
Postapo niejedno ma imię – zamiast kolejnej spustoszonej i radioaktywnej pustyni, Rick Remender na poły z Gregiem Tocchinim zabrali czytelników w wodne odmęty, uzyskując naprawdę dobrą historię. A wraz z drugim tomem ochota na zanurzenie się w ten piękny i smutny świat jedynie narasta.
Stel Caine wciąż żyje, lecz nie ma już w niej śladu dawnego entuzjazmu i pozytywnego myślenia, którymi zarażała niemal wszystkich wokół. Przygnębiona po stracie bliskich w końcu ma okazję dopiąć swego i odnaleźć suchy ląd, możliwy do zamieszkania przez upadającą ludzkość. Niespodziewanie wspomoże ją pirat Roln, zaś gdzieś nieopodal czyha już Ministerstwo Myśli z miasta Voldin, gdzie przejawy marzeń o lepszym życiu spotykają się z surowymi represjami.
Po lekturze dwóch tomów zbiorczych "Głębi" pokuszę się o stwierdzenie, że to wręcz świetny kandydat do ekranizacji z odpowiednim, to jest wielomilionowym budżetem. Całokształt został wręcz skrojony pod wymogi narzucone przez dzisiejszych odbiorców. Ludzkość na skraju przepaści, wstrząsająca historia rodziny, bohaterka, która mimo przeciwności brnie do przodu, kilkoro drugoplanowych aktorów mających spory wpływ na wrażenia z lektury – to tylko ogólny zarys elementów składających się na sukces "Głębi".














