Zaginione miasto Rosenau

Wojciech "Wojciech J." Jarzyna wtorek, 8 stycznia 2013

/fragmenty odnalezionych zapisków z 1390 roku – listów i dziennika – pozostawionych przez joannitę, brata Joachima Légume/

 

Anno Domini 1390

Z raportu braci zakonnych joannitów Arnolda de Laurel i Joachima Légume dla proboszcza wsi Langeponte1.

Panie Jezu któryś raczył mi zezwolić
brać udział w zastępach kawalerów świętego
Jana Jerozolimskiego, błagam Cię pokornie
byś za wstawiennictwem Panny Świętej z Filermo,
świętego Jana Chrzciciela i wszystkich Świętych
pomógł mi pozostawać wiernym tradycjom
naszego Zakonu, wyznają religię rzymską,
katolicką, apostolską i broniąc jej przed
bezbożnością, prowadząc w czyn chrześcijańską
miłość bliźniego, a w szczególności w stosunku
do biednych i chorych.
Daj mi pozatem potrzebne cnoty, aby
wykonywać w myśl przykazań Ewangelii
bezinteresownie i szczerze po chrześcijańsku
te świętobliwe zamiary.
- ku większej chwale Boga
- ku pokojowi świata
- ku dobru Zakonu św. Jana Jerozolimskiego

Amen

Zgodnie z prośbą czcigodnego komtura Bernarda von Koenig wraz z bratem Arnoldem de Laurel, udaliśmy się na początku lata Roku Pańskiego 1390 do osady Langeponte, aby wyjaśnić naturę zjawisk, których miejscowy proboszcz, mimo szczerego oddania sprawom wiary, wyjaśnić nie był w stanie. W osadzie, położonej u północnego podnóża góry nazywanej Bischofskoppe2, miały miejsce wypadki, które wymagały natychmiastowej interwencji. Miesiąc przed naszym przybyciem, zaginęło dwóch młodzieńców, którzy na stokach góry postanowili szukać najcenniejszego z kruszców. Proboszcz Langeponte, ojciec Pander, powiadomił czcigodnego komtura o odnalezieniu się zaginionych po dwóch tygodniach od ich zaginięcia. Powodem dla którego to uczynił był fakt, iż odnalezieni, po tak długim pobycie w lesie, wyglądali dokładnie jak w dniu zaginięcia, o ile nie liczyć braków w pamięci i tego, że obaj całkowicie osiwieli, mając zaledwie po 17 lat. Po przybyciu na miejsce, udaliśmy się z miejscowym przewodnikiem w rejon, w którym zaginieni mieli poszukiwać złota. Jednoznacznie ustaliliśmy, że nie miały miejsca żadne nadzwyczajne przypadki, przypisywanie zaistniałych zdarzeń siłom nieczystym to jedynie przesądy zabobonnych wieśniaków, nie mające odzwierciedlenia w zastanych faktach. To, iż młodzieńcy osiwieli i stracili pamięć, wytłumaczyliśmy mieszkańcom, jako efekt strachu wynikającego z nieumyślnego spożycia pewnych ziół porastających zbocza góry. Ufając w Boże Miłosierdzie, pozostawiliśmy osadę pod opieką proboszcza Pandera oraz wikarego Stefana, wierząc w ich głębokie zaangażowanie w sprawy wiary i rozsądek.

Joachim Légume
Arnold de Laurel

*

Anno Domini 1390

Z raportu braci zakonnych joannitów Arnolda de Laurel i Joachima Légume dla czcigodnego Bernarda von Koenig, komtura komandorii w Alt – Zülz3.

Panie Jezu któryś raczył mi zezwolić
brać udział w zastępach kawalerów świętego
Jana Jerozolimskiego, błagam Cię pokornie
byś za wstawiennictwem Panny Świętej z Filermo,
świętego Jana Chrzciciela i wszystkich Świętych
pomógł mi pozostawać wiernym tradycjom
naszego Zakonu, wyznają religię rzymską,
katolicką, apostolską i broniąc jej przed
bezbożnością, prowadząc w czyn chrześcijańską
miłość bliźniego, a w szczególności w stosunku
do biednych i chorych.
Daj mi pozatem potrzebne cnoty, aby
wykonywać w myśl przykazań Ewangelii
bezinteresownie i szczerze po chrześcijańsku
te świętobliwe zamiary.
- ku większej chwale Boga
- ku pokojowi świata
- ku dobru Zakonu św. Jana Jerozolimskiego

