Dragon Age II

Thorin czwartek, 24 marca 2011

W ostatnich latach kanadyjski BioWare był postrzegany w branży jako prawdziwa „kura znosząca złote jajka”, a produkcje tego studia zdobyły rzeszę fanów na całym świecie i niemal całkowicie zdominowały nieco wyeksploatowany gatunek gier RPG. Nie inaczej było w przypadku pierwszego „Dragon Age’a”, który jeszcze przed premierą został okrzyknięty duchowym spadkobiercą kultowej sagi „Baldur’s Gate”. Czy nowa odsłona serii ponownie zawładnie duszami milionów graczy na całym świecie?

Who am I?

Wbrew pozorom, „Dragon Age II” nie jest typową kontynuacją opowieści znanej z osławionego „Początku”. Historia opowiedziana w sequelu skupia się bowiem na postaci niejakiego Hawke’a, który w wyniku niespodziewanego ataku Plagi zostaje zmuszony do ucieczki z obleganego miasta Lothering. Dzięki nieoczekiwanej pomocy wiedźmy Flemeth (tak, tej Flemeth, którą znamy z „Początku” jako matkę Morrigan), naszemu bohaterowi i jego najbliższej rodzinie udaje się dotrzeć do niezbyt przyjaznego miasta Kirkwall, w którym rozpoczniemy właściwą przygodę. Cała historia, rozgrywająca się na przestrzeni kilkunastu lat, została przedstawiona w formie opowieści jednego z naszych towarzyszy, który zostaje przesłuchany przez tajemniczą poszukiwaczkę Cassandrę. Muszę przyznać, że taka forma narracji sprawdziła się znakomicie i dodała tej opowieści nieco głębszego charakteru. Warto przy tym zauważyć, że podobne rozwiązanie widzieliśmy w ostatnim „Drakensangu”, gdzie całą historię przedstawiono w postaci wspomnień jednego z towarzyszy z oryginału – krasnoluda Forgrimma. Czyżby mistrzowie z BioWare pozazdrościli tego pomysłu Niemcom z Radon Labs?

Dragon Age 2Dragon Age 2Dragon Age 2

Varrick (notabene również przedstawiciel rasy krasnoludów) przedstawia swoją opowieść bardzo szczegółowo i co ciekawe niejednokrotnie zaznacza, że drużyna nie była w stanie przewidzieć konsekwencji swych postępowań. Ten prosty zabieg skłania gracza do refleksji i jednocześnie zachęca do spróbowania innego rozwiązania. Jako że rezultaty niektórych działań ujrzymy dopiero pod koniec rozgrywki, a same wybory wcale nie są tutaj oczywiste, niewątpliwie jest to dobry powód do ponownego ukończenia gry. Bardzo sprytne. Ponadto wspomniane decyzje nie ograniczają się już do dobrych i złych rozwiązań. Wzorem naszego rodzimego „Wiedźmina”, w grze dominują sytuacje, w których będziemy zmuszeni wybrać po prostu „mniejsze zło”, co z pewnością ucieszy wszystkich fanów Sapkowskiego.

Imperium kontratakuje

Zgodnie z zapowiedziami twórców, „Dragon Age II” jest znacznie mroczniejszy i dojrzalszy od swojego poprzednika. Historia opowiedziana w sequelu niemal całkowicie koncentruje się na losach Kirkwall – miasta ogarniętego przez chaos i zepsucie, gdzie zdrada i brutalne morderstwa towarzyszą nam niemal na każdym kroku. W trakcie swoich przygód nasz bohater będzie świadkiem wielu tragicznych wydarzeń. W pewnym momencie możemy się poczuć nieco bezsilni, ponieważ w przeciwieństwie do klasycznych gier BioWare, wydarzenia pojawiające się w ciągu kilkunastu lat od przybycia rodziny Hawke’a do Kirkwall są wynikiem nie tyle naszych decyzji, co w zasadzie ewolucji całego otaczającego nas społeczeństwa, na które nie mamy bezpośredniego wpływu. Jednym słowem, to nie jest kolejna historia z gatunku heroic fantasy, w której zaczynając od parobka z czasem stajemy się bohaterem, który musi ocalić świat od zagłady, tak jak to było w „Początku”. Wszyscy, którzy spodziewali się schematycznej opowieści o ratowaniu ludzkości, z pewnością poczują się nieco zawiedzeni. Za to rozwiązanie twórcom należą się gromkie brawa, ponieważ po raz kolejny pokazali, że są w stanie przedstawić historię w ciekawy i nieszablonowy sposób.

RPG pełną gębą

Zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami, gra jest dużo krótsza od niezwykle rozbudowanej pierwszej części cyklu i zapewnia „jedynie” 40 godzin rozrywki, co i tak wydaje się być niezłym wynikiem, biorąc pod uwagę standardy długości dzisiejszych gier i możliwość rychłego wydania rozmaitych rozszerzeń. Dzięki takiemu rozwiązaniu gra zyskała nieco na dynamice, a pojawiające się w trakcie rozgrywki zlecenia trzymają dosyć wysoki poziom i nie ograniczają się do oklepanych questów w stylu: „przynieś, zabij, pozamiataj”. Wszystkie zadania podzielono na 5 głównych kategorii: główne, towarzyszy, dodatkowe, poboczne i plotki, które są swoistą zapowiedzią przyszłych zleceń.

Dragon Age 2Dragon Age 2Dragon Age 2

Jak przystało na typową produkcję BioWare, w trakcie rozgrywki spotkamy szereg dosyć wyrazistych postaci, które zechcą dołączyć do naszej drużyny. Każdy z nowych kompanów jest postacią o określonej osobowości i własnych przekonaniach. Najbarwniejszą postacią w tym gronie jest bez wątpienia sarkastyczny łotrzyk Varrick, który pełni również rolę narratora całej historii. Przemierzając Kirkwall spotkamy również jednego z towarzyszy, którego znamy już z poprzednich odsłon serii. Warto podkreślić, że wszyscy potencjalni członkowie drużyny Hawke’a mają swoją unikalną historię oraz problemy, które zaowocują pojawieniem się specjalnych zadań w trakcie gry. Wzorem drugiego „Mass Effecta”, zlecenia te będą stanowić spójną całość prowadzącą do finalnego zadania. Ponadto twórcy pokusili się o rozbudowanie systemu relacji z towarzyszami. Teraz poszczególne zachowania Hawke’a mogą zaowocować uzyskaniem punktów przyjaźni bądź rywalizacji u danego członka drużyny. Dodatkowo za osiągnięcie jednego z wymienionych statusów gra przyznaje nam różnorakie bonusy, więc zdecydowanie warto zadbać o ten pozornie mało istotny element rozgrywki.

Shepard vs Hawke

„Dragon Age II” pod wieloma względami przypomina bardziej „Mass Effecta” niż swojego poprzednika. Przejawia się to przede wszystkim w ścisłym określeniu głównego bohatera, którym musi być tutaj człowiekiem o dowolnej płci. Takie rozwiązanie z pewnością nie spodoba się miłośnikom elfów i krasnoludów, które były dostępne w „Początku”. Kolejnym podobieństwem jest bez wątpienia nowy system dialogowy, który sprowadza się do wyboru głównego toku rozmowy, zamiast wskazywania konkretnych odpowiedzi. Trzeba przyznać, że pod względem technicznym rozwiązanie to sprawia się całkiem nieźle i powinno przekonać nawet najgorszych malkontentów. Drugą stroną medalu są jednak konsekwencje takiego rozwiązania, o których wspomnę w dalszej części tego tekstu.

