Do premiery „Mass Effect 3” pozostała jeszcze kupa czasu, a BioWare dopiero zaczyna lansować swoją niebywale dochodową i dojną krowę. Kanadyjczycy, wedle założeń nowej polityki informacyjnej, nie rozpieszczają swoich fanów i umiejętnie filtrują fakty, które są przesyłane do wiecznie ciekawskich mediów oraz spragnionych graczy. Szczerze pisząc, trochę mnie to cieszy, gdyż nawet te ochłapy, którymi dzielą się z nami chłopcy z Edmonton, wywołały już u mnie całą paletę uczuć – irytację, zdumienie, szacunek, wesołość, nadzieje, zakłopotanie, przygnębienie. Mógłbym wymieniać dalej i szafować przykładami, tylko po co? Skoro sami pewnie przeżywacie podobne emocje.
Rozpoczęły się w końcu długo wyczekiwane targi E3, prawdziwe święto całej branży elektronicznej rozrywki i wszystkich graczy. Wedle obietnic BioWare miało zaprezentować na nich materiał, który teoretycznie zwalał z nóg i zapierał dech w piersiach. W sumie nie kłamali – spazmatyczny śmiech spowodował, że błyskawicznie padłem na ziemię i nie mogłem złapać oddechu. Lojalnie jednak ostrzegam, że niektórzy mogą poczuć się urażeni.