Użytkownik Gość_Kamilek* dnia sobota, 8 maja 2021, 18:11 napisał
Postanowiłem, że muszę podzielić się swoimi odczuciami po przejściu całej gry. Dodam, że ukończyłem ją dwa razy i chyba zrobiłem wszystko co możliwe, albo przynajmniej to co dane było mi odkryć. Przegrałem w Wiedźmina 3 około 200h.
Cóż mogę rzecz.... Gra jest lepsza niż epicki film, jest lepsza od wielu, wielu epickich gier, które bije na głowę, jest nawet lepsza niż niektóre epickie historie z realnego życia wzięte. Gdy w nią grałem, każda misja, każdy dialog, całe otoczenie, wszystko wpływało na mnie, budowało emocje. Ten żywy, realny świat, te czasy, wojna która toczy krainy. Morderstwa, tortury gwałty, mnóstwo walki, szukanie podopiecznej, zmęczenie i dążenie do celu Geralta, oraz jego przeżycia z tym związane, jego sprawy sercowe itd. Całą grę przeszedłem z ekwipunkiem rynsztunku szkoły kota. Ta gra sprawiła, że nawet gdy w nią nie grałem myślałem o niej, o wyborach jakie podejmowałem w każdej nawet najgłupszej misji.
Całkowicie rozumiem Twój stan – mało która gra potrafi tak wejść do głowy, że po wyłączeniu konsoli czy kompa człowiek dalej analizuje, czy dobrze postąpił w Velen, albo rozkminia losy Krwawego Barona. To jest właśnie ten słynny „kac wiedźmiński”, którego po napisach końcowych doświadczył chyba każdy z nas na tym forum.
CD Projekt RED zrobił coś niesamowitego z questami pobocznymi. Tam nie ma klasycznych dla gier RPG zapychaczy typu „przynieś 10 skórek wilka”. Nawet zwykłe zlecenie na potwora z tablicy ogłoszeń potrafiło mieć drugie dno, moralne szarości i tragiczny finał, gdzie ostatecznie potwór okazywał się mniejszym złem niż ludzie, którzy Cię zatrudnili.
Co do rynsztunku szkoły kota – genialny wybór pod dynamiczną walkę. Te krytyki z szybkich ataków i bonus do obrażeń robią z Geralta maszynkę do mięsa, chociaż na najwyższych poziomach trudności (np. Droga ku Zagładzie) trzeba było mocno skakać, bo „kot” nie wybaczał błędów i zbierało się potężne bęcki na dwa hity. Wygląd arcymistrzowskiego zestawu z tym kapturem też robił robotę, idealnie pasował do takiego mrocznego, zwinnego łowcy.
Skoro wycisnąłeś z podstawki wszystko, co się dało, to zakładam, że masz już za sobą oba dodatki? Bo jeśli jakimś cudem jeszcze ich nie ruszałeś, to zazdroszczę, bo Serca z Kamienia mają fabułę, która klimatem i scenariuszem momentami przewyższa główny wątek z Dzikim Gonem, a Krew i Wino to praktycznie osobna, gigantyczna gra na kolejne kilkadziesiąt godzin w pięknym Toussaint.