Dragon Age 2Dragon Age 2Dragon Age 2

Podczas kreacji postaci ponownie wybierzemy jedną z trzech klas: wojownika, łotrzyka bądź maga. Dodatkowo każda profesja ma do wyboru trzy specjalizacje oraz całą masę zróżnicowanych zdolności pogrupowanych w większe kategorie. I tak wojownik może skupić się na masakrowaniu przeciwników w coraz to bardziej wyszukany sposób bądź przyjmować na siebie obrażenia i ochraniać pozostałych członków drużyny. Ogrom umiejętności sprawia, że nie istnieje coś takiego, jak jedna słuszna droga rozwoju dla każdej z klas. Dzięki temu możemy rozwijać naszą postać w różnym kierunku, nie obawiając się przy tym o jej późniejszą przydatność na polu walki. Oczywiście mimo wszystko zalecany jest zdrowy rozsądek, który przemawia za specjalizacją w 2-3 drzewkach umiejętności. Dzięki temu stworzymy silną postać umiejącą odnaleźć się w niemal każdej sytuacji. Jak wiadomo, specjalista od wszystkiego nie nadaje się do niczego. To znaczny progres w stosunku do kiepsko zbalansowanego „Początku”, w którym na polu walki niepodzielnie rządzili magowie, a reszta klas była jedynie ich uzupełnieniem. Dla przykładu, w „Dragon Age II” taki wojownik walczący bronią dwuręczną jest w stanie zgładzić pokaźną grupkę pomiotów równie sprawnie, jak ciskający fireballami mag. Poza licznymi umiejętnościami, nasza postać jest charakteryzowana za pomocą standardowego zestawu cech, w skład którego wchodzą: siła, kondycja, zręczność, spryt, magia oraz siła woli. Każdy z tych atrybutów odpowiada za konkretne zdolności postaci, a także determinuje wytrzymałość na poszczególne ataki, szanse na zadanie uderzenia krytycznego i jego obrażenia oraz wszelkie odporności.

Siedem grzechów głównych BioWare

Po przeczytaniu pierwszych akapitów mogłoby się wam wydawać, że „Dragon Age II” jest grą niemal pozbawioną wad. Nic bardziej mylnego. Jak się za chwilę przekonacie, nowe dziecko Kanadyjczyków z BioWare to produkcja, której do ideału brakuje naprawdę wiele. W tej części tekstu pozwolę sobie omówić siedem subiektywnie wybranych czynników, które moim skromnym zdaniem zniszczyły ogromny potencjał drzemiący w tej produkcji.

Dragon Age 2Dragon Age 2Dragon Age 2

Jedną z bardziej niepokojących rzeczy, jaka rzuci się nam w oczy tuż po odpaleniu nowego „Dragon Age’a”, jest zrezygnowanie z trybu klasycznego rzutu izometrycznego. Oznacza to mnie więcej tyle, że teraz jesteśmy zmuszeni śledzić wszystkie starcia z perspektywy kamery zawieszonej za plecami jednego z naszych bohaterów. Co prawda pozostawiono nam opcję regulacji dystansu, ale nawet przy maksymalnym oddaleniu nie jesteśmy w stanie objąć wzrokiem całego pola walki, a tym samym starannie zaplanować wszystkich posunięć całej drużyny. To rozwiązanie można zinterpretować jako bezpardonowy policzek wymierzony wszystkim fanom klasycznych starć w stylu pecetowego „Początku”, którzy preferowali taktyczne podejście do walki. Teraz wszystkie edycje gry zostały zrównane do poziomu silnie uproszczonej wersji konsolowej, w której rozgrywka miejscami przypomina krwistego hack’n’slasha, a nie kontynuację „duchowego spadkobiercy Baldur’s Gate”.

Siecz i rąb

Porównanie nowego „Dragon Age’a” do gry diablo-podobnej nabiera jeszcze większego sensu, gdy zwrócimy uwagę na efekciarski, zręcznościowy model walki. I tak, ku mojemu zdziwieniu, bohater walczący ogromnym mieczem dwuręcznym wymachiwał nim z taką gracją, jak gdyby miał w rękach jakąś plastikową zabawkę. Szczytem absurdu są za to z pewnością animacje latających w powietrzu łotrzyków, które wywołały u mnie niepohamowaną falę śmiechu i od razu skojarzyły mi się z japońskimi kreskówkami w stylu „Dragon Ball”. Jakby tego było mało, twórcy najwyraźniej wyszli z założenia, że pseudo-realistyczny model walki, jaki oglądaliśmy m.in. w „Początku”, jest po prostu nudny, i zdecydowali się na nienaturalne podkręcenie tempa rozgrywki. W moim odczuciu efekt końcowy jest wręcz komiczny i godny pożałowania. Czyżby BioWare pozazdrościło w tej kwestii Japończykom i ich konsolowym slasherom?

Dragon Age 2Dragon Age 2Dragon Age 2

Na domiar złego, w tym wszystkim zapomniano o bardzo istotnym aspekcie, który jest mankamentem każdej gry RPG. Chodzi o zbalansowanie ilości walk, które powinny stanowić jedynie uzupełnienie pozostałych części rozgrywki porządnego role play'u, a nie jego główną część. Grając w „Dragon Age II” przez cały czas miałem nieodparte wrażenie, że nadrzędnym celem jest tutaj właśnie zabijanie. Jako że poprzednim tytułem, który trafił w moje ręce, był polski „Bulletstorm” (nowa gra twórców osławionego „Painkillera”), który wręcz zmuszał mnie do masakrowania hord przeciwników w coraz to bardziej zmyślne sposoby, poczułem się cokolwiek dziwnie. Okazało się, że obie gry w zasadzie sprowadzają się do bezmyślnej rozwałki. O ile w przypadku nowej gry People Can Fly jest to ewidentny komplement, to z pewnością nie można tego samego powiedzieć o kontynuacji duchowego spadkobiercy „Baldur’s Gate”, który powinien mieć dużo większe ambicje.

Atak klonów

Ku mojej rozpaczy, Kanadyjczycy z BioWare niestety nie wyciągnęli wniosków z dodatku „Przebudzenie” i po raz kolejny popełnili ten sam błąd, zalewając nas hordami słabiutkich przeciwników, zamiast postawić na bardziej taktyczne pojedynki z mocniejszymi przeciwnikami, jakich z pewnością życzyli sobie entuzjaści pierwszego „Dragon Age’a”. Wystarczy powiedzieć, że w nowej odsłonie smoczej serii trup ściele się gęsto, a fruwające w powietrzu korpusy i kończyny są tutaj na porządku dziennym. Dodatkowo przeciwnicy mają dziwny zwyczaj pojawiania się znikąd, a niektórzy z nich niemal dosłownie wyrastają spod ziemi. O ile nikt nie będzie zaskoczony pająkiem zeskakującym z sufitu, to już widok spadającego z powietrza najemnika jest co najmniej kontrowersyjny. Czy naprawdę nie dało się tego lepiej rozwiązać?

