
Fantasy ma to do siebie, że lubi wyglądać jakby pisane było z gotowego skryptu z listą rzeczy do odhaczenia. Miejsca, rasy, moce magiczne, proroctwa o wybrańcach i końcu świata… Znalezienie tych motywów w gatunku nie stanowi problemu, choć nie oznacza to też, żeby było w tym coś złego. W rękach odpowiedniego autora, sprawdzone motywy i koncepcje z dodatkiem czegoś od siebie mogą stworzyć naprawdę interesującą mieszankę. A dziś z tą myślą podzielę się z wami moimi przemyśleniami nad pierwszą częścią trylogii przygód Evi'Deth o podtytule "Rytuał krwi".
Evi'Deth to drowka żyjąca na powierzchni. Nie wie jednak o sobie niemal nic. O rasie, pochodzeniu, umiejętnościach. Na całe jej życie składa się okolica jaskini robiącej jej za dom i Draco, który był jej towarzyszem i opiekunem odkąd tylko pamięta. Wszystko to jednak zostaje pewnego dnia strzaskane gdy Draco zostaje zamordowany przez nieznanych napastników. Napędzana żądzą zemsty dziewczyna rusza w poszukiwaniu sprawców. To jednak oznacza opuszczenie dotychczas znanego jej świata na rzecz spotkań z innymi rasami, ich społeczeństwami, przekonaniami i wartościami. Czy zdoła sobie z tym poradzić i spełnić swój cel?
Ukazany w książce świat tworzy naprawdę interesujący obraz. Z jednej strony, stanowi on wyłączne dzieło samej autorki. To pozwala jej na dość swobodną manipulację tym, co możemy tam zastać. Dotyczy to oczywiście wszelkich lokacji geograficznych, ale także panujących norm społecznych czy wydarzeń historycznych tworzących otaczającą bohaterkę rzeczywistość. Nie jest to jednak dzieło pozbawione nawiązań, i to w dużej liczbie. Pisarka jest zagorzałą fanką świata Forgotten Realms, w szczególności przygód Drizzta Do'Urdena i to po prostu widać. Występujące rasy, łączące je relacje, koncepcje na temat uzbrojenia i magii. To wszystko nosi w sobie naleciałości Zapomnianych Krain, przez co fani fantastyki tego typu szybko mogą się poczuć w trakcie lektury jakby trafili do domu. Nieco odmiennego, ale znanego. Dodatkowym smaczkiem są pojawiające się od czasu do czasu nawiązania do popkultury, niejednokrotnie mogące przyprawić o trochę śmiechu.
Co do bohaterki, to tutaj sprawa jest wyłożona w dość otwarty sposób. Jej wychowanie i pochodzenie sprawiają, że jest silną, niezależną kobietą. Ma też świadomość, że ludzie mają problem z tym, żeby ją tolerować. Jej kolejne spotkania z różnymi osobami, miejscami i historiami ukazują ją jako gotową by walczyć o swoje i nie waha się przed wytykaniem sprzeczności, głupot i hipokryzji. A choć ma poważny problem przed przyznaniem tego wprost, to na osobach z którymi nawiązuje więzi zależy jej bardziej niż można by początkowo pomyśleć (nazwanie jej tsundere chyba nie byłoby błędem). Ponieważ pełni ona też rolę narratorki, to innym postaciom nie przyglądamy się aż tak uważnie, ale one również umieją zaciekawić, wywołać uczucie podziwu bądź rozbawić.
Jeśli mowa o pewnych głębszych przesłaniach, to nie można wskazać jednej konkretnej rzeczy, co wiąże się też z faktem, iż najważniejsze aspekty przygody od początku do końca skrywa mgła tajemnicy. Z kolejnymi stronami poznajemy kolejne sekrety, ale wciąż za mało by znać pełny obraz. Warto za to spojrzeć na interakcję bohaterki ze światem. Wskutek jej pozycji i niezależności, może doświadczyć różnych aspektów tego, jak zachowują się różne osoby i sam system społeczny. I nie waha się przed wskazywaniem błędów i głupot, które dostrzega. Wskutek tego mamy starcie między konserwatywnym poglądem na świat, a outsiderki, którą wychowano tak by umiała radzić sobie sama. Powstała w ten sposób mieszanka umie prowadzić do naprawdę ciekawych sytuacji.
Czuję się też zobowiązany, aby wspomnieć o kilku rzeczach, które przewijają się na kartach książki. Małą ciekawostką jest duża wiedza autorki na temat kamieni szlachetnych, która przewija się w tekście przy różnych okazjach. Ważniejsze są dwie inne sprawy. Jedna to łamanie czwartej ściany. Evi'Deth regularnie ma momenty, w których zwraca się bezpośrednio do czytelnika, są one nawet wyróżnione w tekście. Komentarze, wnioski, i próby przekonania czytelnika że zależy jej mniej niż w rzeczywistości. Dodaje to ciekawego smaczku. Podobnie jak częste w tekście ilustracje, zarówno postaci jak i miejsc odwiedzanych w trakcie fabuły. Niemniej należy wspomnieć, że są one dziełem SI. Czy to dobrze czy źle, to już jest indywidualna ocena.
Ostatnimi czasy, za sprawą różnych nawiedzonych komentatorów, nurty LGBT czy feminizmu nie cieszą się dobrą opinią. Nie oznacza to jednak, że nie można stworzyć dobrej historii z silną postacią kobiecą. Choć tę książkę zdarzało mi się co jakiś czas odkładać na dłużej, to zawsze chętnie do niej wracałem. Zdarzały się zarówno bardziej porywające jak i smutne chwile, a czasem mogłem się zwyczajnie pośmiać z jakiejś niedorzecznej sytuacji czy odwołania. Warta spędzonego przy niej czasu i będę brał się za kontynuację.
Komentarze
Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!
Dodaj komentarz