Amen

Zgodnie z prośbą czcigodnego komtura wraz z bratem Arnoldem de Laurel udaliśmy się na początku lata Roku Pańskiego 1390 do osady Langeponte, aby wyjaśnić naturę zjawisk, których miejscowy proboszcz, mimo szczerego oddania sprawom wiary, przez wzgląd na swe niepełne wykształcenie, wyjaśnić nie był w stanie. Potwierdziły się obawy czcigodnego komtura, nazwa Bischofskoppe nie została nadana przez przypadek, miała ona wyeliminować działanie pierwotnych mocy obecnych w tamtych okolicach. Moc z którą się zetknęliśmy była niewiele słabsza niż w okolicach Mons S. Crucis4, gdzie udało się naszym braciom unicestwić kult Łady, Boda i Lela, na miejscu plugawego zboru budując kościół, w którym musiano złożyć relikwię drzewa krzyża świętego i osadzając braci z Ordo Sancti Benedicti5, aby nie dopuścili do odrodzenia się pierwotnych sił. Proboszcz Langeponte, ojciec Pander, człowiek prostego wykształcenia, ledwo potrafiący czytać, nie był w stanie trafnie zdiagnozować natury zjawisk które sprowadziły nas w te okolice. Jego niewiedza przyniosła jednak korzyści, gdyż lokalni prostaczkowie woleli omijać Bischofskoppe szerokim łukiem, widząc, że sam proboszcz się jej obawia. Do czasu zaginięcia dwojga młodzieńców, jedynymi ludźmi którzy odważyli się rzucić wyzwanie siłom kryjącym się wewnątrz góry byli gwarkowie walońscy, którzy, według proboszcza Pandera, przed kilkunastoma laty założyli obóz w pobliżu potoku, w którym poszukiwali złota. Po upływie miesiąca wszelki słuch po nich zaginął, nigdy nie znaleziono śladów obozu, nie spotkano też żadnego z gwarków.

Na stoku Bischofskoppe odprawiliśmy egzorcyzmy zgodnie ze wskazówkami Nicolasa Eymerica6. Udało nam się odnaleźć grymuar będący źródłem mocy z którą się zetknęliśmy. Został on przez nas na miejscu zniszczony, gdyż jego moc była zbyt wielka, aby można go było bez narażania się na kontakt z siłami nieczystymi przenieść w inne miejsce. Podczas odprawiania egzorcyzmu nie ukazał się nam żaden demon, a odnaleziona księga wskazuje na fakt, iż jedynie ona była źródłem tej potężnej, nieczystej mocy. Odnaleźliśmy również ślady po walonach, które jednoznacznie wskazują, iż przenieśli się razem ze sprzętem na południe, w wyższe góry. Fakt, iż jako pierwsi odnaleźliśmy po nich ślady, jest dowodem na to, z jak silnym grymuarem mieliśmy do czynienia, potrafiącym poprzez iluzję magiczną zacierać ślady ludzkiej działalności. Miejsce odnalezienia księgi poświęcone zostało wodą święconą i oznaczono kredą. Dzięki wielkiemu doświadczeniu i żarliwej modlitwie i wierze brata Arnolda de Laurel, przy moim skromnym wsparciu, Bischofskoppe jest już miejscem w zupełności pozbawionym wpływu pierwotnej magii. Możemy zagwarantować, iż z Bożą pomocą, żadne zdarzenia które mogłyby wzbudzić słuszny niepokój czcigodnego komtura nie będą miały tam więcej miejsca.

Joachim Légume
Arnold de Laurel

*

Treść prywatnego listu brata Joachima Légume do Ojca Świętego, Bonifacego IX.

Anno Domini 1390

Langeponte

Drogi Pietro. 80:100. Feci, quod potui, faciant meliora potentes7.
Joachim.

*

Zapiski z dziennika brata Joachima Légume – Bischofskoppe, A.D. 1390

Podobno jest lato i podobno w tutejszych górach jest ono wyjątkowo ciepłe i słoneczne. Tak sprawę przedstawiał komtur Bernard von Koenig, jednak poranny wiatr był wyjątkowo zimny, a padających od dwóch dni deszcz nie wpływał na polepszenie mojego samopoczucia. Prawdę mówili bracia z Alt – Zülz, że komtur na starość zdziwaczał i zaczyna coraz częściej mówić od rzeczy. W końcu mówił też że ma wizję, iż w przyszłości niedaleko od Alt – Zülz pojawią się smoki i inne przerażające bestie, od których miejscowi nie tylko że nie będą uciekać, ale jeszcze żyć z nimi w zgodzie. Ba! Z odległych krain ciekawscy będą tłumnie przybywać, niczym na pielgrzymki, aby się tylko im przyjrzeć. Cóż, starość, tak bywa.

