16. Konwent Fantastyki Fantasmagoria

7 minut czytania

Ponownie zawitałem do Gniezna, na szesnastą już edycję Fantasmagorii. Mając w pamięci świetną edycję zeszłoroczną zastanawiałem się, jak to się rozwinęło.

Od razu widać, że rozmach imprezy wzrósł. O nie, nie mówię o jakiejś rewolucji... ale ewolucja jest widoczna. Tradycyjnie, relacja jest pierwszoosobowa, jak dziennik z podróży konwentowicza.

Fantasmagoria,16. konwent fantastyki fantasmagoria

Prelki, konkursy, wybory

Prelki zawsze cenię w konwentach, gdyż zwykle stanowią dobrą przestrzeń dla rozwoju osobistego w lepsze... bądź gorsze kierunki.

"Od rytuału do miejskiej legendy – jak japoński folklor tworzy historie grozy" (Monika "Mikari" Woźniak) było jednym z fajniejszych podejść do tematu, z jakimi się zetknąłem, niekoniecznie koncentrującym się bowiem na tak wyświechtanych postaciach jak teke-teke. "Ile krwi przelano, by powstał Atak Tytanów? Kulisy powstawania legendarnego anime" (Karczma) dostarczyło wiedzy o tym, jak wygląda produkcja anime w Japonii (oraz jaka patojanuszerka u nich istnieje!).

"Przegląd bezkonfliktowych romansów w japońskiej popkulturze" (Kamil Odzimek) oraz "Polska w anime – rodzime akcenty na dalekim wschodzie" (Piotr "Thorrek" Dudek, Wiktor "howler" Koliński) to z kolei przeglądówki-polecajki z tematem wiodącym. Oba poprowadzone żywo, z humorem i dostarczyły playlistę chińskich bajek (jakbym miał na tej liście za mało pozycji).

Z propozycji prelekcyjnych szczególnie wyróżniłbym "Delicious In Dungeon – jedzenie, przyjaźń i… autyzm?" (Magda "Dee" Tasne). Powtarzam wielokrotnie że brakuje takiego rozbierania utworów na czynniki pierwsze i oto jest co lubię najbardziej. Znak zapytania postawiony w tytule jak najbardziej słuszny i znaczący – bowiem twórczyni "Delicious In Dungeon" zanegowała aby jej postacie miały autyzm, co stało się po tym, jak taka interpretacja rozprzestrzeniła się w internecie, również za sprawą osób z autyzmem. Ale hej! Autor nie jest instancją, która rozstrzyga, autor jest martwy – bądźmy łagodni, oczywiście w kontekście interpretacji, stąd takie podejście do tekstu ma uzasadnienie. Skąd takie przypuszczenia, zostało to bardzo dobrze i przekonująco zaprezentowane: kolejne istotne zagadnienia dosłownie były podpierane kadrem z komiksu, który to potwierdzał. Jakość wywodu właściwie była na miarę artykułu naukowego.

Konkurs "Kto tam szczekał/mruczał/ryczał?" (Canis) był dość ryzykowny. Nie pamiętam zwierząt, chyba że mówimy o waifu-hybrydach! Przyszedłem więc z wiedzą, że Papi to harpia i zobaczymy co z tego będzie... Ludzi przyszło dość, by zrobiono wstępne dwadzieścia pytań i eliminacje. Oczywiście, że odpadłem. Próg był naprawdę wysoko zawieszony. Co jednak najbardziej fascynujące, choć wielu jak ja odpadło... Byli tacy co zrobili naprawdę dobry wynik. Potem, kiedy zaczęła się część właściwa... Wiem że, nawet gdybym jakimś fartem przeszedł eliminacje, nie miałbym szans.

W tym roku zorganizowano Wybory Miss Anime (Magda "Asbiel" Gronek) i można się było poczuć jak przy tych politycznych, bo kandydatki były predefinowane przez organizatorkę, ale to dodawało tylko emocji i dylematu nad poparciem mniejszego zła. Niektóre pozycje były ewidentne wystawione na strzała, żeby podrażnić męską publikę, więc humoru nie brakowało. Miałem też wrażenie, że nie znam z trzech czwartych postaci... ale dosłownie za plecami usłyszałem kogoś mówiącego, że nie zna trzech czwartych postaci... Wielu na sali jednak znało.

Fantasmagoria
Tegoroczne wyniki prezentują się zaś jak powyżej

Ciekawą ofertą było "Co pociąga nas w fikcji i fantastyce?" (Bartosz Filip Malinowski z Bez/Schematu), choć niestety całość się trochę rozjechała. Śpieszę z wyjaśnieniem: koncepcją było "coś bardziej interaktywnego niż prelekcja", gdzie "publika będzie częścią rozmowy". Idea świetna. Niemniej... Ogólny temat, liczna sala, ograniczony czas oraz brak moderacji – gdzieś w którymś momencie rzecz się rozwodniła i nie wiem, kiedy interakcja publiki zeszła na system edukacji szkolnej oraz Sienkiewicza. Zaznaczę jednak, że najwyraźniej taka była potrzeba ludu, sam prowadzący zaś – nawet jeśli na wiele kwestii dotyczących fantastyki mogę mieć inne zdanie – był merytorycznie przygotowany.

