
W świadomości społecznej egzystuje taki dziwny zabobon, który opiera się na żelaznej zasadzie, odwołującej się do faktu, że jak spędzimy pierwszy dzień po sylwestrze, tak będzie wyglądał cały rok. Daleko mi do ludzi wierzących w tego typu przesądy, jednakowoż w moim przaśnym umyśle pojawiło się pytanie, czy wspomniana reguła ma jakieś odbicie w przypadku edycji kolekcjonerskich? Jeżeli tak, to specjalne wydanie gry „Król Artur II” biorę jako dobrą monetę i nadzieję na powrót do przedkryzysowych czasów, kiedy takie przyjemności zawierały masę interesujących gadżetów oraz można było je nabyć za godziwą cenę.
Dobra, trudno mi z czystym sumieniem napisać, że limitowana edycja „Król Artur II” jest jak przedłużenie działania starego systemu zdawania prawa jazdy – trzeba koniecznie skorzystać z tej oferty, bo inaczej będziemy płakać, że taka okazja umknęła nam sprzed nosa. Nic z tych rzeczy, daleko jej do miana „rogu obfitości” czy „propozycji nie do odrzucenia”. Niemniej, prezentuje się intrygująco i z pewnością zanęci graczy, którzy odliczają dni do rychłej premiery kontynuacji przygód w świecie arturiańskich legend.















Początek nowego roku to jak zwykle czas na podsumowania starego. Zdaje sobie sprawę, że na słowo „podsumowanie” wielu reaguje alergicznie, również ja – bo w większości przypadków jest to nudne wymienianie rzeczy, które nikogo nie interesują albo już dawno straciły swoją datę przydatności do „spożycia”. Tym razem jednak jest inaczej, ponieważ mamy dla was przesmaczną dawkę postapokaliptycznych wieści, które w ciągu ostatnich kilku dni pojawiły się na Trzynastym Schronie. Kto nie czytał, może nadrobić zaległości.
