
Już za miesiąc, dzięki chłopcom z 38 Studios, wkroczymy do baśniowego świata Amalur. Czas pokaże, czy debiutanci będą potrafili zabłysnąć w branży elektronicznej rozrywki i wypełnić lukę, jaka powstała w gatunku komputerowych gier fabularnych po spektakularnym upadku serii „Fable”.
Jestem umiarkowanym optymistą, bo choć materiały promocyjne skutecznie kuszą, a tytuł rozbudza wyobraźnie poprzez magię nazwisk za nim stojących (Rolston, Salvatore i McFarlane), to zbyt wiele rozczarowań przeżyłem w zeszłym roku, aby teraz odrzucić pewną nutkę ożywczego sceptycyzmu. Niemniej, „Kingdoms of Amalur” to jedna z gier, która okupuje szczyt mojej listy zakupowej i nigdy nie ukrywałem, że wiążę z nią spore nadzieje.
Zanim jednak każdy zainteresowany posłusznie skieruje swoje kroki do lokalnego sklepu, aby przekonać się, ile prawdy zawierały szumne zapowiedzi twórców, to warto spojrzeć na jeden z ważniejszych faktów, jaki postanowili nam oni zaserwować. Istne być albo nie być każdego prawdziwego gracza, czyli oficjalne wymagania sprzętowe. Czas na chwilę prawdy...



















Początek nowego roku to jak zwykle czas na podsumowania starego. Zdaje sobie sprawę, że na słowo „podsumowanie” wielu reaguje alergicznie, również ja – bo w większości przypadków jest to nudne wymienianie rzeczy, które nikogo nie interesują albo już dawno straciły swoją datę przydatności do „spożycia”. Tym razem jednak jest inaczej, ponieważ mamy dla was przesmaczną dawkę postapokaliptycznych wieści, które w ciągu ostatnich kilku dni pojawiły się na Trzynastym Schronie. Kto nie czytał, może nadrobić zaległości.