
Brian Michael Bendis uważał, że czytelnicy oczekują od niego posunięcia się tak daleko, jak tylko może. Dlatego w tak odważny sposób pisał "Daredevila: Nieustraszonego!". W drugim tomie pod tym względem nie ma zmiany – scenarzysta dalej opowiada historię, która odbiega od typowych superbohaterskich komiksów i powinna zachwycić czytelników o różnych preferencjach.
Fabuła stanowi kontynuację wydarzeń opisanych w pierwszej części, dlatego wypada po kolei czytać serię Bendisa o Diable z Hell's Kitchen. I dlatego w dalszej części recenzji znajdziecie spoilery właśnie z poprzedniej odsłony – jeśli jej jeszcze nie czytaliście, to wiecie, co powinniście zrobić (szybko ją kupić i zabrać się za czytanie, a potem tu wrócić).
Doszło więc do wydarzenia, którego obawiają się wszyscy zamaskowani herosi, skrywający swoją prawdziwą tożsamość. W mediach upubliczniono informację, że Daredevil to niewidomy prawnik Matt Murdock. Bendis dalej przedstawia wpływ, jaki ma to na bohatera, jego otoczenie oraz innych superbohaterów. Jednak na tym autor nie poprzestaje – wystawia samozwańczego obrońcę uciśnionych na kolejne próby i doprowadza do następnych przełomowych momentów w jego życiu. Na brak emocji nie można narzekać.














