Wywiad z Piotrem Rogożą

4 minuty czytania

piotr rogoża,zdjęcie

Debiutował 4 lata temu, w czerwcu, na łamach Nowej Fantastyki i jednocześnie Czasu Fantastyki. Student kulturoznawstwa na poznańskim UAMie. Piotr Rogoża, ponieważ tak się podpisuje, choć jest autorem dopiero dwóch książek i kilku opowiadań, zwrócił już na siebie niemałą uwagę zatwardziałych czytelników polskiej fantastyki. W swojej twórczości łączy elementy groteski i horroru, tworząc z rzadka spotykany styl, który porównywano do wielu polskich fantastów. Z okazji 4 rocznicy jego debiutu mam przyjemność zaprezentować wam wywiad, którego zgodził się udzielić specjalnie dla Game Exe!

Gdybyś nie był pisarzem, to kim?

Jako dziecko marzyłem o zostaniu kosmonautą, potem – paleontologiem. Nie wyszło i już nie wyjdzie, niestety. Na gwiazdę rocka też się nie zanosi... Nie wiem, prawdę mówiąc, czy jestem „pisarzem”. Nie myślę o sobie w takich kategoriach. W tej chwili literatura stanowi ważną część mojego życia, ale przecież nie jedyną. Może za parę lat, jeśli wszystko potoczy się tak, jak bym sobie tego życzył, przyjdzie czas na refleksję „a jakby to było, gdyby…”. No dobra, korci zwłaszcza ta gwiazda rocka :).

Jak wspominasz początki pisania?

Te najdawniejsze? Bardzo przyjemnie. Miałem gruby brulion, siadałem sobie w pokoju i pisałem o przygodach naukowca, który przeniósł się w czasie do mezozoiku. Potem szedłem na podwórko czy coś. W przeszłości bliższej, w początkach pisania bardziej serio, to znaczy odkąd wiedziałem już, że chcę pokazywać pisaninę ludziom, a nie skrobać gdzieś tam po zeszytach – również fajowo, dużo dobrej zabawy. Pisanie sprawiało mi, i sprawia nadal, wielką frajdę. Cieszę się, że dane jest mi to robić.

Twój największy literacki autorytet? Pisarz, który wywarł największe wrażenie, a jego twórczość pomogła w kształtowaniu własnych idei na pisanie?

Bardzo ciężko sypnąć tak z rękawa jednym nazwiskiem, czy choćby wymienić kilka najistotniejszych. Bardzo ich wiele. Plus pojawia się problem, na ile jestem świadomy tego, co konkretnie mnie kształtowało. Dużo czytałem już jako dzieciak, to na pewno gdzieś tam się odkłada. Nie mam i nie miałem konkretnego wzorca, do którego chciałbym się odnosić.

Jak ogólnie w Twoim przypadku wygląda praca nad książką?

Myślę, że dokładnie tak, jak w przypadków ogromnej większości. Nie mam żadnych ekscentrycznych nawyków typu pisanie na stojąco czy wisząc pod sufitem… Kawa, herbata czy co tam, i stukam w klawiaturę, dopóki się nie zniechęcę. Wydaje mi się, że piszę za mało, a na pewno zbyt nieregularnie. Jestem leniwą kreaturą.

Masz jakąś ulubioną książkę?

Jest kilka szczególnie ważnych. Z różnych powodów, niekoniecznie decydują wyłącznie walory literackie. Są książki, które kiedyś zrobiły na mnie ogromne wrażenie, i chociaż wiem, że dzisiaj nie byłbym w stanie przeczytać ich ponownie, nadal myślę o nich ciepło.

Z którą z postaci najbardziej, gdybyś musiał, byś się utożsamił? A może do którejś jesteś podobny?

Modrzew, choć w żadnym razie nie stanowi mojego alter ego, na pewno ma trochę z Rogoży… Choć gdy się nad tym zastanowię, to chyba również Budzigniewa i Nietopyra obdarowałem kilkoma moimi cechami :).

po spirali,okładka
Czy ziomale z osiedla w jakiś sposób mają odzwierciedlać zmiany następujące w naszym społeczeństwie i jak szybko niektóre jego grupy można zmienić oraz wpłynąć na ich zachowanie?

