
Igrzyska śmierci
Na kolejne tomy "Deadly Class" czekam z utęsknieniem, a czwarty zapowiadał się szczególnie atrakcyjnie. Oto bowiem między uczniami szkoły dla zabójców miała rozpocząć się prawdziwa walka na śmierć i życie, a co się z tym wiąże, o awans w hierarchii – innymi słowy, igrzyska śmierci.
Niestety rodzaj rozgrywki między uprzywilejowanymi uczniami a szczurami (bez odpowiedniego rodowodu) jest niewyrafinowany. Przewodniczy mu chaos, w którym na antagonistę wyrasta Shabnam – fizycznie niepozorny, za to zdobywający władzę informacjami i intelektem, starający się też zaprowadzić trochę porządku. Zabójstwa, starcia, zdrady i próba przetrwania – dzieje się, jasne, ale taki rozgardiasz wypełniony przemocą i ucieczkami nie jest tak interesujący fabularnie. Wydaje się, że egzamin – bo tym to jest dla bohaterów – mógł być bardziej urozmaicony, a tak kończy się zabijaniem kolejnych postaci, któremu brakuje poczucia istotności.













