Neil Gaiman o...

Mateusz "Lionel" Andrzejewicz niedziela, 24 lutego 2013

Gaiman o swoich nowych dziełach

Obecnie zmagam się z krótkim opowiadaniem. Jestem na 50. stronie i zdecydowanie nie będzie ono krótkie. Wydaje się, że będzie przeznaczone dla dzieci, choć nie jestem całkiem pewien, gdyż rozpoczyna się od samobójstwa. Dotyczy ośmioletniego dziecka, które zaprzyjaźnia się z trzema kobietami żyjącymi na famie na dnie jeziora. Kobiety opowiadają, że pochodzą ze starego kraju, ale nie tego rzeczywistego, bo ten dawno został zalany. Natomiast ich matka głosi, że żadna z nich nie wie, o czym mówi, bo stary kraj wyleciał w powietrze. W ogóle dochodzi do dziwnych wydarzeń na farmie. Wpierw była to prosta historia, ale wtedy się rozpisałem…

neil gaiman, gaiman

Druga pozycja, nad którą pracuję, miała być bajką z obrazkami. Nazywa się "Fortunately, The Milk" i miała być kontynuacją "Dzień, w Którym Wymieniłem Tatę na Dwie Złote Rybki", gdyż ludzie sądzą, że niesprawiedliwie potraktowałem ojców, a ja na to – "Macie rację, powinienem napisać coś, co udowadnia, jacy świetni i ważni są ojcowie." Wszystko rozpoczyna się od pewnego poranka, gdy dzieci budzą się, a w domu nie ma mleka, więc tata decyduje się po nie iść. A one czekają i czekają, i czekają, rozważając nawet dolanie do płatków soku. W końcu powraca, a dzieci wyrzucają mu, że zapomniał o nich, na co on – "Właściwie, gdy wyszedłem ze sklepu, na rogu usłyszałem buczenie i znalazłem się na statku kosmicznym", rozpoczynając niesamowitą opowieść.

Występują w niej piraci, kosmici, proroctwa i wulkany. Pod koniec dramatycznych wydarzeń ojciec mówi – "Na szczęście, mleko było…" i mleko zostaje uratowane. Sądziłem, że będzie to przyjemna historia na 2 500 słów, ale wciąż się rozrasta.

neil gaiman, gaiman

Gaiman o oglądaniu swojego odcinka "Dr Who"

Zazwyczaj nie mogę cieszyć się własnymi wytworami, ale ogromnie podobał mi się mój odcinek "Dr Who". Niesamowicie mi się podobał, ponieważ ja tylko napisałem skrypt, a otrzymałem z powrotem to wspaniałe dzieło. I ginie w nim Rory, ponownie. Niektóre aspekty wyglądały tak, jak sobie wyobrażałem, a niektóre zupełnie inaczej, co jest świetne. Z tego powodu lubię współpracę. Cała zabawa tkwi w siedzeniu nad tym i myśleniu, po prostu niesamowite.

Jedną z rzeczy, która uformowała mnie, będąc dzieckiem, to właśnie "Dr Who". Miałem wtedy książkę Davida Whitakera "Dr Who in an Exciting Adventure with the Daleks". Wtedy nie było płyt DVD czy jakiegokolwiek innego sposobu na ponowne zobaczenie serialu, dlatego czytałem ją wiele, wiele razy.

okładka, amerykańscy bogowie

Gaiman o kontynuacji "Koraliny" i "Amerykańskich Bogów"

Fani i czytelnicy lubią rzeczy, które ostatnio przeczytali. Mówią, że chcą kolejnych "Amerykańskich Bogów" czy "Gwiezdny Pył". Otrzymuję także listy od dzieci, które piszą, że muszę napisać kolejną "Koralinę". Sugerują nawet fabułę, co jest świetne. Wszyscy zaproponowali podobną historię, w której Koralina idzie do szkoły, a Druga Matka jest tam jedną z nauczycielek. Mam podobne odczucia. Część mnie z przyjemnością powróciłaby do tego i napisała co nieco w tym stylu.

