Copernicon 2026

8 minut czytania

Copernicon już za nami. Emocje opadły, chłód jesienny zawitał, kalendarz konwentowy na ten rok na wyczerpaniu – za to następna edycja toruńskiej imprezy ma już ustaloną datę, 17-19 września. Pora zaś na solidne podsumowanie tegorocznej edycji.

Copernicon 2026

Dla świeżaków, co jeszcze nie śledzą wybitnego podróżnika i autora relacji z konwentów – czyli skromnego mnie – dawka informacji. To nie jest kolejny portal lokalny ze zdjęciami okolicy, gdzie redaktor napisze że do miejsca tego a takiego zjechali fani fantastyki i wszyscy hasali przebrani za Chorego Portiera (zobacz galerię 2137 zdjęć cosplayerów już teraz!). Tu mamy mięso – pachnące cosplayem z Aliexpress, pachnące konwentowiczem na trzeci dzień imprezy, tu mamy po prostu samo życie.

Lokalizacje wydarzenia

Konwent w tym roku rozparcelowany po mieście był jeszcze bardziej niż poprzednio. Fakt ten realizuje wyrażoną w promocji festiwalu ideę eventu w sercu toruńskiej starówki oraz pozwala zrzucić parę kalorii po kebsie.

Copernicon 2026
W drodze z pociągu po akredytację

Akredytacja – Collegium Maximum, które dla przeciętnego uczestnika jest miejscem, do którego wpada się na chwilę i już więcej się nie zagląda. Co zabawne na swój sposób, kiedy przyjechałem przed 14:00 i na pewniaka myślałem, że z medialną będzie szybciej, to akurat wtedy po wejściówki funkcyjne czekało chyba więcej osób niż po te dla uczestników. Biorąc pod uwagę szeroki zakres – wolontariusze, media, prelegenci – w gruncie rzeczy logiczne. Jak więc faktyczny kolejkon wyglądał potem, trudno mi rzec, ale kiedy ja stałem, to szło sprawnie. Do identyfikatora wydano broszurę informacyjną, jej najważniejszy punkt – mapa!

Copernicon 2026
Wioska postapo – fragment

No i zaczynamy zabawę. Fantastyczne Targi Popkultury odbyły się standardowo w Centrum Sztuki Współczesnej "Znaki Czasu", swojej lokalizacji nie zmieniła również noclegownia ulokowana w X LO. Punkty programu to standardowo Collegium Minus, Wydział Matematyki i Informatyki wraz z przestrzenią przed budynkiem wydzieloną dla wiosek oraz jako nowość Książnica Kopernikańska i Hotel Mercure dla sesji LARP/RPG. Do tego po drodze Centrum Równik z strefą odpoczynku i naprawą cosplayu, boisko w Stawie Komtura do Juggera a także pokazy filmowe w Cinema City.

Mnogość paneli

Copernicon 2026

Jak pisałem również w zapowiedzi, konwent oferował morze paneli i prelekcji. Te, jak się rozumie, nie zawsze były równej jakości, aczkolwiek reguły stojącej za rezultatem dotąd nie ustaliłem.

Zacznijmy od najlepszego z najlepszych i wisieńki tego co widziałem, to znaczy oczywiście Gołkowski opowiadający o prahistorii uniwersum stalkera, ale od strony wyciągniętej z głębokiego runetu. Nieznana geneza słowa "stalker", scenariusze do filmu Tarkowskiego oraz ich dzieje... Prawdziwa uczta treści podana w fascynującej formie. Mówimy zaś tutaj o rzeczach tak nieznanych, że nie wiem czy nie balansujących na granicy stania się kiedyś lost media – zwłaszcza, że w internecie wbrew pozorom ginie wiele rzeczy, a runet na pstrym koniu stabilności materiałów jeździ.

