Mass Effect 3
mass effect: invasion

Choć tendencja do stopniowego spłycania gier komputerowych przez BioWare jest już widoczna gołym okiem, to trzeba otwarcie przyznać, że firma sukcesywnie rozwija swoje światy poprzez inne środki przekazu. Doskonałym przykładem takiego stanu rzeczy jest uniwersum „Mass Effect”, które za kilka miesięcy przeżyje prawdziwy „boom”. Na początku przyszłego roku na półki sklepowe trafi czwarta książka, skupiająca się na losach doktor Kahlee Sanders, kapitana Davida Andersona i Gillian Grayson – „Mass Effect: Deception”. Już za kilka dni powinniśmy usłyszeć kilka ciekawych informacji na temat zbliżającej się ekranizacji. Natomiast dziś, za pośrednictwem wydawnictwa „Dark Horse Comics”, ujawniono pierwsze fakty związane z trzecim komiksem, opartym na tym kosmicznym uniwersum.

Intryga w „Mass Effect: Invasion” zostanie umiejscowiona na stacji kosmicznej Omega – stolicy międzygalaktycznego bezprawia, sanktuarium gwałtu, prawdziwej agorze czarnego rynku i przemytu. Głównym bohaterem będzie samozwańcza władczyni tego miejsca i właścicielka klubu „Zaświaty”; tajemnicza Asari, którą mieliśmy przyjemność spotkać już kilkakrotnie – Aria T’Loak. Heroina zostanie postawiona przed sporym wyzwaniem, gdyż jej małe imperium zaatakuje zagadkowa rasa obcych, która zdaje się być powiązana w pewien sposób z pro-ludzką organizacją paramilitarną Cerberus. Stawką w tej wojnie będzie nie tylko jej życie, ale również reputacja, jaką cieszy się w całej galaktyce.

Premiera pierwszego z czterech zeszytów została ustalona na 19 października 2011 roku. Za scenariusz i oprawę graficzną odpowiada ten sam zespół, który stał za sukcesami poprzednich komiksów – Mac Walters (fabuła), John Jackson Miller (dialogi) oraz Omar Francia (rysunki). Niestety, na dzień dzisiejszy nie ma żadnych planów związanych z wydaniem tej historii obrazkowej w Polsce (my dopiero cierpliwie wyczekujemy „Mass Effect: Evolution”). Poczekamy, zobaczymy – może wydawnictwo Egmont obudzi się przed premierą trzeciej części gry?

Mass Effect 3
mass effect 3, zaeed massani

Z perspektywy gracza, to dobra wiadomość, gdyż możliwość przetestowania gry przed premierą jest zawsze miłą rzeczą – tym bardziej, że nasz sprzęt nie młodnieje, a wymagania sprzętowe nieubłaganie wzrastają, wywołując nieprzyjemne bicie serca u każdego fana. Poza tym wersja demonstracyjna pozwoli na własnej skórze przekonać się, nad czym BioWare grzebał przez ostatnie dwa lata i jakie zmiany zaszły w uniwersum „Mass Effect” od czasów samobójczej misji Sheparda.

„Uważnie wypatrujcie informacji o planach wydania dema w ciągu najbliższych miesięcy.” – zaćwierkał Casey Hudson.

Patrząc na rewolucję, która pogrążyła w chaosie ostatnie dziecko Kanadyjczyków, wydaje mi się, że przyszykowanie takiej próbki jest uczciwym wyjściem, umożliwiającym podjęcie trudnej decyzji przez potencjalnych konsumentów – kupić „Mass Effect 3” w dniu premiery, a może poczekać jeszcze kilka miesięcy, do czasu aż cena spadnie? Umówmy się, każdy, kto grał w poprzednie części serii i tak nabędzie „trójkę”, choćby był to symulator farmy, a w ramach DLC otrzymalibyśmy zardzewiałe grabie i zgniłego ziemniaka. Wszyscy jesteśmy ciekawi tego, jak skończy się epopeja komandora Sheparda.

