
Pomysł odświeżenia "Planescape: Torment" przez Beamdog nie spotkał się raczej z ciepłym przyjęciem oddanych fanów tytułu. Wielu było zdania, że to gra kompletna i przy okazji doskonale domknięta fabularnie, a więc nie powinno jej się ruszać w żadnym stopniu. Poza tym poprzednie projekty studia były co najwyżej średnio udane i przeważnie żerowały na nostalgii graczy niż wnosiły coś nowego do legendarnych klasyków.
W tym całym zamieszaniu uspokajający był fakt, że do odnowionego wydania produkcji został zaangażowany jej ojciec – Chris Avellone. Twórca postanowił wytłumaczyć, co skłoniło go do tego, aby dać zielone światło temu projektowi i aktywnie przy nim pracować.
Wielu ludzi wspominało mi o Tormencie przez lata, a szansa na stworzenie jego zaktualizowanej wersji była kusząca – nie chodziło o naruszanie podstawowej treści, ale aby przybliżyć grę nowemu pokoleniu fanów gatunku i umożliwić im łatwiejszy dostęp do niej, bez konieczności pokonywania przeszkód, aby to się stało.


