Dragon Age 2Dragon Age 2Dragon Age 2

Kolejnym istotnym problemem wydaje się być zbalansowanie poziomu trudności. Na domyślnych ustawieniach gra nie wymaga od nas praktycznie żadnych ingerencji w poczynania towarzyszy. Wyjątkiem są tutaj nieliczne spotkania z większymi bossami. Aby dodatkowo ułatwić rozgrywkę każualom, wszystkie zaklęcia obszarowe rzucane przez naszych magów nie mają najmniejszego wpływu na pozostałych członków drużyny! Oznacza to mnie więcej tyle, że teraz możemy beztrosko rzucać wszelkie fireballe i inne stożki zimna nie zwracając uwagi na możliwość zranienia bądź unieruchomienia naszych postaci. To jest dopiero hardkor, no nie? Jeśli nie odpowiada ci takie rozwiązanie, to musisz zagrać na najwyższym poziomie trudności, który przewiduje opcję „friendly fire”. Niestety wiąże się to z absurdalnym poziomem trudności, ponieważ na 'koszmarze' wrogów jest znacznie więcej i są przy tym dużo mocniejsi. I gdzie tu jest logika?

Uproszczeń ciąg dalszy

Kolejnym mankamentem nowego „Dragon Age’a” okazują się być wyjątkowo płytkie dialogi, które są wynikiem zaimportowania wspomnianego wcześniej systemu rozmowy rodem z „Mass Effecta”. Jak to wygląda w praktyce? Większość konwersacji sprowadza się do wyboru jednej z trzech wersji odpowiedzi: uprzejmej, żartobliwej lub agresywnej. Czasami mamy jeszcze możliwość wybrania odpowiedzi neutralnej, poznania szczegółów bądź flirtowania. Siłą rzeczy zmniejsza to ogólną ilość możliwych reakcji i niemal całkowicie wyklucza pośrednie warianty. Praktycznie wszystko, co powiemy, musi być dobre, złe lub śmieszne. Dodatkowo każda z odpowiedzi została opatrzona stosownym symbolem, który jednoznacznie informuje nas o skutku wybrania danej kwestii. W ten sposób niemal całkowicie znika problem nieprzewidywalności naszych wyborów podczas konwersacji, który upraszcza rozmowy do granic możliwości. Komu to było potrzebne?

Dragon Age 2Dragon Age 2Dragon Age 2

Proces „każualizacji” gry spowodował również drastyczne uproszczenia ekwipunku i systemu craftingu. Pomijając fakt, iż przedmiotów jest dosyć niewiele i sprawiają wrażenie, jakby były zrobione na siłę metodą powielania, tym razem twórcy narzucili nam absurdalne ograniczenia co do możliwości ich użycia. Po krótkiej chwili powinniśmy bowiem zauważyć, że naszych towarzyszy możemy wyekwipować jedynie w broń (ewentualnie tarczę), pas i biżuterię. Natomiast wszystkie elementy zbroi są dla każdego z kompanów z góry zdefiniowane w postaci jednoczęściowego okrycia, które może być z czasem ulepszane. Jak dla mnie to rozwiązanie jest ewidentnym strzałem w stopę i próbą odebrania graczom jednego z najprzyjemniejszych aspektów gier RPG, jakim bez wątpienia jest dobieranie ekwipunku postaci. Oczywiście sytuacja ta nie dotyczy głównego bohatera, który jako jedyny posiada pełny dostęp do rynsztunku. Ponadto w trakcie gry znajdziemy wiele ciekawych magicznych przedmiotów, których nie będziemy w stanie użyć z powodu jasno określonej klasy postaci Hawke’a. Nie pozostanie wtedy nic innego, jak rozstanie się z wartościowym artefaktem za kilka miedziaków na najbliższym straganie. Crafting natomiast został ograniczony do jednokrotnego odnalezienia i wskazania danych surowców na mapie, a następnie zlecenia jednemu ze specjalistów stworzenia eliksiru, bomby, trucizny bądź magicznej runy. Ależ to wszystko proste, no nie?

Permanentne Deja Vu i wszechobecna Dżuma

Jednym z największych problemów nowego „Dragon Age’a” jest powtarzalność lokacji. Jako że niemal 90% czasu rozgrywki spędzimy w murach niewielkiego Kirkwall, to przez ten czas zdążymy poznać owe miasto dosłownie na wylot. Wyraźnie brakuje tutaj urozmaicenia lokacji, znanego chociażby z „Początku” czy starszych gier BioWare. Szczególnie doskwiera znikoma ilość obszarów pozamiejskich. Co więcej, wszystkie lokacje urbanistyczne w grze są łudząco podobne, a projektanci graficzni najwyraźniej pracowali w ogromnym pośpiechu, ponieważ brak ostatecznego szlifu jest tutaj widoczny niemal gołym okiem. Poszczególne dzielnice Kirkwall wieją pustką i aż się proszą o zagospodarowanie, a samo miasto sprawia wrażenie niemal kompletnie wymarłego.

Dragon Age 2Dragon Age 2Dragon Age 2

Rozwiązując dziesiątki zadań zostaniemy zmuszeni do wielokrotnego eksplorowania identycznych lokacji. Wszystkie lochy, podziemia i wnętrza budynków są schematyczne do bólu. Problem ten zdecydowanie nasila się w połowie drugiego aktu, gdzie zjawisko powtarzalności i nadmiernej eksploatacji poszczególnych lokacji staje się wręcz absurdalne. Osobiście najbardziej irytowało mnie wielokrotne eksplorowanie pewnego wybrzeża, które to posłużyło twórcom gry jako uniwersalne tło dla umiejscowienia kilkunastu zróżnicowanych zadań. To się nazywa oszczędność.

Nie szata zdobi króla

Przed premierą długo dyskutowano o oprawie audiowizualnej nowego dziecka BioWare. O ile zatrudnienie muzycznego geniusza w postaci samego Inona Zura automatycznie rozwiało moje wątpliwości co do jakości ścieżki dźwiękowej, to szata graficzna od samego początku była dosyć kontrowersyjna. Pierwsze materiały z gry wyglądały niezbyt zachęcająco, co szybko doprowadziło do ożywionej dyskusji na ten temat. Faktycznie, nowy styl graficzny jest dosyć nijaki. To jakby połączenie mrocznego fantasy z nieco przerysowanymi, komiksowymi postaciami i lekką nutką orientu. Osobiście niezbyt podoba mi się droga, jaką obrali Kanadyjczycy i dużo bardziej przekonująca pod tym względem była dla mnie aranżacja z pierwszej części cyklu. „Dragon Age II” działa na nieco podrasowanym silniku poprzednika, który już w 2009 nie robił na nikim wrażenia. Jedyne zmiany, które rzucają się w oczy przy pierwszym kontakcie z grą, to znacznie poprawione efekty czarów oraz wykorzystanie nowych możliwości DX11 w postaci poprawionych efektów oświetlenia i teselacji. Problem w tym, że aby cieszyć się tymi wszystkimi wodotryskami, trzeba mieć naprawdę mocny sprzęt, ponieważ twórcy nie popisali się przy optymalizacji silnika gry.

