riese

Dawnguard

„Dawnguard” to nazwa pierwszego DLC do „The Elder Scrolls V: Skyrim”. Wzorem poprzedników, także i tym razem pierwsze oficjalne rozszerzenie przynosi nam nową fabułę na obszarach, które już poprzednio odwiedzaliśmy. Czy wizja potęgi lorda wampirów wystarczyła, by skłonić mnie do zostania krwiopijcą?

skyrim, skyrim dawnguard solucja

„Dawnguard” w swoim zamierzeniu przypomina nieco „Knights of the Nine” do poprzedniej odsłony serii. Chociaż będziemy mogli zaoferować swoje usługi kierującym się słuszną sprawą łowcom wampirów, to właśnie możliwość wcielenia się w smakoszy ludzkiej krwi sprawiła, że skusiłem się na zakup tego DLC. Historia nie powala swoją głębią – Obrońcy Świtu pragną zniszczenia wampirów, które są złe. Na dokładkę dochodzi tajemnicza przepowiednia. Wypełnienie jej oznacza wieczny mrok, a więc prawdziwy, wampirzy raj. Nietrudno się domyślić, że krwiopijcy chcą do tego stanu rzeczy doprowadzić. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele powiem tylko, że w ten sposób „Dawnguard” oferuje nam dwie, pozornie wykluczające się ścieżki fabularne, zwieńczone niemal identycznym epilogiem.

Ten dualizm jest tylko teoretyczny, bowiem już na starcie dochodzimy do największego mankamentu tego DLC, jakim jest powtarzalność zadań. Jedynie początek jest nieco inny, zaś potem questy są właściwie takie same bez względu na wybraną frakcję, przy czym pojawiają się drobne korekty względem doboru przeciwników. Niestety, nawet nasi oponenci przez większość czasu gry będą identyczni zarówno wtedy, gdy będziemy paradować w zbroi Obrońców, jak nawet w sytuacji, gdy zaczniemy osuszać z krwi właściciela wspomnianego pancerza. Szkoda jest tym większa, iż „Skyrim” chlubił się swoją nieliniowością, podczas gdy pierwszy dodatek warto przejść w zasadzie tylko raz, do tego po stronie wampirów, które mają nieliczne, ale i tak ciekawsze od Obrońców Świtu zadania poboczne. Poza tym kto nie chciałby poczuć się niczym jednoosobowa armia?

lord wampirów

Być może nie każdy, gdyż forma lorda wampirów jest zdecydowanie przesadzona. Sam wygląd powstałej kreatury raczej śmieszy, bowiem otrzymane skrzydła wyglądają kuriozalnie i dają nam złudne wrażenie możliwości oderwania się od ziemi. Nowe drzewko rozwoju z początku wydaje się być niezwykle bogate, ale z czasem okazuje się, że właściwie opcji nie jest zbyt wiele, zaś brak możliwości posługiwania się ekwipunkiem nie pozwala na atak z zaskoczenia i sugeruje jedynie siłowy wariant rozwiązywania wszelkich problemów. Tym sposobem dostajemy w swoje ręce maszynę do zabijania wszystkiego – prócz smoków. Te ostatnie mogą nas wyśmiać, zaś brak dostępu do Krzyków sprawia, że nigdy nie zmusimy żadnego gada do lądowania na tyle długo, by wyssać z niego całe życie. Sama przemiana do formy podstawowej trwa za długo, co w trakcie starcia okazuje się mieć kolosalne znaczenie.

Chociaż latające bestie w „Dawnguard” także się pojawiają, to przede wszystkim będziemy walczyć z lekko przemodelowanymi kreaturami, z których każda przeszła drobną metamorfozę. Mimo to często będziemy mieć dość starć z kolejnym draugrem, zaś jeszcze jeden wampir po pewnym czasie wywoła ziewanie. Jedyną prawdziwą nowością są gargulce, ożywające z zaskoczenia i stanowiące całkiem przyjemne wyzwanie. Chociaż wiemy, że nas zaatakują, to wciąż gdzieś tam tli się iskierka nadziei na to, że przejdziemy obok nich niezauważeni.

