Kryształy Czasu: Saga o Katanie, Tom I z XIII, Labirynt Śmierci – część 1: wybrane cytaty

Wiktor "Wiktul" Werner piątek, 19 lutego 2016

Tekst zawiera spoilery.

Umieszczenie większej ilości cytatów z książki Artura Szyndlera w samej recenzji nadmiernie powiększyłoby jej – i tak już mocno rozrośniętą – zawartość. W tym miejscu możecie przyjrzeć się innym, wybranym przeze mnie fragmentom z kilkudziesięciu pierwszych stron, które wyróżniły się spośród innych w trakcie lektury. Oceniajcie i komentujcie wedle uznania, a jeśli pojawi się zapotrzebowanie, możliwe, że do poniższych dołączą nowe pozycje.

Tam niezliczone zastępy kolejnych awatarów szły w miliony milionów – dalej niż horyzont gwiazd na czarnym niebie wszechświata
Głoszący to awatar Asteriusza był trzymetrowym ludzkim humanoidem o łysej czaszce, długiej, zgrabnie zaplecionej brodzie, odzianym w błękitną przepaskę.
Gad uległ mrowiu łap i pysków. Zginął, rozszarpując zaledwie trzech samców. Oj, mieli wyżerkę. Wykorzystując padlinę, ucztowali przez kilka tygodni, licząc na otworzenie się jaskini. Na szczęście była woda, małe cieki sączące się z niektórych ścian.
Jam jest Bartan Ułuda, zwany Szalonym. Na każdym z mych światów zostawię specjalnego klona. Może się uda i po tym waszym poświęceniu odrodzę się w jednym z nich. Jak wiecie, jestem na tyle szalony, że podejmuję się iść w niebyt dla szalonego eksperymentu. Ale uprzedzam, że jeśli mnie znudzicie, to wycofam się. Szalona podróż nie może się przecież odbyć bez szalonego boga. Prawda?
Pewnie niejeden z was utracił hekatomby wyznawców z powodu inwazji pajęczych sharanów lub aranów. A wielu z obecnych to czeka. Dla najmłodszych krótka informacja. Wielkie jestestwo z Orchii działa w skali kosmicznej i w wielu wymiarach naraz. My, bogowie, istniejemy i oddziałujemy zaledwie w skali mikro. Tylko jeden na kilkaset panteonów jest w stanie delikatnie oddziaływać na kosmiczną makroskalę.
Zastępy diabłów, hordy demonów czy legiony aniołów co chwila przeczesują trzewia jestestwa, głębie oceanów czy nawet płynne jądro planety.
Ponad pięćdziesiąt tysięcy wielotonowych, megapancernych półdinozaurów oczekiwało na bitwę. Na bitwę, w której powiodą do boju pół miliona swych zakutych w stal kopijników; średnio dziesięciu na każdym grzbiecie.
Nim jednak upłynęło trzydzieści sekund od pierwszej eksplozji, [Katan] zaczął cofać czas. Niczym antyczny astrolog, w wielu modlitwach do samego siebie, wiedząc, że na pewno zostanie zauważony, zmieniał czas (...). Za każdym razem Katan modlił się do swej boskości i był zauważany. Za każdym razem jego wiara i samozauważenie ochraniały go od kary, jaką w najłagodniejszej postaci była śmierć.
Serduszko dziewczyny przeszyła fala boskiego majestatu. W jednej chwili światopogląd bezwzględnej, lecz na szczęście nie okrutnej zabójczyni zmienił się. Duszę wypełniła kontrastująca z dotychczasową profesją dobroć. Bezgraniczna dobroć. Niezamierzoną mocą aury wielkiego boga jakakolwiek neutralność względem zła czy dobra wyparowała. Niczym u paladyna, jej dotychczasową prawość uzupełniło wykiełkowane właśnie ewidentne dobro.
Coś paladynowi musiało pomóc, gdyż nawet jego Święty Miecz Ewidentnego Dobra nie miał takiej mocy, by zabić tak wielkiego i potężnego demona. I to mniej niż dwudziestoma ciosami.
