Drakensang: The Dark Eye #2

4 minuty czytania

„Drakensang: The Dark Eye” to RPG, oczekiwany przez wiele osób na całym świecie. Apetyty graczy są ogromne, bowiem dzieło niemieckiego Radon Labs obarczone zostało mianem „zastępcy Baldur's Gate'a”, co znacznie podniosło poprzeczkę postawioną przed producentami. Wszystko podsycają ich optymistyczne wypowiedzi i komentarze na temat nadchodzącej gry. Czy konsekwentnym Niemcom uda się spełnić obietnicę? Czy możliwe jest pokonanie żywej legendy? A może jest to kwestia jej modernizacji, usprawnienia i ukazania w nowym wydaniu? Ostatnim czasy miałem okazję się o tym przekonać, zatem zapraszam do lektury.

The Dark Eye (Das Schwarze Auge) jest najpopularniejszym systemem RPG w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. To właśnie na nim wzorowany jest świat Drakensang'a, którego mapa została wręcz z owego systemu przeniesiona. Podobnie stało się z charakterystykami postaci.

Drakensang: The Dark Eye Drakensang: The Dark Eye Drakensang: The Dark Eye

A skoro o nich już mowa... Myślę, że śmiało można rzec, iż twórcy wzięli sobie do serca staropolskie przysłowie „Dla każdego coś dobrego.”, bowiem wybór postaci jest niezwykle urozmaicony. Składa się na niego 20 przeróżnych, charakterystycznych i wyjątkowych klas – Łucznik, Mag Uzdrowiciel, Włamywacz, Alchemik, Łowca, Poszukiwacz, Amazonka czy Pirat – to zaledwie kilka ich przykładów. Istnieje oczywiście możliwość wyboru płci postaci (warto wspomnieć o oryginalnym pomyśle Niemców, którzy uniemożliwili granie przedstawicielką płci żeńskiej rasy Krasnolud oraz Panem Amazonką). Wymienione wyżej nazwy to oczywiście przykłady gotowych postaci, a i w tej kwestii twórcy pomyśleli o graczach, udostępniając „Tryb ekspercki”, który pozwala na dokładniejsze modyfikowanie i kreowanie naszej postaci. A jest się nad czym głowić, bowiem poza standardowymi cechami, doskonale znanymi z Baldur's Gate'a czy Neverwinter'a, postacie posiadają tzw. talenty, czyli najprościej tłumacząc – przeróżne umiejętności. Oczywiste jest, że odpowiadają one ściśle określonej specjalizacji i każda z nich będzie mieć swoje „przewodnie” talenty, które stale będzie rozwijać. Mamy tu również niespodziankę, bowiem wygląd każdej z postaci jest z góry ustalony i nie możemy na niego w żaden sposób wpłynąć. Jednak pomijając ten dość nieistotny fakt, możliwość wyboru i kreowania sprawia, że wszyscy gracze będą mogli stworzyć sobie wymarzoną postać, a co za tym idzie z przyjemnością grać w Drakensang'a.

Drakensang: The Dark Eye Drakensang: The Dark Eye Drakensang: The Dark Eye

Kluczem do sukcesu nie jest jednak tylko i wyłącznie sama postać, którą zamierzamy przemierzać świat. Owszem, uważa się ją za istotną kwestię, ale dużo ważniejsze są fabuła oraz przysłowiowy „klimat”. Właśnie te dwa czynniki stanowią o legendarnej wielkości Baldur's Gate'a i to zazwyczaj one decydują o sukcesie bądź porażce danej gry. Pracownicy Radon Labs podjęli się niezwykle trudnego zadania, chcąc dorównać legendzie. Z radością mogę przyznać, że wszystko zapowiada się niezwykle dobrze, bowiem Drakensang potrafi zawrócić w głowie już po kilku minutach grania. Kontrowersyjny wątek główny oraz mnogość zadań pobocznych z łatwością powinny zaspokoić pragnienia nawet najbardziej wybrednego poszukiwacza przygód. A to z kolei dobrze wróży...

W wykonywaniu zadań naszą postać mogą wspierać wybrani przez gracza towarzysze. Jest to motyw doskonale znany z Baldur's Gate'a, tyle że w tym wypadku drużyna może składać się maksymalnie z 4 postaci. Wszystkie one podlegają kontroli gracza i każdej z nich może on wydawać polecenia. Przy ich wyborze, o czym po przygodach z BG łatwo się domyśleć, musimy kierować się charakterami postaci, bowiem oczywistym jest, że większość z klas prezentuje inną kulturę, zwyczaje i poglądy, które często mogą być powodem konfliktów.

