Mass Effect 3

Film „Final Fantasy: The Spirits Within” nie zapisał się złotymi zgłoskami w historii kinematografii i dołączył do pokaźnej grupy nieudanych ekranizacji gier komputerowych. Trudno się temu dziwić, zważywszy na to, jak ogromne rozczarowanie on przyniósł. Ludzie ze Square Pictures brylowali w blasku fleszy, nie szczędząc prasie buńczucznych zapowiedzi w stylu „rewolucji cyfrowej” czy „zupełnie nowych doznań wizualnych”. Topowa licencja również działała na wyobraźnie fanów, którzy oczekiwali prawdziwej uczty w swoim ulubionym uniwersum.

final fantasy: the spirits within

Przyszedł lipiec 2001 roku, a wraz z nim fala krytyki i rozgoryczenia dziełem Square Pictures. Podobnie jak w przypadku „Wodnego świata”, tytuł nie sprostał wysokim wymaganiom kinomanów. Cóż, film nie był taki zły, a animacja do dziś wywołuje reakcje mlaskania z zachwytu, aczkolwiek kompletnie zawiódł scenariusz i forma adaptacji. Dzieło Hironobu Sakaguchi skutecznie usypiało, nawet totalnie rozentuzjazmowanych fanów, a także było pełne błędów logicznych czy uproszczeń, które nie sposób nawet teraz przełknąć. Jednak do najgorszych grzechów można zaliczyć fakt, że prócz chwytliwej nazwy, niewiele miało ono wspólnego z marką „Final Fantasy”. Rozczarowanie szybko sięgnęło zenitu, a film zniknął z repertuarów kin zanim ktokolwiek zdołał wykrzyczeć dłuższą „wiązankę”, przynosząc Square Pictures 51 mln. dolarów strat i po kilku tygodniach bankructwo.

Guild Wars 2

ArenaNet nie oszczędza fanów swojej najnowszej produkcji – Guild Wars 2. Najpierw była zapowiedź i długi okres milczenia, potem huczne ujawnienie, dalsze milczenie i stopniowe dawkowanie informacji o klasach, mechanice, rasach i uniwersum. Człowiek czekał na te ochłapy i łapczywie je pożerał, zwiększając apetyt. I teraz bum, zawału można dostać! Nie wiadomo od czego zacząć, o czym napisać najpierw, co oglądać! Walka pod wodą! Specjalna broń do walki pod wodą!! Aparaty do oddychania pod wodą!!! Lochy!1!! 20 MINUT GAMEPLAYA!!!1!11 Mózg mi zaraz eksploduje!

guild wars 2, arena net, arenanet, ncsoft

Ale od czego macie takich świrów jak ja, piszących o tym dla satysfakcji i w czasie wolnym. Uporządkowałem dla was ten zalew informacji. Oraz oczywiście 20 minut gameplaya (!!!) – to wszystko w rozwinięciu.

Gra o tron
natalie dormer, margaery tyrell, gra o tron

Choć drugi sezon „Gry o tron” trafi na szklane ekrany dopiero na wiosnę 2012 roku, to nie oznacza, że do tego czasu będziemy siedzieć przed monitorami ze znudzonymi minami, przeglądając lakoniczne informacje o serialu HBO. Przeciwnie, stacja dobrze wie, że pomimo emisji finałowego odcinka, walka o widza wciąż trwa i trzeba stale podsycać atmosferę tego epickiego widowiska. Natomiast wyniki poszczególnych castingów są doskonałym materiałem do wielogodzinnych dysput pasjonatów, skupionych wokół sagi George’a R. R. Martina.

Szczerze pisząc, obstawiałem, że jakiekolwiek większe wieści usłyszymy dopiero na targach Comic-Con, które odbędą się w San Diego pod koniec lipca, ale jak widać twórcy nie zamierzali czekać tak długo. Pierwszą postacią, która zyskała swoją „nową twarz” jest Margaery Tyrell, jedyna córka lorda Mace’a Tyrella, pana Wysokoża. Jako że, ród mieniący się złotą różą na trawiastozielonym polu, to jedna z najpotężniejszych rodzin na południu Westeros, nadobna panna jest idealną partią dla każdego samozwańca pragnącego zasiąść na Żelaznym Tronie.

