Blizzard: Diablo III może wchłonąć graczy World of Warcraft

frank pearce, blizzard

Nie jest tajemnicą, że od wielu lat Blizzard konkuruje praktycznie sam ze sobą, a jego gry wciąż niepodważalnie zasiadają na tronach trzech różnych gatunków. Dlatego też gracze, którzy codziennie mordują przebrzydłe tałatajstwo oraz eksplorują świat Azeroth czy Sanktuarium, mogą spać spokojnie i nie martwić się o to, że pewnego pięknego poranka zastają kompletnie wyludnione lub, co gorsza, zamknięte serwery. Konkurencja jest zawsze o kilka lat do tyłu i nie wygląda na to, żeby cokolwiek mogło zagrozić pozycji „Zamieci” jako hegemona na rynku.

Przychodzi jednak pewien okres, kiedy dumna firma zapowiada nowy projekt i wraz z szaleńczą ekscytacją, pojawia się ziarnko niepewności. „World of Warcraft” wciąż dzieli i rządzi, ale na horyzoncie majaczy jego młodszy braciszek „Titan”, a już za chwileczkę, już za momencik na półkach sklepowych wyląduje „Diablo III”. Co się stanie za te kilkanaście miesięcy? Jeden ze współzałożycieli Blizzard Entertainment, Frank Pearce, zdaje sobie sprawę, że z tego powodu wirtualnemu Azeroth może ubyć kilka milionów graczy. Co ciekawe, większego rywala upatruje nie w nowym MMO, ale w wielkim powrocie Pana Grozy.

„Trudno orzec [czy „Titan” przejmie graczy „World of Warcraft”]. Uważam, że na pewien krótki czas będziemy mogli zaobserwować stopniową utratę subskrybentów „World of Warcraft” na rzecz „Diablo III”, gdyż oba tytuły zapewniają podobny typ rozgrywki. Owszem, może nie do końca identyczny, aczkolwiek obie gry czerpią garściami z gatunku cRPG.

Czymś naprawdę istotnym dla nas samych jest fakt, iż doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że pewnego dnia pojawi się gra, która ‘pożre’ graczy „World of Warcraft”. Dlatego lepiej, abyśmy ‘pożarli’ ich sami niż pozwolić zrobić to komuś innemu, gdyż wtedy nadal będą naszymi klientami.

diablo 3

Niezależnie od tego, czy chodzi o grę Blizzarda, czy o inne wysokobudżetowe MMO, myślę, że wciąż jest sporo miejsca na rynku dla tego typu produkcji. Często spotykamy graczy, którzy przechodzą w ciągu tygodnia lub miesiąca zawartość, nad którą ciężko pracowaliśmy dwa lata. Jest mnóstwo ludzi, którzy grają w takie tytuły z taką pasją, tak wiele godzin w tygodniu, dzięki czemu rynek wciąż się rozszerza i daje szanse innym projektom.

Czasem spotykam osoby, które patrzą na takie gry jak „World of Warcraft” czy „The Sims” i mówią, że rynek jest już kompletnie nasycony – wtedy naprawdę nie mam pojęcia co im odpowiedzieć. Jeżeli zrobisz świetną grę, która gwarantuje fantastyczne doznania, to zawsze będzie dla niej miejsce na rynku.”stwierdził Frank Pearce.

...i trudno o lepsze podsumowanie.

Komentarze

0
·
Faktycznie, drżyjcie ludzie... Jeśli 100 ludziom grającym w moje warcaby rzucę moje bierki i nagle 50 osób będzie grało w moje warcaby a 50 osób w moje bierki, to tracę... 0 człowieka, zyskując przy tym na zakupie MOICH bierek przez tych samych MOICH 100 ludzi.
Co za różnica, czy ludzie będą grali 8 godzin dziennie w WoWa tak jak grali i jeszcze 2 w D3? Ktoś opłacił abonament, ktoś kupił płytę z grą, Blizzard nic nie zyskuje ani nie traci na tym ile czasu ktoś gra w tym miesiącu. 5 godzin czy 5 minut - jeden pieniądz, a źródło zysków to samo. Oto jak się kreuje rynek poprzez opowiadanie ludziom, że sami dla siebie jesteśmy konkurentem i ścigamy się z własnym zadkiem.
A najśmieszniejsze, że w tym wypadku tak właśnie jest

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...