Bugi, błędy i babole

Ostatnim grzechem BioWare, którego nie sposób nie zauważyć obcując z „Dragon Age II”, jest nieprzyzwoita, jak na standardy tego producenta, ilość bugów. Liczne błędy techniczne czekają na nas bowiem niemal we wszystkich aspektach gry. O ile jestem skory wybaczyć pewne niedociągnięcia graficzne, to już blokowanie się postaci i regularne „zwisy”, z pewnością wymagają publicznego napiętnowania. Jeden z takich błędów uniemożliwił mi np. ukończenie romansu ze swoją towarzyszką. Takie babole nie powinny się pojawiać w finalnej wersji gry, która rzekomo była grywalna jeszcze na długo przed premierą. Czyżby BioWare poskąpiło funduszy na beta testerów? Niestety na pierwszy rzut oka widać, że wszystko było robione w ogromnym pośpiechu. Prawda jest okrutna, ale najwyraźniej nawet najbardziej zdolni programiści i graficy nie byli w stanie dopracować tak złożonej gry w niecałe półtora roku od premiery „Początku”. Pod naciskiem wydawcy, BioWare chciało dokonać niemożliwego, co tym razem jednak się nie udało. Podobna sytuacja miała kiedyś miejsce z sequelem „Knights of the Old Republic”, wydawanym przez Obsidian. Na pocieszenie mogę tutaj jedynie zwrócić uwagą na wyraźnie usprawniony system AI. Dzięki niemu atakowany mag lub łucznik odbiegnie kilka kroków od przeciwnika, aby zadać kolejne uderzenie, a nie zatrzymuje się w bezruchu czekając na powolną śmierć. Ogólnie rzecz biorąc, towarzysze zachowują się dużo inteligentniej, niż w „Początku”, a szerokie możliwości konfiguracji skryptów w oknie taktyki pozwalają na znaczną automatyzację procesu walki.

Dragon Age 2Dragon Age 2Dragon Age 2

Na koniec wypadałoby jeszcze poruszyć kwestię wydania gry w Polsce. Tym razem nie uświadczymy już pełnej polonizacji z gwiazdorską obsadą, jaką uraczono nas w "Początku", ponieważ wydawca zdecydował się na zwykłą lokalizacje kinową. Spece z EA widocznie wyszli z założenia, że polskim graczom takie rozwiązanie w zupełności wystarczy, a przy okazji uda się dzięki temu zwiększyć potencjalny zysk ze sprzedaży. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby owa polonizacja stała na odpowiednim poziomie, a tak niestety nie jest. W trakcie obcowania z "Dragon Age II" niejednokrotnie natkniemy się bowiem na różnej maści literówki, błędy logiczne oraz niezbyt trafne tłumaczenia. Jak widać, wszechobecny pośpiech odcisnął swoje piętno również na jakości rodzimego tłumaczenia.

Trudne podsumowanie

Moje ogólne odczucia odnośnie „Dragon Age II” są bardzo mieszane. Z jednej strony twórcy uraczyli nas świetnie opowiedzianą historią, ciekawie przedstawionymi postaciami, niezłym systemem rozwoju postaci oraz masą interesujących i niejednoznacznych zadań. Strona fabularna wypada tutaj o niebo lepiej niż oklepana historia ratowania świata przed Arcydemonem z „Początku”. Z drugiej strony, gra jest pełna nietrafionych rozwiązań, uciążliwych błędów i niedoróbek, które skutecznie niwelują niemal wszystkie zalety. Największą wadą nowej odsłony smoczej sagi są dla mnie zdecydowanie zbyt daleko idące uproszczenia, które niemal całkowicie wypaczyły całą erpegową złożoność tytułu. Ogromnym minusem jest dla mnie brak widoku izometrycznego, zręcznościowy model walki, kiepsko zbalansowane poziomy trudności, silna eksploatacja istniejących w grze lokacji, zbyt oczywiste opcje dialogowe oznaczone idiotycznymi symbolami, nijaki styl graficzny, kiepska optymalizacja (DX10 & 11) oraz irytujące błędy techniczne. Jak łatwo widać, w nowym „Dragon Age’u" kuleje przede wszystkim warstwa techniczna oraz cała mechanika rozgrywki. Najbardziej boli jednak niewykorzystany potencjał, bo przy odpowiednich warunkach i braku nacisków ze strony wydawcy, to mogła być jedna z lepszych gier BioWare w historii. Niestety tak się nie stało, a w nasze ręce trafia produkt niedopracowany, który mimo tych wszystkich wad, i tak znajdzie miliony odbiorców na całym świecie, dzięki marketingowej machinie wydawcy. Ocena nowego „Dragon Age’a” jest bardzo problematyczna, bo z jednej strony nowa odsłona smoczej sagi zapewnia kilkadziesiąt godzin ciekawej rozgrywki, ale całość jest tylko cieniem świetnego "Początku" i ma niewiele wspólnego z klasycznymi erpegami z poprzedniej dekady. Gdyby nie bardzo dobra fabuła, końcowa ocena byłaby z pewnością dużo niższa. Miejmy nadzieje, że chłodne przyjęcie „Dragon Age II” ze strony graczy na całym świecie zmusi wydawcę do głębokiej refleksji nad swoim postępowaniem, a następna cześć serii oraz nieuniknione dodatki pójdą w dobrym kierunku i będą przynajmniej tak udane, jak pamiętny „Początek”.