W skórę Margaery wcieli się Natalie Dormer, która zyskała sławę dzięki „Dynastii Tudorów”, gdzie zagrała uwodzicielską i tragiczną postać – Anne Boleyn, drugiej żony Henryka VIII. Dzieła stacji Showtime nie oglądałem, więc trudno mi obiektywnie ocenić tę decyzję, ale jak dla mnie to całkiem zgrabny wybór. Obawiam się jednak, że aktorka jest odrobinę za stara na tę rolę, aczkolwiek scenarzyści postarzyli już kilku bohaterów, więc myślę, że ten fakt można spokojnie przełknąć bez większej szkody dla naszych przełyków.

Deus Ex: Bunt Ludzkości

Jak będzie wyglądało Wasze życie za 16 lat? Jakie poglądy zamierzacie wyznawać? Czy pójdziecie z duchem czasu i całym sercem zaczniecie wspierać ideę nieskrępowanej augmentacji jako kolejnego etapu rozwoju ludzkości? Czy też wyjdziecie na ulice, wykrzykując hasła nawołujące do ograniczenia bio-wszczepów, upatrując w nich zagorzenia dla istoty człowieczeństwa, które starają się przeforsować chciwe korporacje do uzyskania własnych, egoistycznych celów? Nie da się ukryć, że to trudna, bioetyczna kwestia, wymagająca wielu godzin dysput oraz refleksji.

Radzę się zastanowić już teraz, gdyż w 2027 roku nie będzie na to czasu. Ten świat Was zje i wypluje bez słowa wytłumaczenia. Od tego komu zaufacie i jaką drogą podążycie, będzie zależeć Wasze życie. No cóż, przynajmniej w teorii.

Plik wideo nie jest już dostępny.

Zapowiada się ciekawie – kontrowersje, brudne gierki chciwych korporacji, słodziutki cyberpunkowy klimat i dużo tekstu, który czyni te fundamenty stabilniejszymi i silniejszymi. To wszystko sprawia, że data 27 sierpnia już od dawna zakreślona jest w moim małym kalendarzyku grubym, czerwonym mazakiem.

Inne

Iron Squad potrzebuje Waszej pomocy!

Dodał: , · Komentarzy: 0

Znasz się na tworzeniu grafiki i programowaniu? A może języki obce masz na tyle dobrze opanowane, że rola tłumacza jest pracą wymarzoną dla Ciebie? Jeżeli odpowiedź na któreś z tych pytań brzmi "Tak", to nie rezygnuj z czytania tego newsa, bo być może już niedługo znajdziesz się w szeregach zespołu Iron Squad.

Całej reszty już raczej łatwo się domyśleć. Iron Squad, doświadczony zespół debiutujący pod koniec 2004 roku, ogłosił nabór do swojej ekipy. Za dołączeniem do tej ekipy przemawia wiele pozytywnych aspektów, w tym m.in. wiele ogromnych projektów spolszczeń, które zostały już ukończone lub są w trakcie przygotowywania. I właśnie w pracach nad tymi drugimi możecie teraz pomóc.

iron squad, nabór

Iron Squad aktualnie pracuje nad spolszczeniami do takich gier jak "GTA IV: The Lost and Damned", "Magicka", "Aion: The Tower of Eternity" i "Jagged Alliance 2: Shady Job". Jak więc widać, trochę tego jest i nic dziwnego, że zespół tłumaczy chce powiększyć swoje szeregi.

Jesteś zainteresowany? Jeżeli tak, to odsyłam Cię na specjalną podstronę rekrutacyjną, gdzie po wypełnieniu zgłoszenia Twoja kandydatura zostanie rozpatrzona. Powodzenia!

Fallout: New Vegas

Zieeew… Kolejny dodatek do „Fallout: New Vegas”, który przejdzie bez echa? W naszym kraju z pewnością, gdyż Cenega Polska nie kładzie jakiegoś specjalnego nacisku na promocje postapokaliptycznych rozszerzeń i więcej pieniędzy wydaje miesięcznie na ekspres do kawy niż na faktyczny marketing dzieł Obsidian Entertainment. Daleki jednak jestem w tym przypadku do winienia rodzimego dystrybutora, bo tam, gdzie wchodzi zysk nie ma miejsce na sentymenty. DLC w naszym kraju nie są jakoś szczególnie popularne, o czym może zaświadczyć polski oddział Electronic Arts, który w pewnym momencie przestał lokalizować swoje mini-dodatki, a tajemnicą poliszynela jest fakt, dlaczego tak uczynił.