Miejmy tylko nadzieje, że wycinek finału kosmicznej sagi, będzie zdecydowanie lepszy od tego zaserwowanego w przypadku „Dragon Age II”. Tamta produkcja do dziś pozostawia nieprzyjemny smak rozczarowania w ustach, ale okazała się znacznie przyjemniejszą przygodą niż to, co zapowiadało demo.

The Elder Scrolls V: Skyrim
todd howard

Także spokojnie, drodzy czytelnicy. Wszystkie kastracje są tylko szerszą wizją artystyczną, mającą na celu uniknięcie skołowania graczy, którzy mogliby być przytłoczeni nadmiarem opcji i bezkompromisowością niektórych wyborów. Bethesda nie upraszcza swojej serii, ona tylko tworzy nowe standardy, które mają złagodzić skutki złych decyzji. Jak tak, to miło – nie mam więcej pytań. Od kolejnej części cyklu, będę więc oczekiwał „samograja” z minimalną ilością trudnych decyzji, gdyż jestem zbyt leniwy, aby przeczytać instrukcję (za dużo literek, małe obrazki) i najprawdopodobniej powiesiłbym się na kablu od myszki, że źle rozwinąłem postać.

Kiedy podstawowe konsekwencje stały się czymś tak frustrującym, że nie da się ich przeskoczyć? Kurcze… serio? Czemu developerzy robią z graczy sieroty z dwoma lewymi rękami? Wiem, że chodzi zapewne o pieniądze, ale hardcorowe produkcje sprzedają się przecież równie dobrze i przynoszą spore zyski, o ile są dokładnie zrobione. Coś czuję, że w grę wchodzi tutaj ostatni z siedmiu grzechów głównych.

Szczęśliwie, ludzie nie są ślepi i nie mają klapek na oczach. Wiedzą dobrze, że poniższe słowa Todda Howarda są tylko naturalną zasłoną dymną, spowodowaną dość kontrowersyjną wypowiedzią Craiga Lafferty’ego, która wywołała wrzenie w środowisku graczy. Bethesda robi się coraz bardziej przewidywalna, podobne techniki przerabialiśmy już w przypadku „Obliviona” czy „Fallout 3”.

„Jeżeli mam być szczery, to nie myślimy zbyt wiele nad stworzeniem bardziej przystępnego tytułu. Tym bardziej, że zauważyliśmy, iż coraz większa grupa odbiorców pragnie właśnie takiego modelu gry, który my chcemy zrealizować. Skupiamy się na tym, aby stworzyć ją dla każdego – nawet jeżeli grałeś już wcześniej w serię „The Elder Scrolls”, nie grałeś w tą część, więc siłą rzeczy nie znasz jeszcze mechanizmów rządzących rozgrywką.

Gra o tron
gemma whelan

„Natychmiast zauważył, że dziewczyna pochodzi z żelaznego rodu. Była szczupła i długonoga, miała czarne, krótko obcięte włosy, ogorzałą od wiatru skórę, silne pewne dłonie i sztylet za pasem. Nos był za duży i zbyt ostry jak na tak wąską twarz, lecz uśmiech wynagradzał to z nawiązką. Pomyślał, że jest trochę starsza od niego, lecz nie ma więcej niż dwadzieścia pięć lat. Poruszała się tak, jakby była przyzwyczajona czuć pokład pod stopami.” – George R. R. Martin, „Starcie Królów”.

Ha! Jeszcze dzisiaj informowałem o nowym wcieleniu Brienne z Tarthu, a tutaj okazuje się, że znamy już kolejne nazwisko, które zostało wcielone do obsady drugiego sezonu „Gry o tron”. Zaraz… moment! Jaka znów Yara Greyjoy? Nikogo takiego nie było przecież w książce, a lord Balon miał w końcu tylko jedną córkę – Ashę. Czyżby jakiś chochlik? Może scenarzyści postanowili dodać nową postać, aby jeszcze mocniej podgrzać atmosferę Wojny Pięciu Królów?

Deus Ex: Bunt Ludzkości

„Deus Ex: Bunt Ludzkości” zapowiada się na naprawdę godziwą kontynuację tej kultowej serii i trudno wyjść z podziwu nad materiałami, którymi coraz częściej zalewa nas Eidos Montreal. Czyżby król cyberpunku wrócił na należne mu miejsce? Cóż, nie galopowałbym tym stwierdzeniem aż tak daleko, ale nie da się ukryć, że szykuje nam się wyjątkowo solidny tytuł. „Czarny koń” 2011 roku? Całkiem możliwe.