"Amerykańscy Bogowie" zostali zaplanowani, jeżeli nie jako historia z otwartym zakończeniem, to przynajmniej trylogia, więc zdecydowanie pozostało miejsce na kolejną pozycję, prawdopodobnie nawet kilka. Aktualnie opieszale prowadzę badania w ramach drugiej książki. Pewną część badań udało mi się przeprowadzić poprzedniego dnia na festiwalu Fringe w Edynburgu, gdy spotkałem się z mentalistą. Mentalizm to jeden z aspektów przewijających się w drugich "Amerykańskich Bogach", podobnie jak to miało miejsce z magią monety ukazanej w pierwszej części.

Gaiman o swoich fanach

Przez lata, aż do wydania "Księgi Cmentarnej", uwielbiałem fakt, że istniałem w świadomości społecznej albo w formie "Neil Gaiman, nigdy o nim nie słyszałem", albo "Neil Gaiman, to mój ulubiony autor". W jakiś sposób "Księga Cmentarna" osiągnęła masę krytyczną. Nie sądzę, by częścią mojej pracy była interakcja z fanami. Kocham być pisarzem.

dr who

Właściwie boję się, gdy przemawiam do młodych autorów, którzy zostali wskazani na mojej stronie internetowej przez swoich wydawców, albo co gorsza, na Twitterze, którzy powiedzieli – "On odniósł sukces, też tak zrób". Więc wyjaśniam im, że robię to, bo to kocham. Zacząłem prowadzić bloga dekadę temu, ponieważ to lubiłem. Pisarstwo to w pewien sposób samotniczy tryb, a mnie spodobał się pomysł demistyfikacji tego procesu, gdyż uwielbiałem to robić jako dziecko, nastolatek i osoba, która desperacko chciała pisać.

Gaiman o bibliotekach

Kiedy byłem młody, czytałem wszystko, co wpadło mi w ręce. Chłonąłem książki jak szalony. Kiedy otrzymałem Carnegie Medal za "Księgę Cmentarną", wygłosiłem przemówienie, jak bardzo istotne były dla mnie biblioteki.

okładka, księga cmentarna

Jako dziecko kazałem rodzicom w ich drodze do pracy podrzucać mnie do miejscowej biblioteki podczas przerwy wakacyjnej, a wracałem z niej nocną porą. Przeczytanie zbiorów działu dziecięcego zajęło mi kilka lat. Potem zagłębiłem się w dział dla dorosłych i powoli go przerabiałem. W przypadku zbiorów dla dzieci działałem alfabetycznie, jednak odkryłem, że nie mogę tak postąpić z egzemplarzami dla dorosłych, gdyż wiązałoby się to z przejrzeniem ogromnej ilości wielkich nudnych tomisk, więc kierowałem się ciekawymi okładkami.

Gaiman o swoich snach
Czy twoje sny są barwne, czy raczej ograniczają się do obserwacji?

Kradnę pomysły z moich snów. Logika snów i logika historii to dwie zupełnie różne rzeczy. Najważniejsze, co czerpię z marzeń sennych, to sposób, w jaki odczuwam pewne rzeczy. Ukradłem sceny, obrazy i momenty z moich snów, jednak tylko raz zwinąłem całą historię. Pamiętam, z jaką radością się obudziłem, wiedząc, że jest to opowieść ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Byli to "Karmiący i Karmieni" ze zbioru "Rzeczy Ulotne". Naprawdę był to sen, który spisałem.

Gaiman o swojej postaci Śmierci i śmierci, jako aspektowi umierania Śmierć pojawiła się, gdy wpadłem na pomysł stworzenia postaci, która będzie inkarnacją snu. Wziąłem do ręki wielką księgę z cytatami i zacząłem czytać wszystkie cytaty związane ze snami, szukają rzeczy, które by mnie zainspirowały. Potem poszedłem spać. Jeden z cytatów brzmiał – "Śmierć jest bratem snu". Nasunęła mi się mglista myśl, że mogłaby być to rodzina. Wykorzystałem wspaniałą szansę na zabawę z seksizmem języka, by namieszać nieco w ludzkich głowach [death w języku angielskim jest r. męskiego]. Wiedziałem, że Śmierć musiała być siostrą, bo było to o wiele zabawniejsze.