old world bluesold world bluesold world blues

Inna sprawa, że sam Obsidian wyraźnie robi te całe rozszerzenia na „pół gwizdka” i jest zajęty innymi sprawami. Rozmienia swój tytuł na drobne na mocy jakiegoś tajnego cyrografu z Bethesdą, który każe im zszywać poćwiartowane kawałki swojego dziecka, wycięte wcześniej z rozmysłem. Ani to apetyczne, ani moralne, więc trudno się dziwić, że Cenega nie chce jakoś specjalnie nagłaśniać tej chorej makabreski i przykładać do niej ręki. Przynajmniej starczyło im przyzwoitości, aby uczynić te rozszerzenia kompatybilne z polską wersją gry. W końcu zawsze znajdzie się kilku pasjonatów, którzy z nadzieją, będą oczekiwać sytej uczty, a trafią na porąbaną orgię z biletem do psychiatryka w jedną stronę. Na tym też da się przecież zarobić...

Czy „Old World Blues” wniesie cokolwiek do krajobrazu pięknego Nowego Vegas i czy jest jakikolwiek sens informowania o nim? Nie mnie oceniać, ja jestem tylko posłańcem.

Magicka

Świat „Magicki” był kiedyś spełnieniem socjalistycznego snu. W końcu wszyscy należeli do jednej klasy, byli teoretycznie równi i tworzyli zgrany kolektyw, aby osiągnąć upragniony cel – zgnieść kapitalistyczne tałatajstwo, które pragnęło wprowadzić nowe porządki. Arkadia jednak się skończyła, a nasi dumni magowie pokłócili się i poczęli ze sobą wojować. Jak to zazwyczaj bywa z konfliktami na pełną skalę, przyczyna wybuchu tej waśni była prozaiczna i wynikła z pewnego małego nieporozumienia.

Natomiast studio Arrowhead ponownie pokazało, że potrafi inteligentnie śmiać się ze swojej gry, skutecznie przebijając balon patosu, który przygniata ostatnio produkcje fantasy. Nie obyło się też bez odwołania do popkultury – tym razem inspiracją była jedna ze scen w kultowym dziele Quentina Tarantino.

Dodatek oferuje trzy nowe sposoby rozgrywki, które pozwolą nam utrzeć nosa przyjaciołom i pokazać, kto tu tak naprawdę rządzi. Tryb PvP daje możliwość pojedynkowania się w zespołach albo tradycyjnie – każdy na każdego. Oprócz tego otrzymamy specjalną szatę (ponad dziesięć kolorów do wyboru) i nietypowe narzędzie mordu (pistolet M1911). Co najważniejsze, twórcy postanowili rozpieścić swoich fanów, gdyż cała paczka jest do pobrania za darmo. Takie podejście, to ja rozumiem.

Wiedźmin 2: Zabójcy Królów

Drugi "Wiesiek" jest grą, z której już dziś możemy być dumni na całym świecie (podobnie jak w wypadku pierwszej części) i na pewno długo tę dumę zachowamy. Wiadomo jednak nie od dziś, że dla gier cRPG świat i U.S.A to dwa różne rynki i pola walki. Wielkim sukcesem pierwszego "Wiedźmina" było zaistnienie na rynku amerykańskim w sposób nie mniej udany, niż na rodzimym kontynencie, czego nie mogły dokonać hity pokroju "Gothica". Także teraz można zastanawiać się, czy "Zabójcy Królów" pozbędą się konkurencji zarówno wśród Amerykanów, jak i reszty świata. I tutaj pojawia się bardzo mocna odpowiedź – Nowojorski "Times" na swej oficjalnej stronie prezentuje artykuł – recenzję dzieła CD Projekt RED, którego obszerne fragmenty przetłumaczyliśmy dla Was.

wiedźmin 2, witcher 2

Z większością wielkich gier jest tak, że widzisz, gdy nadchodzą. Nie ma wielu zespołów wystarczająco kreatywnych i dobrych technicznie, które mogłyby stworzyć nadzwyczajnie interaktywną rozrywkę z rodzaju tych radośnie unoszących was do dalekiego miejsca, które chcielibyście przemierzać przez dziesiątki godzin, zaś liderzy poszczególnych nisz gier komputerowych są dobrze znani.