Ziomale cielęcińscy to w jakiś sposób znak czasów, zgodzisz się? Żyjemy w szalenie ciekawym momencie historii, kultura zmienia się i przekształca na naszych oczach – a nie każdy nadąża za zmianami, nie każdy chce nadążyć. Pewne grupy odpadają, nie wyrabiają na zakrętach. Ludźmi nie do końca pewnymi swojego miejsca i swoich przekonań można dziś manipulować przerażająco łatwo. Proste hasła podpalają umysły. Rozejrzyj się i pomyśl, ilu z przechodniów, których mijasz codziennie, z chęcią przyłączyłoby się do takiego pochodu ziomali cielęcińskich, tylko po to, żeby mieć jakiś cel, jakikolwiek.

A może jakieś inne postaci mają swoje odwzorowania w rzeczywistości?

Jak najbardziej, wiele z nich żyje naprawdę. Nawet Krzywy, choć ostatnio mocno się ustatkował ;).

Czy w przyszłości masz zamiar napisać coś podobnego?

Na dzień dzisiejszy nie zamierzam wracać do Cielęcina. Startuję niedługo z nowym cyklem opowiadań, to już nie będą humoreski – choć kurczę, i w Cielęcinie nie zawsze było wesoło.

Dlaczego sama akcja osadzona jest w Polsce? Nie lepiej byłoby wybrać jakiś inny kraj typu Anglia, USA?

Żyję w Polsce. Po co udawać, że jestem Anglikiem czy Amerykaninem? Z jakiego powodu miałbym przenosić akcję za granicę? Czy gdzieś indziej znalazłbym Cielęcin?

Skąd wziąłeś inspirację do Po Spirali? Będzie kontynuacja?

Kontynuacji nie będzie. Opowieść Modrzewia jest zamknięta, „Po spirali” i „Rock’n’roll bejbi!” to jakby jej dwie strony, awers i rewers jednej monety. Inspiracje – nawarstwiały się przez lata mieszkania w małym miasteczku, mówiąc najogólniej. Chyba nic nie uwrażliwia na absurd bardziej, niż dziesięciotysięczna mieścina ;). Koncepcja walki głównego bohatera z samymi ramami fabularnymi chodziła za mną od dłuższego czasu, gdy siadałem do pisania powieści.

Dlaczego akurat fantastyka?

To pytanie słyszę często i nigdy nie potrafię na nie odpowiedzieć. Umiem wyobrazić sobie historię Modrzewia opowiedzianą inaczej, innymi środkami, bez uciekania się do fantastycznej rekwizytorni – ale czy byłaby to wciąż ta sama historia i ten sam Modrzew? Kumpel powiedział kiedyś, że jego zdaniem elementy fantastyczne w Cielęcinie służą podkreśleniu tego baśniowego nieco nastroju, jaki towarzyszy wspominaniu po latach czasów ogólniaka. Tyle, że pisałem jeszcze w LO, znajdując się w samym centrum tej rzeczywistości. Przefiltrowałem mój cielęciński mikrokosmos przez te wszystkie fantastyczne pop-klisze i wyszło to, co wyszło. To nie była świadoma strategia.

Można spodziewać się od Ciebie czegoś bardziej tradycyjnego, typu Władca Pierścieni?

Wyznam bez bicia, że nigdy nie byłem szczególnie oddanym fanem fantastyki „gatunkowej”, nawet nie znam większości utworów uważanych za kanoniczne. Nie wiem, po co miałbym pisać np. tolkienowskie fantasy. Nie czuję tego. Mam inne historie do opowiedzenia.

Dlaczego zdecydowałeś się właśnie na takie zakończenie? Nie myślałeś o tym, żeby pójść po standardzie i stworzyć coś bardziej pasującego do typowych zakończeń książek fantasy? Tzn, ktoś jednak umiera, następuje koniec świata, etc.

„Po spirali” musiało zakończyć się właśnie w taki, a nie inny sposób. Tak myślę. Choć właśnie za końcówkę zjechało mnie wielu czytelników. Plus, o ile pamiętam – w zakończeniu powieści bez ofiar jednak się nie obyło, no a w „Rock’n’roll bejbi!” pewien świat się właśnie kończy. Bez fajerwerków, niezbyt apokaliptycznie, ale jednak się kończy. Pewna kurtyna opada.

Dziękujemy za poświęcony nam czas :), a czytelników zapraszamy również do lektury recenzji książki "Po spirali".

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...