Śmierć w fikcji dzieli się na dwa rodzaje. Albo są to szkielety w ludzkiej formie bez emocji, albo są torturowani, którzy zabierają życie. I to wszystko. Pomyślałem "nie!". Cóż za ciekawą pracę ma Śmierć. Może wyjść z domu, poznawać nowych ludzi. Właściwie ma okazję do poznania dosłownie wszystkich.

stardust, gwiezdny pył

Pomyślałem, jaką osobę chciałbym spotkać, gdy umrę. Nie chciałbym spotkać szkieletu lub kogoś torturowanego, czy chcącego grać w szachy. Chciałbym poznać kogoś miłego. Jeżeli miałaby powiedzieć – "Naprawdę powinieneś rozejrzeć się dwa razy, zanim przeszedłeś ulicę", to w miły sposób. Wcześniej nie było zbyt wielu przyjaznych Śmierci, więc pomyślałem, że fajnie byłoby mieć taką.

Gaiman o e-bookach
fragment "Neil Gaiman on the Internet", Locus Magazine, 01.2011

Tradycyjne książki są naprawdę użyteczne. To wspaniałe rzeczy. Wciąż jestem przekonany, że papierowa książka to rzecz, która prawdopodobnie będzie istniała wiecznie. Głównie z powodu, że jest tania, daje radość, można ją upuścić w wannie lub włożyć do kieszeni. W mgnieniu oka możesz się w niej odnaleźć. Jednak w niektórych aspektach Kindle wygrywa.

Istnieją dwie ogromne cechy Kindle będące niesamowicie dobre i użyteczne. Pierwsza, to pewien moment, w którym technologia zderza się z wiekiem – gdzieś około 40-stki, gdy ludzie nie mają ochoty być na bieżąco. Potem dobijasz 60-tki, gdy już zdecydowanie nie masz na to ochoty. Przecież sześćdziesięciolatkowie nie idą kupować iPodów.

Z drugiej strony, wystarczy, że porzucisz okres czytania z okularami na nosie, narzekając na małe rozmiary drukowanych dziś książek i zdasz sobie sprawę, że już niedługo będziesz musiał zacisnąć zęby i kupić egzemplarze z dużą czcionką. W tym momencie odkryjesz, że możesz mieć każdą książkę na świecie na swoim Kindle, zmieniając krój czcionki do własnych upodobań. Oznacza to także, że kupisz jeden również swojej babci. Zaawansowana technika zmienia wszystko.

kindle

Rzeczą, którą uwielbiam w obecnej postaci Kindle, to fakt, że można czytać książki, wykorzystując oprogramowanie Kindle niekoniecznie na czytniku tego rodzaju. Może nie jest to tak istotne, ale z dumą pochwalę się, że dzięki temu właśnie kończę "Hrabiego Monte Cristo", 1000-stronicowy tom, który zakupiłem w kilku wersjach w ostatnich latach. Jest on ogromny, ciężki i czytałbym go po jednym rozdziale lub więcej, jednak nie zawsze miałem egzemplarz pod ręką, by ją ukończyć.

Teraz gdziekolwiek jestem i jakiekolwiek urządzenie elektroniczne mam ze sobą, mam też "Hrabiego Monte Cristo" i wiem, na jakiej stronie skończyłem. Oznacza to też, że gdy mam wolne dziesięć minut i swój telefon lub po prostu jestem na pokładzie samolotu, to je wykorzystuję na czytanie.

Kindle wygrywa na polu tytułów, które są po prostu zbyt duże, by zmieścić się w kieszeni spodni. Jednak w zestawieniu z tradycyjnym egzemplarzem mieszczącym się w kieszeni, papierowe książki są moim faworytem.

Źródło: guardian.co.uk

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...