Kolejna część pamiętnika developerów skupia się na czterech podstawowych filarach, na których opiera się „Bunt Ludzkości” – skradanie, walka, hakowanie oraz perswazja. Podkreśla również, jak duży wpływ na umiejętności Jensena ma augmentacja.

Nie, to zwyczajnie nie może się nie udać. Mam nadzieje, że tym razem unikniemy powtórki z „Invisible War”, bo inaczej chyba dostanę depresji i zwątpię w ten cały wirtualny biznes.

Premiera już 27 sierpnia.

Dragon Age II

Wczoraj w godzinach nocnych mieliśmy okazje podziwiać pierwszą prezentacje fabularnego DLC do „Dragon Age II”, a już dziś w nasze ręce trafia oficjalny zwiastun „Dziedzictwa”.

Choć generalnie z tym podziwianiem, to napisałem teraz trochę na wyrost i wypadałoby to w pewnym sensie sprostować, gdyż wczorajszy pokaz nie miał w sobie niczego, co spowodowałoby, abym zacmokał z zachwytu. Jeżeli już, to raczej coś pomiędzy grymasem rozczarowania a chłodną obojętnością.

Gra o tron
gwendoline christie, brienne z tarthu, gra o tron

„Zwali ją Ślicznotką... żeby z niej zadrwić. Włosy pod hełmem przypominały stertę brudnej słomy, a twarz... jej oczy były duże i bardzo niebieskie, oczy młodej dziewczyny, szczere i ufne, ale rysy miała grube i ordynarne, zęby wystające i krzywe, usta zbyt szerokie, a wargi tak pulchne, że sprawiały wrażenie obrzmiałych. Policzki i czoło pokrywało chyba z tysiąc piegów, a nos nieraz już złamano. Serce Catelyn wypełniła litość. Czy jest na świecie ktoś bardziej nieszczęśliwy niż brzydka kobieta?” – George R. R. Martin, „Starcie Królów”.

Kolejna część cyklicznego serialu, który kochamy – wyniki castingów do drugiego sezonu „Gry o tron”. Niedawno poznaliśmy telewizyjne wcielenie Margaery Tyrell, choć tak naprawdę nikogo zbyt mocno nie rozgrzała ta wieść, gdyż trudno było ukryć, że jest to poboczna postać, która nie będzie grała pierwszych skrzypiec w całej intrydze. W końcu do obsadzenia pozostało jeszcze kilku kluczowych bohaterów i to te informacje powinny wywołać prawdziwe emocje. Co ciekawe, jedną z części tej niekończącej się układanki odkrył wczoraj sam George R. R. Martin.

Dragon Age II

Najwidoczniej BioWare uznał, że najwyższy czas zakończyć stypę po „Dragon Age II” i trzeba w końcu zakasać rękawy, bo same słuchanie fanów nie wypełni wiecznie głodnego skarbca. Kanadyjczycy ponoć wzięli sobie do serca wszystkie opinie graczy i odpowiedzią na ich prośby oraz skargi ma być pierwsze oficjalne DLC – „Legacy”. Harda zapowiedź, gdyż wirtualne przygody Hawke wprost roiły się od fatalnych rozwiązań i to w podstawowych aspektach rozgrywki. Byłem sceptykiem i po obejrzeniu pierwszego fragmentu dodatku wciąż nim jestem.

dragon age 2, legacydragon age 2, legacydragon age 2, legacy

Po kolei. Fabuła rozszerzenia ponownie będzie skupiać się na Czempionie Kirkwall i jego przyjaciołach. Po tragicznych wydarzeniach mających miejsce w Katowni, naszemu bohaterowi nie dane jest założyć ciepłych kapci i spokojnie odpocząć przy kominku od mocnych wrażeń. Tym razem jednak nie będzie on podcierał nosa szarym obywatelom, tylko zajmie się swoimi sprawami. Tajemnicza gildia skrytobójców z nieznanych przyczyn poluje „na krew rodu Hawke” i dumny heros, aby położyć kres nieustannym atakom, musi rozwiązać tę zagadkę. Trop wiedzie daleko poza Kirkwall, do starożytnego więzienia Szarych Strażników, gdzie prócz odpowiedzi na nurtujące go pytania, znajdzie starożytne i potężne zło, które od wieków było skrywane przed ludzkością.