Muszę docenić również jeden fakt, czyli układ godzinowy atrakcji: od późnego wieczora, a potem od rana. Właściwie nie było przestoju i chwili bez jakiegoś zajęcia. Dotyczy to całej oferty konwentu.

RPG, planszówki, LARPy

Staram się zwykle odhaczyć przynajmniej sesję RPG i LARPa. Z tym drugim było to w tym roku nieco skomplikowane, o czym za chwilę...

Sesje RPG zaliczyłem dwie, a obie prowadził Krzysztof Koschany: "Sexy Battle Wizards: Magia, Mięśnie i Brokat" oraz "Eat The Reich". W pierwszym mieliśmy do czynienia z magami, którzy poza ratowaniem świata lubią zbierać fejm... W zasadzie, przede wszystkim są skupieni na tym, aby zbierać fejm. "Eat The Reich" z kolei to rozwałka o wampirach zjadających Rzeszę, to jest Niemców w czasie II wojny światowej. Co łączy oba systemy, to bycie świetnym materiałem na jednostrzałówkę pełną humoru i draki. Bawiłem się dobrze, choć z jedną uwagą na marginesie. Mianowicie, dla tych systemów cztery osoby to jest liczba maksymalna. Przy sześciu gubi się focus i spotlight, zwłaszcza, że mechanika sprawia że nie tyle gramy jako drużyna, co raczej suma naszych przedsięwzięć buduje wynik drużyny.

Jeśli chodzi zaś o LARPa, to niezwykle mrocznie zapowiadał się "Darkest Dungeon" (Filip "Hobbit" Lewandowski), zwłaszcza, że grałem w grę komputerową. Odgrywanie tych dramatycznych ról... Było nas czterech i poza mną dwóch również zadało to pytanie: to to jest planszówka? Tak, to jest planszówka i w sumie nikt nie powiedział, że to będzie LARP. Po prostu odbywało się w sali od LARPów... No dobra, nie jest źle. Sobotni wieczór, mroczna planszówka, jedziemy z tematem. To naprawdę potężna gra, jeśli chodzi o jej zawartość. Czuć było presję czasu, gdyż ten wariant posiada limit tur w walce. Zagrożenie dyszało w kark, a nawet już w pierwszym lochu miał miejsce zgon w drużynie.

Fantasmagoria

EmptyEpsilon

Pomiędzy 9 a 11 w niedzielę wziąłem udział w doświadczeniu trudnym do porównania z czymkolwiek. Zwyczajnie nie wiem czym w ogóle analogie są, nigdy dotąd bowiem się z nimi nie spotkałem. Szukając informacji po wydarzeniu, odkryłem, że projekt jest niezwykle niszowy. W polskim internecie praktycznie nie znalazłem żadnych materiałów na jego temat.

"EmptyEpsilon" to symulator mostka statku kosmicznego, o archaicznej wizualizacji i klimacie starego science-fiction, gdzie eksplorujemy i walczymy jako członkowie załogi statku kosmicznego... I to nie jest bynajmniej zarzut, bo widać że jest to celowy zabieg. Gdzie tu więc wyjątkowość? Otóż w tym, że bez przynajmniej pięciu graczy się nie obejdzie. Jeden bowiem obsługuje broń, inny napęd, a jeszcze inny odpowiada za łączność, jest również funkcja dla kapitana – tu już jednak najlepiej aby zasiadł gracz mający wcześniej styczność z tą produkcją.

"EmptyEpsilon", choć dostępny do pobrania na Steamie za darmo i oddany do dowolnej jego modyfikacji, w pełnej krasie może zaprezentować się tylko na konwencie lub podobnym wydarzeniu. Każdy gracz miał swoje stanowisko z ekranem dotykowym, na którym odpowiadał za swój zakres dziedziny.

Tej atrakcji daję full punktów. Do samego "EmptyEpsilona" miałbym tylko jedno zastrzeżenie, otóż samouczek jest niepełny. Przykładowo, jako łącznościowiec dostałem tylko ogólne wyjaśnienie sond, zaś wątek hakowania w ogóle się w nim nie pojawia.

Fantasmagoria
"Trzech synów matka miała/Dwóch słynęło z mądrości/A trzeci co był głupi/To szedł do łączności."

Gry muzyczne i rytmiczne

Do gier muzycznych i rytmicznych na ogół podchodziłem jak pies do jeża. Zwykle chciałem, ale... zawsze coś wypadało. Innym razem zaś człowiek próbował, ale niekoniecznie mógł się dowiedzieć "co i jak". Teraz w końcu twardo postanowiłem – przyjdę, zobaczę, nauczę się! Nie przelotnie, ale spróbuję w to wejść. Zauważyć muszę, że to stała oferta prawdopodobnie każdego konwentu, sprawiająca czasem wrażenie samodzielnej kolonii hałasu, tłumu i zaduchu. W końcu na poważnie postanowiłem wziąć się za ten temat właśnie na tegorocznej Fantasmagorii.