Z drugim miejscem jest rzecz ciekawa, bo przygotowanie się do konwentu niejedno ma imię. Wiadomo, spakować skarpety, gacie i dezodorant to jedno. Drugie zaś, to kiedy patrzysz na program i widzisz coś, w co wejść miałeś, lecz dotąd tego nie zrobiłeś. Dmitrij już od 16:00 w piątek miał blisko dwugodzinne "Wprowadzenie do świata School Days". Ah, jeden sezon... Oglądam... Tak, ostatnie odcinki "se wieczorkiem obejrzę"... Mam traumę i moralniaka do teraz, ciężkie to było, naprawdę. Dobrze że nie oglądałem tego w noc poprzedzającą bezpośrednio wyjazd, bo zasnąć byłoby trudno... No ale po cóż ten wstęp? Bo jak powiedziałem – czasem konwent "zaczyna się" gdzie indziej, jak tutaj. Po tym seansie na to wprowadzenie pójść po prostu musiałem. Szokująca liczebność na sali – która była niemal pusta. Choć przedstawiający na Animatsuri miał podobno pełną salę. Jakby nie patrzeć, czas antenowy – otwarcie o 16:00 – wcale nie jest najlepszy, uniwersum zaś, choć lekko niszowe, to wciąż żywe, potrafiące przyciągnąć i jest kojarzone. Czemu o tym mówię, bo choć może ten punkt frekwencyjnie nie wypalił, to chcę go wziąć bardzo w obronę, żeby ani tematu ani autora nie skreślać. Żal, że pusta sala, bo koncepcja miała format ewidentnie pod większe pogłowie. Przygotowanie i merytoryczność były bardzo dobre, pozwalając poznać szerzej to jednak stare i specyficzne uniwersum oraz wszystko co jest z nim związane. Temat gier od 0verflow mnie zainteresował i zamierzam się za nie wziąć. "School days" to świat mający istotne walory, by tę markę promować a wręcz propagować w fandomie, nawet przy ryzyku odnośnie zaludnienia w danym miejscu i czasie. Tak więc z mojej strony: autor na tak, temat na tak.

Trzeciego miejsca przyznawał nie będę, bo to niesprawiedliwe, zamiast tego ex aequo na drugim ląduje "Niepopularne opinie o anime i mandze – zmień moje zdanie!", które poprowadziła Anna "Anitoria" Kwiecińska. To była – cytując opis – "otwarta dyskusja", gdzie "wspólnie konfrontowaliśmy różne punkty widzenia". To wcale nie jest lekkie coś takiego ogarnąć, by dobrać tematy oraz tytuły (stąd jak sądzę ciągnięcie do topowych marek – duży udział "One Piece", ale była przestrzeń praktycznie dla wszystkiego), a następnie moderować bieg, ażeby każdy mógł się wypowiedzieć, a jednocześnie by się całość nie rozleciała. Aby nie być gołosłownym, dosłownie w tym roku widziałem jak rozpadła się taka próba u kogoś innego. Tutaj wszystko poszło tak jak trzeba – interesująco, żywo, z właściwą proporcją dla prowadzącej i publiki. Chcę zauważyć, że w praktyce jest mało okazji do wymiany opinii, poglądów, refleksji w krótkiej formie na konwentach, zaś w internecie od dawna powtarzam – krytyka anime nie istnieje.

Słowem wyróżnienia – dwie prelekcje Wojciecha Płatka, administratora strony Wiedźminlandia. Analiza "Rozdroża kruków" bardzo ciekawa, co prawda nie zmieniła mojego poglądu na sam utwór, niemniej pozwoliła dostrzec niektóre motywy, na które nie zwróciłem uwagi przy lekturze książki. Z kolei w "Wiedźminka, albo Cirilli z Cintry opisanie?"... Uh, autor podjął się tematu, którego sam się parokrotnie na naszych gexe.pl łamach podejmowałem, toteż podszedłem do tego z pozycji nazwijmy to eksperckiej – wystąpienie zaliczam na 5, nie zgłaszam sprzeciwów, przybijam pieczątkę jakości.

