytał przeczuwając najgorsze.

- Helsinki, mamy kolejnego spamera i dublowanie kont.

- Och, Helsinki są w porządku. – operator odetchnął z ulgą. - Tam będzie chłodniej.

Czarna aerodyna z napisem GEGMT – GameExeGlobalModeratingTeam wylądowała z wizgiem na parkingu.

Słowo ‘globalny’ w XXII wieku nabrało zupełnie nowego znaczenia…

Ocena użytkowników 9,45 Średnia z 22 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Medivh · piątek, 28 maja 2010, 23:17
0
Jako były global dość mocno utożsamiam się z tym tekstem Ekh odwalił tutaj naprawdę kawał dobrej roboty!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...