Przede wszystkim gry rytmiczne rozdzieliłbym na dwie kategorie. Pierwsza to są tytuły na wyciągnięcie ręki dla każdego – jak "Osu" czy "MuseDash" – oraz bardziej skomplikowane wytwory, jak "Taiko no Tatsujin" czy "Sound Voltex".

W "Osu" (jego wersje są za darmo na Steam) czy "MuseDash" (niecałe 14 złotych na Steam) zagrać może każdy... wpierw jednak trzeba dowiedzieć się o istnieniu czegoś takiego i być może przetestować. "Osu", jeśli mam być szczery, nie przypadło mi do gustu. Co się jednak tyczy "MuseDash", to już mnie zupełnie urzekł i oczarował. Wyjątkowo relaksujący klikacz z anime-dziewczynkami i przyjemną muzyką.

Fantasmagoria

No a teraz wchodzimy w bardziej skomplikowane pole. "Taiko no Tatsujin" – czyli tłuczenie w bębny – no to zwykle trudno się do tego dostać i tym razem mi się nie udało. "Sound Voltex" – tu już jest grubo. Kiedy patrzysz z boku – a co to niby jest, sobie myślisz... Następnie zasiadasz i przypadkiem, nieświadomie, odpalasz fajny kawałek... ale dostępny tylko na najtrudniejszym poziomie... JA CHCĘ DO MAMUSI. Dobra. Skończyła się ta gra, odpalamy coś prostszego... Aha, a więc to twórcy gry rozumieją jako "proste"... Wbrew pozorom dwie gałki i sześć klawiszy oraz tyleż torów wymaga naprawdę refleksu, który trzeba ćwiczyć. Rozrywka wbrew pozorom całkiem rozwijająca.

Fantasmagoria

Dałem się więc tej zabawie wciągnąć, pozostała przestrzeń dla nowego i przede wszystkim pojąłem czemu zawsze tam jest tak gwarno i tłoczno.

Strefa wystawców

Tam, gdzie rok temu gościła skromna strefa wystawców, teraz głównie miejsce zajmowała wioska Avatara.

Fantasmagoria
Ekipa od wioski Avatara

Tymczasem handel odbywał się na kolejnej sali gimnastycznej, jak się zdaje, chyba nowym dla konwentu pomieszczeniu. Konwentowa klasyka, czyli rzecz potrzebna, aczkolwiek jeśli jest się stałym bywalcem takich imprez, to jednocześnie powszedniejąca.

Nie sposób jednak zauważyć prowadzonych przez AnimeCraft licytacji, które same w sobie stawały się swoistymi atrakcjami, zwłaszcza że były robione dość żywo i z jajem. Najczęściej pod "młotek" szły pluszaki niezwiązane z anime, ale co jakiś czas jakaś waifu również stawała się obiektem rywalizacji. Żadna moja idolka się nie trafiła, więc pozostało mi się przyglądać. Trzeba przyznać, wchodziło nieco rabatu, jeśli ze 130 robiło się 100. Zarazem widać, jak mocno się o takie figurki targowano. Z drugiej strony za jakieś 120 poszła figurka o standardowej cenie ponoć 400 złotych. Temu to się w licytowaniu poszczęściło!

Fantasmagoria
Licytacja

Jadło i spanko

W "cenie biletu", jeśli tylko oznaczyło się właściwą opcję, było także nocowanie z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę. Klasycznie – sala gimnastyczna. Przestrzeni nie brakowało, trasy dość sprawnie wytyczone, bywały duszniejsze momenty... ale z grubsza było czym oddychać i to bez cienia ironii. Toalety i prysznice działały, obyło się bez problemów technicznych.

Co do jedzonka, trzeba było poszukać samemu – tym razem na terenie konwentu nie było gastronomii, ale nic nie szkodzi. Lokalizacja konwentu daje dostęp do sklepów i lokali gastronomicznych w dystansie do pięciu minut z buta. Bez problemu dało się zorganizować więc zarówno w godzinne okienko, jak również pomiędzy samymi prelkami bądź innymi wydarzeniami. Tak więc trzy dni na diecie hotdogowo-kebabowo-chińsko-żarciowej (ta wietnamska knajpka była świetna!) popijanej energolami zleciało syto.

Podsumowanie

"Fantasmagoria" to wręcz zadziwiająco rozbudowany konwent jak na realia, w których on powstaje: niewielka mieścina, darmowa impreza. Robota jest na nadzwyczaj profesjonalnym poziomie. Dobrze skomunikowana lokalizacja oraz nocleg w ofercie rozstrzygają zaś już o wszystkim, jeśli tylko pan dobrodziej szef cię puści z roboty na urlop, to jedź w te pędy za rok tutaj również. Nawet jakbym chciał, to nie wiem o co się przyczepić.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...