Teraz przejdźmy do kolektywnej "całej reszty" – bez urazy dla kogokolwiek! Było więcej świetnych prelekcji, które doceniam. Innym razem – bez tytułów i nazwisk autorów, bo to nie o to chodzi by kogoś pod pręgierz wszakże stawiać, to jednak zauważę, że to co działa w ramach prezentacji uniwersyteckiej, może jednak średnio wypaść w ramach konwentu. Zaprezentowany materiał był naprawdę solidny, ale słabo sprzedany, a to jednak jest naprawdę ważne. Inna prelekcja zaś... Przyznam szczerze, iż niewiele z niej niezrozumiałem i to pomimo najlepszych chęci. Owszem – nie znałem omawianego utworu, ale miałem trudność w znalezieniu dokładnie tego, co było w opisie prelekcji. Inaczej mówiąc, było wrażenie że coś się mocno rozjechało przy klarownym wiązaniu supełków wątków.

Na marginesie tymczasem zauważę, że wystąpienia miały planowo 45 minut lub godzinę i 45 minut. Szczerze mówiąc, nie pamiętam już jak było rok temu, niemniej tak jak zrobiono to dobrze. W praktyce pomiędzy wydarzeniami był kwadrans na przejście pomiędzy budynkami wraz z zaliczeniem jeszcze po drodze toalety, co łagodziło problem wędrówek tam i z powrotem jak hobbit jakiś.

Sekcja popularnonaukowa

Niezwykłe zatrzęsienie atrakcji popularnonaukowych to ciekawa rzecz, oddzielmy je może od paneli typowo fantastyczno-otakowych. Z zagadnieniami fantastyki były one luźno związane (a może i wcale), no ale się przyjęły. Naprawdę bywało widać po frekwencji na sali, przynajmniej patrząć na psychologię zjawisk paranormalnych, gdzie zaciekawiło mnie czego się dowiem. Związek z fantastyką poszczególnych części jest o tyle luźny, że bezpośrednio takowych często nie dotyczyły, aczkolwiek jako materiał pomocniczy – jak najbardziej. Z paranormalnych anegdotycznie wspomnieć należy poruszenie tematu tulp, co już ze środowiskiem fandomu z 4Chana się wiąże.

Noclegownia

Noclegownia konwentowa jak to noclegownia... Sala dość spora, tlenu nie brakło, żeby tylko komuś o piątej rano budzik nie załączył się z piątku na sobotę to byłoby bez zastrzeżeń (tak, przeszedłeś ty człowieku niedobry z budzikiem właśnie do historii). Aromatów różnych przegrzanych w plecaku kabanosów czy ostro lecących zapachem chipsami za szczególnie nie doświadczyłem (patrz: "za szczególnie").

A, oczywiście sala gimnastyczna była strefą stópkarstwa – to znaczy, nie można było wchodzić w butach. Niby, po podłoga... Tak, tak, my już swoje dobrze wiemy!

Wyżywienie

Względnie wszystko dało się ogarnąć na miejscu. Głównie na mieście, choć w oddalonym od gastronomii wydziale informatyki działał w czasie konwentu miejscowy bufet, więc również tutaj wszystko było pod ręką. Nie doświadczyłem sytuacji, kiedy musiałem wybierać między atrakcjami a brzuchem.

Fantastyczne Targi Popkultury

Jak to wyglądało z perspektywy sprzedawcy – nie wiem, bo się handelkiem nie parałem. Zwiedzając parę obserwacji zaliczyłem. Podobne targi – widziałeś jedne, widziałeś wszystkie. Sprzedawcy obwoźni niemal ci sami, co prawie wszędzie. Przestrzeń w której można odpocząć, ewentualnie się pointegrować, czy poprzeglądać co nowego. Ludzi nie brakowało, a zawsze można uzupełnić różnorakie braki bez kosztów wysyłki czy zaopatrzyć się w jakąś pamiątkę.

