
Joann Sfar zabiera czytelnika w podróż do malowniczej Odessy, gdzie chwilowo zatrzymała się niezwykła grupa klezmerów, czyli muzyków grających na weselach, bar micwach bądź innych uroczystościach. Przyjaciele otrzymali pierwsze poważne zlecenie i mają grać przez całą noc w bogatym domu na przyjęciu z okazji wyjazdu seniorki pewnego rodu do Erec Izrael. Pozostaje zatem zapytać, czy i tym razem wartka akcja wciąga już od pierwszej strony, a sposób opowiadania powoduje, że kibicujemy bohaterom jeszcze długo po zakończeniu lektury? Zdecydowanie tak.
Mimo że od wydarzeń opisanych w pierwszej części opowieści – "Podbój wschodu" – nie minęło dużo czasu, bohaterowie stali się świetnym, doskonale zgranym zespołem, a my zaczynamy traktować ich jak rodzinę – trochę niesforną, momentami skłóconą, ale w krytycznych chwilach zawsze stojącą za sobą murem. Ponownie śmiech i rubaszność przeplatają się ze smutkiem i wzruszeniem, a czytelnik ma okazję spojrzeć na ten niezwykły, miniony świat oczami ludzi, dla których czasy przed II wojną światową stanowiły codzienność.