Plusy Minusy
  • Ciekawie przedstawiona historia
  • Niebanalne postacie
  • Interesujące zadania i niejednoznaczne wybory
  • Świetna oprawa dźwiękowa
  • Ciężki klimat mrocznej opowieści wyczuwalny niemal na każdym kroku
  • Poprawione AI
  • Motyw rodziny Hawke’a
  • Niezły system rozwoju postaci
  • Brak widoku izometrycznego
  • Chaotyczny, zręcznościowy model walki
  • Źle zbalansowane poziomy trudności
  • Płytkie dialogi
  • Drastyczne uproszczenia w ekwipunku i craftingu
  • Męcząca powtarzalność lokacji
  • Liczne błędy techniczne
  • Nijaki styl graficzny i kiepska optymalizacja
  • Błędy w lokalizacji
Ocena Game Exe 6,5  
Ocena użytkowników 7,68 Średnia z 490 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Gość_ziomDA* · czwartek, 24 marca 2011, 17:22
0
Druga część DA, nie ma porównania z pierwszą odsłoną. To zupełnie inna gra i niestety słabsza. Na plus należy dodać efekty graficzne w walce, które wyglądają dużo lepiej niż we wczęsniejszej części. Dodatkowo fajne możliwości rozwoju postaci, choć u wojowników jest z tym gorzej niż u maga i łotrzyka. Zaletą też jest podobnie jak w jedynce uroda postaci, które nie straszą wyglądem jak np. Oblivionie. Na minus jest schematyczność gry, gdzie praktycznie można się ograniczyć do chodzenia do zaznaczonych na mapie miejsc wykonania zadania i posiekanie wrogów, bez wczuwania się o co właściwie chodzi w zadaniu. Co mnie irytowało to: mała ilość surowców, sprzedawanie towarów za bezcen, a kupownie za ciężkie pieniądze; tzw. śmieci w ekwipunku, które właściwie do niczego nie służą, drętwo rozwiązane otwieranie zamków. Wkurza identyczność lokacji, nie dość że ich mało to jeszcze wszystkie jaskinie i lochy takie same. Ta część Dragon Age jest monotonna. Największą wadą, która zmniejsza przyjemność z gry jest brak polskiego dubbing-u, który w pierwszej części tworzył cały klimat gry. Brakuje zabawnych teksów Oghrena i Shale oraz uwodzicielskich Morrigan i Leliany. To uważam za strzał w kolano BioWare, przez co odbiór przeciętnej kontynuacji, będzie jeszcze gorszy.
Locke · czwartek, 24 marca 2011, 17:47
0
Recenzja jak najbardziej ciekawa i solidna oraz ocena sprawiedliwa. Sama gra mnie zawiodła, postacie z drużyny
mało ciekawe gdzie im do takich postaci jak Oghren, Sten lub Shale, choć zmiana wyglądu Qunari to plus.
Powtarzające się lokacje, te same pancerze tylko w innych odcieniach - to wielki minus. System walki jest fajny
jak się gra magiem ale wojownikiem grało mi się jak bym był Dante z Devil May Cry. Niestety BioWare obiecywał
cuda wyszło tak sobie, mam nadzieje że wyciągną wnioski bo jedynie marketing i promocja gry to im zarąbiście
wyszło.
Lionel · czwartek, 24 marca 2011, 20:27
0
Po takich komentarza, jestem zdecydowany, by nie kupować tego tytułu. Lepiej jak powrócę do FFXIII, tam akcja jest na wysokim poziomie.
Gość_inkubus* · czwartek, 24 marca 2011, 21:44
0
Witam wszystkich. Nie będę się rozpisywał. Nie grałem w DA II. Ściągnąłem demo, zainstalowałem, uruchomiłem, nawet zacząłem grać. Po 5 minutach stwierdziłem ze gram w nową odsłonę Mortal Kombat i demo wyłączyłem, odinstalowałem, a o całej grze zapomniałem. DAII to nie jest policzek dla fanów RPG, to jest prawdziwe fatality w wykonaniu Raidena (czytaj: BioWare). Czekam na Wiedźmina, który uśmierzy mój ból po pogrzebie pierwszej części DragonAge.
Redhorn Steelaxe · piątek, 25 marca 2011, 00:43
0
Osobiście najbardziej rozbawili mnie nie łotrzycy a pewna pani wyskakująca bagatela, jakieś 20 metrów w góre w pełnej płycie.

Gra jest słaba, ale ja już DA1 za schematycznego uważałem (wszystkie lokacje to była akcja 'przekonaj mnie to ci pomogę z arcydemonem), ale tam tło, środowisko i postacie dawały wieeele frajdy.
Tutaj nie.
Tutaj nie, tutaj postacie są nudne, przewidywalne... kto się nie domyślił jaki będize ostatnie zadanie dla Varrika albo Izabeli łapka w górę. Nikt?

Bardzo fajny był jednak wątek z qnari. Cały 2gi akt był super, gdyby nie to powtarzające się wybrzeże.
LIRAEL · piątek, 25 marca 2011, 08:53
0
No to ja też się wypowiem a co.. gra niestety dupy nie urywa...Fabuła..hmm od razu wiedziałem że blondyna kupiła posążek i będzie buba....Towarzysze-tragedia...z docinkowego i uszczypiliwego Andersa zrobili..hmm misia pysia który tylko jęczy jak to strasznie być magiem i tu niestety zonk jesteśmy na niego skazani gdyż to tak naprawdę jedyny uzdrawiacz bo elfka nie ma ani jednego czaru uzdrowiania.... troche ratują sytuacje, dialogi pomiędzy Izabelą (chyba najlepsza postać) a rudym terminatorem...ale w porównaniu do 1 to blado że łooo panie...Kwestia sprzętu to już wogóle maskara..jak zobaczyłem ,że nie mogę jako łotr nosić długiego mieczyka to to to aż sobie bronka otworzyłem...już nie mówiąc o tym że jedynie główny pancerz jako tako wygląda.. Mechanika walki już typowo konsolowa-bardzo mi się nie podobało ,że nie widać moich krytyków ani ciosów w plecki jak w jedynce...ja dałbym tej grze góra 6 jak można było ja tak skaszanić to ja nie wiem:(
kol · piątek, 25 marca 2011, 15:37
0
Słaba bardzo recenzja, nie spodziewałem się, że można być tak stronniczym.

Co do dialogów - ich nowa forma jest wielką zaletą, nie chodzi o to, żeby nieprzewidywalność rozmów wynikała z tego, że źle zinterpretowaliśmy naszą kwestię, ale ze względu na charakter naszego rozmówcy!

Uproszczenia ekwipunku mają swój sens - towarzysze zachowują swój charakter cały czas.

Natomiast źle zbalansowane poziomy trudności to chyba nieumięjętność recenzenta do korzystania z kombinacji międzyklasowych bądź ustawienia taktyk członkom drużyny. Na Trudnym to się przydaje.

Uproszczenia rzemiosła to krok w dobrym kierunku, brak w końcu pierdyliarda składników i megaburdelu w ekwipunku.

Recenzent nie zauważył chyba, że DA2 jest grą inną niż DA:O, i nie dał jej szansy, a zaczął jęczeć, że kiedyś było lepiej itp. itd.

DA2 moim zdaniem zasługuje na 9/10. Korzysta z dobrej koncepcji miniserialu oraz fabuły wzorowanej na Wiedźminie. Ze wszystkimi DLC oraz może jakimś dużym dodatkiem, gdy wszystko będzie kompletne, gra może dostać ode mnie i 9+/10.
Kiyuku · piątek, 25 marca 2011, 19:27
0
Kol... nie grałem w DA2(i nie zagram, chwała mojemu za słabemu komputerowi ), ale i tak muszę skontrować twoje argumenty, no muszę po prostu...

1. Tutaj mimo wszystko, nie wiem o co ci chodzi, ale wyrażę swoją kwestię, że zmodyfikowanie dialogów do takiej formy było strzałem w stopę...
2. No sorry, ale z ograniczeniami dla klas spokojnie by zachowali swój charakter - maga nie ubierzesz przecież w pełną płytówkę, vide DA:O
3. Thorinowi chodziło o to, że gdyby wyłączył monitor, i dał myszkę i klawiaturę swojemu kotu, który by na niej się położył i zasnął, to i tak by wygrał potyczkę z którymkolwiek wrogiem...
4. Nie wiem jak dla ciebie, ale rzemiosło dla mnie to nie jest użytkowanie kamienia filozoficznego, tutaj z kawałka drewna i blachy nie zrobisz krasnoludzkiego Sihila(tak, tego z Wiedźmina)...
5. Bo było lepiej.
Tamc. · piątek, 25 marca 2011, 21:45
0
Kol przede wszystkim zapomniałeś o tym, że każdy ma swój pogląd, swe zdanie i swe wymagania, jakie stawia grze, na którą wydaje pieniądze. Tak jak Ty masz pełne prawo uważać tę grę za bardzo dobrą, tak Thorin może uważać za totalny niewypał.

