Śmierć

Dla nikogo nie pozostaje tajemnicą, iż każdy, kto się rodzi, będzie musiał kiedyś umrzeć. Nie inaczej jest w przypadku drowów, choć na wstępie należy zaznaczyć, że koniec życia nie zawsze oznacza uzyskanie przepustki do wiecznego raju, w którym będzie można oglądać swego boga czy boginię każdego dnia wieczności. Nie uprzedzam jednak faktów i zapraszam do przeczytania artykułu o śmierci w oczach drowów, jak też o specyficznej formie egzystencji w postaci nieumarłego.

Wyznawcy Lolth postrzegają swoje życie jako służbę Pajęczej Matce. Wszystko, co robią, czynią na chwałę swojej bogini, gotowi na poświęcenia w każdym momencie. Śmierć zatem oznacza koniec takiej służby, jednak wcale nie jest akceptowana. Jeśli umarłeś, oznacza to, że zawiodłeś Lolth, że nie zrobiłeś wszystkiego, co ci rozkazała. Nie powiodło ci się i poniosłeś słuszną karę, niemniej okazałeś słabość, co jest absolutnie nie do przyjęcia.

Drowy nie wierzą w samo poświęcenie. Uważnie przyglądają się spodziewanym zyskom w stosunku do ryzyka, jakiego nigdy nie da się wykluczyć. Nie można zakładać śmierci, a przynajmniej nie własnej, gdyż zawsze lepiej, gdy umiera ten drugi, czyli przeciwnik. Gdyby okazało się jeszcze, iż jest to dla przykładu elf z powierzchni, to na pewno zwycięzcy nie ominie nagroda. Trzeba jednak wcześniej dokładnie sprawdzić, czy nasz rywal wyzionął ducha i umiejętnie zniszczyć zwłoki, by odrzucić możliwość wskrzeszenia lub przynajmniej znacząco ją utrudnić. Podobnie rzecz ma się z wyznawcami Selvetarma, którzy preferują walkę z przeciwnikiem i śmierć traktują jako znak zwycięstwa, symbol łaski Lolth.

Zupełnie inną kwestię stanowi śmierć ze starości. Są to przypadki dość rzadkie, gdyż niewielu drowów dożywa późnego wieku, zaś jeszcze mniej z nich umiera wskutek przyczyn naturalnych. Ci drudzy stanowią dla swojego rodu powód do hańby, gdyż nie potrafili poświęcić się dla własnej bogini, zatem nie są nic warci. Ich ciała często owija się i balsamuje – nie dlatego, by zachować zwłoki w dobrym stanie, lecz by nikt nie był w stanie ich rozpoznać oraz ewentualnie połączyć z jakąkolwiek rodziną. Powieszone do góry nogami ciała są oznaką wstydu, niepowodzenia w służbie Lolth. Szanse na uniknięcie tego nieprzyjemnego losu mają z pewnością najpotężniejsze drowy, posiłkujące się magią i magicznymi przedmiotami. Pomijam tu formy nie-śmierci, o której za chwilę.

Drowy, które nie czczą Lolth, śmierć traktują w nieco podobny sposób, choć oczywiście nie jest ona tragedią, a jedynie oznaką, iż ktoś okazał się lepszy. Może się także okazać, iż poświęcono życie dla większych celów, które przysłużą się całej społeczności. Wszystko jednak w granicach rozsądku – należy zapomnieć o wielkim pogrzebie dzielnego bohatera, który dla dobra swego miasta samotnie pokonał strasznego i złego smoka.

Bycie nieumarłym traktowane jest jako niższa forma egzystencji, przez co jest ona dla drowa niezwykle odpychająca. Mówiąc o tej dziedzinie koniecznie trzeba wspomnieć o dokonaniach kapłanów i kapłanek Kiaransalee, gdyż właśnie to bóstwo specjalizuje się w tworzeniu nieumarłych. Niektóre mroczne elfy, które spotkał taki los, godzą się na taką formę "życia", niemniej dla większości jest to kara dalece gorsza od śmierci. W ten sposób powstają lamentujące duchy, rozpaczające nad swym losem lub wręcz żądne krwi żywych, którzy mają coś, czego nieumarły nigdy już nie odzyska. Czasami takie istoty zamieniane są w rewenantów – bezmyślne ciała, które dążą do zgładzenia swych zabójców, zaś po spełnionej misji rozpadają się. Mówi się, iż jest to dar i nagroda od Kiaransalee, ale trudno nie odnieść wrażenia, iż Władczyni Umarłych jest jedyną, która zyskuje coś na takim układzie.

Niekiedy drowy uciekają w wampiryzm bądź też zostają liczami, jak chociażby ten, który rządził Domem Agrach Dyrr w Menzoberranzan podczas Wojen Pajęczej Królowej. Istoty te jednak najczęściej zabijane są tak przez poszukiwawczy przygód, jak i przez same drowy, które gardzą taką formą wynaturzenia i powstrzymać ich może jedynie okazanie znaczącej siły.

Nie zapominajmy jednak, iż co do zasady każdego drowa czeka śmierć – i to wcześniej czy później. Lepiej jest więc chyba dać się zabić w nadziei, że kaprys boga nie uczyni nas bezmyślnym sługą, którego męka zakończy się pewnie wraz z ciosem jakiegoś poszukiwacza przygód.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...