Jednak raz na jakiś czas nie wiadomo skąd pojawia się gra, która definiuje na nowo oczekiwania wobec całego gatunku. Gra taka, jak “Wiedźmin 2: Zabójcy Królów”

Gra o tron

Po przeczytaniu takiej wieści można się tylko uśmiechnąć od ucha do ucha. Inaczej się zwyczajnie nie da, bo jak to tak? Były jęki fanów oraz tysiące gróźb podszytych szantażem pod adresem HBO i scenarzystów „Gry o tron”, wynikających z szokującego zwrotu akcji w odcinku „Baelor”. Wielu telewidzów nie mogło się zwyczajnie z nim pogodzić i zapowiadało, że nie zamierza już podziwiać kolejnych epizodów tego serialu fantastycznego. No i co? Ano, to, że wielki finał postanowiła obejrzeć rekordowa liczba odbiorców.

Tak jest, wyniki nie kłamią. Odcinek „Fire and Blood” zebrał ponad 3,04 mln. widzów (około 400 tys. więcej ludzi niż tydzień temu), co jest zdecydowanie najlepszym wynikiem pierwszego sezonu i znacznie przekracza oczekiwania włodarzy HBO. O dalsze losy ekranizacji prozy George’a R. R. Martina możemy być więc spokojni.

gra o tron

Tak czy siak, zdjęcia do drugiego sezonu, opartego na kolejnym tomie sagi („Starcie Królów”) rozpoczną się już pod koniec lipca w Irlandii Północnej. Castingi zostały zakończone, a nazwiska aktorów, którzy wcielą się w nowych bohaterów (m.in. Stannis Baratheon, Davos Seaworth czy Brienne), poznamy zapewne na targach „Comic-Con 2011” w San Diego.

Mass Effect 3

BioWare: Sequele są dobre dla branży gier

Dodał: , · Komentarzy: 6
ray muzyka, greg zeschuk, bioware

Współczesna kultura opanowana jest przez wszelakie sequele, prequele, rebooty czy inne tego typu obco brzmiące zwroty. Niektórzy przyrównują ten stan rzeczy do złośliwego raka – stopniowego obumierania kolejnych gatunków, które finalnie doprowadzi do całkowitej degeneracji. Brak innowacji i wyobraźni jest ostatnio nazbyt widoczny. Mimo zapowiedzi czegoś świeżego i odkrywczego, zazwyczaj kończy się jak zwykle – ci sami bohaterowie, identyczne światy, bliźniaczo podobne cele, tożsame pomysły i kosmetyczne poprawki. Tylko cyferki przy tytułach ulegają zmianie. Nuda jak falki z olejem? Rzygać się chce od samego patrzenia na te same twarze? Twórcy spoczywają na laurach i biją kasę od ciemnych fanów? Zapewne, ale w końcu sami sobie jesteśmy winni.

Umówmy się, lubię nowe marki czy bohaterów, ale kocham też tych starych pryków, z którymi już dawno temu zdążyłem się zapoznać, utożsamić i przeżyć niejedną intrygę. Uwielbiam patrzeć na zmiany w świecie, do których to sam się przyczyniłem i poznawać dalsze losy postaci, napotkanych kiedyś w moich wirtualnych wędrówkach. Chcę się jeszcze głębiej wgryzać w uniwersum, stojące na stabilnych fundamentach, które trafiło w mój gust i dalej je kształtować. Skoro za każdym razem bawiłem się przednio, czy to jest grzech, że wybieram utarty grunt, a nie kupuję kota w worku, który na dodatek może okazać się jeszcze kulawy i śmierdzieć octem?

Piszcie, co chcecie, ale jak macie do wyboru znaną markę, której już posmakowaliście i nowego gracza, będącego jedną wielką niewiadomą, to wybierzecie pierwszą opcję w dziewięciu na dziesięć wypadków. Nawet, gdy weteran zaczyna przejawiać pierwsze fazy wewnętrznego rozkładu. Nie lubimy rewolucyjnych zmian, czego przykładem jest „Fallout 3” czy „Dragon Age II”, trudno więc winić twórców, że mamy pewien marazm. Nie wykonuje się przecież operacji na otwartym sercu za pomocą siekiery, tym bardziej, gdy pacjentem jest milioner, który stale dotuje szpital.

Skoro sequele są złe, to dlaczego są tak dobre? Odpowiedzieć na to pytanie starali się najbardziej znani doktorzy w branży – Ray Muzyka oraz Greg Zeschuk, szefowie BioWare.

Wczytywanie...