Zarzucasz stronniczość, a sam bronisz tytułu z większą zawziętością niż obrońcy krzyża. Tak jak zachęcam Cię do wyrażania swego zdania (niezależnie od tego, czy się zgadza z recenzją, czy nie), tak na niewinnego Thorina i jego recenzję nie masz co wskakiwać. Po prostu napisał to, co o DA2 myśli, a jak się mawia:

"De gustibus non est disputandum".
kol · piątek, 25 marca 2011, 21:53
0
Zamiast wciskać te nudy w style de gustibus, porozmawiajmy rzeczowo o grze. I niech rozmawiają ci, którzy grali; pożal się, Boże, jeśli masz komu.

Bronię pewnych rzeczy, nie całości, bo powtarzajace się lokacje czy hordy przeciwników napływające falowo są również moim zdaniem nietrafione.

Walka jest o wiele bardziej dla mnie taktyczna, ponieważ do opisów umiejętności czy czarów wróciły informacje o obrażeniach, jakie one zadają. Nawet hardkorowy DA1 nie miał tego, co jest moim zdaniem wielką wadą. I jak mówię - za łatwo na Normalu, włączamy Trudny.

Natomiast drużyna to najlepsza kompania, jaką kiedykolwiek Bioware stworzyło Rozkład rozmów i zadań przez całą grę jest perfekcyjny, takoż rola niektórych członków drużyny w fabule głównej.
Kiyuku · piątek, 25 marca 2011, 22:05
0
Argumentum ad personam, jakby to powiedział jakiś mózgowiec Przepraszam, a co ci, kolu do tego, że nie grałem? Prawo do posiadania zdania mam takie samo jak ty, więc proszę bez takich mi tu. I nie mieszajmy tutaj Boga, bo pasuje on tutaj, jak truskawki do szpinaku.

A co mają zadawane obrażenia do taktyki? Bo nie widzę związku jakoś... u mnie, jeśli ktoś mówił o taktyce, to zawsze myślałem, w jakiej kolejności rzucać zaklęcia/ataki specjalne/dobierać towarzyszy, by pokonać wroga jak najszybciej i najprościej.
Taramelion · piątek, 25 marca 2011, 23:14
0
kol - chwała Ci za to, że widzisz tak wiele pozytywów. Mnie osobiście Twoje argumenty nie przemawiają ani do serca ani rozumu. Może i tego i tego mi brak? Kto wie..
Wydaje mi się, że po prostu stałeś się fanboyem bez krzty krytycyzmu




Tak wracając do gry - wielce mnie rozwalają statystyki niektórych itemów...
Dajmy na to takie Szaty Otchłani: +712% odporności na elektryczność... To ciekawa sprawa. Jeszcze nie rozgryzłem czy jak ktoś mnie pierdyknie z elektryka to mnie uzdrowi... innych koncepcji nie mam
Thorin · piątek, 25 marca 2011, 23:18
0

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik kol dnia piątek, 25 marca 2011, 15:37 napisał

Słaba bardzo recenzja, nie spodziewałem się, że można być tak stronniczym.

Co do dialogów - ich nowa forma jest wielką zaletą, nie chodzi o to, żeby nieprzewidywalność rozmów wynikała z tego, że źle zinterpretowaliśmy naszą kwestię, ale ze względu na charakter naszego rozmówcy!

Uproszczenia ekwipunku mają swój sens - towarzysze zachowują swój charakter cały czas.

Natomiast źle zbalansowane poziomy trudności to chyba nieumięjętność recenzenta do korzystania z kombinacji międzyklasowych bądź ustawienia taktyk członkom drużyny. Na Trudnym to się przydaje.

Uproszczenia rzemiosła to krok w dobrym kierunku, brak w końcu pierdyliarda składników i megaburdelu w ekwipunku.

Recenzent nie zauważył chyba, że DA2 jest grą inną niż DA:O, i nie dał jej szansy, a zaczął jęczeć, że kiedyś było lepiej itp. itd.

DA2 moim zdaniem zasługuje na 9/10. Korzysta z dobrej koncepcji miniserialu oraz fabuły wzorowanej na Wiedźminie. Ze wszystkimi DLC oraz może jakimś dużym dodatkiem, gdy wszystko będzie kompletne, gra może dostać ode mnie i 9+/10.

Pisząc niepochlebną recenzję najnowszej gry "mistrzów" z BioWare musiałem zranić uczucia wielu fanboy'ów tego studia. Na szczęście, jestem na to w pełni przygotowany;)

Kolu, zanim zacząłeś cokolwiek pisać, mogłeś przynajmniej dokładnie przeczytać ten tekst, żeby uniknąć kompromitacji. Według mnie złe zbalansowanie poziomów trudności przejawia się w tym, że dopiero ostatni z nich przewiduje opcję "friendly fire". Grając w jedynkę na standardowym poziomie trudności trzeba było uważać, gdzie rzucamy nasze fireballe oraz stożki zimne. W DA2 ten problem nie istnieje, bo twórcy uwzględnili ten oczywisty element dopiero na najwyższym poziomie. W ten sposób poziom "hard" wcale nie jest trudny, a pomiędzy dwoma ostatnimi jest bardzo duża rozbieżność. No i wyobraź sobie, że korzystałem z większości "cross-class combo" i opcji taktyki, które pozwalają na tak daleko idącą automatyzacje, że gra przechodzi się sama.

Recenzent zauważył, że gra jest inna od DA:O (to było wiadomo na długo przed premierą) i postanowił dać jej szansę, po czym utwierdził się w przekonaniu, że gra jest totalnym chłamem. Co więcej, recenzent grał we wszystkie produkcje BioWare i ze smutkiem musi stwierdzić, że DA2 jest najsłabszą gra tego studia w historii.

Uproszczenia systemu dialogu, ekwipunku i craftingu, które tak bardzo przypadły Ci do gustu, są jak dla mnie ogromnym krokiem wstecz w stosunku do "Początku".

Nie powiedziałbym, że recenzja jest stronnicza w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa. Jest raczej trzeźwą oceną gry przez pryzmat dotychczasowych dokonań BioWare. I tak, kiedyś naprawdę było lepiej.
kol · sobota, 26 marca 2011, 12:54
0
Nie jestem fanboyem Bioware, lol, dla mnie DA1 to bezkształtna, nudna bryła. Krytycyzm też mam, czytaj ze zrozumieniem tu moje posty.

Doceniam Bioware za historię, którą tak pięknie opowiedziało tutaj, jest to najlepsza fabułą tego studia.

Ta, przeczytałem o skreślającym grę braku friendly fire na normalnym i koszmarze, rzeczywiście wielka wada, gra jest teraz dla ludzi z IQ < 28, ale nie dla mistrzów taktyki.
Holden · sobota, 26 marca 2011, 15:50
0
Recenzja bardzo dobra, jednak z kilkoma rzeczami się nie zgadzam:

Cytat

Dzięki takiemu rozwiązaniu gra zyskała nieco na dynamice, a pojawiające się w trakcie rozgrywki zlecenia trzymają dosyć wysoki poziom i nie ograniczają się do oklepanych questów w stylu: „przynieś, zabij, pozamiataj”.


Ja odniosłem zupełnie inne wrażenie, większość zadań to bezsensowna rąbanina - idź zabij, weź przedmiot, wróć. Oprócz kilku naprawdę dobrych questów, głównie związanych z towarzyszami, to niestety większość kuleje.