„Dawnguard” sam w sobie dodaje kilka nowych podziemi do eksploracji, jednak dwie nowe krainy, różniące się od siebie diametralnie, to element, który zasługuje nie tylko na pochwały, ale i osobny akapit. Nie mogę zdradzić zbyt wiele, jednak te swego rodzaju osobne plany pozwolą nam w pełni nacieszyć się formą lorda wampirów, zaś pierwsza podróż z początku sprawia, że zatrzymujemy się, by podziwiać. „Skyrim” wciąż potrafi oczarować widokami, jednak dopiero „Dawnguard” udowodnił mi, jak można stworzyć pełną mroku krainę bez wszędobylskiego kiczu i chodzenia po linii najmniejszego oporu ze strony twórców.

smok, skyrim, dawnguard koń, rycerz, walka, skyrim, dawnguard

Długo zapowiadaną nowością miała być walka na wierzchowcu, chociaż element ten jest nie tyle częścią DLC, co patchem towarzyszącym jego premierze. Tak długo czekaliśmy, a otrzymaliśmy coś, co w zasadzie pozostaje jedynie ciekawostką, chociaż możliwość zdobycia wyjątkowego konia sprawia, że czasami uda nam się z tej opcji skorzystać. Będą to jednak sytuacje na tyle rzadkie, by móc z czystym sumieniem z rumaka całkowicie zrezygnować i zawierzyć własnym stopom. Pojawiło się także osobne drzewko rozwoju dla wilkołaków, chociaż ten element nie znalazł żadnego wytłumaczenia w samej fabule DLC. Po prostu ktoś stwierdził, że jak ulepszamy wampiry, to i ich włochatym wrogom także należy się trochę „dodatków”. Nowy rodzaj broni, czyli kusze, przywołują na myśl literackich i filmowych pogromców pokroju Van Helsinga, chociaż możliwości rozwoju tego typu oręża są dość skromne, zaś czas potrzebny na przeładowanie sprawia, że strzelamy tylko wtedy, gdy jesteśmy całkowicie pewni trafienia.

„Dawnguard” potrafi przykuć uwagę pięknymi widokami, jednak po jego instalacji „Skyrim” okazał się być momentami niezwykle kapryśny. Gra powracała do pulpitu zdecydowanie częściej niż w przypadku samej „podstawki”, zaś sposób zaimplementowania nowej odmiany wampirów sprawił, że to DLC nie współpracowało z modami dodającymi całkiem nowe rasy. W ten sposób przemiana w krwiopijcę była co prawda możliwa, jednak niezbędna dla zadania postać twierdziła inaczej, przez co mogliśmy stracić całe godziny zabawy. Społeczność fanów ostatecznie poradziła sobie z tym problemem, jak też zaradziła babolom „Dawnguarda” w znakomitej większości.

dawnguard dawnguard

Czy warto zainwestować w to DLC? Dla mnie przygoda z wampirami i Obrońcami Świtu stanowiła swego rodzaju pokaz siły, gdzie pierwszy raz dane nam było odczuć prawdziwą potęgę. Do tej pory byliśmy co prawda pogromcami smoków, jednak dopiero „Dawnguard” pokazuje, jak lord wampirów wpada między wrogów i robi z nich miazgę. Podobały mi się także niektóre lokacje oraz fakt, że zabawę możemy rozpocząć na dość wczesnym etapie rozgrywki, bez konieczności ostatecznego rozwiązania kwestii Alduina.

Z drugiej strony, będziemy musieli wykonać jedno dość trudne zadanie wątku głównego podstawowej wersji gry, jak też to DLC ma spore braki techniczne i w zbyt małym stopniu indywidualizuje daną ścieżkę fabularną. Po stronie wampirów możemy bawić się świetnie, jednak zwalczający je zakon jest nudny i ma tak sztampowe questy, że dużo ciekawsze wątki znajdziemy w „podstawce”. Mimo wszystko nie żałuję zakupu, chociaż „Dawnguard” nie wystarczył mi na tak długo, na ile bym sobie tego życzył.

Plusy
  • dwie nowe i piękne krainy
  • wampirza moc
  • nowy rodzaj broni
  • ulepszenia dla wilkołaków
Minusy
  • problemy techniczne
  • dwie bardzo podobne do siebie ścieżki fabularne
  • powtarzalni wrogowie
Ocena Game Exe
7,5
Ocena użytkowników
8,67 Średnia z 21 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...