Proboszcz Pander nie pożałował nam zapasów i życzliwych wskazówek na drogę, mimo to nie był w stanie ukryć ulgi, jaką sprawił mu nasz wyjazd. Z drugiej strony widok oddalającego się brata Arnolda każdemu sprawiłby ulgę, zwłaszcza że od rana wymiotował jak kot. Wiedziałem jednak, że jeśli Arnold wymiotuje, to nie z przepicia, bo to mu nigdy w niczym nie przeszkadzało, ale dlatego, że wyczuwał magię. Był to fakt nie podlegający dyskusji, torsje brata Arnolda równały się obecności magii w okolicy. Posiada on bowiem dar otrzymany prosto od Pana, potrafi wyczuć najsłabsze nawet źródła mocy. Ma też jeszcze jeden niezwykły talent sprawnego rozstrzygania wszelkich sporów z lokalnymi biskupami i jurystami na swoją korzyść. Jedni mówią, iż to dlatego, że kilka lat studiował na uniwersytecie w Padwie, ci bardziej złośliwi natomiast, że jego skuteczność wynika z faktu bycia kuzynem Ojca Świętego. Jak jest naprawdę, to trudno ocenić mnie, skromnemu i cichemu słudze Kościoła, jednak jeszcze się nie spotkałem aby odmówiono czegoś kuzynowi Bonifacego IX, co często się przydarza zwykłym byłym studentom.

Przewodnik, który miał nas prowadzić do miejsca w którym odnaleziono zaginionych młodzieńców, w połowie drogi padł na kolana i ze łzami w oczach prosił o pozwolenie powrotu do wsi. Na szczęście, wcześniej wskazał nam drogę do miejsca poniżej przełęczy pod wzgórzem nazywanym przez miejscowych Bergschlőssern8 w cieniu samej Bischofskoppe i przestrzegł przed wejściem do rosnącego tam lasu.

Pierwsze z czym się zetknęliśmy to wszechogarniająca cisza, tak przejmująca, że wręcz namacalna. Niemal w pełni oddawało to uczucie którego doświadczyliśmy, gdy poprzedniego wieczoru przybyliśmy do Langeponte. Dopiero gdy wyjaśniliśmy proboszczowi, że jesteśmy joannitami, a nie inkwizytorami, okazało się, że we wsi jednak ktoś jeszcze, poza księdzem, żyje. Las przed którym przestrzegał nas przewodnik istotnie robił wrażenie swoim wyglądem. Nie bez znaczenia był też fakt, iż rosły tam wyłącznie buki, drzewa o silnej magicznej aurze. Gdy tylko weszliśmy do lasu, przestał padać deszcz i przez mgłę zaczęły przebijać się promienie słońca. W całym lesie dał się wyczuć wyraźny zapach czosnku. To akurat jednak nie miało z magią wiele wspólnego, między bukami rósł w dużej obfitości czosnek niedźwiedzi. Im głębiej wchodziliśmy do lasu, tym zapach czosnku stawał się coraz słabszy, ustępując miejsca innemu zapachowi, którego nie mogliśmy początkowo rozpoznać. Moja sugestia, że to wczorajsza kapusta którą na kolację zjadł brat Arnold usiłuje wydostać się na światło dzienne, pozostała bez komentarza. Nagle nowy zapach się wzmógł i już nie mogliśmy mieć wątpliwości – to był zapach kwiatów, najprawdopodobniej róż. Stawał się on coraz silniejszy, w pewnym momencie nie mieliśmy już wątpliwości – tak pachniały róże, problem w tym, że nigdzie ich nie było widać. W zamian nad strumieniem zobaczyliśmy najprawdziwszego gnoma, czy jak by to powiedzieli miejscowi, krasnoludka. Gnom, jak to gnom, był mały, brudny, miał duży nos i wyłupiaste oczy. Stał nad brzegiem patrząc się na wodę znudzony, po czym wysmarkał się głośno. Nie mógł wiedzieć, że na nas magiczne iluzje nie działają i to czego nie widzą zwykli ludzie, nie ma przed nami tajemnic. Natomiast tak długo jak my tego nie będziemy chcieli, nie będzie w stanie nas zobaczyć. Brat Arnold z gracją młodej sarenki podbiegł do gnoma i z całej siły kopnął go między nogi. Ryk gnoma przypominał nieco ryk jelenia w porze godowej, był tylko nieco donośniejszy.

