
Niby materiały promujące "Wonder Woman" powinny się podobać i wszystko jest na swoim miejscu. Mamy tajemnicę, zawoalowaną i kuszącą intrygę, ciekawy okres historyczny (czasy pierwszej wojny światowej – tego w kinie superbohaterskim jeszcze nie grano), sporo akcji oraz epickiej muzy, szczyptę efektów specjalnych, a także akcję podlana obiecującą obsadą aktorską.
Jednak oglądając najświeższy zwiastun filmu nie czuję ekscytacji tylko... bo ja wiem... obojętność? Jedno wielkie "meh...", nic nie poradzę.
Może to brak zaufania do studia Warner Bros. i filmowego świata DC? Efekt rozczarowań poprzednimi niespełnionymi obietnicami. Pewne poczucie, że chłopcy są zawsze o trzy kroki za Marvelem, starają się usilnie skopiować sukces tamtej marki, a koniec końców wychodzi coś w stylu anonimowej rozlewni wypuszczającej na rynek swoją Coca-Colę. Niby smak podobny, ale to już nie to samo i czuć, że na pewnym etapie produkcyjnym gdzieś zabrakło pomysłu tudzież odpowiedniej dawki miłości.













