
Nikogo nie dziwi fakt, że postaci opisane w literaturze lub utrwalone przez popkulturę mają niekiedy swoje historyczne odpowiedniki, ale nijak ich nie przypominają. Ostatnio panuje nawet swego rodzaju moda na zapełnianie białych plam biografii tego czy innego autora fikcyjnymi, chociaż stylizowanymi na realne, opowieściami o jego rzekomych poczynaniach. Taki los spotkał Szekspira i Jane Austen, więc dlaczego mielibyśmy oszczędzić hrabiego Draculę? Trudno odrzucić teraz legendę, która już w pewnym sensie żyje własnym życiem. Poza tym postać historyczna żyje w sercach i umysłach ludzi nie tak, jak opisują ją historyczne dokumenty, lecz tak jak przedstawili ją artyści. Nie bez znaczenia jest także to, w co ludzie zechcieli uwierzyć. Czarna legenda Draculi brzmiała ciekawiej i intrygowała dużo bardziej niż fakty, które umówmy się, zazwyczaj są dość nudne i nijakie.






















