
Grant Morrison nie raz już pokazywał, jak bardzo lubi odchodzić od utartych ścieżek i prezentować czytelnikom historie inne niż te, do których przyzwyczaili nas masowo produkujący twórcy spod znaku DC czy Marvela. Sztandarowym przykładem i najdonośniejszym tworem Szkota wciąż pozostaje genialny "Azyl Arkham", który pomimo 28 lat od premiery nic nie stracił na jakości. Czy o "Gotyku" można mówić w podobnie entuzjastycznym tonie?
Wyjściowy pomysł jest jak najbardziej w porządku. Z dnia na dzień zaczynają ginąć kolejni bossowie przestępczego światka. Któż byłby tak szalony, by zadzierać z gangsterami? Zbrodniarzem okazuje się człowiek bez cienia, zlikwidowany przez przestępczych liderów za mordowanie dzieci wiele lat wcześniej. W trosce o własne życie postanawiają zrobić coś dotąd niespotykanego – na dachu jednego z budynków gromadzą się wokół lampy emitującej sygnał w kształcie nietoperza... Na tym jednak nie koniec. Bruce'a Wayne'a dręczą sny z ojcem, ostrzegającym go przed bliżej nieokreślonym niebezpieczeństwem. Z czasem fabułę skomplikują i zarazem trochę rozjaśnią wspomnienia z młodzieńczych lat i szkolno-rodzinne retrospekcje.



