dragon age 2, legacydragon age 2, legacy

Dzięki „Legacy” staniemy oko w oko z zupełnie nowym gatunkiem Mrocznych Pomiotów, zwiedzimy kilka wyjątkowych lokacji, skopiemy tyłek „temu złemu” oraz zyskamy ciekawą broń, którą będziemy mogli sami uformować (wybrać spośród kilku dostępnych bonusów).

Władca Pierścieni: Wojna na Północy

Osobiście mam już dość mielenia tej czerstwej buły znanej jako ekranizacja „Władcy Pierścieni” w reżyserii Petera Jacksona. Dobra, filmy był w porządku i ubawiłem się przednio, ale kiedyś trzeba powiedzieć – stop! Normalnie, jak jeszcze raz zobaczę Froda z twarzą Elijaha Wooda, to coś mnie strzeli. Tolkien stworzył przecież tak ogromne i bogate uniwersum, że można w nim umieścić tysiące pięknych historii i pokazać setki urokliwych miejsc, które zostały dotychczas pominięte. Nie tylko owłosionego pokurcza i jego gromadki przyjaciół, którzy przez trzy filmy idą do głupiego wulkanu!

peter jackson, władca pierścieni

Dlatego tak mocno zaintrygowała mnie „Wojna na Północy” – świeża historia, nowi bohaterowie, zupełnie inny teatr działań. W końcu jakiś ożywczy zefirek, a nie ciągłe siedzenie w tym samym, zatęchłym powietrzu. Niestety, reguły współczesnego marketingu są bezlitosne i to właśnie je ukazuje najnowszy zwiastun gry.

Mass Effect

Co z tą ekranizacją „Mass Effect”?

Dodał: , · Komentarzy: 8
mass effect

Ech... chyba tylko Bóg jeden wie, jak mocno nienawidzę informować o zapowiedziach zapowiedzi. Co to za nowa moda, aby robić z czegoś takiego wielki szum i liczyć na ogólną ekscytację mas? Gdzie się podział efekt zaskoczenia? Nowa polityka newsowa rujnuje całą słodycz, gdyż niespodziewany cios jest zawsze najmocniejszy, a stopniowe zdradzanie nieistotnych szczególików męczy i po pewnym czasie nudzi tak mocno, że gdy dochodzi do „dnia zero”, wszyscy podchodzą do konkretnych faktów z nutką obojętności.

Normalnie machnąłbym ręką na tę informację i nie zawracałbym Wam głowy czymś takim. Niemniej, nie da się ukryć, że sprawa ekranizacji „Mass Effect” wydawała się stać w martwym punkcie od dobrych kilkunastu miesięcy, więc uważam, że w tym wypadku warto zrobić mały wyjątek i naświetlić pewne szczegóły. Nawet, jeżeli z tej dużej chmury, spadnie mały deszcz.

Studio filmowe Legendary Pictures, w specjalnej notce prasowej, poinformowało, że z myślą o targach Comic Con 2011 został przygotowany specjalny panel dyskusyjny, którego głównym tematem będzie wspomniana wcześniej ekranizacja „Mass Effect”. Obok Caseya Hudsona z BioWare, głos zabrać ma również Mark Protosevich („Jestem Legendą”, „Thor”), który obecnie macza palce nad scenariuszem, mającym przenieść przygody komandora Sheparda na duży ekran. Prelekcja została wyznaczona na 22 lipca, lecz konkretna godzina lub jakiekolwiek inne szczegóły nie zostały ujawnione.

Czyżby w końcu jakieś konkretne informacje na temat ekranizacji, a może skończy się na banałach i standardowej wymianie uprzejmości? Obawiam się, że przekonamy się o tym dopiero za lekko ponad dwa tygodnia.

Wczytywanie...