

Do lektury "Diuny" przystępowałem z dużą dozą rezerwy. Od światów science-fiction zawsze wolałem te spod znaku magii i miecza. Tymczasem ogromna popularność danej rzeczy wywołuje u mnie przekorny dystans. Wreszcie, miałem obawy, na ile jest to dziś utwór żywy, a na ile literacki skansen archaiczny względem dzisiejszej twórczości. Rzec by się aż chciało, że była to rezerwa wewnątrz rezerwy w rezerwie.
W świecie "Diuny" zostałem wrzucony na głęboką wodę. Uniwersum, którego nie znam – jego historii, praw, powiązań bohaterów, a w którym szykują się, jak od początku wiadomo, wielkie wydarzenia i intrygi. Z nieświadomością "kto? kiedy? dlaczego?" w "Diunie" trzeba się pogodzić, a wszystko zostanie wyjaśnione w swoim czasie. Owe niejasności budziły jednak moje zaciekawienie, a nie znużenie.