Cytat

Jak wiadomo, specjalista od wszystkiego nie nadaje się do niczego. To znaczny progres w stosunku do kiepsko zbalansowanego „Początku”, w którym na polu walki niepodzielnie rządzili magowie, a reszta klas była jedynie ich uzupełnieniem.


To jest kompletna nie prawda. Nie wiem jaką strategią grałeś w początku, ale w mojej drużynie główną role pełnił łotrzyk, który statystycznie miał najwięcej zabitych wrogów. Magowie pełnili rolę jedynie „suportu”.

To nie jest kwestia złego zbilansowania, ale taktyki i stylu gry.

Cytat

Jedną z bardziej niepokojących rzeczy, jaka rzuci się nam w oczy tuż po odpaleniu nowego „Dragon Age’a”, jest zrezygnowanie z trybu klasycznego rzutu izometrycznego. Oznacza to mnie więcej tyle, że teraz jesteśmy zmuszeni śledzić wszystkie starcia z perspektywy kamery zawieszonej za plecami jednego z naszych bohaterów.


Nie rozumiem czemu ma to być wadą, rzut izometryczny to relikt przeszłości który stał się konikiem fanów starych rpg. Mi orientacja na polu walki, nie sprawiła żadnych problemów.

Cytat

Porównanie nowego „Dragon Age’a” do gry diablo-podobnej nabiera jeszcze większego sensu, gdy zwrócimy uwagę na efekciarski, zręcznościowy model walki.


To nie jest wada a kwestia gustu, mi się podoba jak postacie skaczą, odbijają się od ścian itd.

Cytat

Kolejnym istotnym problemem wydaje się być zbalansowanie poziomu trudności.


Uważam że friendly fire to najmniejszy problem w tej kwestii. Ja przeszedłem połowę gry na poziomie trudnym, jednak w końcu przełączyłem na normalny - uznałem że nie ma po co się wysilać, skoro gra mnie rozczarowuje. Absurdalność poziomu trudności polega na tym że nasi bohaterowi na poziomie trudnym wytrzymują 3-4 ciosy. W dodatku przez jakieś 2/3 gry nie możemy efektywnie ich wskrzeszać czy leczyć.

Cytat

Kolejnym mankamentem nowego „Dragon Age’a” okazują się być wyjątkowo płytkie dialogi, które są wynikiem zaimportowania wspomnianego wcześniej systemu rozmowy rodem z „Mass Effecta”. Jak to wygląda w praktyce? Większość konwersacji sprowadza się do wyboru jednej z trzech wersji odpowiedzi: uprzejmej, żartobliwej lub agresywnej.


Wybacz, ale wydaje mi się że nie słuchałeś tych dialogów skoro uważasz je za płytkie. To co mówi Hawke przez większość czasu jest przesiąknięte kpiną i sarkazmem, nawet w najbardziej krytycznej sytuacji, potrafi się ona wypowiedzieć w dosyć zabawny i złośliwy sposób. Mówiąc szczerze, to dawno się tak nie uśmiałem grając w grę komputerową. Dialogi według mnie są świetne, chociaż zdarzają się (jak w każdej grze) denne momenty.

Z tego co napisałeś wynika również że dialogi w ME były płytkie...

Cytat

Dodatkowo każda z odpowiedzi została opatrzona stosownym symbolem, który jednoznacznie informuje nas o skutku wybrania danej kwestii. W ten sposób niemal całkowicie znika problem nieprzewidywalności naszych wyborów podczas konwersacji, który upraszcza rozmowy do granic możliwości. Komu to było potrzebne?


Sorka, ale czy znanie całej wypowiedzi naszego bohatera jak w klasycznych RPG, nie jest uproszczeniem do granic możliwości? W DA2, podobnie jak w ME możemy wybrać emocjonalny sposób reakcji naszej postaci, ale nie wiemy co powie. Kiedy dochodzi do poważnych dylematów moralnych, wybranie odpowiedniej drogi jest trudne i często niejednoznaczne.

Cytat

Proces „każualizacji” gry spowodował również drastyczne uproszczenia ekwipunku i systemu craftingu.


Co do ekwipunku, to się w pełni zgadzam. Natomiast pomysł na crafting moim zdaniem jest świetny. W początku było za dużo różnych komponentów, przez co korzystało się z niewielu opcji. Tutaj mamy prosty system - znajdujemy surowce i dzięki temu możemy zamawiać potrzebne nam mikstury, które słono nasz kosztują. W zasadzie to zapas mikstur oraz granatów, to największy wydatek w DA2. Nie musimy już latać od handlarza do handlarza by kupić odpowiednie składnik i się wkurzać jak czegoś nie kupimy wystarczająco dużo.

Cytat

Ostatnim grzechem BioWare, którego nie sposób nie zauważyć obcując z „Dragon Age II”, jest nieprzyzwoita, jak na standardy tego producenta, ilość bugów.


Powinieneś dodać, że chodzi ci o wersje PC. Ja grając na konsoli trafiłem na może 2-3 bugi.

Mimo moich uwag, to DA2 naprawdę mnie rozczarował. Gra wygląda jak przerobiony w pośpiechu Mass Effect 2. Będąc szczerym, to była chwila w której musiałem się zmusić by iść dalej z fabułą. Największy ból sprawiło mi wykorzystywanie ciągle tych samych lokacji, i to w sposób niemalże komiczny - dzielenie ich drzwiami których nie można otworzyć. Chyba nic mnie nie zachęci do ponownego przejścia tej gry. Wracam do grania w ME2 mając nadzieje, że Bioware nie zrobi z trzecią częścią tego, co zrobił z kontynuacją DA.
Thorin · niedziela, 27 marca 2011, 16:51
0
Dzięki za konstruktywną krytykę. Większość tych uwag wynika z odmiennego podejścia do tytułu. Mi (fanowi pierwszego DA i starszych produkcji BioWare)większość uproszczeń w mechanice gry wybitnie nie przypadła do gustu, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu graczy mogą to być atuty. Kwestia gustu.

Faktycznie, większość zadań opiera się na walce, ale i tak pod tym względem w DA2 jest dużo lepiej niż w "Początku", gdzie questy poboczne opierały się głównie na mozolnym "grindzie" i zbieractwie.

Mimo, że przydatność poszczególnych klas postaci w "Początku" faktycznie zależała od obranej ścieżki rozwoju i taktyki drużyny, to ewidentnie brakowało w tym systemie odpowiedniego balansu. Po prostu magowie byli relatywnie zbyt mocni w stosunku do pozostałych klas i z pewnością zauważył to każdy, kto wybrał tą profesję dla głównego bohatera (szczególnie w wersji ofensywnej, a nie supportującej) w pierwszą część gry. Taka postać potrafiła niejednokrotnie samodzielnie wygrywać całe bitwy. W DA2 wszystkie klasy są w stanie ostro namieszać na polu walki. Aby nie być gołosłownym powiem tylko, że mój wojownik wyposażony w dwuręczną broń sprawował się tutaj o niebo lepiej, niż jego odpowiednik w DA:O.

