Zgodnie z zapowiedzią uczynioną w recenzji poprzedniego sezonu, popiłem w lesie, lecz żadnej smoczycy – jak na złość – nie spotkałem. Powróciłem w biegu maratońskim, gdy przytuliwszy się do swej jak mi się zdawało wybranki spostrzegłem, że jednak natrafiłem na dzika... Pozostaje mi więc jedynie „Miss Kobayashi's Dragon Maid". Jak tam miewa się zaś dalsza historia Kobayashi, której udało się znaleźć w takich okolicznościach swoją smoczycę?

Przypomnijmy: Tytułowa Kobayashi budzi się na ciężkim kacu i spóźniona do pracy. Ktoś jednak puka do drzwi – no cóż, słowo się rzekło, smok u progu. Tohru przypomina o wcześniejszej popijawie w lesie oraz o zaproszeniu, które dostała. Kobayashi nazbyt chętna do wywiązania się z umowy początkowo nie jest, ale kiedy lot na smoku ratuje ją przed spóźnieniem się do roboty, spogląda na nią przychylniej. Tak więc Tohru za dach nad głową zostaje pokojówką Kobayashi. To w sumie bardziej skomplikowane, bo tak właściwie, to obie są po prostu fetyszystkami tego klimatu...
Drugi sezon powstawał w szczególnych warunkach. W wyniku ataku szaleńca, który podpalił studio Kyoto Animations, zginęło wielu pracowników, w tym również Yasuhiro Takemoto, reżyser pierwszego sezonu. Pomimo kryzysu, odtworzono firmę, zebrano zespół i dwa lata po tragicznych wydarzeniach zapowiedziany w lutym 2019 roku utwór mógł się ukazać światu. Jak wyszło? Nie tworząc sztucznego napięcia – świetnie.
Zacznijmy od tej podstawy. To naprawdę udana mieszanina obyczaju, komedii i fantasy, rozwijająca to, co już dostaliśmy poprzednio. Wprowadzane są też z powodzeniem nowe wątki. Niestety jednak, w moim odczuciu drugi sezon zdaje się tracić ten pazur. Pula żartów w pewnym momencie się wyczerpuje, Tohru ulega pewnemu oswojeniu, a Kobayashi z drugiej strony coraz bardziej otwiera się na smoki. Sezon ten ma więc więcej momentów obyczajowo-komediowych o mniejszej dozie bezczelności, bądź nie wywołujących już takiego wrażenia u widza. Przykładem takiego złagodnienia w sezonie może być wątek amerykanki, na mój gust aż nazbyt przesłodzony. Z kolei znowu nie mogę powiedzieć, by którakolwiek część tej historii była zła.
Zaznaczmy jednak, że drugi sezon – na szczęście – nie uczynił nam tego serialu przyjaznego rodzinie i dzieciom. Spośród nowości, piersi Ilulu idą w konkurencję z tymi Quetzalcoatl, oferując widzowi oppai w młodszym, niższym i jeszcze kształtniejszym nośniku. W teorii ma ona tło fabularne oraz swój wątek, nawet całkiem nie najgorszy, choć na tle ogółu serii postać ta jednak roztapia się w tle. Rozwinięciu ulega przeszłość Tohru i Elmy, co wzbogaca zarówno aspekt fantastyczny dzieła, jak i zachowuje pazur z poprzedniego sezonu przez wątek religii skupionej wokół tej drugiej i motywu do oporu przeciwko niej ze strony przyszłej najlepszej smoczej pokojówki.
Kobayashi ma bogaty świat, lecz budowany z wolna i ostrożnie – służy on raczej okruchom życia (slice of life). W kontekście ewentualnej kontynuacji nurtuje mnie, co twórcom jeszcze pozostanie poruszyć, by seria nie uległa rozwodnieniu treści. W rzeczywistości jednak czeka nas jeszcze wiele smaczków – w końcu to adaptacja mangi, z pewnością poznamy więc lepiej chociażby kim są łowcy smoków, z których jak dotąd poznaliśmy tylko jednego przedstawiciela o dość mglistej motywacji i proweniencji.
Opening i ending są dobre i również ich nie pomijałem, choć przyznam szczerze, że tu jednak pierwszy sezon wypadał o wiele lepiej. Animacja i kreska serialu poszły do przodu, utrzymując jednak dawnego ducha. Niektóre dynamiczniejsze sceny zapadają w pamięć nie tyle ładunkiem treści i emocji, co samej wizualizacji – kiedy Tohru idzie do swojej pierwszej pracy, czy kiedy zagania Ilulu by wreszcie wzięła się do roboty.
Jeśli podobał się komuś pierwszy sezon „Miss Kobayashi's Dragon Maid", sięgnięcie po jego kontynuację jest więc nie tylko naturalne z samej natury rzeczy i ciekawości, ale też warte z powodu rzeczywistych rezultatów przy rozwoju projektu. Nie ma on wyjątkowej wartości sam w sobie, lecz stanowi ciągłość bardzo dobrej serii.
Komentarze
Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!
Dodaj komentarz