05) Śmiertelna przygoda

Trzech mężczyzn przebijało się przez wąski, opadający w dół korytarz.

Chcecie wiedzieć, co ja myślę? – zapytał Olf, opierając kilof na ramieniu.

Nie, nie bardzo. – odburknął Dytar. Trzymaj wyżej tę pochodnię, bo w końcu nie zauważymy jakiejś pułapki.

Tak czy siak wam powiem. – powiedział pierwszy. Mam wrażenie, że znajdziemy dużo złota. Czuję to w małym palcu.

Taa... w ostatniej świątyni czułeś to w dużym. Nie możesz się zdecydować? – jęknął Dirk.

Dźwigał tobół pełen łopat. Tam także nic nie znaleźliśmy.

Hm, tylko dlatego, że goście z Zakonu byli szybsi od nas. Tutaj przed nami nikogo nie było.

Cieszcie się, że nie dopadli nas poza miastem.

Hej, ostrożnie! – zawołał Dytar, kończąc dyskusję. Nie widzicie tego połączenia, idioci? Ta płyta wygląda dziwnie. To może być kolejna zapadnia.

Cóż... lepsza niż te paskudne kolce, na które trafiliśmy wcześniej.

Usłyszeli odległy ryk. Następnie dźwięk ślizgających się po skale pazurów. Bliżej. Znacznie bliżej.

Co to? – szepnął Olf. Słyszeliście to?

Nie jesteśmy głusi. – wysapał Dirk.

Wracamy!

Źródło: Risen.deepsilver.com

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...