- Ile razy mam ci powtarzać, ty głupawy gnomie, że zabawy twoje i twojej kompanii zawsze sprowadzą mnie do ciebie – brat Arnold z całą pewnością nie był w dobrym nastroju – przez twoją nieostrożność musiałem znowu zostawić Rzym i wlec się przez pół świata na to zadupie! Teraz ryki brata Arnolda dorównywały wcześniejszym odgłosom wydawanym przez gnoma.

- Może przedstawisz mnie swojemu towarzyszowi – przerwał gnom i nie czekając na brata Arnolda sam dokonał prezentacji – jestem Pan François Laurus. Tam obok siedzi Pan Zacher – wskazał za siebie a my dopiero teraz dojrzeliśmy wystającą zza drzewa postać. Pan, jeszcze czego, jesteś gnomem, który tylko dzięki łaskawości Ojca Świętego jeszcze żyje – brat Arnold jeszcze się wściekał – przez wasze zabawy Biskup Wrocławski chciał tu wysłać armię inkwizytorów i zaczynam żałować że tego nie zrobił, podobno rękawiczki z gnoma świetnie leżą i są praktycznie nie do zdarcia. Pan François Laurus sprawiał wrażenia lekko zaskoczonego – a co my niby takiego zrobiliśmy? Jeszcze masz czelność się pytać? – a kto szcza do krowiego mleka? Kto podrzuca garnki na pola aby chłopstwo myślało że same się rodzą? Kto się zabawiał w przeganianie po lesie dzieciaków przez dwa tygodnie? No może ja? Przecież to tylko niewinne zabawy, no folklor taki – gnom próbował się wytłumaczyć. Drogo was będą te zabawy kosztować, Pietro nie lubi jak mu nieludzie zaczynają przysparzać kłopotów – miałem już dość tej dyskusji i przeszedłem do sedna sprawy – ostatnio spadła wam wydajność, albo zapomnieliście, że macie płacić podatek od wydobycia w stosunku 60:100. Ojciec Święty bardzo boleje nad tym faktem i aby ukoić swój ból i nauczyć was na przyszłość właściwej pokory, obdarza was przywilejem płacenia w stosunku 90:100.

Chyba oszalałeś – to my tu bez chwili przerwy harujemy, prawie na słońce nie wychodzimy przeszukując podziemny strumień, nikt z nas nie pamięta co to wolny czas i rozrywka, a jeszcze chcecie abyśmy nawet uncji złota z tego nie mieli!- gnom najwyraźniej nie był zwolennikiem dzielenia się z bliźnimi. Po pierwsze nie wy, tylko gwarkowie których trzymacie pod czarem aby za was pracowali, po drugie macie tam na dole całkiem wygodne miasteczko w którym akurat rozrywek wam nie brakuje, a po trzecie uprzedzani byliście aby siedzieć cicho, nie straszyć miejscowych, więc karę ponieść musicie – naprawdę zaczynała mnie już nużyć ta cała rozmowa, zwłaszcza że gnom śmierdział niemiłosiernie – zapłacicie stawkę 80:100, znajcie moje dobre serce. Nie chcę jednak więcej o was słyszeć, dostawy mają przychodzić zgodnie z umową, na czas, a my już zapewnimy wam tutaj spokój i bezpieczeństwo przed zbytnio nadgorliwymi księżmi i inkwizytorami.

Gdy z bratem Arnoldem wzmacnialiśmy magiczną iluzję skrywającą gnomy i wejście do podziemnych sztolni zapytałem gnoma Zachera, skąd się bierze ten różany zapach – A to przez Pana Laurusa, stosuje olejek różany gdy ma problemy ze spełnianiem małżeńskich obowiązków…

 

/w tym miejscu urywa się pierwszy fragment dziennika/


1. Moszczanka – wieś położona u północnego podnóża Gór Opawskich, w dolinie Złotego Potoku, nosząca dawniej nazwę Długomosty.

2. Biskupia Kopa – najwyższy szczyt polskiej części Gór Opawskich w Sudetach Wschodnich.

3. Solec – wieś położona w południowej części województwa opolskiego.

4. Łysa Góra – szczyt w Górach Świętokrzyskich.

5. Zakon Świętego Benedykta (Benedyktyni).

6. Autor dzieła "Directorium Inquisitorum" z 1376 roku.

7. Łac. Zrobiłem co mogłem, kto potrafi niech zrobi lepiej.

8. Zamkowa Góra.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...