Drakensang: The Dark Eye Drakensang: The Dark Eye Drakensang: The Dark Eye

Walka w Drakensang'u ukazana jest perfekcyjnie. Kamerę można obracać dookoła postaci, co pozwala na oglądanie starcia z różnych perspektyw. Możliwe jest również jej przybliżanie i oddalanie. Doskonałym udogodnieniem podczas walki jest dobrze nam znana możliwość zatrzymania gry w każdym momencie, dzięki czemu z łatwością możemy po kolei wydać odpowiednie komendy wszystkim postaciom. Ikony ich najważniejszych umiejętności można umieścić w podręcznym pasku, znajdującym się na dole ekranu. A jest ich całkiem sporo, zarówno umiejętności ofensywnych, jak i defensywnych. Użycie każdej z nich powoduje wykonanie przez postaci charakterystycznej dla danej umiejętności kombinacji, co z pewnością uatrakcyjnia walkę. Nie można przemilczeć tematu broni, zbroi i innych elementów ekwipunku, których jest po prostu multum. Każda z broni ma inny wygląd i statystyki, co nasuwa porównanie do Baldur's Gate'a, gdzie dla kilku rodzajów broni zmieniane były jedynie statystyki. Niemcy nie poszli na łatwiznę i wykonali tę pracę z dużo lepszym efektem. Chcąc jeszcze bardziej zaimponować graczom, producenci umożliwili własnoręczne tworzenie broni, przedmiotów i mikstur. Niezbędne do tego są specjalne stoły, które pozwolą wykonać któryś z przedmiotów, składniki do tego potrzebne oraz najważniejsze – receptura! Uważam, że to z pewnością spodoba się tym, którzy będą mieli przyjemność pograć w Drakensang'a.

Grafice w Drakensang'u niewiele brakuje do ideału. Zarówno krajobrazy, elementy przyrody czy zabudowań, jak i postacie, zwierzęta i przedmioty, wydają się być niemal realnymi. Prawdziwą ucztę dla oczu stanowią rzucane przez naszą postać czary. Każdy z nich jest inaczej przedstawiony i w inny sposób zachwyca. Podczas walki doskonale ukazywane są wszystkie ruchy mieczem, naciągana cięciwa czy lecące strzały. Widoczne są również zmiany na postaci po założeniu przez nią innego przedmiotu – czy to broni, czy to elementu zbroi. Wszystko to wydaje się naprawdę istnieć. W połączeniu z klimatyczną muzyką, która idealnie odzwierciedla i pasuje do sytuacji, w jakiej aktualnie znajdują się postacie, Drakensang wypada bardzo dobrze.

Drakensang: The Dark Eye Drakensang: The Dark Eye Drakensang: The Dark Eye

Rok 2008 przyniósł premierę trzeciej części Fallouta. Wydaje się zatem, że król RPG'ów 2008 roku został wybrany. Drakensang nie był faworytem, ale dzieło to pozytywnie zaskoczyło swoim wykonaniem. Nie jest już taką rewolucją na miarę BG'a, ale trudno zawalczyć z legendą gatunku, która dała mu nowe życie. Patrząc na tę grę pod innym kątem wszystko wskazuje na to, iż producenci wywiążą się z obietnic i wypuszczą godnego tego tytułu „zastępcę Baldur's Gate'a”. To z pewnością dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy nie mogą się doczekać 10 grudnia. Powiem wam, że naprawdę warto poczekać...

Dziękujemy firmie Techland za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Komentarze

0
·
Ależ mi się te screeny podobają. Zwłaszcza wygląd pancerzy. Chowa się nie tylko NWN, ale i reszta znanych mi erpegów. Dawać mi to czym prędzej, bo nie wytrzymam!

A niech mi tylko spróbuje nie ruszyć, to mój krzyk usłyszą na Antypodach.
0
·
Pancerzy? Mnie to się postacie, zwłaszcza kobiece, podobają. Pancerze też, też
0
·
Cou, Cou, zawsze o tym samym... ;> Przyznam, że zarówno pancerze, jak i kobiety są godne uwagi.

Z naciskiem na te drugie, rzecz jasna.
0
·
A mnie jakoś nie przekonuje grafika. Oby fabuła była wciągająca.
0
·
Podzielam zdanie Tarameliona, ale wiadomo, że grafika w cRPG się nie liczy Dlatego z miłą chęcią wpiszę grę na moją małą listę priorytetów do zakupu. Dość już mam tych pseudo-cRPG, dlatego z otwartymi ramionami przywitam produkcje będąca nim pełną gębą. Mam nadzieje tylko, że na tej pozycji tym razem się nie przejadę (a zdarzało się to, zdarzało... wciąż boli mnie ten zakup Legend:HoD).

Dodaj komentarz

Wczytywanie...