Złocistą enklawę otaczającą polanę przeniknęło coś. Szczyt pokrył się kwitnącymi konwaliami. Obecni poczuli się o wiele zdrowsi.
Także Gorlam i Graam przyjęli podobne pozycje. Każdy z innej strony szczytu. Pod nimi również znajdowała się przepastna pustka wzdłuż zbocza góry. Na koniec każdy z trzech bogów poprawił togę i naciągnął sznurowane sandały.
- Niiieee! – wrzasnął arcydruid. – Wszystko, tylko nie to! Nie pozwolę! – a opamiętawszy się, zakrył twarz rękoma i cicho dodał: – Przepraszam bogowie, ale jesteście dobrzy i kochani w swej naturze. To zaklęcie niszczy nie tylko życie, ale i dusze. To czysty niebyt. Jak możecie coś takiego sugerować?
Z grupy wysunął się wysoki i nienaturalnie rosły w ramionach młodzieniec. Miał łysą głowę, zaś rysy jego twarzy były niby ludzkie, ale z drugiej strony było w nich coś innego. Policzki i czoło zdobiły jaskrawe, faliste tatuaże. Pancerz też dość źle na nim leżał. Na plecach miał aż dwie duże kusze, u pasa z tyłu osiem małych kołczanów na bełty i dwa długie miecze.
Zbrojni dość szybko odkryli, że warto zdjąć pancerze, by wygodnie zanurzyć się, wręcz utonąć w miękkim i elastycznym druidycznym łożu. Widać było, że sporadycznie mieli okazję sypiać w tak milusich posłaniach, wypełnionych zapachem świeżości i lasu. I jeszcze zero komara w pobliżu. Po chwili prawie wszyscy już bez zbroi i boni leżeli wygodnie w zielonym puchu.
Najwyższą część korytarza tworzyły granitowe rzeźby gargoili siedzących na marmurowych piedestałach wystających ze ścian. Wyglądały jakby każda plecami podpierała stalowoszary, skalny sufit. Co parę metrów ich identyczne posągi z lewa i prawa nadawały korytarzowi efekt nieskończoności i zagrożenia.
Jaźń obserwująca tan Uramisa ledwie nadążała za jego czynami. Paladyn tuż przed ciosem giganta wykonał dwa dziwne ruchy oraz cztery najmniej spodziewane kroki. W tym pierwszym działaniu, robiąc przy okazji duży krok w przód, zdołał dwukrotnie tak szybko obrócić się wokół swojej osi, że znalazł się prawie z boku pędzącego przeciwnika. Nim ten zdążył zauważyć czy nawet dokończyć cios, tan Uramis dwoma następnymi krokami błyskawicznie wbiegł prawie na biodra potwora. Zakotwiczony w żywym cielsku metalowymi butami, wykonał cztery głębokie ciosy.
W każdej ręce pojawiła się broń nieznana śmiertelnym. Z dwóch powodów była wyjątkowa. Po pierwsze, wyglądała jak skrzyżowanie dużego i długiego tasaka z krótką szablą. Gdyby nie osłona na rękojeści i lekkie wygięcie ostrza w tył, można by rzec, że to typowy toporomiecz – narodowa broń reptilionów. Po drugie, poza rękojeścią, cała była prawie przezroczysta. Utkana z esencji chaosu, ukazywała pustkowia równin Abysu.
Ocena użytkowników 10 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Maxosh · sobota, 20 lutego 2016, 23:11
0
:o

To jest... takie... nieliterackie... Mieszamie słownictwa potocznego z literackim...
fantasy z sci-fi...

Ten tekst udowadnia, że mieszanie w formie nie jest dobre, jeżeli nie ma jakiegoś określonego celu. A tutaj tego celu nie ma...


To ja pójdę i poszukam mojej szczęki, która opadła mi kilkanaście momut temu. Aż komorka mi się zacina na tej stronie
Mikeal · piątek, 13 maja 2016, 18:16
0
Po przeczytaniu tego coś we mnie umarło.
Gość_krz* · niedziela, 9 grudnia 2018, 22:02
0
Obecni poczuli się o wiele zdrowsi.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...