Trochę źle mnie zrozumiałeś. Być może wyraziłem się niezbyt precyzyjnie, dlatego chciałbym to sprostować. Nie mam większych zastrzeżeń do poziomu samych konwersacji, które są całkiem udane. Płytkość dialogów przejawia się według mnie w znacznym zmniejszeniu liczby potencjalnych opcji dialogowych i jest to ewidentne następstwo użycia systemu rozmów z ME. Chodzi mi o to, że niemal w każdej sytuacji masz tylko trzy opcję do wyboru, z czego obligatoryjnie jedna musi być praworządna, druga "śmieszna" (swoją drogą niektóre z tych żartów Hawke'a są bardziej żałosne, niż zabawne), a trzecia agresywna. Jak dla mnie, to zdecydowanie za mało. Brakuje mi tutaj różnych odcieni szarości, znanych chociażby z naszego Wiedźmina. A te znaczki pojawiające się w rozmowach powinny być opcjonalne jako pewne ułatwienie, bo moim zdaniem ich przydatność dla prawdziwego fana rolplejowania jest znikoma.
Jim Cojones · poniedziałek, 28 marca 2011, 08:50
0

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik Holden dnia sobota, 26 marca 2011, 15:50 napisał

To jest kompletna nie prawda. Nie wiem jaką strategią grałeś w początku, ale w mojej drużynie główną role pełnił łotrzyk, który statystycznie miał najwięcej zabitych wrogów. Magowie pełnili rolę jedynie „suportu”.

To, kto zadaje najwięcej obrażeń i zabija najwięcej przeciwników nie definiuje, kto ma największy wpływ na losy walki. Optymalna taktyka w Dragon Age'u sprowadzała się w 90% przypadków do unieruchomienia jak największej ilości przeciwników. Jako że magowie mieli najszerszą gamę możliwych działań pozwalających na osiągnięcie tego celu, póki tylko miałeś możliwość zamrożenia/uśpienia/zamienienia w kamień etc. nie było sensu marnować czasu na zaklęcia zadające więcej obrażeń, stąd oczywiście postacie nie mające takich bogatych możliwości średnio zadawały więcej obrażeń.

Cytat

Nie rozumiem czemu ma to być wadą, rzut izometryczny to relikt przeszłości który stał się konikiem fanów starych rpg. Mi orientacja na polu walki, nie sprawiła żadnych problemów.

Rzut izometryczny jest sposobem prezentacji, który ma swoje silne strony i ograniczenia. Pozwala na lepsze ogarnięcie sytuacji w bezpośrednim otoczeniu naszych postaci, co jest przydatne, jeśli musimy kontrolować więcej, niż jedną postać. Właściwie jedyną sensowną alternatywą na wygodne dowodzenie grupą bez dostępu do widoku z góry jest postawienie na tzw. blob combat, która także ma swoje wady. Kolejną jest możliwość dokładnego pozycjonowania postaci, choć oczywiście ten element nie ma większego znaczenia w Dragon Age, ponieważ zamiast zdecydować się na system, który premiuje jakiekolwiek sensowne zachowanie, Bioware postanowiło skorzystać z idiotycznego, kompletnie pozbawionego logiki systemu threat management znanego przede wszystkim z MMO.

Notabene jeśli rzut izometryczny jest reliktem przeszłości, to co można powiedzieć o perspektywie pierwszoosobowej, która w grach komputerowych pojawiła się jeszcze przed iso.

Cytat

Z tego co napisałeś wynika również że dialogi w ME były płytkie...

Oczywiście, że były płytkie. Mass Effect jest space operą, inspirowaną filmami sci-fi klasy B. Jest eskapistyczną historią o komandorze Shepardzie - największym badassie w galaktyce, jedyną nadzieją na uratowanie wszechświata przed zagładą. Gdyby miał ten sam styl dialogów, co, dajmy na to, Torment, kompletnie nie pasowałoby do gry. Cała przyjemność z dialogów w ME wynika z ich dynamiki i pojawiających się podczas nich możliwości przystawienia komuś pistoletu do głowy, czy złapania za kołnierz i pokazania, kto tu rządzi. Nie ma w tym nic złego, jak długo dialogi trzymają się kupy i nie gwałcą podstawowych zasad, których powinni się trzymać wszyscy pisarze.

Dragon Age 2 ma postacie, które opowiadają ci o swoich cechach charakteru, zamiast świadczyć o nich swoim zachowaniem. Inkwizytorów, którzy kompletnie nie są w stanie zareagować na oczywisty fakt, że rozmawiają z grupą składającą się z wcale nie ukrywających swoich zdolności magów. Żenujące dowcipy w stylu "Apostate Prostitues.... Apostitutes.. ahahah!", czy odwołania do popkultury, chociaż gra rozgrywa się w mrocznym świecie fantasy. Bohaterów tracących czas na rozmowy, podczas gdy kilkanaście metrów za nimi czai się fala darkspawnów. Maga krwi, który ma jednocześnie być dostatecznie przebiegły by nie dać się skusić demonom, a jednocześnie wykazuje się komicznie przerysowaną naiwnością rodem z jakiejś parodii. Dialogi nieraz odnoszą się do wydarzeń, o których nie masz pojęcia (bo przytrafiły się Hawke'owi, kiedy nie miałeś nad nim kontroli, podczas lat pominiętych przez grę) i nawet nie tłumaczą zbyt dokładnie, co tak naprawdę się wydarzyło.
Gość_scorpion* · piątek, 6 maja 2011, 17:50
0
dragon2 to kompletny syf 1 o niebo lepsza
krzyslewy · poniedziałek, 20 czerwca 2011, 10:20
0
Mi się gra bardzo spodobala,jestem dopiero w 1 akcie i uwazam ze gra jest lepsza od poprzedniczki choc brak jej klimatu(w DA:0 gdy zdradzil loghan mialem ochote go posiekac,czulem zlosc i zdolowanie-jak ja zdolam pokonac pomioty?,a tu narazie tego nie ma).DA 2 jednak jest lepsze (narazie) pod wzgledem zadan pobocznych-sa ciekawe i kazde zadanie to oddzielna historia.Co do lokacji to Bioware dalo naprawde ciala(mam nadzieje ze nie zrobia tego w DA 3)-jak juz bylo w recenzji sa bardzo powtarzalne.Towarzysze z kolei mnie sie bardzo podobaja jednak brak brak zmieny im pancerza jest flustrujace.A codo uproszczen to dla mnie lepiej gdy nie tworzy sie przedmiotow.Wala jest efektowna i dobrze bo przy wszystkich(99%) zadaniach walczymy,a gra mnie (jeszcze) nie znudzila.Co do bugow to 2 razy zablokowala mi sie postac(towarzysz).Weszla w jakis kamien i nie mogla wyjsc.A dialogi sa zrobione niezle(co do tych ikonkow mialem o nich zle mniemanie ale teraz uwazam je za niezbedne).W wiekszosci zadan mamy wybor ich ukonczenia i mnie to daje pelna satysfakcje z dobrze wykonanego zadania.Polecam ta gre kazdemu kto uzna je takie uproszczenia i walki(ciagle i efektowne) mu nie przeszkadzaja.
Wiktul · niedziela, 30 października 2011, 05:12
0
Salem · niedziela, 30 października 2011, 13:11
0

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik Wiktul dnia niedziela, 30 października 2011, 05:12 napisał



Ale pięknie, ładniej się nie dało ująć... No, można było wstawić stosy trupów.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...