Copernicon 2026 Copernicon 2026

Paradoks – na konwencie istniała specyficzna konkurencja, bowiem podstawowa droga na noclegownię wiodła ulicą ze sklepem Satori. Kronikarski obowiązek każe odnotować, że nic specjalnego na konwent nie ogarniali i nie byli jego częścią, ale ruch konwentowy przełożył się na ruch w sklepie. Jakby nie patrzeć, sytuacja delikatnie specyficzna o tyle, że nie zawsze podobne eventy sąsiadują ze stałymi sklepami merchowymi.

Kącik Marudy

Nie zawsze i nie wszystko ułoży się jak trzeba, to zresztą naturalnie i nie ma w tym jednego winnego... Raczej częściej w ogóle nie ma winnych – po prostu się stało.

Konwent tak do końca na otwarcie chyba nie wyrobił, co kronikarski obowiązek każe zaznaczyć. Najgorzej, że na budynki zaczęto wpuszczać od 16:00, to jest wraz z zapisaną godziną startu punktu programu. Pierwsze prelki trochę więc oberwały bądź oberwać mogły na czasie i frekwencji.

Sapkowski – tak, o tym trzeba porozmawiać, bo sprawa była naprawdę głośna patrząc po komentarzach. No cóż, kiedy ogłosili Sapkowskiego na Coperniconie, byłem podekscytowany jak wszyscy... i wiedziałem, że będzie haczyk, bo być musi. Znam przestrzenie konwentu i wiem jedno – nie ma tam sali, która pomieściłaby wszystkich chętnych. Stało się to, co stać się musiało, tak więc weszły jakieś sposoby reglamentowania. Nie załapałem się... i w sumie trudno. W kolejce z rana nawet nie walczyłem, poddałem się, szkoda energii. Bo mimo wszystko Sapkowski swoje humory ma, co każdy wie. Przy szacunku do jego twórczości, to kwestia jego znanego przecież sposobu bycia... Z obecnych na konwencie pisarzy (naj)lepiej było jednak pójść na Gołkowskiego. Na pewno niejednego bolała kwestia autografów – nie tylko moralnie, ale i... No cóż, też ścisła reglamentacja, biznesu nikt nie zrobił w ten dzień, ale też nadpodaż towaru na to dobro jakaś nie weszła, więc kto ma popisaną książkę, ten dalej może ją trzymać jako kapitał emerytalny.

Trochę pomarudzę również na lokalizację obiektów konwentowych – bo już rok temu marudziłem trochę na mnogość obiektów, a tymczasem teraz kroczków do porobienia wyszło jeszcze więcej wraz z włączeniem w konwent obiektu hotelowego na którym przewidziano LARPy i RPG. Okrutnie rzecz ujmując... nie chciało mi się tam drałować. LARP czy RPG wymaga jednak zachowania jakiejś uwagi i koncentracji, a po nocy na podłodze i podtrzymywaniu się energolem wpadanie tam z biegu między atrakcjami słabo mi się widziało. Nie mówiąc już o strefie odpoczynku, w drodze do której można się trochę zmęczyć (ale nie odbierajmy jej wartości integracyjnej!) oraz miejscu do juggera. Zamiast Juggera pobawiłem się bezpiecznymi pałkami stanowiącymi atrakcję wioskową – rzecz nie tyle wybitna, co pozwalająca rozprostować kości i wziąć wdech na świeżym powietrzu.

Od strony technicznej, nawalały coś wyświetlacze, ucinając prezentacje. Ani to wina prelegentów, ani organizatorów – różne dni, różni ludzie, podobna przygoda.

Copernicon 2026

Ponarzekam również, że parę punktów programu niestety odpadło. Po prostu ponarzekam, bo parę brzmiało ciekawie. No to ponarzekałem – a ściana płaczu poniżej.

Copernicon 2026

Podsumowanie

Kończąc (jak mniemam) z podróżami na ten rok, zamknięcie sezonu wyjazdowego Coperniconem oceniam bardzo miło i rozwijająco. Warto było no i miejmy nadzieję do przyszłego roku. To znaczy ja mam nadzieję, że tego 17-19 września będę mógł się tam wybrać, bo o samo wydarzenie to się nie martwię.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...